Bajki Majki: „Mały Lewis Caroll. Alicja w Krainie Czarów. Moje pierwsze kolory” Alison Oliver, Jennifer Adams

Przygody Alicji to druga książeczka z serii a BabyLit® book wydana w Polsce (o „Małym Szekspirze” pisałam TUTAJ) . Tym razem genialny duet Adams&Oliver wzięły się za historię, za którą nigdy tak naprawdę nie przepadałam i do której po dziś dzień podchodzę raczej sceptycznie. Przyznam szczerze, że mimo sympatii do Kota z Cheshire i Gąsienicy palącej fajkę na grzybku-halucynku, nigdy nie czułam się swojsko w zwariowanej, onirycznej i psychodelicznej Krainie Czarów, gdzie towarzyszył mi nieustanny niepokój.

Za to w tej wersji zakochałam się bez pamięci. Ilustracje Alison Oliver są po prostu przecudowne – śliczne, sympatyczne i pełne humoru. Nieco mnie zaskoczyło, że mimo tak ograniczonego wyboru motywów oraz ich łagodnej, pełnej kolorów i dekoracyjnych szczegółów formie, udało się zachować sporą dawkę tajemniczości i niedopowiedzenia, tak charakterystycznych dla książek Carolla. W uzyskaniu tego efektu z pewnością pomagają zapętlone desenie ułożone z jednego powtarzalnego elementu, stanowiące tło dla kolorowych podpisów o kolorach.

Podobnie jak w książeczce „Romeo i Julia”, każda podwójna strona zajmowana jest przez krótki tekst w dwóch językach po lewej i nawiązującą do niego ilustrację po prawej stronie. Ta pozycja, poza zapoznaniem maluszka z bohaterami najpopularniejszej chyba historii o pośpiechu, wprowadza młodego czytelnika w świat kształtów i kolorów. Znajdziemy w niej między innymi białego królika, czarne buty (bo tylko tyle jest nam dane zobaczyć Alicji, która wpadła do króliczej nory), niebieską gąsienicę, brązowy kapelusz kapelusznika, czy czerwone serca złowrogiej królowej. Buteleczki równej wielkości pomogą w nauce porównywania i stopniowania, zgeometryzowany kot o niezwykle szerokim uśmiechu będzie idealnym towarzyszem w rozróżnianiu kształtów. Nie obejdzie się również bez partyjki krykieta z jeżem i flamingami, zielonych żab i parującej herbaty.

W dodatku książeczka jest naprawdę wytrzymała, jej kartonowe strony dzielnie opierają się wszelkim niszczycielskim zabiegom mojej Małej Destrukcji.

Szkoda, że tylko dwie pozycje z serii BabyLit® doczekały się polskiego wydania, gorąco kibicuję dalszym realizacjom, a sama chyba rozejrzę się za resztą serii w oryginale, szczególnie, że tekstu do tłumaczenia nie ma zbyt wiele, a opowieści i tak czytający snuje zupełnie po swojemu. Jestem pewna, że każdą kolejną adaptację klasyki literatury według Pani Oliver i Pani Adams kupię w ciemno.

To po prostu rewelacja, obie z Maj uwielbiamy i polecamy z całego serca!

Alison Oliver, Jennifer Adams, Mały Lewis Caroll. Alicja w Krainie Czarów. Moje pierwsze kolory, Wrocław: Wydawnictwo FORMAT, 2014, 22 s.

Bajki Majki: „Mały Szekspir. Romeo i Julia. Moje pierwsze cyfry” Alison Oliver, Jennifer Adams

Czy roczny molik książkowy jest jeszcze zbyt mały na poważne arcydzieła światowej literatury? Jennifer Adams, autorska serii książeczek dla najmłodszych a BabyLit book udowadnia, że wcale nie!

„Mały Szekspir. Romeo i Julia” nie tylko pomoże maluchowi oswoić się z bohaterami jednego z najpopularniejszych romansów wszechczasów, ale również wprowadzi go w świat kolorów i cyfr oraz rozwinie słownictwo, uwaga, w dwóch językach. Zgrany duet pisarki i ilustratorki wyciągnął najciekawsze elementy tego kanonicznego dzieła i w nieskomplikowany sposób przedstawił je najmłodszym. Dzięki niezwykle urokliwym, dość schematycznym ilustracjom w przepięknych kolorach poznamy siedzącą na balkonie Julię, część najważniejszych bohaterów dramatu, bardzo uproszczony plan Werony i dwa sztampowe cytaty z dzieła Szekspira ( w przekładach Stanisława Barańczaka oraz Macieja Słomińskiego). Ponadto książka pełna jest serduszek, róż, miłosnych listów, muzykantów i karnawałowych masek.

Każda podwójna strona zajmowana jest przez cyfrę i hasło (w językach polskim i angielskim) odnoszące się do ilustracji. Mamy zatem jeden balkon, dwa serca, trzy osoby, cztery róże i tak dalej.

To książeczka przede wszystkim do opowiadania. Któż jednak nie poradziłby sobie z prostym opowiedzeniem historii tych słynnych zakochanych? A mamusiowo-tatusiowa narracja pozwoli załagodzić kilka zdecydowanie zbyt drastycznych szczegółów ;)

Poręczny format, wytrzymałe kartonowe strony i zaokrąglone rogi czynią ta pozycję jeszcze bardziej przyjazną małolatom.

Podczas czytania zgrzytnęły mi jednak a szczegóły – primo: gdzie jest Benvolio? Rozumiem, że autorki dokonały subiektywnego wyboru pięciorga przyjaciół na piątej stronie, nie mogę jednak odżałować braku mojego ulubionego bohatera. No i znacznie poważniejsze secundo: na mapie Werony wielkimi literami oznaczono Koloseum. Nie wiem, czy z jest to niedopatrzenie autorki, czy może błąd (pójście na skróty?) tłumacza, jednak Koloseum, czyli Amfiteatr Flawiuszów jest nazwą własną obiektu znajdującego się w Rzymie. Budowla tego typu umiejscowiona w Weronie, Nîmes, czy jakimkolwiek innym mieście na świecie nazywamy „amfiteatrem”, ewentualnie „areną”. I może to z mojej strony „czepianie się szczegółów”, ale nie powinno się dzieciarni wprowadzać w błąd już od maluszka. A przynajmniej ja udzielam Maj sprostowania podczas każdej lektury :D

Niemniej jednak jestem zachwycona i samym pomysłem i wykonaniem wizualnym tej pozycji. A Bobasa sięga po nią równie chętnie, co ja, więc świetnie dogadujemy się w tej kwestii. Z pewnością sięgniemy po kolejne pozycje z tej serii.

Bardzo mocno polecamy!

Alison Oliver, Jennifer Adams, Mały Szekspir. Romeo i Julia. Moje pierwsze cyfry, Wrocław: Wydawnictwo FORMAT, 2014, 22 s.