Bajki Majki: „Co było potem?” Tove Jasson

Nie ma takiego sformułowania, jak “za dużo Muminków”, z czym muminkowi fani z pewnością się zgodzą. A jednak muminkowy świat wciąż jeszcze potrafi zaskoczyć, nawet najwierniejszych fanów!

„Co było dalej?” to kompletnie zakręcona, interaktywna historia z dziurami do samodzielnego dopowiadania i odgadywania dalszych zwrotów akcji. A zgadnąć nie będzie łatwo, bo co tam się dzieje!

Muminek wraca rano ze sklepu z bańką pełną mleka dla mamy. Po drodze czeka go jednak niejedna przygoda

Będą poszukiwania zaginionej Małej Mi, będzie eksploracja groty, wciąganie do odkurzacza, przygoda w burzowo naelektryzowanym domku Hatifnatów, sztorm i uczta po powrocie do domu.

Kontrastowe ilustracje w intensywnych kolorach wypełniające całe strony pocięto tak, by mały czytelnik mógł przez dziurki o nieregularnych kształtach i rozmiarach, jak przez okienka, podejrzeć co się dzieje na kolejnych stronach. Dzięki temu po przeczytaniu krótkiej partii tekstu można wspólnie zgadywać co też za przygoda czeka Muminka po przewróceniu kartki. Co było potem? Dokąd zawędrują bohaterowie i z jakimi przeciwnościami losu przyjdzie im się zmierzyć?

Będzie trochę strasznie, trochę zabawnie i z pewnością intrygująco i fascynująco. Świat Muminków chyba jeszcze nigdy nie był tak zwariowany, jak w tej niepozornej, dziurawej książeczce.

W moim odczuciu mógłby jednak zostać wydana na kartonowych (albo chociaż odrobinę bardziej wzmocnionych, nieco grubszych) stronach, bo delikatny, ażurowy ze względu na dziury papier może ulec nieposkromionemu entuzjazmowi młodszego czytelnika. I bynajmniej nie mam tu na myśli zupełnych maluchów!

Tove Jasson, Co było potem?, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Feluś i Gucio grają w literki. Gra edukacyjna”

Wiosną polecałam Wam grę wspierającą naukę czytania „Feluś i Gucio grają w sylaby”, która ostatnimi czasy przeżywa w naszym domu mały renesans. Tymczasem przychodzę z drugą odsłoną zabawy w składanie literek w wyrazy z przesympatycznymi bohaterami książek Marianny Schoett.

„Feluś i Gucio grają w literki” jest nieco trudniejsza od swojej poprzedniczki i choć na pierwszy rzut okaz przypomina troszkę scrabble, jest to tak naprawdę układanie krzyżówek.

W pudełku znajdziemy planszę z polami do układania literek, aż 100 płytek z literami (wraz z woreczkiem do ich przechowywania) oraz 60 dwustronnych płytek z wyrazami – z jednej strony przedstawionych w formie obrazka, z drugiej w formie hasła.

W zależności od stopnia zaawansowania dziecka możemy wybrać trudniejszy lub łatwiejszy wariant gry. W wariancie łatwiejszym rodzic rozmieszcza na planszy cztery płytki z obrazkami, a zadaniem dziecka jest ułożyć dany wyraz z przygotowanych wcześniej liter. Na koniec można skorzystać z podpowiedzi na rewersie płytki i sprawdzić, czy wyraz został napisany prawidłowo.

W wersji trudniejszej, bardziej przypominającej grę w scrabble, korzystamy z 14 zaproponowanych w instrukcji krzyżówek (lub wymyślamy własną). Każdy z graczy otrzymuje po 6 płytek z literami i w swojej kolejce układa je tak, by pasowały do powstającego przy płytce z obrazkiem wyrazu (nie musi natomiast układać całego wyrazu na raz, a litery nie musza być układane po kolei). Kiedy gracz zakończy układanie hasła kładąc przy nim ostatnie literki, zdobywa płytkę z obrazkiem wartą jeden punkt. Wygrywa ten, kto po ułożeniu całej krzyżówki zdobędzie najwięcej punktów.

Zasady nie są więc szczególnie skomplikowane, za to słówka mogą stanowić dla malucha nie lada wyzwanie, szczególnie te z dwuznakami. Na szczęście zawsze można podejrzeć kryjącą się po drugiej stronie obrazka podpowiedź.

Chociaż wszystkie elementy wykonano z grubej tekturki, są dopracowane, sprawiają wrażenie wytrzymałych (poprzednia gra z tej serii nie ma jak na razie, po ponad pół roku, żadnych śladów używania) i wygodnie się nimi operuje. W połączeniu z uroczymi ilustracjami po raz kolejny powstała bardzo fajna propozycja dla poczatkujących czytaczy łącząca naukę z zabawą.

Feluś i Gucio grają w literki. Gra edukacyjna
Autorzy: Magdalena Król, Marcin Dudek
Ilustracje: Marianna Schoett
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 6+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Czy będziesz moim przyjacielem?” Sam McBratney, Anita Jeram

Do książeczek o Brązowych Zającach z serii „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” mam niesamowitą słabość i sentyment. Pierwszą część pamiętam jeszcze ze swojego dzieciństwa i niezmiennie mnie wzrusza – czytałam ją Majce „do brzuszka”, potem bobasowi i wciąż jeszcze czasem do niej wracamy. Strasznie się cieszę, że ponownie pojawiły się na polskim rynku dodatki o porach roku (w uroczym niewielkim wydaniu) są miłym dopełnieniem serii do zabawy i chichotania.

