Czas na czytanie: „Dożywocie” Marta Kisiel

Już po pierwszych stronach „Małego Licha” wiedziałam, że wpadnę po same uszy. A kiedy tylko dowiedziałam się, że są przynajmniej dwie książki dla dorosłego odbiorcy, które opisują wcześniejsze dzieje tej specyficznej patchworkowej rodziny, poleciałam do księgarni z wywieszonym językiem. Nie bawiłam się nawet w zamawianie w niedrogich internetowych księgarniach, trafiłam prosto do empiku, byleby mieć je teraz zaraz. I od razu zaczęłam czytać, w końcu regał wstydu czeka już tak długo, że na pewno się przyzwyczaił!

Niewątpliwie za sporą część mojej miłości odpowiada język autorki. Pełen dziwacznego, potocznego słownictwa na granicy słowotwórstwa, udziwniony i rozpoetyzowany z olbrzymią dawką humoru i zaskakujących porównań. Gdybym już nie była tak strasznie rozentuzjazmowana, to i tak z pewnością zakochałabym się wraz z pierwszym „chabaziem”.

No i bohaterowie. Totalnie zakręcona zbieranina indywiduów wszelakich – od zmęczonego życiem pisarza o złamanym sercu, przez nieletniego anioła stróża z obsesją sprzątania i alergią na pierze, pradawnego demona z czeluści najczarniejszego zła o niewątpliwym talencie kulinarnym aż po romantyczne do porzygu widmo i parchate utopce.

Wiecie, jakiego literackiego bohatera nie lubiłam najbardziej na świecie przez całą moją nieszczęsną edukację? Wertera wraz z jego całym marudnym nicnierobieniem i ciągłym użalaniem się nad sobą. A Panicz Szczęsny jest jeszcze gorszy (bo jednak bez Goethego)! Mimo to nawet nie wiem jak i kiedy to się stało, że zupełnie przez przypadek udało mi się go polubić tolerować. Głównie za sprawą komizmu. Bo komizmem sytuacyjnym ta książka wręcz ocieka.

Na pewno nie każdemu tego rodzaju grafomania podejdzie do gustu, bo chociaż jest tu sporo treści, to jednak główne idee dałoby radę przedstawić na kilkunastu stronach. Ale nie tak! Zdecydowanie wolę taką rozlazłą formę. A i tak już palce mnie świerzbią do drugiej części.

W tej książce jest wszystko i nic – problemy z dojrzałością, rodzicielstwem, miłością, poszukiwaniem swojego miejsca i sensu życia. Szczypta ekologii, mnóstwo ciężaru egzystencji, radzenie sobie z odmiennością (swoją i innych), ciężar odpowiedzialności i bardzo lewicowa koncepcja rodziny. I różowe króliczki. To taka opowieść o Ohanie z bajki Lilo i Stich, tylko bardziej i przeniesiona ze słonecznych Hawajów do nawiedzonego dworku w środku wielkiego nigdzie. Ale to kochane ciepełko w klatce piersiowej to samo. I problemy z małolatami też podobne. Co z tego, że małolaty mają po kilkaset lat.

Jest ekstra!

Gdybym miała więcej wyobraźni, samozaparcia i w ogóle potrafiła choć trochę pisać książki, to chciałabym, że moje dzieło życia wyglądało właśnie tak.

Tylko jeden mały szczegół co chwila mnie drażnił – uparte nazywanie Lichotki „gotyckim domem”. Wiem, że w książce pełnej widm, potworów i różowych króliczków dopatrywanie się błędów rzeczowych jest zapewne błędem rzeczowym samo w sobie, ale i tak mnie to męczyło. Bo 200 letni dom, nawet wyjątkowo uporny może być neogotycki albo stylizowany. Chociaż zapewne Licho po prostu chciało gotycki i taki właśnie dostało.

Marta Kisiel, Dożywocie, Warszawa: Wydawnictwo Uroboros, 2017, 376 s.

Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki o zimie i świętach dla maluszka i nie tylko

Nareszcie przyszedł grudzień, z czystym sumieniem można zacząć podśpiewywać kolędy, piec pierniczki i stroić balustradę balkonu lampeczkami. Ale o co tak naprawdę chodzi w tym przedświątecznym szaleństwie? To jedno z tych dziecięcych pytań, na które nie jest łatwo udzielić zwięzłej odpowiedzi – a nic nie sprawdzi się lepiej jako pomoc przy snuciu opowieści o zimie, magii oczekiwania, narodzeniu Jezusa i świętym Mikołaju, jak odpowiednia lektura. A jeśli nie macie jeszcze pomysłu na mikołajkowe i podchoinkowe upominki, to z pewnością znajdziecie poniżej mnóstwo inspiracji.

„Boże Narodzenie. Obrazki dla maluchów” – świąteczna encyklopedia maluszka. Znajdziemy w niej tradycję odmierzania dni przy pomocy kalendarza adwentowego, kupowanie i strojenie choinki, dekorowanie domu, teksty kilku najpopularniejszych kolęd, kilka słów o narodzinach Jezusa i troszkę Świętym Mikołaju. Jest wspólne gotowanie i nakrywanie do stołu, ustawianie szopki pod choinką, wizyta najbliższych i otwieranie prezentów. Bardzo dużo skondensowanych informacji w jednym miejscu, ale wszystko przedstawiono za pomocą prostego języka i przejrzystych ilustracji. Dobrze sprawdzi się jako wstęp do świątecznej tematyki albo jej podsumowanie.

 

Émilie Beaumont, Boże Narodzenie. Obrazki dla maluchów, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2007, 30 s.

Bajki Majki: O duszkach dla maluszka – książki w klimacie halloween

Odcinając się od wszelkich kontrowersji związanych z tym świętem, Halloween to świetna zabawa, która, pod warunkiem odpowiedniego przygotowania może cieszyć dziecko w każdym wieku (i dorosłego też!).

