Bajki Majki: Mały Teatr Ilustracji – „Księżyc” Dobrosławy Rurańskiej

Koncepcja Małego Teatru Ilustracji urzekła mnie momentalnie, gdy tylko na nią trafiłam.

W swoich działaniach, jej twórcy inspirują się bowiem tradycyjnym japońskim teatrem Kamishibai polegającym na opowiadaniu historii przy pomocy ilustrowanych plansz prezentowanych w drewnianym parawanie z okiennicami. Adaptując ten pomysł na naszym rodzimym gruncie Mały Teatr Ilustracji prowadzi warsztaty plastyczne dla dzieci i wystawia niepowtarzalne spektakle. Ale mają pewien minus – odbywają się głównie w Warszawie a z Gdańska to jednak ładny kawałek drogi, szczególnie, że moje wiecznie kicające dziecko rozniosłoby Pendolino już po 20 minutach.

Być może z myślą o wszystkich tych, którym pomysł obrazkowego teatrzyku bardzo się podoba, ale nie mogą wziąć udziału w szerokiej ofercie wydarzeń wymyślono Małe Teatrzyki – domowe książeczki obrazkowe. Jedną z nich jest „Księżyc”, który testujemy już od dłuższego czasu.

Zestaw składa się 27 kart w formacie A5, ilustrujących pewną historię, której treść… tak naprawdę musimy wymyślić sami; strony tytułowej z instrukcją obsługi (jak dobrze, że o tym pomyślano!) oraz kolorowanki i trzech figurek postaci to wycięcia i złożenia. A wszystko to zamknięto w dwóch kartonikach z okienkami, które – po odpowiednim złożeniu i odrobinie praktyki – zmieniają się w najprawdziwszy, choć miniaturowy, teatrzyk obrazkowy.

Pierwszym, co (tuż po niezwykłej formie przedstawienia) przyciąga uwagę są niezwykle bogate ilustracje, które od razu wydały nam się znajome. Pamiętacie „Myszkę” Doroty Gellner, którą zachwycamy się już od dawna? „Księżyc” wyszedł spod kredek tej samej ilustratorki, Dobrosławy Rurańskiej. I choć na pierwszy rzut oka widać sporo podobieństw, (szczególnie jeśli chodzi o ten sam klimat lekkiej niesamowitości) po chwili już wiadomo, że tym razem autorka jeszcze bardziej popuściła wodze fantazji. Znajdujemy się bowiem w niesamowitym, baśniowym lesie pełnym bliżej niezidentyfikowanych stworzonek i bujnej roślinności, której próżno by szukać w botanicznych atlasach. A przecież to książka bez ani jednego słowa! Zatem wszystkie nazwy o określenia wymyślić musi sam czytający z pomocą swoich małych słuchaczy.

Najwięcej kłopotu sprawił nam główny bohater – na początku wzięliśmy go za długouchego króliczka, ale trąbka (jakby do spijania nektaru) ni jak nam królika nie przypomina. Motylek i muszka również nie pasowały, bo skrzydełek brak. Ni to robaczek, ni to ssak został zatem przez nas ochrzczony Leśnym Duszkiem i tak już się w mojej narracji przyjęło. Leśny Duszek jest marzycielem i najbardziej na świecie marzy o dotknięciu księżyca. Mały kombinator próbuje różnych sposobów na osiągnięcie swego celu, jednak każdy z nich kończy się jedynie obitymi pośladkami i coraz większym rozczarowaniem. Kiedy przychodzi moment załamania, jego rozpaczliwy płacz zostaje usłyszany przez… drugiego bohatera, który u nas raz bywa Olbrzymem, a innym razem Nocą we własnej osobie. Tak zaczyna się ta nieprawdopodobna przyjaźń.

To piękna historia o determinacji, pogoni za marzeniami, chęci niesienia pomocy, sile przyjaźni i szukaniu twórczych rozwiązań. Fantastycznie zilustrowany świat, wyjątkowi bohaterowie i … niesamowity trening dla wyobraźni!

Uczciwie przyznaję – myślałam, że animowanie takiego teatrzyka będzie trochę łatwiejsze. A tu wyzwanie goni wyzwanie – każdy element wymaga przecież swojej nazwy, faktury, zapachu i charakteru. Ilustracje są niezwykle wręcz szczegółowe i stale inspirują do dopowiadania nowych elementów, a poza głównymi bohaterami pojawiają się również drugoplanowi, którzy również miewają wpływ na historię.

Teatrzyk towarzyszył nam na dwóch spotkaniach Bobasowego Klubu Książki i choć całkiem poważnie się przygotowywałam, za każdym razem opowiedziałam inną historię! Choć przecież dwuletnie maluszki jeszcze bardziej interesowały się niecodzienną formą bajki i przesuwaniem się kolejnych kart, niż dopowiadaniem zdarzeń i nazywaniem narysowanych obiektów. Nie mogę się doczekać aż moja publiczność trochę podrośnie i bardziej aktywnie włączy się w opowiadanie podrzucając swoje pomysły i rozwiązania!

