Grajki Majki: PRZEDPREMIEROWO „PuzzloGra. Dżungla” Günter Bukhart, Marcin Minor

Cóż za niezwykłe połączenie, ta gra jest jak sałatka owocowa. Memory, puzzle, pionki i bajeczne ilustracje Marcina Minora to prawdziwie różnorodna, ale jakże udana mieszanka!

„Amazońska dżungla pogrążona w ciemnościach budzi się do życia. Promienie słoneczne sięgają coraz wyżej, ujawniając kolejnych mieszkańców dżungli”.

Zasady gry są bardzo proste i moim zdaniem spokojnie można się za nią brać i z czterolatkiem. Na podzieloną na krateczki planszę wypełnioną cieniami zwierząt należy rzucić trochę światła, by odkryć czające się wśród ciemnych chaszczy i mroków nocy dzikie pyszczki. Aby to zrobić gracze naprzemiennie losują odwrócone rewersem do góry kafelki ułożone pod planszą. Jeśli trafią na fragment obrazka, który można położyć na planszy (a wolno dokładać tylko te dolne elementy, pod którymi jest rant lub inny kafelek), mogą go dołożyć. Jeśli nie, należy go zakryć i odłożyć u góry planszy. Po ułożeniu całego zwierzaka dostajemy tyle punktów, z ilu kafelków się on składa. Punkty zaznaczamy przesuwając drewniane, stożkowate pionki po polach otaczających planszę. Co ciekawe, jeśli trafimy na pole, na którym stoi pionek innego gracza, możemy na niego wskoczyć i skorzystać z podwózki przy jego kolejnym ruchu. Chyba, że strąci nas napotkana na drodze liana.

Dla urozmaicenia, wśród kafelków z obrazkami ukryto cztery płytki specjalne z różnymi akcjami do wykonania. W skład zestawu wchodzą również trzy puste płytki, na których możemy wymyślić swoje własne akcje i dołączyć je do gry.

Kiedy wspólnymi siłami uda się ułożyć cały obrazek, wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów, a jej pionek „zaszedł” najdalej. Na deser czekają ciekawostki poświęcone występującym w grze zwierzakom umieszczone na odwrocie planszy.

Moja Majka uwielbia gry pamięciowe w typie „memorów” (i w nie wymiata), nic więc dziwnego, że nastąpiła miłość od pierwszego wejrzenia. Szczególnie, że tematem gry są super ciekawe zwierzęta fantastycznie zilustrowane przez Marcina Minora, którego pokochaliśmy już za „Sen”, „Kruki” i „Smoki” dla starszaków.

Pomysł jest świetny, wizualnie prezentuje się cudownie, ma możliwość personalizacji za pomocą dodatkowych kafelków i jest bardzo porządnie wykonana.

Łączy w sobie trening spostrzegawczości, cierpliwości, zapamiętywania i umiejętności strategicznych. No i jest po prostu piękna. Gramy całą rodziną i polecamy bardzo mocno.

A dla dopełnienia dżunglowego klimatu, spragnionym dzikich zwierząt i nienasyconym owocową sałatką proponuję dopełnić równie zwariowaną i pięknie zilustrowaną książką „Być jak tygrys” Przemysława Wechterowicza i Emilii Dziubak.

„PuzzloGra. Dżungla”
Autor: Günter Bukhart
Ilustracje: Marcin Minor
Sugerowany wiek: 5+
Ilość graczy: 2-4
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

(premiera 1.09.2021)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Witaj, przedszkole!” Patrycja Wojtkowiak-Skóra, „Moja wielka wyszukiwanka. Przedszkole” Susanne Gernhäuser

Jeśli chodzi o przedszkole, Maja jest już „starą wyjadaczką” i w tej tematyce najczęściej sięgamy o serię z Dusią w roli głównej i, bardziej pośrednio, po serię o Basi. Książeczki wspomagające adaptację wciąż jednak wzbudzają moje zainteresowanie, a i Maja lubi o przedszkolu posłuchać, choć raczej jednorazowo, zanim stwierdzi że „to dla maluchów”.

O książeczkach, które towarzyszyły nam kilka lat temu podczas majkowej adaptacji przeczytacie TUTAJ, a tymczasem zapraszam na recenzje dwóch świetnych nowości w tematyce przedszkolnej:

„Witaj, przedszkole!” to chyba najlepsza książeczka przygotowująca kilkulatka do roli przedszkolaka, z jaką mieliśmy do czynienia. Jest całkiem grubaśna – ma aż 70 stron! – ale została podzielona na krótsze, tematyczne rozdziały, więc spokojnie można czytać np. po jednym każdego wieczoru, jeśli mamy mniej zaawansowanego słuchacza, albo wiercidupkę, która tak długo nie wysiedzi. Każdy rozdział, krok po kroku dokładnie opisuje co czeka maluszka w przedszkolu. A z doświadczenia mogę powiedzieć, że takie właśnie podejście, czyli wcześniejsze wytłumaczenie i nastawianie dziecka na to, co będzie oraz przygotowanie do wszystkich prawdopodobnych sytuacji okazało się u nas niezastąpione zarówno podczas pierwszej adaptacji, jak i podczas zmiany przedszkola. Super, że akcja książki zaczyna się jeszcze w wakacje, kiedy to rodzice nastawiają głównego bohatera – Krzysia – na czekające go w życiu zmiany. Jeszcze przed swoim pierwszym dniem chłopiec ma szansę odwiedzić przedszkole, dowiedzieć się w jakiej sali będzie spędzał dnie, jakim zwierzątkiem oznaczona będzie jego szafeczka i krzesełko, jak nazywa się jego pani i z kim będzie w grupie MOTYLKÓW. Dostanie nowy plecak i wraz z mamą zrobi przedszkolne zakupy. W pierwszych dniach pozna zarówno plan dnia, dającą poczucie bezpieczeństwa rutynę, jak i możliwe stresujące sytuacje – toaletową wpadkę, kłótnię o zabawki, czy spóźniającą się z powodu korków mamę. Ale przedszkole to również wyjątkowe okazje do świętowania – urodziny, jesienny bal, wycieczka poza przedszkole z pluszowym wężem w łapce, przedstawienie i świąteczne spotkanie również zostały dokładnie opisane.