Zatem jak straszyć, żeby się nie wystraszyć?

Rok temu, kiedy Maj miała 8 miesięcy, nastawiłyśmy się bardziej na bezrefleksyjną zabawę dyniami, niż świętowanie pełną gębą (swoją drogą wiecie jaki z dyni wychodzi świetny bębenek?). Teraz ma już niemalże 21 miesięcy i wybiera się na swoją pierwszą halloweenową imprezę – robi się więc całkiem poważnie. Jednak które elementy tego, wcale nie prostego w odbiorze, święta wybrać, żeby niekoniecznie jeszcze wgłębiać się w tematykę śmierci, zombie, wampirów i innych bardziej zaawansowanych strachów?

W tym roku zdecydowałam się na duszki – zazwyczaj przedstawiane są w sympatyczny i pozbawiony zbędnej masakry sposób – od duszka Kacperka, aż po zjawy z Harry’ego Pottera. Poza tym pojawiają się w książeczkach już dla najmłodszych dzieci, są więc czymś mniej więcej znanym i opatrzonym – my znamy ducha z „Księgi dźwięków”. Jeśli dodamy do tego uśmiechnięte dynie i sympatycznego pajączka, możemy wymyślić zarówno uroczo-straszny pomysł na kostium malucha i zabawy dopasowane do wrażliwości najmłodszych. A w bardzo pozytywny i zabawnie straszny klimat tego święta pomogą wczuć się dwie fantastyczne lektury:

„Gustaw niestraszny duch” Guido van Genechten

_20171020_105747

W przygodach przesympatycznego Gustawa zaczytujemy się już od połowy września. I choć sugerowany wiek odbiorcy to 4 lata, Majka Gustawa uwielbia i nakłania mnie do czytania go na okrągło.

Pozornie straszny temat stał się pretekstem dla historii o tolerancji, wymykaniu się określonym standardom i poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Bo czy każdy duch musi przerażać? Gustaw urodził się wyjątkowy. Od kolegów odróżnia go nie tylko kolor – w przeciwieństwie do innych duchów jest… różowy – ale również sympatyczne usposobienie, pokojowe nastawienie do świata, upodobanie ciszy, skłonność do kontemplacji i brak jakichkolwiek predyspozycji do siania grozy. Jest po prostu zbyt miły i delikatny jak na straszyciela. Z tego powodu ma problemy w szkole i z w wyniku swojej nieudolności na lekcjach straszenia zostaje wysłany do kozy, której rolę pełni zimna i ciemna Opuszczona Wieża.

Okazuje się, że nie każdy duch musi być straszny, nawet jeśli stereotyp tego wymaga. Inność to powód do sympatii, nie do odrzucania, a wsparcie rodziny i przyjaciół pomaga odnaleźć swoją drogę i rozwinąć skrzydła. W końcu z pomocą przyjaciela nawet najbardziej zatęchły loch może zmienić się w przytulne gniazdko pachnące gościnnością i świeżo pieczonymi ciasteczkami.

 

Mądra, ciepła, przemyślana opowieść. I jednocześnie bardzo klimatyczna – wśród ilustracji dominują ciemne kolory, są pająki i pajęczyny, spękane mury opuszczonych ruin, księżyc w pełni i nietoperze. A jednocześnie nie sposób się bać, bo miękkie krawędzie ocieplają wizerunek, a rumiane buźki duchów nie mogą nie wzbudzić sympatii. Szczególnie, gdy w samotnej wieży Gustawa pojawiają się kwiatowe desenie, babcine klimaty i, przede wszystkim, mruczenie kota Miauczusia.

Całą recenzję tej pozycji możecie znaleźć na Bajkowirze.

Guido van Genechten, Gustaw niestraszny duch, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016,
32 s.

„Kolacja z duchami” Jacques Duquennoy

W przypadku tej książki „duszny” temat został wykorzystany do zabawy formą, i choć _20171020_110740tekstu jest znacznie mniej, historia jest równie ciekawa. Duszek Heniek zaprosił na kolację wszystkich swoich przyjaciół i przygotował dla nich masę pyszności – kolorowe koktajle w fikuśnych fiolkach, zupę dyniową, pieczonego łososia, sałatę, ser i pewien tajemniczy deser. Okazuje się jednak, że duszki przejmują kolor, a nawet fakturę jedzonej potrawy, a od specjalności szefa kuchni stają się… niewidzialne! I w swej niewidzialności grzecznie pomagają gospodarzowi w zmywaniu.

Straszne zamczysko zamieszkują duchy uśmiechnięte i dobrze wychowane – nawet jeśli zdarza im się czasem pochlapać swoje prześcieradło.

Zabawna, klimatyczna książeczka z naprawdę ciekawym pomysłem. A w dodatku zaostrza apetyt i przypomina o dobrych manierach! Serowego ducha koniecznie trzeba zobaczyć, podobnie jak nieco stremowanego gospodarza imprezy próbującego przenieść zastawioną do pełna tacę przez ścianę. A wizualne nawiązania do leonardowskiej „Ostatniej wieczerzy” przywołają uśmiech na twarz czytającego rodzica.

 

 Jacques Duquennoy, Kolacja z duchami, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 50 s.

W obu przypadkach można uczyć się od duszków dobrych manier i gościnności.

W taki oto sposób – trochę zabawnie i trochę pouczająco – zzytając raz jedną, raz drugą szykujemy kostium na majowe party. Halloween już niedługo – cieszcie się i z cukierków i z psikusów!

A jak wasze maluchy? Mają swoje ulubione „straszne” lektury, czy raczej nie ciągnie ich do tego tematu?