Bajki Majki: Jesień w książkach dla dzieci

Poszukiwań jesieni w książkach i książeczkach dla dzieci nie sposób zacząć od fantastycznie zilustrowanej wyszukiwanki „Rok w lesie” Emilii Dziubak ukazującej las i jego mieszkańców przez dwanaście miesięcy roku na dwunastu pełnych szczegółów rozkładówkach. Po raz więcej pierwszy pisałam Wam o niej aż cztery lata temu we wpisie dotyczącym książeczek o lesie, kiedy jeszcze moja Bobasa nie potrafiła docenić jej w pełni. To jedna z książek, które nieprzerwanie towarzyszą nam przez te wszystkie lata i do której wciąż co jakiś czas wracamy odkrywając zupełnie nowe elementy.

Emilia Dziubak, Rok w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2015, 28 s.

W zeszłym roku pokazywałam Wam puzzle „Jesień w lesie” stworzone z październikowej rozkładówki wspomnianej wyżej książki, a całkiem niedawno ukazały się dwie niewielkie kartkówki do aktywnego czytania z najmłodszymi poświęcone bohaterom wyszukiwanki.

„Rok w lesie. Wiewiórka” jest bardzo jesienny w kolorystyce i wyrazie. Mamy możliwość towarzyszenia wiewiórce w jej codziennych jesiennych czynnościach – od pobudki, przez poszukiwanie smakołyków, gromadzenie zapasów na zimę i szukanie schronienia przed deszczem. Tekst książki zachęca do wchodzenia z nią w interakcję – trzeba pomóc wiewiórce znaleźć orzechy poprzez rozgarnięcie liści dłońmi, poklepać się po brzuszku po jedzeniu, wykonać długi skok czy przytulić się do kogoś bliskiego. Niewiele tekstu, dużo zabawy i jeszcze więcej cudnych dziubakowych ilustracji.

Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak, Rok w lesie. Wiewiórka, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Druga część – „Rok w lesie. Borsuk” nie jest aż tak jesienna wizualnie, ale równie ciekawa. Tym razem towarzyszymy borsukowi, a jako że jest on zwierzęciem nocnym, cała zabawa również toczy się w nocy i kończy układaniem do snu, dobrze sprawdzi się więc jako książeczka „na dobranoc”. Najpierw jednak należy pomóc borsukowi oczyścić sierść z robaczków, znaleźć z nim trochę pysznych dżdżownic na przekąskę, posprzątać norkę z suchych liści i poszukać innych borsuków. A wszystko to poprzez gładzenie, potrząsanie i dmuchanie na książkę.

Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak, Rok w lesie. Borsuk, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Skoro o wyszukiwankach mowa, każdemu chyba przychodzi na myśl najsłynniejsza z nich – Ulica Czereśniowa. „Jesień na ulicy Czeresniowej” jest uznawana za ostatnią część cyklu, bo budowane we wcześniejszych tomach przedszkole nareszcie ma swoje otwarcie. Poza tym jak zwykle jest gwarno i dużo się dzieje – Pola znów zdążyła uciec, w centrum kultury szykuje się Dzień Dyni, trzeba czyścić ulice z wszędobylskich liści, na rynku odbywa się jesienny festiwal, w sklepach dominują halloweenowe dekoracje, wszyscy zmierzają do parku na paradę lampionów, a Feliks i Ryska dochowali się gromadki kociąt. Jak zwykle jest kolorowo, wesoło, pełno szczegółów do wypatrywania i można śledzić losy swoich ulubionych bohaterów.

Rotraut Susanne Berner, Jesień na ulicy Czereśniowej, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2012, 14 s.

Obserwując z przedszkolakiem zmiany zachodzące jesienią w przyrodzie nie przegapcie ślicznego i zabawnego picturebooka „Złodziej liści”, w którym wiewiórka każdego dnia zachwyca się jesiennymi kolorami liści na swoim drzewie. Pewnego dnia jeden z liści znika. Gdzie się podział? Czy ktoś go ukradł? Myszka? A może dzięcioł? Zaniepokojona wiewiórka rusza na poszukiwania, w które angażuje swojego ptasiego, nieco bardziej obeznanego z sytuacją sąsiada. Kto okaże się prawdziwym złodziejem liści? Duże, wyraźne ilustracje uzupełnione dialogami, jesienne kolory, cała gama emocji i spora dawka uroczego poczucia humoru wraz z komiczną puentą. Książkę kończy dwustronicowe wyjaśnienie jesiennej zmiany krajobrazu w formie zbioru ciekawostek. Mały czytelnik, poza poznaniem tożsamości złodzieja liści, dowie się miedzy innymi kiedy i dlaczego liście spadają z drzew, kiedy przychodzi jesień i jakie jeszcze zmiany przynosi oraz jak wiewiórki przygotowują się do zimy.

Alice Hemming, Nicola Slater, Złodziej liści, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

A może jesień to dobry czas na pierwsze podejście do komiksu? Pierwszy tom „W cieniu drzew” pt. „Jesień Pana Zrzędka” to połączenie komiksu i książki obrazkowej, gdzie głównym środkiem przekazu wciąż są przede wszystkim ilustracje, a dialogi w dymkach pełnia jedynie funkcję uzupełniającą, pomagającym określić kontekst sytuacji.

Zabawna historia zabierającego się za jesienne porządki, w końcu kiedy mieszka się w lesie, spadające liście potrafią dać się nieźle we znaki. Zamiatanie nie jest jednak takie łatwe, kiedy pod nogami plączą się zapracowani przed jesienią sąsiedzi – Pan Wiewiór zbierający żołędzie na zimę, Pan Jeż wyciągający sąsiada na ostatni dżdżownice przed zapadnięciem w sen zimowy, czy mały Myszek, któremu latawiec utknął na drzewie. I chociaż Pan Zrzędek nie należy do najweselszych osób na świecie, a każdą interakcję z innymi okrasza całą gamą zniechęconych westchnień, zawsze wyciąga do innych pomocną dłoń. A jak wiadomo okazane dobro w końcu do nas wraca i w chwili kryzysu sąsiedzi również przyjdą mu z pomocą.

Więcej komiksowych propozycji dla przedszkolaka znajdziecie TUTAJ.