Chociaż książka ma stosunkowo dużo tekstu, nie brak w niej również uroczych, bardzo kolorowych ilustracji Patrycji Fabickiej – najczęściej wypełniających całe strony.

Moim zdaniem jest rewelacyjna, aż żal, że „za naszych czasów” jeszcze nie było tego tytułu, chociaż dość intuicyjnie wypracowaliśmy sobie bardzo podobną metodę adaptacji. Polecam wszystkim początkującym przedszkolakom z całego serca. Jednak ze względu na dłuższe partie tekstu, wymaga od słuchacza pewnego oczytania i doświadczenia z bardziej zaawansowanymi pozycjami, niż krótkie książeczki w stylu np. Kici Koci. Moim zdaniem to takie 3+. Zwłaszcza, że została wydana z papierowymi stronami w twardej oprawie z ostrymi brzegami. Do czytania i przeglądania pod opieką rodzica.

Patrycja Wojtkowiak-Skóra, Patrycja Fabicka, Witaj, przedszkole!, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 70 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Drugą z książeczek – wyszukiwankę – rekomenduję dla nieco młodszych przedszkolaków – moja Majka zaczynała swoją przygodę z przedszkolem w wieku 2,5 lat i moim zdaniem dla takiego malucha byłaby idealna. Szczególnie, że same korzystałyśmy z podobnego tytułu o lakonicznym tytule „W przedszkolu” i wówczas jeszcze Bobasa bardzo lubiła szukanie szczegółów porozrzucanych w przedszkolnym chaosie.

Dwa poprzednie tomy z serii „Moja wielka wyszukiwanka” – „Zwierzęta świata” oraz „Dzień i noc” pokazywałam Wam już kiedyś TUTAJ. Tym razem tematyką 11 planszy są sceny pozwalające małemu czytelnikowi przywyknąć do codzienności w przedszkolu. Od powitania, zmiany butów na kapcie i zdjęcia kurteczek w szatni, przez rozmaite zajęcia, korzystanie z łazienki, posiłki, plac zabaw i drzemkę aż po wycieczki, przedstawienia i zimowe zabawy. Jest gwarno, tłoczno i wesoło, choć i bez nadmiernej idealizacji – nie zabrakło toaletowej wpadki, łez podczas pożegnania z rodzicem, zgubionej czapki, kłótni, czy plam farby. Bardzo spodobało mi się też, że wśród przedszkolnych opiekunów pojawiają się również mężczyźni, co nie jest chyba szczególnie popularne.

Ilustracje mają różny poziom szczegółowości, dzięki czemu będą odpowiednie dla tych mniej i bardziej cierpliwych obserwatorów. Każdej z nich towarzyszy krótki, kilkuzdaniowy tekst zarysowujący daną sytuację i jej kontekst oraz kilka elementów (7-9) do znalezienia na głównym obrazku.

Chociaż, jak sama nazwa wskazuje, tematyką książeczki jest przedszkole, niewielka ilość tekstu, stosunkowo proste, choć szczegółowe obrazki oraz sposób wydania – z grubszymi tekturowymi stronami (ząbko- i ślinoodporne) oraz bezpiecznie zaokrąglonymi rogami sprawiają, że spokojnie można sięgnąć po nią już z zupełnym maluszkiem. A po drobnych modyfikacjach można wykorzystać ją jako pomoc podczas oswajania codzienności w żłobku.

Susanne Gernhäuser, Moja wielka wyszukiwanka. Przedszkole, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2021, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Grajki Majki: „Wytęż wzrok”

Czy są tu jacyś fani wypatrywania szczegółów? A książki „Rok w przedszkolu”? Całkiem niedawno pokazywałam Wam inną nowość z tej serii – „Rok na zamku”.

Wszystkim  przyszłym przedszkolakom gorąco polecamy w tym temacie również:
książeczki ułatwiające adaptację
„Feluś i Gucio poznają emocje”
a obecnie do przedszkola uczęszczającym
serię o Dusi
„Przedszkole Pani Matyldy”
„Feluś i Gucio grają w sylaby”.

Tymczasem na podstawie wyszukiwanki Przemysława Liputa pt. „Rok w przedszkolu” stworzono bardzo prostą i jednocześnie absorbującą grę wzbogacającą dotychczasowe przyglądanie się szczegółowym ilustracjom o jakże motywujący element rywalizacji i ściśle określone zadania do wykonania.

