Czas na czytanie: „Dżentelmen w Moskwie” Amor Towles

Kiedyś po internetach krążyło hasło: „Disney jest odpowiedzialny za moje wysokie wymagania co do mężczyzn”. Dzisiaj mogę jednak z czystym sumieniem podważyć tą tezę – to właśnie takie książki, jak „Dżentelmen w Moskwie” ponoszą pełną odpowiedzialność za zawyżanie moich oczekiwań odnośnie płci przeciwnej.

Hrabia Aleksander Iljicz Rostow to uosobienie klasy – wszechstronnie wykształcony, kulturalny, obyty w towarzystwie, szarmancki i pełen chłopięcego uroku łamacz kobiecych serc. Niepoprawny marzyciel i hedonista – nigdy nigdzie się nie spieszy przedkładając uroki spokojnego podziwiania przyrody i kobiecych wdzięków nad obowiązki i punktualność umówionych spotkań – a dzięki rodzinnemu majątkowi może sobie na to pozwolić. Słowem: typowy element klasy próżniaczej.

„(…) bolszewicy, tak zdecydowanie dążący do ukształtowania przyszłości na własną modłę, nie spoczną, póki nie wyrwą z korzeniami, nie roztrzaskają i nie wymażą ostatnich pozostałości jego Rosji.”

Książka Towlesa to obraz rewolucji bolszewickiej z punktu widzenia arystokraty. Nasz bohater skazany zostaje na dożywotni areszt domowy w hotelu Metropol, gdzie akurat przebywał. Pozbawiony niemalże całego majątku, ulokowany w ciasnym pomieszczeniu dla personelu musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości – choć szczęśliwie zachowuje życie i pozostaje w przestrzeni, którą doskonale zna, zmianie ulega jego rola, status społeczny i perspektywy. I tak naprawdę dopiero w tym momencie hrabia zaczął mi naprawdę imponować – swoim spokojem, umiejętnością zachowania optymizmu wobec każdej przeciwności losu i kolejnych rozczarowań, niesamowitą wyrozumiałością dla świata i ludzi oraz stoicyzmem wobec zmian.

Przyjmuje pozycję biernego obserwatora, a przed nieuchronnym pogrążeniem się w marazmie ratuje go wieloletnia przyjaźń z hotelową obsługą i pewna rezolutna małolata zainteresowana życiem księżniczek, która całkowicie zmieni jego życie.

„(…) ludziom prawym, którzy zbłądzili, Parki często podsyłają przewodnika. Na Krecie Tezeusz miał swoją Ariadnę i jej czarodziejski kłębek nici, dzięki któremu bezpiecznie wydostał się z labiryntu Minotaura. W jaskiniach zamieszkanych przez upiorne cienie Odyseusz miał swojego Tejrezjasza, tak jak Dante swojego Wergiliusza. A w hotelu Metropol hrabia Aleksander Iljicz Rostow miał dziewięcioletnią Ninę Kulikową.”

Okazuje się, że to nie wykształcenie, pieniądze, czy więzy rodzinne są wstanie pomóc człowiekowi w potrzebie, a właśnie przyjaźń – wspierająca, wyrozumiała, bezinteresowna i nie zawsze starannie pielęgnowana. Bywa, że taka więź zbudowana została po prostu na codziennych uprzejmościach i braku uprzedzeń. Czasem wystarczy po prostu nie zadzierać nosa i zainteresować się odrobinę drugim człowiekiem.

Autor zabiera nas w emocjonującą podróż po świecie przełomu epok – gdzie opowieści o balach i dworskim życiu mieszają się z bezwzględnością stalinizmu, eleganckie wnętrza stają się sceną dla biurokratycznych absurdów, a złożone smaki wysublimowanych potraw cieszą podniebienia ludzi dzierżących władzę niezależnie od aktualnego ustroju politycznego. Mamy szansę poznać jeden z najbardziej luksusowych hoteli świata oczami znaczącego gościa, członka obsługi i małej dziewczynki. Przyjrzeć się instytucji, która niezmiennie trwa mimo wichrów wojen i nieubłaganej sile zmian społeczno-politycznych. Trwa, podobnie jak zamieszkujący w niej Aleksander Rostow, dzięki swojej umiejętności dostosowania się.

„Bowiem czasy naprawdę się zmieniają. Zmieniają się nieustannie. Nieuchronnie. Pomysłowo. A zmieniając się, odkładają na bok nie tylko przestarzałe tytuły i rogi myśliwskie, lecz także srebrne przywoływacze, lornetki teatralne z macicy perłowej i najprzeróżniejsze starannie wykonane przedmioty, które istnieją dłużej, niż są przydatne.”

To uniwersalna przypowieść o pokorze, kaprysach sławy i przewrotności historii. O konieczności zachowania pogody ducha wobec przewrotności dziejów i życiu w zgodzie z samym sobą. O przyjaźniach silniejszych niż klasowe podziały i polityczne sympatie. O pułapkach starzenia się i o przemijaniu. O wytrwałości i sile uczuć. O czerpaniu z małych radości. O dorastaniu i bolesnym zderzeniu ideałów z rzeczywistością. A także o życiu, którym kierują przypadki i losie, który gdzieś tam jest jednak zapisany i zarówno sukcesami, jak i porażkami prowadzi człowieka do nie zawsze jasno określonego celu. I jeszcze (a może przede wszystkim?) o miłości.

A wszystko to okraszono inteligentnym poczuciem humoru, mistrzowskim stylem autora i bajkową aranżacją. Trochę powieść historyczna, trochę sensacja, trochę czarna komedia. Świetna lektura, od której nie sposób się oderwać.

„Bo w życiu liczy się nie to, czy nagrodzą nas oklaskami, lecz to, czy będziemy mieli odwagę iść naprzód mimo braku gwarancji uznania.”

Amor Towles, Dżentelmen w Moskwie, Kraków: Wydawnictwo Znak Literanowa, 2017,
560 s.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater.pl