DAV, W cieniu drzew. T. 1. Jesień Pana Zrzędka, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Jesienią większym zainteresowaniem cieszą się u nas książki, w których bohaterami są kojarzone z tą porą roku zwierzęta. Poza wiewiórkami, są to przede wszystkim jeże. Sporo informacji o jeżykach znajdziecie w książce „Jeżyk z parku”, której bohaterką jest mała jeżynka (olbrzymi plus za feminiatywy!) i jej kolczasta rodzinka.

Czytelnik towarzyszy Tyci i jej braciszkowi od momentu narodzin aż po dorosłość i pierwszą przespaną zimę. Dzięki temu ma szansę pozyskać mnóstwo informacji i ciekawostek z życia jeży – między innymi jak wyglądają tuż po urodzeniu, co jedzą, a co może im zaszkodzić, w jaki sposób mają szansę przetrwać zimę, w jaki sposób działalność człowieka im zagraża i jakie mają umiejętności. Sama nie miałam pojęcia, że jeże potrafią pływać i skakać! 

Ponadto na marginesach czeka mnóstwo ciekawostek luźno związanych z tematem – na przykład jakie inne stworzenia mają kolce czy jakie zwierzęta, poza jeżami żerują nocą.

Poza mądrym tekstem bardzo ważnym środkiem przekazu są przepiękne, wypełniające całe strony, barwne ilustracje. Czy może być coś słodszego, niż małe jeżyki? Nie sądzę!

Więcej tytułów z serii „Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka” znajdziecie w TYM WPISIE.

Zofia Stanecka. Magdalena Kozieł-Nowak, Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka. Jeżyk z parku, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Kolejną propozycją z jeżem w roli głównej i przepięknymi, cudownie delikatnymi ilustracjami jest dwuczęściowa seria o przyjaźni jeżyka i zajączka. „Jesteś moim przyjacielem” to uniwersalna opowieść o przyjaźni dwóch zupełnie różnych bohaterów, poznawaniu się i uczeniu się siebie wzajemnie oraz szukania płaszczyzny porozumienia napisana w bardzo poetycki i całkiem wzruszający sposób. Kiedy nadchodzi jesień, z jeżem zaczyna się dziać coś dziwnego, czego sam do końca nie rozumie. Pewnego zimnego poranka jeżyk znika. Czy zajączek poradzi sobie z tym rozczarowaniem i ich przyjaźń przetrwa?

Michał Engler, Joëlle Tourlonias, Jesteś moim przyjacielem, Katowice: Wydawnictwo Debit, 2018, 32 s.

Druga część przygód jeżyka i zajączka – „Przyjaciele na zawsze” to historia przygotowująca malucha na pierwsze sprzeczki i różnice między przyjaciółmi, sytuacje, kiedy między najlepszymi kumplami pojawia się ktoś trzeci i czasem zabawa z nim wydaje się bardziej atrakcyjna, niż z przyjacielem. O tym, czy to na pewno musi oznaczać koniec przyjaźni i o znanej prawdzie, że tych najprawdziwszych przyjaciół poznaje się w biedzie. Po raz kolejny pełna emocji – zarówno tych pozytywnych, jak i smutku, zazdrości, strachu i poczucia osamotnienia. Z rozczulającym, bardzo pozytywnym zakończeniem.

Michał Engler, Joëlle Tourlonias, Przyjaciele na zawsze, Katowice: Wydawnictwo Debit, 2018, 32 s.

Są takie serie, których bohaterowie, podobnie jak w przypadku „Ulicy Czereśniowej” towarzyszą nam przez wszystkie pory roku. Jedną z moich najukochańszych jest „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”, chyba nigdy nie wyrosnę z sentymentu do tych Zajęcy, chociaż moja córka trochę odłożyła jej już na bok.

W „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham kiedy jest jesień” Zajączki kicają z wiatrem i ścigają się ze spadającymi liśćmi. Kiedy Duży Brązowy Zając Odpoczywa, Mały Brązowy Zajączek znajduje porwane wiatrem kartonowe pudełko. Cóż za wspaniałe zabawy można wymyślić przy jego wykorzystaniu! Czy starszy zajączek wystraszy się Pudełkowego Potwora? I kto tu kogo złapie?

Sam McBratney, Anita Jeram, Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham kiedy jest jesień, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 18 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Również po różne części „Opowieści z Parku Percy’ego” sięgamy w zależności od pory roku. Najbardziej jesienną opowiastką jest „Po burzy”. Kiedy nocą przychodzi nawałnica, Percy wie, że będzie miał kolejnego dnia sporo sprzątania w parku. Nie spodziewał się jednak, że wiatr wyrwie z korzeniami jedno z jego ulubionych, wiekowych drzew. To prawdziwa katastrofa dla wielu zwierząt, dla którego gałęzie, pień i korzenie drzewa były schronieniem. Mimo starań, jego zwierzęcy przyjaciele nie mogą znaleźć sobie nowego domu. Na szczęście wspólnymi siłami uda im się zaradzić i temu kryzysowi.

Nick Butterworth, Opowieści z parku Percy’ego. Po burzy, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2008, 27 s.

Na wielbicieli dłuższych tekstów czeka „Jesień Toli”, będąca częścią jednej z najulubieńszych serii mojej Majki. Tola jest zdecydowanie mniej psotną dziewczynką niż Basia (czyli druga najukochańsza bohaterka), co bynajmniej nie odbiera jej uroku, za to z pewnością zadowoli wszystkie bardziej zachowawcze mamy ;)

W książeczce znajdziemy jak zawsze cztery ciepłe, rodzinne opowieści, tym razem pachnące zupą dyniową, kawą i ciastem. Wybierzemy się na spacer do parku po kasztany na ludziki i klimatyczne zdjęcia, czeka nas wyścig na hulajnogach w kaloszach i puszczanie papierowych łódeczek po kałużowym jeziorze, zbudujemy z mamą karmnik dla ptaków podczas jesiennego przeziębienia i upieczemy pierwsze pierniczki . Jesień jest dla Toli wyjątkową porą roku również z innego względu – to jesienią rodzi się jej wyczekany mały kuzyn Mikołaj.

Świetne połączenie opowiadań ukazujących magię codzienności dziecięcymi oczami z absolutnie przepięknymi, delikatnymi ilustracjami.

Anna Włodarkiewicz, Jesień Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 64 s.