Zestaw składa się z 48 dwustronnych kart. Z jednej strony (na awersie) znajduje się przedstawienie koloru lub kształtu, z drugiej zaś (na rewersie) ilustracja – wycinek z książki „Rok w przedszkolu”. Karty należy dokładnie potasować, a następnie ułożyć w stos awersem do góry. By rozpocząć grę, odkrywamy pierwszą kartę z góry i położyć z boku stosu, dzięki zobaczymy ilustrację. Następnie należy jak najszybciej odnaleźć na obrazku przedmiot o kolorze lub kształcie określonym przez kartę znajdującą się obecnie na szczycie stosu. Kto pierwszy znajdzie i nazwie poszukiwany przedmiot może bierze kartę. Wygrywa osoba, która zbierze najwięcej kart.

Wbrew pozorom nie jest to wcale taka prosta sprawa – czasami trafi się duży przedmiot o pożądanym kolorze, a innym razem będzie to tylko drobny szczególik, którego będzie trzeba chwilę poszukać. Albo zastanowić się nad jego nazwą. Ale to wszystko szybcikiem, zanim inny gracz nas wyprzedzi, dzięki czemu rozgrywka jest bardzo dynamiczna. A kształty są jeszcze trudniejsze od kolorów! Bo choć na kartach znalazły się jedynie wybrane fragmenty z rozbudowanych ilustracji książki Liputa i mamy je tu w sporym powiększeniu, to jednak wciąż mnóstwo się na nich dzieje.

Dzięki elementowi losowości rzadko kiedy zdarza się, ze w kolejnych grach musimy szukać tego samego elementu na danym obrazku, więc gra nie znudzi się szybko.

Grając ćwiczymy nie tylko spostrzegawczość, nazwy kolorów, przedmiotów i kształtów, ale również refleks, umiejętność skupiania uwagi i…oswajanie się z przegraną, bo jednak nie raz i nie dwa inny gracz nas wyścignie, choć mieliśmy już upragnione słowo na końcu języka.

Warto pod koniec gry wykorzystać karty również do treningu opowiadania prosząc malucha, by opisał nam scenę, którą widzi. A może uda mu się wymyślić do niej jakąś historię?

W moim odczuciu spokojnie można po nią sięgnąć już z trzylatkiem.

„Wytęż wzrok”
Autor: Przemysław Liput
Ilość elementów: 48 dwustronnych kart
Sugerowany wiek: 5+
Ilość graczy: 2-5
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Traktor Stasia. Nauka liczenia z okienkami” Izabela Mikrut, Monika Filipina

Dzisiaj gratka dla maluszków – przedstawiam wam jedną z najzabawniejszych książeczek do nauki liczenia, jakie widziałam. Traktor (a to już pojazd atrakcyjny sam w sobie) prowadzony przez Stasia i jego młodszą siostrę przez całą książkę ciągnie przyczepy przeróżnego kształtu i koloru, posiadające mniej lub bardziej zdumiewających mieszkańców. Na dzień dobry wita nas jeden bóbr siedzący… na toalecie, w kolejnej przyczepie kryją się krowy dziergające szalik na drutach, zobaczymy też kaczki w kąpieli, kolarskie niedźwiedzie… A więcej nie zdradzę, żeby nie psuć niespodzianki!

Wszystkiemu towarzyszy krótki, rytmiczny wierszyk systematyzujący co widzimy na obrazkach, a pod klapkami kryją się wyrazy dźwiękonaśladowcze zachęcające do naśladowania odgłosów podróżujących przyczepkami zwierzątek. Ile zwierząt kryje się w każdej z przyczep, a ile jest w całej książce? Na każdej ilustracji schowała się też psotna żabka, czy małemu molikowi uda się odnaleźć je wszystkie?

Książka jest całkiem spora (nieco mniejsza niż A4), z grubej, ślino i ząbkoodpornej tektury o bezpiecznie zaokrąglonych rogach, dzięki czemu świetnie nadaje się również do samodzielnego „czytania”. Czynnikiem wyróżniającym ją spośród innych tytułów z okienkami, jakie dotychczas mieliśmy, jest wielkość klapek. Te są naprawdę duże – po jednej na stronie – i kryje się za nimi całkiem sporo tajemnic.

To świetne wsparcie nie tylko w nauce liczenia, ale również kolorów, nazw zwierząt i odgłosów, jakie te wydają. Przyda się również do ćwiczenia spostrzegawczości, skupienia uwagi i motoryki małej, w końcu okienka to zawsze fajne wyzwanie dla małych paluszków, a niedługi tekst nie pozwoli maluchowi się znudzić.

Bardzo dobra kandydatka na jedną z pierwszych książeczek na półeczce bobasa.

Izabela Mikrut, Monika Filipina, Traktor Stasia. Nauka liczenia z okienkami, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

W temacie nauki liczb i liczenia polecam również:
Liczyświnki”,
„Liczymy razem”,
„Cyferkową książkę”,
i zestawienie książek o literkach i cyferkach.

Grajki Majki: Pucio do tulenia, Puzzle „Pucio. Co słychać?”

Jeśli szukacie szybkiego pomysłu na mikołajkowy upominek dla maluszka, autorki przygód Pucia spieszą z pomocą. Niedawno ukazały się dwa gadżety ze świata tego uwielbianego bohatera, które z pewnością ucieszą każdego fana albo świetnie sprawdzą się jako dodatek do jednej z pucioksiążek.

