Grajki Majki: Pluszowe zwierzaki, National Geographic

Jakiś czas temu pokazywałam Wam mojego pluszowego leniwca (tak tak, mojego, nie oddałam go dziecku!), który kradnie serca beznamiętnym wyrazem pyszczka i niebiańską puchatością futerka. I tak jak wtedy przewidziałam, jedno pluszowe zwierzątko to już zaczątek stada. Ani się obejrzałam, a rozmnożył się do aż czterech sztuk. I to różnych gatunków!

Ulubienica Majki – foka (a właściwie Weddelka Antarktyczna) – sypia pod wodą i potrafi wynurzać się, by zaczerpnąć oddech, przez sen. Nasz egzemplarz nazywa się Wallie Snow i śpi w łóżku. Na poduszce z Elsą, więc na pewno ma wystarczająco zimno!

Nie potrafiłam odmówić sobie lwa, chociaż Figiel nie jest z tego faktu ani trochę zadowolony (dotychczas tylko on miał grzywę w tym domu!). Myślę jednak, że w końcu się dogadają. W końcu lwy afrykańskie to jedyne dzikie koty, które żyją w stadach.

Dziobak na zdjęciach wychodzi dość groźnie, a ma niesamowicie gładką i miła w dotyku sierść, więc nie sposób go nie miętosić. I spójrzcie tylko na te łapki! Dotychczas myślałam, że dziobaki są całkiem spore, a tu okazuje się, że mierzą mniej więcej 40 cm i ważą około 1,4 kg, czyli właściwie maskotka oddaje realne wymiary zwierzęcia. To w porównaniu z moim prawie pięciokilogramowym Vincentym prawdziwe maleństwo!

Starannie wykonane, szczegółowe, mięciutkie zabawki są naprawdę realistyczne i całkiem podobne do swoich pierwowzorów na fotografiach. Wszystkie mają głęboko w środku jakiś rodzaj ziarna (właściwie trzeba być trochę księżniczką Pirlipatką, żeby odnotować ten fakt), dzięki czemu stabilnie siedzą i nie przewracają się na boki. Leniwiec na przykład na dobre już zadomowił się na oparciu mojego fotela i ani razu jeszcze nie spadł mi na głowę. Do każdego z nich dołączono ulotkę z kilkoma ciekawostkami na temat zwierzęcia, zdjęciami i informacjami na temat innych zwierząt mieszkających w danym klimacie (a w przypadku lwa – innych dużych kociaków). To trochę podstęp, bo jak już tulisz się do swojego dziobaka i czytasz o innych mieszkańcach Australii, to nagle masz ochotę drugą ręką poprzytulać koalę, trzecią kangura, a do tego owinąć się pytonem, a Majka coś przebąkuje o niedźwiedziu i zającu do swojej strefy polarnej. I tak właśnie powstaje pluszowe stado! I gniazdo Pluszakowej Matki…

Foka, Lew, Dziobak
National Geographic

Te i inne pluszaki od National Geographic możecie znaleźć TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Czas na czytanie: „Siła złego na jednego” Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa

Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że znając już ten świat – jego absurdy, groteski i pokręcone charaktery bohaterów, drugi tom czyta się zdecydowanie łatwiej. Po prostu nie trzeba już zastanawiać się o co w tym wszystkim chodzi, całą energię poświęcając na cieszenie się tą niebanalną lekturą.

Drużyna ulega rozpadowi – większość Jasnych musi jechać do Dąbrowy, zdać władcy relację z podstępnej zdrady Wlariela. Świta Dirana kurczy się znacznie, ale chyba jedna elfka, jeden zmienny i jedna mroczna wystarczą, by doprowadzić nowego Władcę do szkoły? Oczywiście nudno nie będzie, bo, choć zmniejszona, wyprawa nie traci ani odrobiny ze swojej pechowej aury. Sytuacje, które w pierwszym tomie skutkowały sprzedaniem w niewolę, tym razem kończą się nieplanowanymi małżeństwami (a może to bez różnicy?). Di odkrywa w sobie pierwiastek, jakiego odkryć nigdy się nie spodziewał, a do tego przyrzeka uwolnić duszę swojego miecza od wiecznej niedoli. Ponadto spotyka kuzyna, który ewidentnie jest jego jasną bratnią duszą i mają szansę zostać bff. Cesarzowa Ciemności kontratakuje, ojcowie czuwają, a podstępny imperator Dobroziemi knuje kolejną intrygę.