Samodzielnym czytaczom polecamy natomiast jeden z najbardziej jesiennych tomów cyklu „Zosia i jej ZOO” pt. „Pomocny jeż”.

Zosia mieszka w wyjątkowym miejscu – w Azylu Zoologicznym swojego dziadka Henryka, który zajmuje się ratowaniem dzikich zwierząt i dawaniem im schronienia. Tego dnia, zamiast iść do szkoły, to szkolni koledzy wraz z nauczycielką odwiedzają Zosię, by dowiedzieć się więcej o zwierzętach i wybrać jedno z nich do klasowej adopcji. Chwilę później w ZOO pojawia się również nowy mieszkaniec – młodziutki jeżyk, który bardzo chciałby być adoptowany. Stara się więc za wszelką cenę być przyjazny i pomocny, niestety skutki jego wysiłków nie zawsze są takie, jak planował…

Bez problemu można sięgnąć po ten tom nie znając wcześniejszych przygód Zosi. W ogóle nie czuć, że „Pomocny jeż” to kolejna część wielotomowej serii, wszystko zostaje nowemu czytelnikowi dokładnie i całkiem naturalne już na pierwszych stronach powieści. Poza tym znajdziemy tu całkiem fajną przygodę nie stroniącą od bardziej specjalistycznych „trudnych słówek” i sporej dawki ciekawostek o jeżach. I o ludziach też, szczególnie tych nieśmiałych, potrzebujących czasu, by odnaleźć się w nowym środowisku.

Amelia Cobb, Zosia i jej ZOO. Pomocny jeż, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2021, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

I jeszcze na koniec hit w leśnym klimacie. Jesienią spacery po lesie są jeszcze przyjemniejsze, niż zazwyczaj. Zanim wybierzemy się do lasu z koszykiem na dary jesieni warto poświęcić kilka chwil by poznać jego mieszkańców. Kto wie, może któregoś z nich uda się wypatrzyć wśród coraz bardziej łysych drzew?

„Poznaj mieszkańców lasu” składa się z dwóch części – kartonowej książki z sześcioma rozkładówkami i plastikowego panelu z głośnikiem i przyciskami oznaczonymi wizerunkami zwierząt. Każda rozkładówka poświęcona została zwierzętom zamieszkującym odmienną część lasu – dowiemy się kto mieszka na polanie, w samym sercu lasu, nad wodą, wśród wysokich traw, w koronach drzew, na górskich halach oraz kto poluje nocą. Każda z tematycznych rozkładówek, poza krótkim wstępem zawiera realne zdjęcia zwierząt opatrzone krótkimi napisami oraz oznaczeniem guzika, który należy odszukać i wcisnąć na bocznym panelu, by usłyszeć jakie odgłosy wydaje dane zwierzę.

Poznaj mieszkańców lasu, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2019, 14 s.

Jaki element musi mieć dla Was jesienna książka? Jeże, wiewiórki, spadające liście, las? A może troszkę melancholijny, wzruszający klimat?

Bajki Majki: Pierwsze komiksy przedszkolaka

Robiłyśmy kiedyś z Mają podejście do całokartonowych komiksów dla zupełnych maluszków, ale zupełnie nie złapała tego bzika. Natomiast całkiem niedawno wykazała wzmożone zainteresowanie komiksami z serii „Pamiętników Wisienki”, które dla odmiany są dla niej jeszcze zbyt poważne, ponadto zupełnie nie umiałam czytać ich na głos. Zaczynałam nawet podejrzewać, że komiksy w ogóle nie nadają się do wspólnego czytania i trzeba podsunąć je dziecku dopiero, kiedy potrafi już samodzielnie składać litery i zdania. A tu proszę, wydawnictwo Egmont zaczęło wydawać aż cztery serie w kategorii „Mój pierwszy komiks” , po które można sięgnąć już z przedszkolakiem. I faktycznie czyta się je bez problemu! Co więcej są cudownie ilustrowane, sympatyczne, pełne ciepła i rodzinnych uczuć, opatrzone zabawną puentą lub skłaniające do przemyśleń. Prezentuję wam pierwsze tomy wszystkich nowych serii, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie, bo i każda historia jest zupełnie inna – klimatyczna „W cieniu drzew”, wzruszający „Bartłomiej z Karmelkiem”, nostalgiczne „Opowieści z Bukowego lasu” i mądry „Pan Borsuk i Pani Lisica”.  

Chociaż wszystkie 4 serie są skierowane do czytelników od 5 roku życia, polecam zacząć od tych dwóch wydanych w nieco mniejszym formacie, zbliżonym do A5. Są niedługie, ze względu na format nieco wygodniejsze do wspólnego czytania i stanowią połączenie komiksu i książki obrazkowej, gdzie głównym środkiem przekazu wciąż są przede wszystkim ilustracje, a dialogi w dymkach pełnia jedynie funkcję uzupełniającą, pomagającym określić kontekst sytuacji.

 „W cieniu drzew. Jesień Pana Zrzędka” to zabawna historia zabierającego się za jesienne porządki, w końcu kiedy mieszka się w lesie, spadające liście potrafią dać się nieźle we znaki. Zamiatanie nie jest jednak takie łatwe, kiedy pod nogami plączą się zapracowani przed jesienią sąsiedzi – Pan Wiewiór zbierający żołędzie na zimę, Pan Jeż wyciągający sąsiada na ostatni dżdżownice przed zapadnięciem w sen zimowy, czy mały Myszek, któremu latawiec utknął na drzewie. I chociaż Pan Zrzędek nie należy do najweselszych osób na świecie, a każdą interakcję z innymi okrasza całą gamą zniechęconych westchnień, zawsze wyciąga do innych pomocną dłoń. A jak wiadomo okazane dobro w końcu do nas wraca i w chwili kryzysu sąsiedzi również przyjdą mu z pomocą.

DAV, W cieniu drzew. T. 1. Jesień Pana Zrzędka, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

W tym samym niewielkim formacie ukazał się także pierwszy tom przygód dwóch osiołków „Bartłomiej i Karmelek. Najlepsze miejsce”. To przeurocza opowiastka o tacie i jego nieco znudzonym synku oraz ich wyprawie na ryby. Kiedy Karmelek wspomina z rozmarzeniem w jaki sposób jego koledzy spędzają wakacje, tata dwoi się i troi, by zapewnić synkowi równie emocjonujące atrakcje i robi wszystko, by zabrać go w tak samo wyjątkowe miejsca. W poszukiwaniu wrażeń i porywie ojcowskiej kreatywności lądują w końcu… na księżycu! Czy jednak tego naprawdę tego najbardziej wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju miejsca trzeba było szukać tak daleko?