Uroczy Pucio do tulenia to maskotka będąca odwzorowaniem głównego bohatera serii, stworzonego przez Martę Galewską-Kustrę i Joannę Kłos. Jak zaznaczono na opakowaniu pluszowy Pucio, składa się z głowy pełnej Puciowych pomysłów, oczu do wypatrywania babci, dziadka i wiewiórek, rączek wciąż zajętych zabawą i głaskaniem pieska Funia, noska szczególnie wrażliwego na zapach naleśników cioci, małych nóżek, które rzadko stoją w miejscu i mięciutkiego brzuszka do wesołych gilgotek. Moja Maja była odrobinę rozczarowana brakiem samolotu w zestawie – widzę w tym potencjał na przyszłość.

Dużym plusem są dla mnie niewielkie rozmiary maskotki – przede wszystkim dlatego, że małe rączki i nóżki będą idealne do ogarnięcia małymi dłońmi dziecka, ale również dlatego, że po prostu mam już trochę dość sporych maskotek, które wypełniają pokój i łóżko mojego dziecka po brzegi. A w tym przypadku udało się odwzorować bohatera z dużą szczegółowością i w małym rozmiarze – dla mnie super.

Drugą zaletą jest różnorodność materiałów, z których została wykonana przytulanka – inna w dotyku jest twarz, na której wyróżniają się wypukłe kropeczki oczu, inne są włosy, inne rękawki bluzeczki i inne spodenki.

I wreszcie sposób pakowania, za który należą się olbrzymie brawa. Pucio jest sprzedawany w kartoniku, w którym stoi oparty na tekturowej podstawce do której jest przyczepiony gumką recepturką. Całość jest zamknięta jedną plastikową naklejką. Żadnego zbędnego plastiku, minimum śmieci, najmniejszego problemu z rozpakowywaniem. Estetycznie, elegancko i z poszanowaniem środowiska.

Pucio do tulenia
na podstawie ilustracji Joanny Kłos
z książek Marty Galewskiej-Kustry
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W równie dobry sposób zostały zapakowane nowe puzzle dla najmłodszych „Pucio. Co słychać?” – elementy zostały zawinięte w papier i spakowane do kartonika sklejonego dwoma naklejkami.

Ta 12-elementowa układanka jest kierowana do odbiorców od drugiego roku życia, a puzzle są naprawdę duże. Co nie znaczy wcale, że jej ułożenie jest banalne, bo niestandardowy kształt potrafi zmylić (należę do tych układaczy, którzy zawsze zaczynali od ramki. A ta ramka ma bardzo nieregularną linię brzegową :) ).

Na ilustracji widzimy Pucia i Misię stojących pod drzewem i przysłuchujących się odgłosom natury. A wokół nich jest mnóstwo dźwięków! Szczekający na motylka Funio obudził sowę, która komentuje to huczeniem, wiewiórka na gałęzi chrupie orzeszka, dzięcioł stuka w pień, ptaki ćwierkają, pisklęta piszczą, kukułka kuka, drzewo szumi… ułożenie obrazka to dopiero początek dźwiękonaśladowczej zabawy w opowiadanie!

Pucio. Co słychać? Puzzle
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracja: Joanna Kłos
Ilość elementów: 12
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 2+

Jeśli wciąż mało wam Pucia, zobaczcie również:
układankę świąteczną układankę Pucio i Misia ubierają choinkę,
puciowe gry – domino oraz loteryjkę „Gdzie to położyć?”,
i oczywiście książeczki – naszą ulubioną „Pucio umie opowiadać” i resztę serii.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Kolorysie” Agata Matraś

Agata Matraś po raz drugi zaprasza do zatłoczonego, gwarnego świata zwierząt. Tym razem zapuścimy się do dzielnicy zamieszkanej przez rysie, a skoro, jak wkrótce się przekonamy, wielu przedstawicieli tego gatunku oddaje się malarskim pasjom, wraz z Rysiem i innymi bohaterami poznamy lub powtórzymy kolory.

W poszukiwaniu barw, wraz z rysiami odwiedzimy plażę, pole pełne maków, wiejskie gospodarstwo, targ, park, dżunglę, czy kurort narciarski. A w każdym z tych miejsc aż roi się od nawiązań do słynnych dzieł sztuki – można oglądać i oglądać, a i tak za każdym razem wypatrzy się coś nowego! Bardzo, bardzo mi się podoba!

Analogicznie do „Liczyświnek” książka jest podzielona na strony będące wstępem i przedstawieniem danego koloru oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wśród zagadek są labirynty i wyszukiwanki i szukanie różnic trenujących skupianie uwagi i spostrzegawczość, ale też wyjątkowo dużo zadań na kojarzenie faktów – oczywiście związanych z kolorami, bo to przecież po kolorach rozpoznajemy smaki lodów, czy owoce są już dojrzałe, z którego kranu leci ciepła woda oraz deszczowe chmury. Każdej barwie towarzyszy również zadanie z mieszania kolorów – mały czytelnik dowie się, co trzeba uczynić, żeby uzyskać kolory nie należące do barw podstawowych, jak rozjaśnić farby i co nam wyjdzie z mieszania kolorów z czarnym.

Pojawią się też „trudne słówka” z dziedziny szeroko pojętego malarstwa, jak terpentyna, tusz, szkic, atrament, sprej, węgiel czy pastele – będzie więc również fajnym punktem wyjścia do rozmowy o technikach malarskich i, kto wie!, może również własnych prób.