Ale dopiero ten tytuł naprawdę oddaje klimat „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” i budzi te same emocje, jak pierwsza część.

Tym razem, jak sam tytuł wskazuje, jest mowa o przyjaźni.

Duży Brązowy Zając jest bardzo zajęty i nie ma ani chwilki na zabawę z Małym Brązowy Zajączkiem. Ten próbuje bawić się sam – zagaduje swoje odbicie w kałuży, próbuje ścigać się z cieniem – nic jednak nie jest w stanie zastąpić najprawdziwszego kompana do zabawy. Kiedy więc spotyka innego Zajączka, próbuje się zaprzyjaźnić.

Przesympatyczna historyjka o tym, że rodzic nie zawsze ma czas na zabawę, o byciu coraz bardziej samodzielnym, o śmiałości, o nawiązywaniu kontaktów z innymi i o budowaniu przyjaźni.

A wszystko to w towarzystwie przecudownych, niepowtarzalnych ilustracji Anity Jeram.

Oczywiście polecam wszystkim fanom serii, ale myślę, że wspaniale sprawdzi się również podczas odnajdywania się w nowym środowisku, na przykład na pierwsze dni w przedszkolu.

Sam McBratnej, Anita Jeram, Czy będziesz moim przyjacielem?, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Grajki Majki: „Na barana!”

Jeśli szukacie gry, w którą można grać już z trzylatkiem, która zaangażuje też starszaka i jednocześnie sami się w nią wciągniecie, to „Na barana!” spełnia wszystkie te warunki.

To kooperacyjna gra, w której rodzina łączy siły, by pozbierać porwane przez wiatr zabawki (latawiec, piłkę, papierowy samolot i balonik) z drzewa w ogrodzie nim zajdzie słońce. Zabawki utknęły na różnej wysokości, w różnych częściach ogrodu, trzeba więc tak poustawiać drewniane pionki-członków rodziny, by stając sobie wzajemnie na ramionach mogli wspólnie dosięgnąć zabawek. Celem jest zebranie jak największej liczby zabawek nim słońce, przestawiane pod koniec tury każdego z graczy, zatoczy półkole nad planszą i zajdzie. Nie ma tu więc przegranych – wspólnie konsultujemy ze sobą ruchy próbując opracować najbardziej skuteczną strategię. A nawet jeśli się nie uda zebrać wszystkich zabawek, to przecież jutro też jest dzień.

Z jednej strony podstawowy wariant gry jest bardzo prosty, to są właściwie cztery zasady:
1. kręcisz strzałką,
2. poruszasz pionkiem stojącym na wylosowanym polu (jeśli nie ma na nim żadnego pionka, ruszasz się dowolnym przechodząc przez bramę do innej części ogrodu,
3. jeśli możesz, próbujesz zdjąć zabawkę z drzewa ustawiając pionki jeden na drugim,
4. przesuwasz słoneczko po tęczy.
Z drugiej zaplanowanie trasy pionków tak, by zdążyć zebrać wszystkie zabawki nie jest wcale takie łatwe, jak mogłoby się wydawać i wymaga nieco główkowania i trochę szczęścia. Gramy już nieco ponad dwa tygodnie i jeszcze nam się nie udało zdobyć wszystkich czterech!

Jeśli jednak uda się osiągnąć cel i zapragniecie większej ilości wrażeń, możecie zwiększyć poziom trudności albo wykorzystać żetony ze zwierzątkami do wersji rozszerzonej, w której poza zbieraniem zabawek mamy również dodatkowy cel – szukanie domów dla małych zwierzątek poprzez przenoszenie je na grzbietach dużych zwierząt, przez co tura gracza się wydłuża i prowadzimy jakby dwie rozgrywki jednocześnie.

Największe plusy?
– atrakcyjna, trójwymiarowa forma planszy,
– możliwość ustawiania pionków jeden na drugim,
– bardzo proste zasady,
– model rozgrywki uczący współpracy.

Czy są jakieś minusy? W naszym egzemplarzu nie do końca działa strzałka – element, na którym się obraca jest nieco za krótki i nawet po drobnych modyfikacjach nie obraca się tak swobodnie, jak powinna, to największy minus gry. Troszeczkę obawiam się również o wytrzymałość rozkładanych elementów – wszystkie zostały wykonane z grubej tektury, ale widać już nieco ślady przetarć w miejscach zgięcia i wycięciach na ruchome elementy – szczególnie słoneczko. Trudno powiedzieć jak długo wytrzymają, możliwe, że w ruch będzie musiała pójść taśma klejąca.

Niemniej jednak to bardzo sympatyczna, nieskomplikowana i atrakcyjna pod względem formy gra, do której można usiąść całą rodziną bez ryzyka frustracji młodszych i nudy starszych graczy. Ponadto można w nią grać zarówno samemu, jak i nawet w 6 osób.

Na barana!
Autorzy: Steven Michael Rijdijk, Anne Mijke van Harten
Ilustracje: Aga Jakimiec
Sugerowany wiek: 3+
Ilość graczy: 1-6
Wydawnictwo: Egmont

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków”

To już czwarty tom z serii przyrodniczych kartonowych atlasów dla maluszków spod rąk Ewy i Pawła Pawlaków. Kilka lat temu mieliśmy ich „Mały atlas ptaków”, wiedziałam więc czego mniej więcej się spodziewać, ale tym razem poziom uroczości przekroczył wszelkie granice.