Uroczo zakręcona, całkiem wzruszająca, z poczuciem humoru, olbrzymią dawką tatusiowej miłości i zaskakującą puentą.

Silvia Vecchini, Sualzo, Bartłomiej i Karmelek. T. 1. Najlepsze miejsce, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Nieco bardziej zaawansowanym, zarówno pod względem formatu (tym razem już A4), ilości tekstu, jak i podejmowanej tematyki, jest pierwszy tom komiksu „Pan Borsuk i Pani Lisica” pt. „Spotkanie”. Borsuki lubią mieć wszystko porządnie poukładane i cenią sobie swoje spokojne, przewidywalne życie. Jednak codzienność Borka i Szperaczka czekają poważne zmiany, kiedy ich tata decyduje się przygarnąć pod swój dach dwie niewiasty w opałach, którym myśliwi zniszczyli norkę. Nagle trzeba podzielić się łóżeczkami, pokojem i jedzeniem. Ale największy problem w tym, że Róża i jaj mama nie są ani trochę borsukami, to lisice! A wszyscy wiedzą, że borsuki i lisy mają zupełnie odmienne charaktery i to po prostu niemożliwe, by mogły się. Czy mimo uprzedzeń i początkowej niechęci uda im się stworzyć zgodną rodzinę? Dzieci nie są tego wcale takie pewne!

Pełna mądrości komiksowa opowiastka o różnicach i szukaniu płaszczyzny porozumienia, pierwszym zderzeniu z innością i tolerancji, niepełnych rodzinach i nawiązywaniu nowych relacji, aż wreszcie o braciach i siostrach, dziewczynach i chłopakach. A wszystko to za fasadą uroczych zwierzęcych pyszczków.

Brigitte Luciani, Eve Tharlet, Pan Borsuk I Pani Lisica. T. 1. Spotkanie, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

* Jeśli lubicie borsuki, lisy i macie ochotę na lekcję tolerancji i otwartości na innych w ich wydaniu skierowaną do nieco starszych czytelników, koniecznie sięgnijcie też po „Tarmosię” podejmującą nieco podobną tematykę z borsuczym futerkiem w roli głównej.*

I jeszcze na sam koniec mały nostalgiczny powrót do dzieciństwa. Pamiętacie wieczorynkę o króliczej Rodzinie Rabatków? To serial animowany na podstawie książki, której niestety nigdy nie czytałam, ale z przyjemnością przypomnę sobie przygody królików wraz z córką za pośrednictwem komiksu. Pierwszy tom serii „Opowieści z Bukowego Lasu” jest o urodzinach Stokrotka – a dokładniej o przygotowaniach do nich. Bo i jest mnóstwo do zrobienia – trzeba przygotować zaproszenia i dostarczyć je gościom, zrobić zakupy i ugotować mnóstwo pyszności, stworzyć dekoracje, uroczyście udekorować stół i własnoręcznie stworzyć prezenty! Oczywiście wszystko w tajemnicy przed solenizantem, którego tymczasem czeka w ogrodzie całkiem sporo przeciwności, które skutecznie zajmują mu dzień – od rozbrykanego latawca aż po żółwia – pluszakożercę! Czy uda się zdążyć z niespodzianką przed powrotem solenizanta?

Loïc Louannigot, Opowieści z Bukowego Lasu. T. 1. Urodziny, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Wszystkie komiksy, choć różnią się formatem, zostały wydane w twardej, oprawie z gąbką w środku, a ich cechą charakterystyczną – mimo różnych autorów – są piękne ilustracje i poziom przekazu adekwatny do możliwości poznawczych małego czytelnika. Chociaż każda z wymienionych historii rozpoczyna swoją serię i będzie miała ciąg dalszy, bez problemu można traktować je również jako samodzielne historie.

To jak? Dacie się przekonać do komiksów?

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Pucio zostaje kucharzem” i „Pucio chce siusiu” Marta Galewska-Kustra

Kiedy moja Maja miała prawie roczek, akurat pojawiła się pierwsza część przygód Pucia – „Pucio uczy się mówić”, zaczynaliśmy więc przygodę od tych większych, pełnowymiarowych kartonówek i przegapiłyśmy pierwsze puciowe propozycje dla zupełnych najnajów – w mniejszym formacie i o nieco prostszej fabule.

Dlatego też byłam bardzo pozytywnie zaskoczona ilością tekstu, którego, jak na kartonową książeczkę dla maluszka, pozycję wielkości dłoni, jest naprawdę dużo i czytanie trwa dłużej niż „pięć minutek”, a fabuła każdej z nich jest całkiem rozbudowana.

„Pucio zostaje kucharzem, czyli o radości jedzenia” jest również o radości (i odwadze!) próbowania nowych rzeczy – czy makaron w innym kształcie niż ten, jaki robi mama może być równie smaczny? W końcu wygląda nieco podejrzanie… Jest także zachętą do podejmowania pierwszych prób kucharskich.

Pucio, Misia i mama, zaskoczeni nagłym atakiem głodu podczas spaceru, postanawiają zjeść obiad w restauracji. Po pysznym posiłku otrzymują możliwość rzucenia okiem do kuchni i zobaczenia w jaki sposób przyrządzane są pyszne potrawy, oraz otrzymują od szefa przepis na pyszne placuszki. Wybierają się więc na zakupy po niezbędne składniki, a następnie przygotowują rodzinnie pyszny podwieczorek – niczym zawodowi kucharze w restauracyjnej kuchni.

A na ostatnich stronach, mali czytelnicy znajdą przepis na owocowe placuszki do samodzielnego przygotowania z rodzicami.

Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, Pucio zostaje kucharzem, czyli o radości jedzenia, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

„Pucio chce siusiu, czyli pożegnanie pieluszki”, jak już sam tytuł wskazuje, będzie dobrym wsparciem podczas odpieluchowania. Pucio widzi w sklepie śliczne majteczki w samoloty, jednak żeby móc takie nosić, trzeba zrezygnować z pieluszki i zacząć załatwiać się do nocnika. Pucio już nie może się doczekać i chociaż nie obywa się bez drobnych wpadek, cała akcja zostanie zwieńczona sukcesem. Nie mogło być inaczej, skoro w przedsięwzięcie zaangażowała się cała rodzina, a tata ma w zanadrzu nawet rozkładany nocnik, który można zabrać ze sobą na wycieczkę rowerową. Ach, pamiętam te czasy, kiedy chodziłam z takim w torebce!

Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, Pucio chce siusiu, czyli pożegnanie pieluszki, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Obie książeczki mają wygodny format dla małych dziecięcych rączek, są zaskakująco lekkie, a przy tym z grubej tektury, niestraszna im więc silna i wyżynające się ząbki. Do tego mają bezpiecznie zaokrąglone rogi

Puciowersum zdążyło się dobrze rozrosnąć w ciągu kilku ostatnich lat.
O książeczkach z Puciem w roli głównej pisałam Wam TU, TU i TU. Mieliśmy również pluszowego Pucia i puzzle dźwiękonaśladowcze, pierwsze puciowe gry maluszka – domino oraz loteryjkę, puzzle z przeciwieństwami i odrobinkę trudniejsze puzzle świąteczne.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Wierszyki i zabawy logopedyczne z pingwinkiem Piko” Małgorzata Korbiel

Logopedyczna przygoda z pingwinkiem Piko dla przedszkolaków to trochę dwa w jednym – z jednej strony sympatyczna historia do aktywnego czytania, a z drugiej zbiór ćwiczeń dla małej i dużej paszczy.

Piko wyrusza w podróż (może wakacyjną, kto wie?), podczas której czeka go sporo niespodzianek i poznawanie głosek. Historia jest opowiadana przy pomocy nieskomplikowanej rymowanki, w której wytłuszczono część liter – tych, którem poświęcona jest ta strona. Każdą ze stron uzupełnia również ćwiczenie związane z omawianymi głoskami oraz kilka słówek do powtórzenia z zaakcentowaniem ćwiczonych literek.

Czytelnik będzie więc wraz z pingwinkiem nurkował wykonując ćwiczenia oddechowe, parskał wargami by wypluć słoną wodę, nadymał policzki jak baloniki, szczękał zębami z zimna, ziewał szeroko jak orka, wypuszczał powietrze jak wieloryb oraz powtarzał zabawne wierszyki – łamańce językowe. I wiele innych.

A przy tym czeka na niego również sporo przygód, bo Piko podczas swojej podróży na nudę bynajmniej nie narzeka – wiry morskie, foki na deskach surfingowych, gra w piłkę z delfinem, zabawa w chowanego, najprawdziwsza misja ratunkowa, kupowanie pamiątek od kormorana i szerokie uśmiechy na widok rodziny.

Można przeczytać całą na raz (ale grozi to odrętwieniem szczęki u dziecka i rodzica) albo stopniowo – po kilka stron i kilka ćwiczeń, bo i nie jest to wbrew pozorom krótka lektura, szczególnie, że wykonywanie ćwiczeń i wspólne powtarzanie wybranych słów, rymowanek i fragmentów dodatkowo wydłuża czytanie i świetnie angażuje malucha w całą historię. A same ćwiczenia, poza tym, że zostały w sympatyczny sposób powiązane z fabułą, są również bardzo różnorodne – w książce znajdziemy ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia warg, policzków i podniebienia miękkiego, dzięki czemu podczas lektury trenujemy cały aparat mowy.

A na koniec, skoro paszcza rozgrzana i wyćwiczona, czeka pingwinkowa piosenka! I zagadki, żeby poza buzią rozruszać też trochę głowę.

Małgorzata Korbiel, Ilona Brydlak, Wierszyki i zabawy logopedyczne z pingwinkiem Piko, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 48 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Bajki Majki: „Literkowce” Agata Matraś

Po „Liczyświnkach”, „Emomisiach” i moich ulubionych „Kolorysiach” przyszła kolej na „Literkowce”! Jak ja lubię tą serię przezabawnych, erudycyjnych i niesamowicie pomysłowych kartonówek-wyszukiwanek do aktywnego czytania!

Jak sama nazwa wskazuje, tym razem głównymi bohaterami autorka uczyniła literki i owce. Nie ma jednak szans na zagubienie w owczym stadzie, o nie! Każdy osobnik to wyjątkowe indywiduum o niepowtarzalnym wyglądzie i charakterze. Troszkę można dostać oczopląsu, ale jednocześnie bardzo chce się poznać je wszystkie. Nie obyło się również bez różnorodnych środków komunikacji, bo owce ewidentnie wybierają się na wakacje. Autobusem, autem, samolotem, tirem a nawet katamaranem, lotnią, psim zaprzęgiem i drezyną. Czym by jednak nie podróżowały, robią mnóstwo zamieszania – jest tłoczno, wesoło, gwarnie i z poczuciem humoru.

Znamy już ten schemat. Pierwsza rozkładówka jest ilustracją wprowadzającą w temat (w tym przypadku prezentującą po 2-3 literki) przy pomocy troszkę absurdalnej rymowanki, której jednak za nich nie można pozbyć się potem z głowy. Kolejna natomiast składa się z 5-6 zadań utrwalających słownictwo na daną literkę, ćwiczących spostrzegawczość, koncentrację, umiejętność logicznego myślenia i kojarzenia faktów. I tak naprzemiennie.

Będą labirynty, domino, łączenie w pary, układanie ciągów, szukanie różnic i poznawanie nowego słownictwa wraz ze zwracaniem uwagi na jaką to literkę rozpoczynają się słowa. Ostatnie strona jest stacją docelową, na której spotykają się wszyscy bohaterowie, którzy po wszystkich trudach i niespodziankach podróży nareszcie dotarli na upragniony wywczas. Spotykają się tu również ćwiczone przez całą lekturę literki.

Nie da się ukryć, że moja pięciolatka jest już troszkę za duża, by ten tytuł przyciągnął jej uwagę na dłużej niż tydzień. Ale moja Majka-uparciuszka, która od dobrego miesiąca nie zawała się za nic namówić na sięgnięcie po elementarz i jakiekolwiek próby czytania, przez trzy dni z rzędu prosiła o „Literkowce” każdego wieczora i po wykonaniu wszystkich zadań, przy ostatniej stronie z przyjemnością recytowała alfabet śpiewnym głosem. Trudno o lepszą kontrolę jakości.