A wszystko to wierszem, rymowanką, wyliczanką do melodyjnego czytania i zapamiętywania!

Temat kolorów jest chyba nieco łatwiejszy, niż cyferki, i trochę szybciej znudził moją czterolatkę, dlatego polecam tą książeczkę dla nieco młodszych dzieci – myślę że od 2 do 4 lat będzie idealnie. Z drugiej jednak strony nawiązania do światowego malarstwa to już trochę wyższy poziom jazdy i fajnie jest wspólnie z dzieckiem przeglądać oryginały i dopasowywać do nich rysiowe odpowiedniki. Nie mówiąc już o tym, że te przeróbki są naprawdę zabawne!

Agata Matraś, Kolorysie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

 

Bajki Majki: „Rety! Ktoś nowy na placu budowy!” Sherri Duskey Rinker i Tom Lichtenheld

Mam swój egzemplarz malucha już ponad cztery lata i nadal nie wiem, skąd w dziecięciach to upodobanie do pojazdów budowlanych. Byłam przekonana, że ten etap już za nami, ale ostatnio odkryłam, że moja córka wstaje tak rano, żeby obejrzeć przez okno przyjazd śmieciarki, a przy okolicznej budowie drogi spacerujemy >latami<, bo koparka koparkuje, walec walcuje, a Panowie wylewają asfalt. Aż mi prawie żal, że nie musimy już nosić maseczek na dworze, bo teraz jakby czuję asfalt bardziej. I nie mogę uwierzyć, że w ciąży pachniał mi apetycznie… Może to przez to?

Przejdźmy jednak do książki, bo mam przed sobą kolejny, trzeci już, tom hitowej serii przygód z placu budowy. I nie wiem, jak Wy, ale po tytule spodziewałam się, że w zespole pojawi się nowe auto. A (uwaga, spoiler!) pojawiło się aż pięć! Cała osobna brygada przyjechała wspomóc naszych bohaterów w budowie przekraczającej ich siły. Szybko okazało się, że umiejętności obu ekip świetnie się uzupełniają – maszyny połączyły się w pary i wspólnymi siłami błyskawicznie dokończyły powierzone im zadania (tym razem budują bardzo nowoczesny w formie parking naziemny. A przynajmniej tak mi się wydaje). Spychacz wspomogła ładowarka, dźwigowi na ratunek jedzie auto z platformą, a betoniarce pompa z rurociągiem.

To chyba nasza ulubiona część, bo wymienia nie tylko nazwy wszystkich dziesięciu pojazdów, ale również dokładnie przedstawia ich zadania. A wszystko to odbywa się w klimacie pomocy innej i pracy zespołowej. W wierszowanej formie, oczywiście!

Świetnie, że zachowano również rytm dnia – cała akcja toczy się bowiem od porannego mycia buziek, przez dzień pełen ciężkiej pracy aż po czas wieczornego odpoczynku, dzięki czemu nawiązuje do pierwszej części i również świetnie sprawdzi się jako pozycja „na dobranoc”.

Nie wiem, czy to czar pojazdów budowlanych, wpadającego w ucho rymowanego tekstu, czy sympatycznych, antropomorficznych ilustracji, ale każda kolejna książeczka z tej serii jest strzałem w dziesiątkę. I to nie tylko zdaniem mojej córki, sama również bardzo je lubię.

Sherri Duskey Rinker, Rety! Ktoś nowy na placu budowy!, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Guzikowa książka”, Sally Nicholls, Bethan Woollvin

Nie zwróciłam początkowo większej uwagi na ta pozycję, bo schematyczne, nieco abstrakcyjne ilustracje nie bardzo przypadły mi do gustu, ale książka zebrała tyle pozytywnych recenzji, że musiałam ją wypróbować.

I faktycznie jest bardzo sympatyczna! I bardzo, bardzo interaktywna.

Na każdej kolejnej stronie czekają na małego czytelnika zwierzątka i guzik, który trzeba pomóc im wcisnąć, a każdy z guzików jest innej wielkości, koloru i kształtu. Do koloru guzika natomiast jest dopasowana kolorystyka całej strony. Po wciśnięciu przez dziecko guzika i przewróceniu strony dowiadujemy się, jaką akcję wywołaliśmy.

Jest więc guzik, który wydaje głośny dźwięk, czy wystawianie języka, ale są również guziki do klaskania, skakania, śpiewania piosenek, przytulania, czy łaskotek. I chociaż ostatni z przycisków to guzik do spania, bynajmniej nie jest to książka do czytania przed snem, o nie! No, chyba, ze mamy na celu wymęczenie malucha przed zaśnięciem.

Bo podczas czytania nie sposób pozostać w miejscu. Bo i jak tu siedzieć w bezruchu, skoro możemy wcisnąć przycisk podskakiwania? Jak nie śmieć się w głos, skoro właśnie wcisnęliśmy guzik łaskotek?

Minimum tekstu, maksimum zabawy. A w gratisie walory edukacyjne, bo to świetna pozycja do nauki kolorów, kształtów i przeciwieństw.

Bardzo podoba mi się, że nie jest to wyłącznie przegląd guzików i ich funkcji, ale część z nich się powtarza, co zachęca do przełamywania schematu i samodzielnego wybierania ulubionych przycisków – nawet, jeśli w tym celu trzeba się nieco cofnąć.