Nie jest to jednak atlas w typowym tego słowa znaczeniu – nie znajdziecie tu podstawowych informacji o przedstawianych rasach, nie poznacie ich typowych cech charakterów, masy (chyba, że w przypadku maine coona) czy średniej długości życia. Przeczytacie natomiast najciekawsze z ciekawostek zręcznie wplecione w pełne rodzinnego ciepła, bardzo osobiste anegdotki z życia z kotami.

I to nie tylko rasowymi! Bo wśród norweskich leśnych, devon rexów, ragdolli i syjamnów na stronach atlasu spotkamy również plejadę wspaniałych dachowców (czyli zazwyczaj kotów europejskich krótkowłosych) – burego, rudego, rudo-białego a nawet szylkretowego, czy popielatego w prążki. Zabrakło nam tylko persa, cóż za niedopatrzenie! Gdyby miała kiedyś powstać druga część, Figiel poleca się w roli modela!

Każda rozkładówka poświęcona jest innej rasie kota – jedną stronę wypełnia jego materiałowy portret, na drugiej znajdziemy ciekawostkową treść, rzeczywiste zdjęcie jednego z bohaterów książki i poświęconą mu anegdotkę oraz przedstawienia kotów tej rasy w innych technikach. Poza omówieniem ras znajdziemy również dwie dodatkowe plansze poświęcone kociej mowie ciała oraz mniej znanym dzikim krewnym kotów domowych, gdzie poznamy między innymi manula, karakala czy margaja.

Tym, co wyróżnia ta pozycję na rynku książeczek z kociakami w roli głównej, poza gawędziarską formą treści, jest eklektyzm z jakim autorzy podeszli do kwestii ilustracji. Znajdziemy tu bowiem zarówno realne zdjęcia kotów prosto z domowych archiwów ich właścicieli, delikatne i dostojne akwarelowe portrety, pocieszne i przesympatyczne wyszywanki z barwnych kawałków tkanin, dziecięce rysunki, a nawet przestrzenne formy ulepione z masy papierowej. A wszystko to zestawione razem jest absolutnie przepiękne.

Wyjątkowa i inspirująca do podejmowania własnych prób artystycznych książeczka ciekawostkami, przede wszystkim do oglądania i zachwycania się. Bo i różnice między rasami poznaje się przede wszystkim poprzez samodzielną obserwację.

A wszystko to w dziecioodpornym wydaniu – książeczka jest z wytrzymałego, choć nie najgrubszego kartonu, z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, spokojnie można czytać już z maluszkiem i zostawić mu do samodzielnego przeglądania na dywanie.

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: Bajki dźwiękowe

Dzieci lubią grające zabawki, co do tego nie ma wątpliwości. Wychodząc naprzeciw tej sympatii ukazała się niedawno seria bajek dźwiękowych, gdzie słowo i obraz klasycznych i dobrze wszystkim znanych historii uzupełnione zostało przez 16 różnych odgłosów i melodii oznaczonych w tekście adekwatnym przyciskiem.

W pierwszym momencie zaskoczyły mnie nieco ukryte za twardą oprawą miękkie strony tych niewielkich książeczek. Okazuje się jednak, że to niezbędny element konstrukcyjny – przyciski dźwiękowe znajdują się na ostatniej, odpowiednio grubszej stronie kryjącej w sobie cały mechanizm. Na poszczególnych stronach oznaczono natomiast miejsca, w które należy przycisnąć, w związku z czym nacisk palca musi przejść przez wszystkie ze stron. I chociaż nie brzmi to najlepiej, sprawdza się zaskakująco dobrze, a nacisk nie musi być duży – dziecko bez problemu daje sobie radę samodzielnie. Nie ma też problemu z trafieniem w odpowiedni przycisk.

Same dźwięki są dobrej jakości, urozmaicone, nie drażniące ani mechaniczne, nie są też zbyt głośne, szczególnie, kiedy trzymamy książeczkę na kolanach albo na stole. Poza prostymi odgłosami znajdziemy również dłuższe melodie – szczególnie na początku i końcu opowieści. Dużym plusem jest również obecność wyłącznika oraz możliwość wymiany baterii.

Choć historie nie są długie, dźwięki bardzo fajnie je uzupełniają i dopełniają opowieść. A na ostatniej stronie, po zakończonej lekturze, możemy posłuchać ich jeszcze raz – zgodnie z czytaną opowieścią lub w dowolnej kolejności.

Bardzo podobają mi się ilustracje – chociaż każda z książeczek jest autorstwa innego ilustratora, każdy z nich oddał unikalny klimat powieści. Ilustracje wypełniają całe strony i są głównym medium przekazującym czytelnikowi treść bajki.

Podoba mi się więc sama koncepcja książeczek uzupełnionych dźwiękami oraz jej realizacja – od ilustracji, przez budowę aż po jakość odgłosów i melodii. Mam jednak zastrzeżenia co do samego tekstu, który jest tu zdecydowanie najsłabszym elementem.

Partie tekstu nie są długie – po kilka zdań na stronę. I chociaż po tego rodzaju adaptacji można oczywiście spodziewać się dużej skrótowości, mam wrażenie że nie wyszło najlepiej. Choćby „Księga dżungli” całkiem zatraciła swój sens sprowadzając całą historię do w żaden sposób niewytłumaczonego konfliktu miedzy tygrysem a Mowglim. Wygnany przez Shere Khana chłopiec przysięga mu zemstę, po czym zabija go nasyłając na niego stado bawołów i wraca jako zwycięzca odziany w jego skórę. Mimo, że podczas czytania powstrzymałam się od dodatkowych komentarzy, moja przedszkolaczka to właśnie Mowgliego odebrała jako czarny charakter, więc coś tu poszło ewidentnie nie tak.