Niezmiennie bardzo polecamy wszystkim przedszkolakom!

Agata Matraś, Literkowce, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Jeśli szukacie również innych pozycji do nauki liter, koniecznie zobaczcie zestawienia książeczek o literkach i cyferkach oraz „Literkową Książkę”.

Bajki Majki: „Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka” Zofia Stanecka

Zofia Stanecka jest autorką, po której książki sięgam w ciemno i bez najmniejszego wahania. Podobnie, jak po wielkoformatowe kartonowe wydania Naszej Księgarni. Takie połączenie musiało okazać się sukcesem i faktycznie nim jest, ta seria edukacyjna dla najmłodszych jest naprawdę super. Szczególnie, że to jedna z tych pancernych serii książeczek nie do zdarcia – całkiem grube i dość ciężkie, wykonane z porządnej tektury i w formacie zbliżonym do A4. I bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, które tak cenię. Świetnie sprawdzi się jako pozycja do wspólnego czytania, jak i do samodzielnego przeglądania – najwygodniej na dywanie – bo grube strony łatwo obracać małym rączkom. 

Najnowszy tytuł z serii o opiekuńczym duszku Tuli Tuli opowiadającym maluchom o rozmaitych środowiskach i ich mieszkańcach jest „Bocian z łąki”. A jego główny bohater to Kuba – największe z piskląt pary bocianów, które założyły gniazdo na nieodległym słupie telegraficznym.

Kuba jest zupełnie nowy na tym świecie i musi się jeszcze dużo nauczyć. Wraz z nim mały czytelnik pozna zwyczaje bocianów – między innymi dowie się gdzie zakładają gniazda, jak duże są bocianie jaja, kto poza bocianami lubi zamieszkać w bocianim gnieździe, jakie są etapy rozwoju młodego bociana, co jedzą i dokąd lecą kiedy nadchodzi jesień. Czekają też ciekawostki z życia innych ptaków oraz informacje na temat siedliska, jakim jest łąka. Jak wiele różnorodnych stworzeń na niej żyje! Czy afrykańska sawanna będzie choć trochę przypominać Kubie dom?

Po historii narracyjnej ciągnącej się przez kolejne ilustrowane plansze mamy stronę poświęconą wyłącznie ciekawostkom o bocianach ze szczególnym wyróżnieniem zagrożeń, jakie niesie tym pięknym ptakom działalność człowieka oraz mapa świata z zaznaczonymi gatunkami bocianów i och występowaniem.

Dodatkowym plusem jest fakt, iż część dochodu z tej książki wydawnictwo przekazuje na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Zofia Stanecka. Magdalena Kozieł-Nowak, Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka. Bocian z łąki, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

„Jeżyk z parku”  to dla odmiany historia w bardzo jesiennym klimacie, a jej bohaterką jest mała jeżynka (olbrzymi plus za feminiatywy!) i jej kolczasta rodzinka.

Czytelnik towarzyszy Tyci i jej braciszkowi od momentu narodzin aż po dorosłość i pierwszą przespaną zimę. Dzięki temu ma szansę pozyskać mnóstwo informacji i ciekawostek z życia jeży – między innymi jak wyglądają tuż po urodzeniu, co jedzą, a co może im zaszkodzić, w jaki sposób mają szansę przetrwać zimę, w jaki sposób działalność człowieka im zagraża i jakie mają umiejętności. Sama nie miałam pojęcia, że jeże potrafią pływać i skakać! 

Ponadto na marginesach czeka mnóstwo ciekawostek luźno związanych z tematem – na przykład jakie inne stworzenia mają kolce czy jakie zwierzęta, poza jeżami żerują nocą.

A poza mądrym tekstem bardzo ważnym środkiem przekazu są przepiękne, wypełniające całe strony, barwne ilustracje. Czy może być coś słodszego, niż małe jeżyki? Nie sądzę!

Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, to na pewno zaciekawi Was, że z każdej kupionej książki wydawnictwo przekazuje 1 zł na Fundację Primum ratującą jeże.

Zofia Stanecka. Magdalena Kozieł-Nowak, Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka. Jeżyk z parku, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Chronologicznie pierwsza z serii część – „Żółwik z oceanu” jest zbiorem zbiór ciekawostek o samym oceanie i jego mieszkańcach – przede wszystkim żółwiach, ale również rekinach, delfinach czy mieszkańcach głębin. Dzięki niej mały czytelnik dowie się jak faluje ocean, czym różni się orka od rekina, na jakie gatunki dzielą się żółwie morskie i co jedzą, czym jest kwiatozwierz, czy jakie stworzenia składają jaja. Nie zabraknie również drobnej, ale przejmującej przestrogi na temat zanieczyszczania oceanów, konsekwencjach tego smutnego zjawiska i sposobów na jego ograniczenie – codziennych, drobnych kroków możliwych do wykonania nawet przez malucha. A wszystko to widziane jest oczami przesympatycznego bohatera – młodziutkiego żółwia Pikina, którego poznajemy w dniu wyklucia się z jaja.

To bardzo bogato ilustrowana, przekolorowa opowieść o niewielkiej ilości tekstu (za to wypisanego całkiem konkretną czcionką) i starannie wyselekcjonowanych informacjach dopasowanych do możliwości poznawczych najmłodszych książkowych molików. Ze względu na poziom szczegółowości ilustracji, jak i poziomu tekstu jest w naszym odczuciu najłatwiejszą częścią serii. Spokojnie można więc czytać ją i roczniakowi i dwulatkowi i przedszkolakowi też, choć z pewnością każdy z nich wyciągnie dla siebie coś innego.

Zofia Stanecka. Magdalena Kozieł-Nowak, Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka. Żółwik z oceanu, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 40 s.

Grajki Majki: PRZEDPREMIEROWO „PuzzloGra. Dżungla” Günter Bukhart, Marcin Minor

Cóż za niezwykłe połączenie, ta gra jest jak sałatka owocowa. Memory, puzzle, pionki i bajeczne ilustracje Marcina Minora to prawdziwie różnorodna, ale jakże udana mieszanka!