DSC_0858

Za to sami rodzice zdawali się być nieco przerażeni koniecznością wymyślania tekstu samodzielnie i niemalże jednogłośnie opowiedzieli się za Małym Teatrzykiem ilustrującym dobrze znaną i osłuchaną już bajkę  – na szczęście w tej formie powstała również książeczka o „Jasiu i Małgosi”, której opowiadanie zapewne przysparza nieco mniej problemów, bo nie wszystko trzeba wymyślać samemu od podstaw. Ta wersja zawiera również ułatwienie w postaci tekstu na odwrocie.

Nie sądziłam nawet, że za pomocą tylko i wyłącznie ilustracji można przekazać tak wiele treści! Bo wszystkie wartości, które wcześniej wymieniłam – przyjaźń, wsparcie, empatia, czy marzenia – są naprawdę doskonale czytelne i wypowiedzenie ich na głos to tak naprawdę kwestia formalności. Ale nad nadaniem werbalnej formy całej rozbudowanej otoczce trzeba się już nieźle nagimnastykować. I to jest super!

Bardzo fajnie, że na odwrocie każdej ze stron jest miejsce na zanotowanie swoich pomysłów – naprawdę można się zaplątać i ściąga bywa przydatna. No i po jakimś czasie miło jest zerknąć na swoje wcześniejsze pomysły. Fantastycznie też, że karty zostały ponumerowane. Poza samym oglądaniem przesuwających się obrazków, moja córa uwielbia rozkładać je wokół siebie, grupować i nadawać własną kolejność. Niedługo pewnie sama zacznie mi opowiadać.

Ta kompletnie nietypowa książeczka zabiera swoich czytelników w podróż do baśniowego lasu zamieszkałego przez fantastyczne i niesamowicie sympatyczne stworzonka. Rozwija słownictwo, wystawia na próbę wyobraźnię i dzieci i dorosłych, przekazuje uniwersalne wartości i… cieszy oko.

Razem z Majką bardzo polecamy do rodzinnego czytania w domu i organizowania wspólnych spektakli, na przykład w przedszkolu.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Małego Teatru Ilustracji. Swój własny, domowy teatrzyk można kupić TU, a TUTAJ oferta pełnowymiarowych spektakli dla szczęściarzy mieszkających w okolicach stolicy.

 

Bajki Majki: „Myszka” Dorota Gellner z ilustracjami Dobrosławy Rurańskiej

„To jest myszka.
Bardzo miła.
Właśnie nam się ukłoniła.
Kto nie widział,
Niech żałuje.
Ja widziałam.
Nie żartuję!”

Na zakup „Myszki” zdecydowałam się w ciemno, zachęcona powalającym sukcesem książeczki „Koala nie pozwala” – to druga propozycja wydawnictwa Bajka dla najmłodszych, utrzymana w takim samym formacie i wydaniu.

I oczekując czegoś podobnego do naszego ukochanego „Koali” mocno się zdziwiłam. Bo „Myszka” jest zupełnie inna. Długo nie mogliśmy się do niej przyzwyczaić – mi nie pasowała, bo pierwsze słowa tekstu mówią o smutku. Tacie nie spodobało się, że antropomorficzna myszka, na drugiej stronie, obrażając się pokazuje mu pośladki. Maj z początku nie miała dość cierpliwości, by wysłuchać spokojnie dłuższych części tekstu i coraz szybciej przerzucała strony gubiąc się nieco w niezwykle szczegółowych, pełnych detali ilustracjach.

„Koala” jest sympatyczny, zabawny i bezkompromisowy. „Myszka” za pomocą wpadającego w ucho wierszyka, wspomagając się malutką bohaterką, wprowadza młodych słuchaczy w skomplikowany świat wszędobylskich emocji. Szczególnie te negatywne nie są łatwe do opanowania – złość, strach, smutek, tęsknota i nadąsanie. Myszka jest jednak bardzo dobrym przewodnikiem po świecie uczuć i dzięki niej dowiadujemy się, że te mniej przyjemne emocje przeplatane są zazwyczaj tymi bardzo pozytywnymi – śmiechem, radością, zawstydzeniem, miłością. A płakać można nie tylko ze smutku, czy złości, ale i ze szczęścia.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale kiedy podjęliśmy wysiłek bliższego poznania, Myszka stała się jedną z najukochańszych przyjaciółek Bobasy. Wierszyki znamy już niemalże na pamięć, a obrażalska bohaterka służy nam na co dzień często przywoływanym przykładem podczas majkowych fochów. Za to fragment o tęsknocie towarzyszy nam w trakcie każdej tatusiowej delegacji. Na pewno wykorzystamy „Myszkę” kiedy Maja na dobre zacznie poznawać własne odczucia i emocje, na razie jest balsamem dla duszy Mamy.

Piękna historia na trudne tematy, bajkowe ilustracje i urocza bohaterka – obok „Myszki” nie można przejść obojętnie.

Dorota Gellner, Dobrosława Rurańska, Myszka, Warszawa: Wydawnictwo Bajka, 2016,
24 s.