Bajki Majki: „Gruffalo” i „Mały Gruffalo” Julia Donaldson, Alex Scheffler

Długo zachodziłam w głowę co takiego jest w tej książce, że całe zastępy mam za wszelką cenę chcą ją zdobyć? To prawda, że wyczerpany nakład to zawsze +10 do atrakcyjności, ale przecież nie każda książka nie do zdobycia cieszy się aż taką popularnością.

Zupełnie przypadkiem trafiłyśmy z Majką na „Gruffalo” w bibliotece i właśnie tam po raz pierwszy poznałyśmy tą historię. Historię, której, wbrew pozorom, główną bohaterką jest… mała leśna mysz.

A kiedy jest się niepozorną myszką, las jest pełen niebezpieczeństw – każdy chce cię zjeść! Nasza bohaterka spotyka na swej drodze lisa, sowę i węża i z każdego spotkania cudem udaje jej się ujść z życiem. A wszystko to dzięki fantazji i umiejętności storytellingu – każdego z drapieżników straszy wizją leśnego potwora o ostrych kłach i pazurach, z którym podobno się przyjaźni, ubarwiając jego wyimaginowany wygląd przy każdej kolejnej opowieści. Co jednak zrobi, kiedy na jej drodze stanie… Gruffalo prosto z jej fantazji? W dodatku Gruffalo mający chrapkę na mysią przystawkę?

Tekst jest melodyjnie rymowany, a cała opowieść urzekająco przewrotna. Już rozumiem ten fenomen, chociaż nie odczuwam nieopartej potrzeby posiadania „Gruffalo” na majkowej półce. Ale na pewno za jakiś czas wypożyczymy go znowu.

~ Książeczkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2018 ~

Ale ale! Gruffalo doczekał się potomstwa! I jak każdy troskliwy rodzic lojalnie przestrzega go przed zagrożeniami czekającymi w leśnej głuszy – z Ogromną Złą Mychą na czele, ze spotkania z którą ledwo uszedł z życiem. Jakby nie patrzeć czas nieco wypacza wspomnienia, dlatego myszka z opowieści wydaje się być prawdziwie szkaradnym, budzącym grozę stworzeniem. Nic dziwnego, że Mały Gruffalo nieszczególnie wierzy tacie i, kiedy ten zasypia, postanawia opuścić bezpieczną grotę. Wędrując po lesie spotyka te same zwierzęta, które pamiętamy z pierwszej części – żadne z nich nie jest jednak ani trochę podobne do Złej Mychy, choć każde wyraża się o niej z respektem. Czy naszej sprytnej wąsatej bohaterce po raz kolejny uda się ujść z życiem ze spotkania z głodnym Gruffalo? Jakim fortelem posłuży się tym razem?

Podsumowując – obie książki faktycznie mają w sobie sporo uroku. Pomysł jest zaskakujący i całkiem sympatyczny, bohaterowie oryginalni, a rytmiczny wiersz długo nie chce opuścić pamięci i małego i dużego czytelnika. Nie sądzę jednak, żebym starała się zdobyć pierwszą część za każde pieniądze. Zadowolimy się tą z biblioteki ;)

Julia Donaldson, Alex Scheffler, Gruffalo, Gdańsk: Wydawnictwo EneDueRabe, 2013, 28 s.
Julia Donaldson, Alex Scheffler, Mały Gruffalo, Gdańsk: Wydawnictwo EneDueRabe, 2014, 32 s

Bajki Majki: „Różowa walizka” Susie Morgenstern, ilustracje Serge Bloch

Bywa czasami tak, że chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z wieku i nieco jeszcze ograniczonych możliwości poznawczych mojej półtorarocznej córki oraz z faktu, iż na niektóre pozycje jeszcze trochę (albo i znacznie) za mała, a i tak nie mogę się powstrzymać od upolowania ich do Majkowej biblioteczki. Po prostu jestem niesamowicie ciekawskim stworzeniem i sama strasznie chcę przeczytać dany tytuł, a posiadanie dziecka jest fantastyczną wymówką do nabywania (de facto dla siebie) książek i książeczek dla dzieci. W końcu maluchy tak szybko rosną, ani się obejrzymy, a będą czytać same!