„Amazońska dżungla pogrążona w ciemnościach budzi się do życia. Promienie słoneczne sięgają coraz wyżej, ujawniając kolejnych mieszkańców dżungli”.

Zasady gry są bardzo proste i moim zdaniem spokojnie można się za nią brać i z czterolatkiem. Na podzieloną na krateczki planszę wypełnioną cieniami zwierząt należy rzucić trochę światła, by odkryć czające się wśród ciemnych chaszczy i mroków nocy dzikie pyszczki. Aby to zrobić gracze naprzemiennie losują odwrócone rewersem do góry kafelki ułożone pod planszą. Jeśli trafią na fragment obrazka, który można położyć na planszy (a wolno dokładać tylko te dolne elementy, pod którymi jest rant lub inny kafelek), mogą go dołożyć. Jeśli nie, należy go zakryć i odłożyć u góry planszy. Po ułożeniu całego zwierzaka dostajemy tyle punktów, z ilu kafelków się on składa. Punkty zaznaczamy przesuwając drewniane, stożkowate pionki po polach otaczających planszę. Co ciekawe, jeśli trafimy na pole, na którym stoi pionek innego gracza, możemy na niego wskoczyć i skorzystać z podwózki przy jego kolejnym ruchu. Chyba, że strąci nas napotkana na drodze liana.

Dla urozmaicenia, wśród kafelków z obrazkami ukryto cztery płytki specjalne z różnymi akcjami do wykonania. W skład zestawu wchodzą również trzy puste płytki, na których możemy wymyślić swoje własne akcje i dołączyć je do gry.

Kiedy wspólnymi siłami uda się ułożyć cały obrazek, wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów, a jej pionek „zaszedł” najdalej. Na deser czekają ciekawostki poświęcone występującym w grze zwierzakom umieszczone na odwrocie planszy.

Moja Majka uwielbia gry pamięciowe w typie „memorów” (i w nie wymiata), nic więc dziwnego, że nastąpiła miłość od pierwszego wejrzenia. Szczególnie, że tematem gry są super ciekawe zwierzęta fantastycznie zilustrowane przez Marcina Minora, którego pokochaliśmy już za „Sen”, „Kruki” i „Smoki” dla starszaków.

Pomysł jest świetny, wizualnie prezentuje się cudownie, ma możliwość personalizacji za pomocą dodatkowych kafelków i jest bardzo porządnie wykonana.

Łączy w sobie trening spostrzegawczości, cierpliwości, zapamiętywania i umiejętności strategicznych. No i jest po prostu piękna. Gramy całą rodziną i polecamy bardzo mocno.

A dla dopełnienia dżunglowego klimatu, spragnionym dzikich zwierząt i nienasyconym owocową sałatką proponuję dopełnić równie zwariowaną i pięknie zilustrowaną książką „Być jak tygrys” Przemysława Wechterowicza i Emilii Dziubak.

„PuzzloGra. Dżungla”
Autor: Günter Bukhart
Ilustracje: Marcin Minor
Sugerowany wiek: 5+
Ilość graczy: 2-4
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

(premiera 1.09.2021)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Witaj, przedszkole!” Patrycja Wojtkowiak-Skóra, „Moja wielka wyszukiwanka. Przedszkole” Susanne Gernhäuser

Jeśli chodzi o przedszkole, Maja jest już „starą wyjadaczką” i w tej tematyce najczęściej sięgamy o serię z Dusią w roli głównej i, bardziej pośrednio, po serię o Basi. Książeczki wspomagające adaptację wciąż jednak wzbudzają moje zainteresowanie, a i Maja lubi o przedszkolu posłuchać, choć raczej jednorazowo, zanim stwierdzi że „to dla maluchów”.

O książeczkach, które towarzyszyły nam kilka lat temu podczas majkowej adaptacji przeczytacie TUTAJ, a tymczasem zapraszam na recenzje dwóch świetnych nowości w tematyce przedszkolnej:

„Witaj, przedszkole!” to chyba najlepsza książeczka przygotowująca kilkulatka do roli przedszkolaka, z jaką mieliśmy do czynienia. Jest całkiem grubaśna – ma aż 70 stron! – ale została podzielona na krótsze, tematyczne rozdziały, więc spokojnie można czytać np. po jednym każdego wieczoru, jeśli mamy mniej zaawansowanego słuchacza, albo wiercidupkę, która tak długo nie wysiedzi. Każdy rozdział, krok po kroku dokładnie opisuje co czeka maluszka w przedszkolu. A z doświadczenia mogę powiedzieć, że takie właśnie podejście, czyli wcześniejsze wytłumaczenie i nastawianie dziecka na to, co będzie oraz przygotowanie do wszystkich prawdopodobnych sytuacji okazało się u nas niezastąpione zarówno podczas pierwszej adaptacji, jak i podczas zmiany przedszkola. Super, że akcja książki zaczyna się jeszcze w wakacje, kiedy to rodzice nastawiają głównego bohatera – Krzysia – na czekające go w życiu zmiany. Jeszcze przed swoim pierwszym dniem chłopiec ma szansę odwiedzić przedszkole, dowiedzieć się w jakiej sali będzie spędzał dnie, jakim zwierzątkiem oznaczona będzie jego szafeczka i krzesełko, jak nazywa się jego pani i z kim będzie w grupie MOTYLKÓW. Dostanie nowy plecak i wraz z mamą zrobi przedszkolne zakupy. W pierwszych dniach pozna zarówno plan dnia, dającą poczucie bezpieczeństwa rutynę, jak i możliwe stresujące sytuacje – toaletową wpadkę, kłótnię o zabawki, czy spóźniającą się z powodu korków mamę. Ale przedszkole to również wyjątkowe okazje do świętowania – urodziny, jesienny bal, wycieczka poza przedszkole z pluszowym wężem w łapce, przedstawienie i świąteczne spotkanie również zostały dokładnie opisane.

Chociaż książka ma stosunkowo dużo tekstu, nie brak w niej również uroczych, bardzo kolorowych ilustracji Patrycji Fabickiej – najczęściej wypełniających całe strony.