I chociaż to kartonowa pozycja dla najnajów – ślinoodporna i z bezpiecznie zaokrąglonymi brzegami – to i moja przedszkolaczka przez jakiś czas bawiła się świetnie przy wspólnym czytaniu. Szczególnie podczas łaskotek.

Sally Nicholls, Bethan Woollvin, Guzikowa książka, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 26 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Ksiegarnia.

Bajki Majki: Wielkanoc i wiosna w książkach dla dzieci

Chociaż Maja skończyła niedawno cztery lata i jest poważnym przedszkolakiem, wciąż raczej ostrożnie podchodzę do tematu Wielkanocy i staram się, żeby Majka poznała ją najpierw przez pryzmat tradycji i zwyczajów, niż od razu z całym ciężarem religijnym. Dlatego też staram się wyszukiwać książki, które bardzo stopniowo wprowadzają w temat, poprzestając na zarysowaniu problematyki, bez zgłębiania się w szczegóły.  Jeszcze przyjdzie czas na drogę krzyżową, męczeńską śmierć i zmartwychwstanie, na razie preferuję pozostać w kręgu symboliki odradzającego się życia. A przy tym nie sposób przecież rozejrzeć się za pierwszymi oznakami wiosny!

„O wiośnie, kurczętach i wielkanocnych świętach”
Nieskomplikowana rymowanka Urszuli Kozłowskiej zwiera w sobie wszystkie podstawowe elementy wiosny i Wielkanocnych tradycji – znajdziemy tu bazie, powrót ptaków, kurczęta i jajka na pisanki, cukrowego baranka, wielkanocne dekoracje, święconkę, wypieki, zajączka podrzucającego smakołyki i polewanie się wodą. Najbardziej podstawowe wprowadzenie w wielkanocną tematykę dla zupełnych maluszków wydane w bezpiecznej kartonowej formie z miękką okładką o zaokrąglonych rogach. O innych wielkanocnych tytułach tej autorki pisałam TUTAJ.

Urszula Kozłowska, O wiośnie, kurczętach i wielkanocnych świętach, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2016, 18 s.

Kiedy kupowałam w jakiejś lidronce zestaw kreatywnych zadań-wypychanek bez konieczności użycia nożyczek „Wielkanocne zabawki”, nie spodziewałam się zupełnie, jak dużo wiedzy na temat Wielkanocy zostało w nim przemycone. W prosty i zwięzły sposób streszczono tu wielkanocne tradycje i zwyczaje określając tło dla proponowanych zabaw i dekoracji do wykonania. A i te są bardzo różnorodne – od instrukcji wykonania świątecznej kartki, przez kolorowanki i dekoracje, których elementy wypychamy z tekturowych stron książeczki, aż po przepisy kulinarne. Po zakończeniu zabawy nie tylko będziemy mieli królicze uczy, pacynki, czy wiosenne dekoracje, ale i gotowe potrawy na świąteczne śniadanie. Bardzo fajna propozycja spędzenia wspólnego czasu z dzieckiem i rodzinnych przygotowań do świąt.

Zestaw kreatywny Wypychanki wielkanocne. Wielkanocne zabawki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 24 s.

Książka o przygodzie dwóch ciekawskich myszek – Emilki i Maksa – to wyjątkowo przystępny sposób przekazania dzieciom wiedzy na temat świąt Wielkiej Nocy. Myszki mieszkają pod podłogą pewnej rodziny i, kiedy któregoś dnia zauważają nietypowe zachowanie swoich gospodarzy, na wszelkie sposoby starają się dowiedzieć o co chodzi w tym nagłym zamieszaniu. A jak wiadomo, najlepszym sposobem zdobywania wiedzy, jest zapytanie kogoś mądrego. Tak też mysi dziadek opowiada wnukom o tajemnicach Wielkiego Tygodnia, mysia babcia wyjaśnia co tradycyjnie pojawia się na wielkanocnym stole, a znajoma kurka wyjaśnia sekret kolorowych jajek. A kiedy przychodzi Lany Poniedziałek, nie ma rady, nawet poczciwy kocur Panfucy nie może zostać suchy.

 Ireneusz Korpyś, Emilka i Maks na tropie Wielkanocy, Częstochowa: Wydawnictwo Świętego Filipa Apostoła, 2019, 32 s.

Często pojawia się pytanie od którego tomu „Ulicy Czereśniowej” zaczynać tą przygodę. Moim zdaniem od wiosny właśnie, choć to chyba była ostatnia część, która pojawiła się na naszej półce. Ale choć Czereśniowa tętni życiem przez cały rok, mam wrażenie, że to właśnie tutaj wszystko się zaczyna – przyroda budzi się do życia, rozpoczyna się budowa przedszkola i drogi dojazdowej do miasta, Felix kręci się wokół Ryski, a w centrum kultury praca nad wielkanocnymi dekoracjami wre. Rynek zmienił się w targ kwiatowy, bociany zakładają gniazdo, a park pełen jest korzystających z dobrej pogody mieszkańców. Jak zwykle od pełnej szczegółów książki obrazkowej trudno oderwać wzrok!

Rotraut Susanne Berner, Wiosna na ulicy Czereśniowej, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2012, 14 s.