Benjamin Chaud, Księga dżungli, Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Podobnie w „Aladynie” bohater ratując porwaną księżniczkę truje nie tylko czarnoksiężnika, ale również jego papugę. W moim odczuciu przygotowując skrót historii – oczywiście raczej brutalnej, to w końcu klasyka – można skupić się na innych aspektach darując sobie szczegóły morderstwa. Szczególnie, że seria (choćby przez długość i poziom tekstu) skierowana jest do najmłodszych odbiorców. Z trzeciej strony pamiętam, że sama jako dziecko bardzo lubiłam makabryczne baśnie Braci Grimm. Ale jako mama czuję wewnętrzny sprzeciw, jestem więc rozdarta. Majce się podobają (dźwięki to +100 do atrakcyjności), więc nie zabieram.

Aurelie Guillerey, Aladyn. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Najbardziej podoba mi się „Kot w butach”, wydaje się być najwierniejszym odwzorowaniem baśni i jest najbardziej spójny. Majka natomiast najbardziej lubi „Aladyna”, przede wszystkim ze względu na melodie utrzymane w orientalnym klimacie.

Roland Garrigue, Kot w butach. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: Jesień w książkach dla dzieci

Poszukiwań jesieni w książkach i książeczkach dla dzieci nie sposób zacząć od fantastycznie zilustrowanej wyszukiwanki „Rok w lesie” Emilii Dziubak ukazującej las i jego mieszkańców przez dwanaście miesięcy roku na dwunastu pełnych szczegółów rozkładówkach. Po raz więcej pierwszy pisałam Wam o niej aż cztery lata temu we wpisie dotyczącym książeczek o lesie, kiedy jeszcze moja Bobasa nie potrafiła docenić jej w pełni. To jedna z książek, które nieprzerwanie towarzyszą nam przez te wszystkie lata i do której wciąż co jakiś czas wracamy odkrywając zupełnie nowe elementy.

Emilia Dziubak, Rok w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2015, 28 s.

W zeszłym roku pokazywałam Wam puzzle „Jesień w lesie” stworzone z październikowej rozkładówki wspomnianej wyżej książki, a całkiem niedawno ukazały się dwie niewielkie kartkówki do aktywnego czytania z najmłodszymi poświęcone bohaterom wyszukiwanki.

„Rok w lesie. Wiewiórka” jest bardzo jesienny w kolorystyce i wyrazie. Mamy możliwość towarzyszenia wiewiórce w jej codziennych jesiennych czynnościach – od pobudki, przez poszukiwanie smakołyków, gromadzenie zapasów na zimę i szukanie schronienia przed deszczem. Tekst książki zachęca do wchodzenia z nią w interakcję – trzeba pomóc wiewiórce znaleźć orzechy poprzez rozgarnięcie liści dłońmi, poklepać się po brzuszku po jedzeniu, wykonać długi skok czy przytulić się do kogoś bliskiego. Niewiele tekstu, dużo zabawy i jeszcze więcej cudnych dziubakowych ilustracji.

Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak, Rok w lesie. Wiewiórka, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Druga część – „Rok w lesie. Borsuk” nie jest aż tak jesienna wizualnie, ale równie ciekawa. Tym razem towarzyszymy borsukowi, a jako że jest on zwierzęciem nocnym, cała zabawa również toczy się w nocy i kończy układaniem do snu, dobrze sprawdzi się więc jako książeczka „na dobranoc”. Najpierw jednak należy pomóc borsukowi oczyścić sierść z robaczków, znaleźć z nim trochę pysznych dżdżownic na przekąskę, posprzątać norkę z suchych liści i poszukać innych borsuków. A wszystko to poprzez gładzenie, potrząsanie i dmuchanie na książkę.

Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak, Rok w lesie. Borsuk, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Skoro o wyszukiwankach mowa, każdemu chyba przychodzi na myśl najsłynniejsza z nich – Ulica Czereśniowa. „Jesień na ulicy Czeresniowej” jest uznawana za ostatnią część cyklu, bo budowane we wcześniejszych tomach przedszkole nareszcie ma swoje otwarcie. Poza tym jak zwykle jest gwarno i dużo się dzieje – Pola znów zdążyła uciec, w centrum kultury szykuje się Dzień Dyni, trzeba czyścić ulice z wszędobylskich liści, na rynku odbywa się jesienny festiwal, w sklepach dominują halloweenowe dekoracje, wszyscy zmierzają do parku na paradę lampionów, a Feliks i Ryska dochowali się gromadki kociąt. Jak zwykle jest kolorowo, wesoło, pełno szczegółów do wypatrywania i można śledzić losy swoich ulubionych bohaterów.

Rotraut Susanne Berner, Jesień na ulicy Czereśniowej, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2012, 14 s.

Obserwując z przedszkolakiem zmiany zachodzące jesienią w przyrodzie nie przegapcie ślicznego i zabawnego picturebooka „Złodziej liści”, w którym wiewiórka każdego dnia zachwyca się jesiennymi kolorami liści na swoim drzewie. Pewnego dnia jeden z liści znika. Gdzie się podział? Czy ktoś go ukradł? Myszka? A może dzięcioł? Zaniepokojona wiewiórka rusza na poszukiwania, w które angażuje swojego ptasiego, nieco bardziej obeznanego z sytuacją sąsiada. Kto okaże się prawdziwym złodziejem liści? Duże, wyraźne ilustracje uzupełnione dialogami, jesienne kolory, cała gama emocji i spora dawka uroczego poczucia humoru wraz z komiczną puentą. Książkę kończy dwustronicowe wyjaśnienie jesiennej zmiany krajobrazu w formie zbioru ciekawostek. Mały czytelnik, poza poznaniem tożsamości złodzieja liści, dowie się miedzy innymi kiedy i dlaczego liście spadają z drzew, kiedy przychodzi jesień i jakie jeszcze zmiany przynosi oraz jak wiewiórki przygotowują się do zimy.