Moim zdaniem jest rewelacyjna, aż żal, że „za naszych czasów” jeszcze nie było tego tytułu, chociaż dość intuicyjnie wypracowaliśmy sobie bardzo podobną metodę adaptacji. Polecam wszystkim początkującym przedszkolakom z całego serca. Jednak ze względu na dłuższe partie tekstu, wymaga od słuchacza pewnego oczytania i doświadczenia z bardziej zaawansowanymi pozycjami, niż krótkie książeczki w stylu np. Kici Koci. Moim zdaniem to takie 3+. Zwłaszcza, że została wydana z papierowymi stronami w twardej oprawie z ostrymi brzegami. Do czytania i przeglądania pod opieką rodzica.

Patrycja Wojtkowiak-Skóra, Patrycja Fabicka, Witaj, przedszkole!, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 70 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Drugą z książeczek – wyszukiwankę – rekomenduję dla nieco młodszych przedszkolaków – moja Majka zaczynała swoją przygodę z przedszkolem w wieku 2,5 lat i moim zdaniem dla takiego malucha byłaby idealna. Szczególnie, że same korzystałyśmy z podobnego tytułu o lakonicznym tytule „W przedszkolu” i wówczas jeszcze Bobasa bardzo lubiła szukanie szczegółów porozrzucanych w przedszkolnym chaosie.

Dwa poprzednie tomy z serii „Moja wielka wyszukiwanka” – „Zwierzęta świata” oraz „Dzień i noc” pokazywałam Wam już kiedyś TUTAJ. Tym razem tematyką 11 planszy są sceny pozwalające małemu czytelnikowi przywyknąć do codzienności w przedszkolu. Od powitania, zmiany butów na kapcie i zdjęcia kurteczek w szatni, przez rozmaite zajęcia, korzystanie z łazienki, posiłki, plac zabaw i drzemkę aż po wycieczki, przedstawienia i zimowe zabawy. Jest gwarno, tłoczno i wesoło, choć i bez nadmiernej idealizacji – nie zabrakło toaletowej wpadki, łez podczas pożegnania z rodzicem, zgubionej czapki, kłótni, czy plam farby. Bardzo spodobało mi się też, że wśród przedszkolnych opiekunów pojawiają się również mężczyźni, co nie jest chyba szczególnie popularne.

Ilustracje mają różny poziom szczegółowości, dzięki czemu będą odpowiednie dla tych mniej i bardziej cierpliwych obserwatorów. Każdej z nich towarzyszy krótki, kilkuzdaniowy tekst zarysowujący daną sytuację i jej kontekst oraz kilka elementów (7-9) do znalezienia na głównym obrazku.

Chociaż, jak sama nazwa wskazuje, tematyką książeczki jest przedszkole, niewielka ilość tekstu, stosunkowo proste, choć szczegółowe obrazki oraz sposób wydania – z grubszymi tekturowymi stronami (ząbko- i ślinoodporne) oraz bezpiecznie zaokrąglonymi rogami sprawiają, że spokojnie można sięgnąć po nią już z zupełnym maluszkiem. A po drobnych modyfikacjach można wykorzystać ją jako pomoc podczas oswajania codzienności w żłobku.

Susanne Gernhäuser, Moja wielka wyszukiwanka. Przedszkole, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2021, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Grajki Majki: „Wytęż wzrok”

Czy są tu jacyś fani wypatrywania szczegółów? A książki „Rok w przedszkolu”? Całkiem niedawno pokazywałam Wam inną nowość z tej serii – „Rok na zamku”.

Wszystkim  przyszłym przedszkolakom gorąco polecamy w tym temacie również:
książeczki ułatwiające adaptację
„Feluś i Gucio poznają emocje”
a obecnie do przedszkola uczęszczającym
serię o Dusi
„Przedszkole Pani Matyldy”
„Feluś i Gucio grają w sylaby”.

Tymczasem na podstawie wyszukiwanki Przemysława Liputa pt. „Rok w przedszkolu” stworzono bardzo prostą i jednocześnie absorbującą grę wzbogacającą dotychczasowe przyglądanie się szczegółowym ilustracjom o jakże motywujący element rywalizacji i ściśle określone zadania do wykonania.

Zestaw składa się z 48 dwustronnych kart. Z jednej strony (na awersie) znajduje się przedstawienie koloru lub kształtu, z drugiej zaś (na rewersie) ilustracja – wycinek z książki „Rok w przedszkolu”. Karty należy dokładnie potasować, a następnie ułożyć w stos awersem do góry. By rozpocząć grę, odkrywamy pierwszą kartę z góry i położyć z boku stosu, dzięki zobaczymy ilustrację. Następnie należy jak najszybciej odnaleźć na obrazku przedmiot o kolorze lub kształcie określonym przez kartę znajdującą się obecnie na szczycie stosu. Kto pierwszy znajdzie i nazwie poszukiwany przedmiot może bierze kartę. Wygrywa osoba, która zbierze najwięcej kart.

Wbrew pozorom nie jest to wcale taka prosta sprawa – czasami trafi się duży przedmiot o pożądanym kolorze, a innym razem będzie to tylko drobny szczególik, którego będzie trzeba chwilę poszukać. Albo zastanowić się nad jego nazwą. Ale to wszystko szybcikiem, zanim inny gracz nas wyprzedzi, dzięki czemu rozgrywka jest bardzo dynamiczna. A kształty są jeszcze trudniejsze od kolorów! Bo choć na kartach znalazły się jedynie wybrane fragmenty z rozbudowanych ilustracji książki Liputa i mamy je tu w sporym powiększeniu, to jednak wciąż mnóstwo się na nich dzieje.

Dzięki elementowi losowości rzadko kiedy zdarza się, ze w kolejnych grach musimy szukać tego samego elementu na danym obrazku, więc gra nie znudzi się szybko.

Grając ćwiczymy nie tylko spostrzegawczość, nazwy kolorów, przedmiotów i kształtów, ale również refleks, umiejętność skupiania uwagi i…oswajanie się z przegraną, bo jednak nie raz i nie dwa inny gracz nas wyścignie, choć mieliśmy już upragnione słowo na końcu języka.

Warto pod koniec gry wykorzystać karty również do treningu opowiadania prosząc malucha, by opisał nam scenę, którą widzi. A może uda mu się wymyślić do niej jakąś historię?

W moim odczuciu spokojnie można po nią sięgnąć już z trzylatkiem.

„Wytęż wzrok”
Autor: Przemysław Liput
Ilość elementów: 48 dwustronnych kart
Sugerowany wiek: 5+
Ilość graczy: 2-5
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.