„Wiosna Toli”, Anna Włodarkiewicz
Zaskakujący pierwszy dzień wiosny, rowerowa wycieczka i urodziny głównej bohaterki – tak wiosnę spędza Tola, przeurocza bohaterka cyklu książek dla przedszkolaków. Cztery ciepłe, pięknie ilustrowane opowiadania niosą ze sobą mnóstwo wartościowej treści – przeczytamy tu całkiem sporo o pomaganiu innym: Tola z mamą pomagają pani Hani z warzywniaka, w którym schroniły się podczas śnieżnej zadymki, a podczas wycieczki rowerowej z tatą czterolatka otrzymuje pomoc od nowo poznanej rodziny, sama natomiast chętnie pomaga dziadkom w ogrodzie. Pojawia się również temat pielęgnowania przyjaźni, zdrowego odżywiania, alergii, małych dzieci, karmienia piersią i ciąży. A wszystko to okraszone przygodami nieco zakręconej, ale bardzo sympatycznej rodziny.

Osobiście szczególnie lubię fragment, w którym Tola jedzie z tatą na wyprawę rowerem, żeby mama mogła spotkać się z dawno niewidzianą koleżanką, a także moment, w którym mama Toli nazywa jej małe kuzynostwo „szarańczą wędrowną”.

Majka oczywiście preferuje psotną stronę głównej bohaterki, szczególnie skakanie w błocie i zostawianie śladów w całym babcinym domu.

„- Jestem głodna! – woła.
– Jak wilk?! – odkrzykuje tata
– Jak dziki bawół!”

I jak tu jej nie kochać?

Anna Włodarkiewicz, Wiosna Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 64 s.

„Bullerbyn. Trzy opowiadania” to lektura idealna na prawie każdą porę roku, bo znajedziemy tam i wiosnę, i początek lata i czar Bożego Narodzenia. Otwiera je „Wiosna w Bullerbyn”.

A wiosną w Bullerbyn się dzieje, oj dzieje! Szczególnie, kiedy jej dziecięcy mieszkańcy muszą opiekować się małą Kerstin, która zrywa kwiatki z maminej rabatki, albo zupełnie niespodziewanie siada w strumieniu. Wiosna na wsi jest pełna kwiatów i młodziutkich zwierzątek. Razem z bohaterami doglądamy jagniątek i uciekamy przed baranem, budujemy domek na łące, skaczemy z dachu drewutni a nawet… dosiadamy byka!

Bullerbyn jest piękne w opisie i równie piękne na ilustracjach, które dodatkowo pobudzają wyobraźnię. A tych jest tu mnóstwo! Zajmują całe strony i połówki stron. Są na nich koty ciągnięte za ogon, urocze jeżyki i jagniątka, Britta na dachu obory, dzikie tańce wokół ogniska, małe kociaczki i mnóstwo innych rzeczy. Obrazki są genialne – duże, szczegółowe, kolorowe i w tym niepowtarzalnym stylu Ilon Wikland, który już zawsze będzie mi się kojarzył z dzieciństwem.

Astrid Lindgren, Wiosna w Bullerbyn [w:] Bullerbyn. Trzy opowiadania, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2014, s. 3-33.

„52 tygodnie” Anne Crausaz, to wyjątkowo subtelna książka, która za pomocą 52 ujęć tej samej jabłoni – po jednym na każdy tydzień roku – uczy najmłodszych o przemijaniu pór roku. Razem z porami roku zmienia się drzewo, za każdym razem przysiadają też na nim inne ptaki, które z nich przynoszą wiosnę?

Trochę album ptaków, trochę książka do obserwacji, trochę wykład o przemijaniu i „wielkim kręgu życia”. Tchnąca spokojem, prosta i liryczna.

Anne Crausaz, 52 tygodnie, Piaseczno: Wydawnictwo Widnokrąg, 2015, 104 s.

Drugą pozycją o nieustannych zmianach, jakie następują w naturze jest jedna z części mojej ukochanej książki o Brązowych Zającach – „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” – poświęcona wiośnie. Duży Zając pokazuje Małemu pierwsze oznaki odradzającego się po zimie życia i tłumaczy mu, w co niedługo się przemienią – kijanka w żabę, jajka w pisklęta, a pisklęta w dorosłe ptaki. A w co przemienią się małe brązowe zajączki?

Niesłychanie trudno jest zdobyć polską wersję tej książki, bo nakład jest wyczerpany od bardzo dawna, czasami uda się upolować w bibliotece. My jednak mamy wersję angielską i bardzo dobrze się sprawdza.

Sam McBratney, Anita Jeram, Guess How Much I Love You in the Spring, London: Walker Books Ltd., 2016, 24 s.

„Rok w lesie” to fantastyczna lektura dla małych odkrywców – nie tylko ze względu na tematykę i możliwość prowadzenia własnych obserwacji „w terenie”, ale i formę książki pełnej okienek i maleńkich, rozkładanych książeczek-harmonijek.

Autorki wprowadzą ciekawego świata malucha w tajemnice leśnego świata, który będziemy odkrywać wspólnie miesiąc po miesiącu. Zaczynając od marca, bo to właśnie wiosną przyroda budzi się do życia.