Alice Hemming, Nicola Slater, Złodziej liści, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

A może jesień to dobry czas na pierwsze podejście do komiksu? Pierwszy tom „W cieniu drzew” pt. „Jesień Pana Zrzędka” to połączenie komiksu i książki obrazkowej, gdzie głównym środkiem przekazu wciąż są przede wszystkim ilustracje, a dialogi w dymkach pełnia jedynie funkcję uzupełniającą, pomagającym określić kontekst sytuacji.

Zabawna historia zabierającego się za jesienne porządki, w końcu kiedy mieszka się w lesie, spadające liście potrafią dać się nieźle we znaki. Zamiatanie nie jest jednak takie łatwe, kiedy pod nogami plączą się zapracowani przed jesienią sąsiedzi – Pan Wiewiór zbierający żołędzie na zimę, Pan Jeż wyciągający sąsiada na ostatni dżdżownice przed zapadnięciem w sen zimowy, czy mały Myszek, któremu latawiec utknął na drzewie. I chociaż Pan Zrzędek nie należy do najweselszych osób na świecie, a każdą interakcję z innymi okrasza całą gamą zniechęconych westchnień, zawsze wyciąga do innych pomocną dłoń. A jak wiadomo okazane dobro w końcu do nas wraca i w chwili kryzysu sąsiedzi również przyjdą mu z pomocą.

Więcej komiksowych propozycji dla przedszkolaka znajdziecie TUTAJ.

DAV, W cieniu drzew. T. 1. Jesień Pana Zrzędka, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Jesienią większym zainteresowaniem cieszą się u nas książki, w których bohaterami są kojarzone z tą porą roku zwierzęta. Poza wiewiórkami, są to przede wszystkim jeże. Sporo informacji o jeżykach znajdziecie w książce „Jeżyk z parku”, której bohaterką jest mała jeżynka (olbrzymi plus za feminiatywy!) i jej kolczasta rodzinka.

Czytelnik towarzyszy Tyci i jej braciszkowi od momentu narodzin aż po dorosłość i pierwszą przespaną zimę. Dzięki temu ma szansę pozyskać mnóstwo informacji i ciekawostek z życia jeży – między innymi jak wyglądają tuż po urodzeniu, co jedzą, a co może im zaszkodzić, w jaki sposób mają szansę przetrwać zimę, w jaki sposób działalność człowieka im zagraża i jakie mają umiejętności. Sama nie miałam pojęcia, że jeże potrafią pływać i skakać! 

Ponadto na marginesach czeka mnóstwo ciekawostek luźno związanych z tematem – na przykład jakie inne stworzenia mają kolce czy jakie zwierzęta, poza jeżami żerują nocą.

Poza mądrym tekstem bardzo ważnym środkiem przekazu są przepiękne, wypełniające całe strony, barwne ilustracje. Czy może być coś słodszego, niż małe jeżyki? Nie sądzę!

Więcej tytułów z serii „Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka” znajdziecie w TYM WPISIE.

Zofia Stanecka. Magdalena Kozieł-Nowak, Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka. Jeżyk z parku, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Kolejną propozycją z jeżem w roli głównej i przepięknymi, cudownie delikatnymi ilustracjami jest dwuczęściowa seria o przyjaźni jeżyka i zajączka. „Jesteś moim przyjacielem” to uniwersalna opowieść o przyjaźni dwóch zupełnie różnych bohaterów, poznawaniu się i uczeniu się siebie wzajemnie oraz szukania płaszczyzny porozumienia napisana w bardzo poetycki i całkiem wzruszający sposób. Kiedy nadchodzi jesień, z jeżem zaczyna się dziać coś dziwnego, czego sam do końca nie rozumie. Pewnego zimnego poranka jeżyk znika. Czy zajączek poradzi sobie z tym rozczarowaniem i ich przyjaźń przetrwa?

Michał Engler, Joëlle Tourlonias, Jesteś moim przyjacielem, Katowice: Wydawnictwo Debit, 2018, 32 s.

Druga część przygód jeżyka i zajączka – „Przyjaciele na zawsze” to historia przygotowująca malucha na pierwsze sprzeczki i różnice między przyjaciółmi, sytuacje, kiedy między najlepszymi kumplami pojawia się ktoś trzeci i czasem zabawa z nim wydaje się bardziej atrakcyjna, niż z przyjacielem. O tym, czy to na pewno musi oznaczać koniec przyjaźni i o znanej prawdzie, że tych najprawdziwszych przyjaciół poznaje się w biedzie. Po raz kolejny pełna emocji – zarówno tych pozytywnych, jak i smutku, zazdrości, strachu i poczucia osamotnienia. Z rozczulającym, bardzo pozytywnym zakończeniem.

Michał Engler, Joëlle Tourlonias, Przyjaciele na zawsze, Katowice: Wydawnictwo Debit, 2018, 32 s.