Taką właśnie lekturą jest „Różowa walizka” – jako wielka fanka koloru żarówiastoróżowego zwariowałam na jej punkcie kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach i po prostu musiałam ją mieć. Szczególnie, że wydawnictwo Adamada jeszcze nigdy mnie nie zawiodło i jestem skłonna kupować i polecać ich książki w ciemno.

IMG_20170909_133502_471-01

To niedługa opowieść o małym Beniaminie, którego z okazji narodzin obdarowano najróżniejszymi, najbardziej wymyślnymi prezentami – każdy bowiem starał się podarować maluszkowi coś naprawdę wyjątkowego. Ta sztuka udała się babci, która nie przejmując się opinią innych gości obdarowała wnuka intensywnie różową walizką. Bo kto to widział przynosić noworodkowi walizkę? I to w dodatku w tak nie chłopięcym kolorze? Swoją drogą bardzo podoba mi się obsadzenie babci w roli ofiarodawczyni tego niestandardowego prezentu – w końcu babcie to osoby, stereotypowo kojarzone raczej z konserwatywnym nastawieniem i dużym przywiązaniem do tradycji. Natomiast Babcia Beniaminka okazuje się być rewolucjonistką. Pełną babcinego ciepła i gotową wspierać swojego wnuczka na każdym etapie życiowej drogi.

Tak, jest to niewątpliwie książka o walce z krzywdzącymi stereotypami. Ale również (a może przede wszystkim) o rozbudzaniu kreatywności i niesamowitej sile dziecięcej wyobraźni – walizka – przedmiot o jasno określonym przeznaczeniu, w oczach małego użytkownika staje się łóżeczkiem dla niemowlęcia, garażem dla samochodów, lotniskiem dla papierowych samolocików, stołem dla lalek, instrumentem muzycznym czy chodzikiem dającym oparcie podczas stawiania pierwszych kroków. A potem wyścigówką, a nawet szkolnym tornistrem!

Trudno o bardziej sympatyczną, pełną ciepłego humoru, bajkę o przyjaźni między dzieckiem i „pluszakiem”. O samoakceptacji, posiadaniu własnego zdania i nieprzykładaniu wielkiej wagi do opinii innych. O odwadze bycia sobą nawet mimo przeciwności i dezaprobaty najbliższych. A także o wielkim znaczeniu wsparcia, jakie daje rodzina i o trudnej sztuce kompromisu.

Historii towarzyszą fantastyczne ilustracje – lekkie, przejrzyste, „naskrobane piórkiem”, pozornie niedbałe i wyjątkowo stonowane kolorystycznie – w kontraście do jaskrawej walizki. Bo to właśnie tytułowa walizka zdaje się nadawać życiu Beniaminka barw – zarówno dosłownie, jak i w przenośni – a ilustracje dodatkowo to podkreślają. Osobiście jestem wielką fanką kota, mimiki beniaminkowego taty oraz wzorzystości tapet, podłóg i ubrań bohaterów.

To pozycja obowiązkowa dla małych i dla dużych. Każdy maluch powinien mieć w swoim życiu duchowego przewodnika pomagającego mu wyrwać się ze ściśle określonych, ciasnych schematów, gotowego wesprzeć w trudnych momentach i rozwiać kłębiące się w głowie wątpliwości. I jeśli akurat brakuje w otoczeniu takiego przyjaciela lub członka rodziny, książka Susie Morgenstern świetnie sprawdzi się w tej roli.

Nieszokująca, nie dosadna, niesięgająca po wielkie słowa niezwykle mądra lekcja tolerancji, odwagi i wolności. Mała książeczka o wielkiej treści.

Polecam całym swoim różowym serduchem. Szczególnie, że chociaż czytanie takiej ilości tekstu jeszcze moją Bobasę nudzi, to różowość głównej bohaterki mocno przyciąga jej uwagę. Już niedługo będziemy czytać wspólnie!

Susie Morgenstern, Różowa walizka, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 32 s.

Za przyjemność lektury dziękuję portalowi sztukater.pl