Poznamy leśne zwierzęta i rośliny charakterystyczne dla poszczególnych pór roku. Dowiemy się czym jest gęśnica wiosenna, jak pachnie tchórz, jakie ptaki schodzą po drzewach głowami w dół, co jedzą kuny, po co świecą świetliki, dokąd odlatują jaskółki, co gryzie kasztanowca, czy uszatka ma uszy, dlaczego dziki wychodzą z lasu i kiedy randkują zające. A to tylko kilka wybranych ciekawostek!

Nie znajdziemy tu bowiem litego tekstu – cała książka jest tak naprawdę bogato ilustrowanym (a ilustracje  przesympatyczne – osobiście jestem wielką fanką baryłkowatych dzików, Majka ma słabość do ślimaka bez skorupki i wiewiórka-żonglerka) zbiorem krótkich, interesujących faktów pogrupowanych zgodnie z leśnym kalendarzem. Okrągłe okienka dają nam możliwość zajrzenia do wnętrza mrowiska, licznych dziupli i norek, a nawet do wnętrza zjedzonego przez korniki pnia.

Natomiast z rozkładanych na różne sposoby małych książeczek nauczymy się rozpoznawać zwierzęta po tropach, jakie zostawiają w błocie i śniegu ich łapy i raciczki, a także rozpoznawać gatunki drzew po ich liściach. Podsuną nam również pomysły na leśne zabawy.

Jest również druga książeczka z tej serii – „Rok w ogrodzie”.

Petra Bartíková, Aneta Žabková, Rok w lesie, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2018, 20 s.

Jak wiosna, to i wiosenne porządki! Kiedy Mama Mu przynosi do obory pierwszy bukiet wiosennych zawilców, okazuje się, że trzeba trochę odkurzyć parapet, by mieć je gdzie postawić. I okno, żeby było coś przez nie widać. Ale przecież jest i Pan Wrona – samozwańczy mistrz sprzątania! A może przechwalania się? Szast-prast-bum, wystarczy pięć sekund, by doprowadzić taką oborę do porządku, ale czy na pewno? Pan Wrona prześciga sam siebie w wymyślaniu genialnych pomysłów, by postawić na swoim i przy okazji nadmiernie się nie napracować. Okazuje się jednak, że jego pomysły powodują tylko większy i większy bałagan…

Narwany Pan Wrona i pełna spokoju Mama Mu jak zwykle bawią i uczą. Tym razem wiosennie i z morałem na jedną z dziecięcych bolączek. Bo czasami lepiej od razu zabrać się za porządki, niż nadmiernie cudować. A czasami najlepiej po prostu posiedzieć na powietrzu i cieszyć się pierwszymi promieniami wiosennego słońca.

Jujja i Tomas Wieslander, Mama Mu sprząta, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2008, 30 s.

W wiosennej części „Opowieści z Parku Percy’ego”, główny bohater również szykuje się do porządków. Przycinanie żywopłotu w parkowym labiryncie to nie przelewki, trzeba uważać, żeby podczas pracy nie zgubić drogi, na pewno przyda się sznurek! Tymczasem niefrasobliwi zwierzęcy przyjaciele dozorcy szykują dla niego niespodziankę, której skutek na pewno ich zaskoczy.

Bardzo sympatyczna opowieść z pięknymi ilustracjami, pełna żonkili i wiosennych psikusów. Opowieść uzupełnia plakat z labiryntem, dzięki któremu mały czytelnik może pomóc bohaterom wydostać się z zielonej pułapki.

Nick Butterworth, Opowieści z parku Percy’ego. Tajemnicza ścieżka, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2008, 27 s.

„Kubuś i Kaczątko” to znane i lubiane postacie w zupełnie nowej, ale jakże sympatycznej odsłonie. Wprowadzając nowego bohatera – zagubioną i zapomnianą kaczuszkę – autorka wydobywa z ukochanych postaci ich najlepsze cechy: dobroduszną prostotę Puchatka, troskliwość Prosiaczka, czy niewyczerpane pokłady cierpliwości Kłapouchego. W pełnej ciepła opowieści o pomocy nieznajomemu i opiece nad słabszym sprawują się wyśmienicie, bezbłędnie wpisując się w pełen życzliwości klimat Stuwiekowego Lasu.

Stosunkowo dużej ilości tekstu (wystarczającej na dobre 20 minut wieczornego czytania) towarzyszą wyjątkowo urokliwe ilustracje – disneyowskie, a jednak w delikatniejszej, bardziej subtelnej, wręcz nieco „romantycznej” formie. A te są duże i czytelne, niekiedy wypełniające całe strony.

Tak, to nie jest oryginalna historia o Kubusiu. Mimo to sięgamy po nią z prawdziwą przyjemnością i całkowicie spełniła moje oczekiwania. Jest mądra, pełna pozytywnej energii i dodatkowo ładnie wydana. A klimat przywodzi wspomnienia z dzieciństwa, cudownie, że mogę przeżywać je ponownie przedstawiając córce moich ulubieńców.

Ponadto wykluwające się z jajek żółciutkie kaczuszki i rosnące w Stuwiekowym Lesie żonkile idealnie pasują do, nareszcie ogarniającego nas wokół, wiosennego nastroju. Idealny prezent od „Zajączka”.

Nancy Parent, Kubuś i przyjaciele. Opowieści o życzliwości. Kubuś i kaczątko, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2019, 48 s.

A co Wy czytacie dzieciom wiosną? Wybieracie pozycje bardziej związane z religią i tradycją, czy te poświęcone rozbudzającej sie naturze? Podzielcie się inspiracjami!