Są takie serie, których bohaterowie, podobnie jak w przypadku „Ulicy Czereśniowej” towarzyszą nam przez wszystkie pory roku. Jedną z moich najukochańszych jest „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”, chyba nigdy nie wyrosnę z sentymentu do tych Zajęcy, chociaż moja córka trochę odłożyła jej już na bok.

W „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham kiedy jest jesień” Zajączki kicają z wiatrem i ścigają się ze spadającymi liśćmi. Kiedy Duży Brązowy Zając Odpoczywa, Mały Brązowy Zajączek znajduje porwane wiatrem kartonowe pudełko. Cóż za wspaniałe zabawy można wymyślić przy jego wykorzystaniu! Czy starszy zajączek wystraszy się Pudełkowego Potwora? I kto tu kogo złapie?

Sam McBratney, Anita Jeram, Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham kiedy jest jesień, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 18 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Również po różne części „Opowieści z Parku Percy’ego” sięgamy w zależności od pory roku. Najbardziej jesienną opowiastką jest „Po burzy”. Kiedy nocą przychodzi nawałnica, Percy wie, że będzie miał kolejnego dnia sporo sprzątania w parku. Nie spodziewał się jednak, że wiatr wyrwie z korzeniami jedno z jego ulubionych, wiekowych drzew. To prawdziwa katastrofa dla wielu zwierząt, dla którego gałęzie, pień i korzenie drzewa były schronieniem. Mimo starań, jego zwierzęcy przyjaciele nie mogą znaleźć sobie nowego domu. Na szczęście wspólnymi siłami uda im się zaradzić i temu kryzysowi.

Nick Butterworth, Opowieści z parku Percy’ego. Po burzy, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2008, 27 s.

Na wielbicieli dłuższych tekstów czeka „Jesień Toli”, będąca częścią jednej z najulubieńszych serii mojej Majki. Tola jest zdecydowanie mniej psotną dziewczynką niż Basia (czyli druga najukochańsza bohaterka), co bynajmniej nie odbiera jej uroku, za to z pewnością zadowoli wszystkie bardziej zachowawcze mamy ;)

W książeczce znajdziemy jak zawsze cztery ciepłe, rodzinne opowieści, tym razem pachnące zupą dyniową, kawą i ciastem. Wybierzemy się na spacer do parku po kasztany na ludziki i klimatyczne zdjęcia, czeka nas wyścig na hulajnogach w kaloszach i puszczanie papierowych łódeczek po kałużowym jeziorze, zbudujemy z mamą karmnik dla ptaków podczas jesiennego przeziębienia i upieczemy pierwsze pierniczki . Jesień jest dla Toli wyjątkową porą roku również z innego względu – to jesienią rodzi się jej wyczekany mały kuzyn Mikołaj.

Świetne połączenie opowiadań ukazujących magię codzienności dziecięcymi oczami z absolutnie przepięknymi, delikatnymi ilustracjami.

Anna Włodarkiewicz, Jesień Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 64 s.

Samodzielnym czytaczom polecamy natomiast jeden z najbardziej jesiennych tomów cyklu „Zosia i jej ZOO” pt. „Pomocny jeż”.

Zosia mieszka w wyjątkowym miejscu – w Azylu Zoologicznym swojego dziadka Henryka, który zajmuje się ratowaniem dzikich zwierząt i dawaniem im schronienia. Tego dnia, zamiast iść do szkoły, to szkolni koledzy wraz z nauczycielką odwiedzają Zosię, by dowiedzieć się więcej o zwierzętach i wybrać jedno z nich do klasowej adopcji. Chwilę później w ZOO pojawia się również nowy mieszkaniec – młodziutki jeżyk, który bardzo chciałby być adoptowany. Stara się więc za wszelką cenę być przyjazny i pomocny, niestety skutki jego wysiłków nie zawsze są takie, jak planował…w końcu czy tak małe zwierzątko ma szansę być równie fajne, co majestatyczne lwy albo ogromne, łagodne słonie?

Bez problemu można sięgnąć po ten tom nie znając wcześniejszych przygód Zosi. W ogóle nie czuć, że „Pomocny jeż” to kolejna część wielotomowej serii, wszystko zostaje nowemu czytelnikowi dokładnie i całkiem naturalne już na pierwszych stronach powieści. Poza tym znajdziemy tu całkiem fajną przygodę nie stroniącą od bardziej specjalistycznych „trudnych słówek” i sporej dawki ciekawostek o jeżach. I o ludziach też, szczególnie tych nieśmiałych, potrzebujących czasu, by odnaleźć się w nowym środowisku.

Amelia Cobb, Zosia i jej ZOO. Pomocny jeż, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2021, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

I jeszcze na koniec hit w leśnym klimacie. Jesienią spacery po lesie są jeszcze przyjemniejsze, niż zazwyczaj. Zanim wybierzemy się do lasu z koszykiem na dary jesieni warto poświęcić kilka chwil by poznać jego mieszkańców. Kto wie, może któregoś z nich uda się wypatrzyć wśród coraz bardziej łysych drzew?

„Poznaj mieszkańców lasu” składa się z dwóch części – kartonowej książki z sześcioma rozkładówkami i plastikowego panelu z głośnikiem i przyciskami oznaczonymi wizerunkami zwierząt. Każda rozkładówka poświęcona została zwierzętom zamieszkującym odmienną część lasu – dowiemy się kto mieszka na polanie, w samym sercu lasu, nad wodą, wśród wysokich traw, w koronach drzew, na górskich halach oraz kto poluje nocą. Każda z tematycznych rozkładówek, poza krótkim wstępem zawiera realne zdjęcia zwierząt opatrzone krótkimi napisami oraz oznaczeniem guzika, który należy odszukać i wcisnąć na bocznym panelu, by usłyszeć jakie odgłosy wydaje dane zwierzę.

