„Dziadek do orzechów”

Niewielką, ale uroczą i bardzo klimatyczną grę „Dziadek do orzechów” polecałam Wam już w zestawieniu najpiękniejszych książek o zimie i świętach IV, ale zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie samodzielnym postem.

Ta przesympatyczna gra karciana w pierwszym momencie przypominała mi świąteczną i uproszczoną wersję „Spaceru po Burano”. Po wysłuchaniu fragmentu historii „Dziadka do orzechów” gracze wcielają się w konstruktorów zabawek. Z częściowo wylosowanych, częściowo wybranych elementów (kart głowy, kart tułowia i kart nóg) muszą złożyć jak najwięcej figurek – najlepiej punktowane są te jednakowego koloru, ale najważniejsze, żeby były kompletne. A wśród kart mogą trafić się również prezenty podnoszące punktację określonych dziadków. Gra ma dwa poziomy trudności – podstawowy oraz z wykorzystaniem kart prezentów. To dobry trening kolorów i liczenia (w podsumowaniu punktacji pomagają rysunki orzeszków na każdym elemencie, które wygodnie można sumować wskazując paluszkiem) oraz podejmowania decyzji. Bardzo sympatyczna rozrywka dla całej rodziny w formacie kieszonkowym – zmieści się i do buta (albo do skarpety, gdzie wy znajdujecie swoje prezenty 5-go grudnia?) i do plecaka, jeśli wybieramy się spędzić Święta w domu babci.

Chociaż gra jest polecana dla dzieci od 6 roku życia, moja prawie pięciolatka całkiem nieźle sobie radzi (gramy w wersję bez prezentów), chociaż strasznie nie pasuje jej zasada, która nie dopuszcza przekładania raz położonych części ciała dziadków i próbuje oszukiwać :)

Dziadek do orzechów
Autor: Jan Madejski
Ilustracje: Agata Zarzycka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 6+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.