Podobnie, jak w przypadku pierwszej części, fabuła wypełniona jest nie mającymi większego znaczenia zdarzeniami – ot tak, żeby podróż się nie dłużyła warto porobić poboczne questy dla rozprostowania skrzydeł, wyczerpania mocy i efektownego omdlenia. Jestem strasznie ciekawa, czy wszystkie te niepozorne zdarzenia prowadzą do jakiejś wielkiej puenty w ostatnim tomie, czy to po prostu przygody wzbogacające doświadczenie młodego bohatera.

Pojawią się akcenty, których dotychczas mogło czytelnikom zabraknąć – blond książęta jeżdżący na jednorożcach, zaginione boskie korony, karawany przez przeklęte pustkowia, olbrzymie robale, wyklęci rycerze przedwiecznych zakonów i porzucone demoniczne dzieci.

Czy najmłodszemu synowi Ciemnego Władcy uda się wreszcie dotrzeć do szkoły? Czy zawiązane przyjaźnie przetrwają? Czy uda się zapobiec wojnie? Czy Jaśni i Ciemni mogą się przyjaźnić? Nie niszcząc przy tym świata?

Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa, Siła złego na jednego, Słupsk: Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2019, 346 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papierowy Księżyc.

Czas na czytanie: „Ciężko być najmłodszym” Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa

Pierwsza książka w 2020 roku okazała się być wypasionym okazem Dziobaka*, czy można sobie wymarzyć lepszą wróżbę?

Nie wiem, czy da się być przygotowanym na tą serię – ja nie byłam, ale podejrzewam, że po prostu nie jestem „w temacie”, bo to moja pierwsza… no właśnie… parodia? Komedia fantastyczna? Chyba jednak to drugie.

Jasna drużyna zniewolona przez Ciemnego Władcę zostaje uwolniona z okowów przez jego najmłodszego syna, który pragnie poczuć zew wolności i wydostać się spod skrzydeł nadopiekuńczej rodziny. Tak też zaczyna się epicka wyprawa ze zrabowanym niecnie artefaktem w kierunku Zagubionej Świątyni, przez magiczne portale, statki przemytników, zapomniane kopalnie pełne kultystów i inne radosne przygodny. Mroczny książę szybko orientuje się jednak, że drużyna, którą tak niefrasobliwie ocalił należy raczej do tych pechowych. Bardzo pechowych. A on tylko chciał dostać się do szkoły!

Przez pierwsze 100 stron czytało mi się bardzo specyficznie – nie było mi łatwo przywyknąć do konwencji, która wydawała mi się bardziej infantylna, niż zabawna. Ale kiedy już nieco się z nią oswoiłam, rozejrzałam po świecie, zapamiętałam kto jest kim i jakie panują tu zasady, zaczęłam się coraz lepiej bawić. A emocji nie brakuje, bo ta specyficzna wyprawa to prawdziwy lep na kłopoty.

Jest dziwnie, nietypowo, ale fajnie. Sporo przyjaźni, dorastania, potrzeby sprawdzenia się w samodzielnym życiu i patrzenia ponad stereotypami. I są smoki!

Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa, Ciężko być najmłodszym, Słupsk: Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2017, 406 s.

Książka wyczytana z Regału Wstydu.

*Dziobaki Roku to niekończące się zestawienie najniezwyklejszych pozycji, na jakie trafiłam. Nietypowych, niestandardowych, wymykających się jakiejkolwiek klasyfikacji. Unikatowych. Dziwnych, ale mających mnóstwo uroku. Zaiste dumny to tytuł.