Poznaj mieszkańców lasu, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2019, 14 s.

Jaki element musi mieć dla Was jesienna książka? Jeże, wiewiórki, spadające liście, las? A może troszkę melancholijny, wzruszający klimat?

Bajki Majki: Pierwsze komiksy przedszkolaka

Robiłyśmy kiedyś z Mają podejście do całokartonowych komiksów dla zupełnych maluszków, ale zupełnie nie złapała tego bzika. Natomiast całkiem niedawno wykazała wzmożone zainteresowanie komiksami z serii „Pamiętników Wisienki”, które dla odmiany są dla niej jeszcze zbyt poważne, ponadto zupełnie nie umiałam czytać ich na głos. Zaczynałam nawet podejrzewać, że komiksy w ogóle nie nadają się do wspólnego czytania i trzeba podsunąć je dziecku dopiero, kiedy potrafi już samodzielnie składać litery i zdania. A tu proszę, wydawnictwo Egmont zaczęło wydawać aż cztery serie w kategorii „Mój pierwszy komiks” , po które można sięgnąć już z przedszkolakiem. I faktycznie czyta się je bez problemu! Co więcej są cudownie ilustrowane, sympatyczne, pełne ciepła i rodzinnych uczuć, opatrzone zabawną puentą lub skłaniające do przemyśleń. Prezentuję wam pierwsze tomy wszystkich nowych serii, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie, bo i każda historia jest zupełnie inna – klimatyczna „W cieniu drzew”, wzruszający „Bartłomiej z Karmelkiem”, nostalgiczne „Opowieści z Bukowego lasu” i mądry „Pan Borsuk i Pani Lisica”.  

Chociaż wszystkie 4 serie są skierowane do czytelników od 5 roku życia, polecam zacząć od tych dwóch wydanych w nieco mniejszym formacie, zbliżonym do A5. Są niedługie, ze względu na format nieco wygodniejsze do wspólnego czytania i stanowią połączenie komiksu i książki obrazkowej, gdzie głównym środkiem przekazu wciąż są przede wszystkim ilustracje, a dialogi w dymkach pełnia jedynie funkcję uzupełniającą, pomagającym określić kontekst sytuacji.

 „W cieniu drzew. Jesień Pana Zrzędka” to zabawna historia zabierającego się za jesienne porządki, w końcu kiedy mieszka się w lesie, spadające liście potrafią dać się nieźle we znaki. Zamiatanie nie jest jednak takie łatwe, kiedy pod nogami plączą się zapracowani przed jesienią sąsiedzi – Pan Wiewiór zbierający żołędzie na zimę, Pan Jeż wyciągający sąsiada na ostatni dżdżownice przed zapadnięciem w sen zimowy, czy mały Myszek, któremu latawiec utknął na drzewie. I chociaż Pan Zrzędek nie należy do najweselszych osób na świecie, a każdą interakcję z innymi okrasza całą gamą zniechęconych westchnień, zawsze wyciąga do innych pomocną dłoń. A jak wiadomo okazane dobro w końcu do nas wraca i w chwili kryzysu sąsiedzi również przyjdą mu z pomocą.

DAV, W cieniu drzew. T. 1. Jesień Pana Zrzędka, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

W tym samym niewielkim formacie ukazał się także pierwszy tom przygód dwóch osiołków „Bartłomiej i Karmelek. Najlepsze miejsce”. To przeurocza opowiastka o tacie i jego nieco znudzonym synku oraz ich wyprawie na ryby. Kiedy Karmelek wspomina z rozmarzeniem w jaki sposób jego koledzy spędzają wakacje, tata dwoi się i troi, by zapewnić synkowi równie emocjonujące atrakcje i robi wszystko, by zabrać go w tak samo wyjątkowe miejsca. W poszukiwaniu wrażeń i porywie ojcowskiej kreatywności lądują w końcu… na księżycu! Czy jednak tego naprawdę tego najbardziej wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju miejsca trzeba było szukać tak daleko?

Uroczo zakręcona, całkiem wzruszająca, z poczuciem humoru, olbrzymią dawką tatusiowej miłości i zaskakującą puentą.

Silvia Vecchini, Sualzo, Bartłomiej i Karmelek. T. 1. Najlepsze miejsce, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Nieco bardziej zaawansowanym, zarówno pod względem formatu (tym razem już A4), ilości tekstu, jak i podejmowanej tematyki, jest pierwszy tom komiksu „Pan Borsuk i Pani Lisica” pt. „Spotkanie”. Borsuki lubią mieć wszystko porządnie poukładane i cenią sobie swoje spokojne, przewidywalne życie. Jednak codzienność Borka i Szperaczka czekają poważne zmiany, kiedy ich tata decyduje się przygarnąć pod swój dach dwie niewiasty w opałach, którym myśliwi zniszczyli norkę. Nagle trzeba podzielić się łóżeczkami, pokojem i jedzeniem. Ale największy problem w tym, że Róża i jaj mama nie są ani trochę borsukami, to lisice! A wszyscy wiedzą, że borsuki i lisy mają zupełnie odmienne charaktery i to po prostu niemożliwe, by mogły się. Czy mimo uprzedzeń i początkowej niechęci uda im się stworzyć zgodną rodzinę? Dzieci nie są tego wcale takie pewne!

Pełna mądrości komiksowa opowiastka o różnicach i szukaniu płaszczyzny porozumienia, pierwszym zderzeniu z innością i tolerancji, niepełnych rodzinach i nawiązywaniu nowych relacji, aż wreszcie o braciach i siostrach, dziewczynach i chłopakach. A wszystko to za fasadą uroczych zwierzęcych pyszczków.

Brigitte Luciani, Eve Tharlet, Pan Borsuk I Pani Lisica. T. 1. Spotkanie, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

* Jeśli lubicie borsuki, lisy i macie ochotę na lekcję tolerancji i otwartości na innych w ich wydaniu skierowaną do nieco starszych czytelników, koniecznie sięgnijcie też po „Tarmosię” podejmującą nieco podobną tematykę z borsuczym futerkiem w roli głównej.*

I jeszcze na sam koniec mały nostalgiczny powrót do dzieciństwa. Pamiętacie wieczorynkę o króliczej Rodzinie Rabatków? To serial animowany na podstawie książki, której niestety nigdy nie czytałam, ale z przyjemnością przypomnę sobie przygody królików wraz z córką za pośrednictwem komiksu. Pierwszy tom serii „Opowieści z Bukowego Lasu” jest o urodzinach Stokrotka – a dokładniej o przygotowaniach do nich. Bo i jest mnóstwo do zrobienia – trzeba przygotować zaproszenia i dostarczyć je gościom, zrobić zakupy i ugotować mnóstwo pyszności, stworzyć dekoracje, uroczyście udekorować stół i własnoręcznie stworzyć prezenty! Oczywiście wszystko w tajemnicy przed solenizantem, którego tymczasem czeka w ogrodzie całkiem sporo przeciwności, które skutecznie zajmują mu dzień – od rozbrykanego latawca aż po żółwia – pluszakożercę! Czy uda się zdążyć z niespodzianką przed powrotem solenizanta?

Loïc Louannigot, Opowieści z Bukowego Lasu. T. 1. Urodziny, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Wszystkie komiksy, choć różnią się formatem, zostały wydane w twardej, oprawie z gąbką w środku, a ich cechą charakterystyczną – mimo różnych autorów – są piękne ilustracje i poziom przekazu adekwatny do możliwości poznawczych małego czytelnika. Chociaż każda z wymienionych historii rozpoczyna swoją serię i będzie miała ciąg dalszy, bez problemu można traktować je również jako samodzielne historie.

To jak? Dacie się przekonać do komiksów?

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Mniam! Co w brzuchu burczy” Anna Czerwińska-Rydel, Anna Gensler

Czy istnieje ciekawszy temat dla przedszkolaka, niż ludzkie wnętrzności i inne flaczki? No, chyba tylko geneza powstawania bąków. Na szczęście w tej całkiem konkretnej (i pod względem wielkości i zawartych informacji) kartonówce znajdziemy i jedno i drugie.

Narracja książki została zbudowana za pomocą dialogu między Profesorem Mądralińskim i ciekawską, dość poczciwą Krową Gryzeldą. Za pomocą pytań i odpowiedzi oraz wątpliwości i ich rozwiewania wspólnie wprowadzają maluchy w świat jedzenia i trawienia, nierzadko w całkiem zabawny sposób.

Mały czytelnik pozna krok po kroku drogę, jaką ma do przebycia jedzenie w jego ciele – od kęsa aż po kupę. Dowie się dlaczego trzeba dokładnie gryźć pożywienie i do czego służy ślina, czym różnią się mięsożercy od roślinożerców, jakie narządy poza żołądkiem biorą udział w procesie odżywiania się, skąd się bierze czkawka, po co bekamy i czym grozi skakanie podczas jedzenia. No i skąd się biorą bąki oczywiście! Dwunastnica, wątroba, pęcherzyk żółciowy, ślepa kiszka i kosmki jelitowe – to tylko niektóre z intrygujących pojęć, które czekają na ciekawego świata malucha.

A cały ten flaczkowy wykład prowadzi do prostych wniosków dotyczących zdrowego odżywiania pełnego różnorodnych produktów, picia dużej ilości wody i konieczności mycia rąk przed jedzeniem. Będzie też o biegunce, zaparciach ( i o krowich plackach też!), bolącym brzuszku i niezdrowym jedzeniu a także o specjalistach, u których można szukać pomocy w przypadku brzuszkowych problemów – gastrologu, gastroenterologu i dietetyku.

Jeśli natomiast chodzi o niedociągnięcia, to zwrócono mi uwagę na nieco niefortunnie ukazany „przekrój” przez żołądek krowy, gdzie jego komory zostały od siebie dość mocno odseparowane, co może prowadzić do utrwalenia mitu o 4 żołądkach krowy (czy wy też wyrośliście na przekonaniu, że krowa ma cztery żołądki?). Fakt, że krowi żołądek ma cztery KOMORY został opisany w formie słownej (nawet dwa razy i w towarzystwie ciekawego słownictwa dla młodocianych fanów trudnych słówek), niemniej jednak między słowem a ilustracją jest pewien dysonans, warto dokładniej wytłumaczyć to dziecku, żeby kolejne pokolenie nie myślało, że krowy mają więcej niż jeden żołądek :)

Mimo tego jednego minusa, polecamy bo to spora dawka intrygującej wiedzy podana w bardzo przystępny i humorystyczny sposób. Na pewno zostanie na dłużej w naszej kolekcji.

Anna Czerwińska-Rydel, Anna Gensler, Mniam! Co w brzuchu burczy, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2021, 30 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.