Bajki Majki: Wielkanoc i wiosna w książkach dla dzieci

Chociaż Maja skończyła niedawno cztery lata i jest poważnym przedszkolakiem, wciąż raczej ostrożnie podchodzę do tematu Wielkanocy i staram się, żeby Majka poznała ją najpierw przez pryzmat tradycji i zwyczajów, niż od razu z całym ciężarem religijnym. Dlatego też staram się wyszukiwać książki, które bardzo stopniowo wprowadzają w temat, poprzestając na zarysowaniu problematyki, bez zgłębiania się w szczegóły.  Jeszcze przyjdzie czas na drogę krzyżową, męczeńską śmierć i zmartwychwstanie, na razie preferuję pozostać w kręgu symboliki odradzającego się życia. A przy tym nie sposób przecież rozejrzeć się za pierwszymi oznakami wiosny!

„O wiośnie, kurczętach i wielkanocnych świętach”
Nieskomplikowana rymowanka Urszuli Kozłowskiej zwiera w sobie wszystkie podstawowe elementy wiosny i Wielkanocnych tradycji – znajdziemy tu bazie, powrót ptaków, kurczęta i jajka na pisanki, cukrowego baranka, wielkanocne dekoracje, święconkę, wypieki, zajączka podrzucającego smakołyki i polewanie się wodą. Najbardziej podstawowe wprowadzenie w wielkanocną tematykę dla zupełnych maluszków wydane w bezpiecznej kartonowej formie z miękką okładką o zaokrąglonych rogach. O innych wielkanocnych tytułach tej autorki pisałam TUTAJ.

Urszula Kozłowska, O wiośnie, kurczętach i wielkanocnych świętach, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2016, 18 s.

Kiedy kupowałam w jakiejś lidronce zestaw kreatywnych zadań-wypychanek bez konieczności użycia nożyczek „Wielkanocne zabawki”, nie spodziewałam się zupełnie, jak dużo wiedzy na temat Wielkanocy zostało w nim przemycone. W prosty i zwięzły sposób streszczono tu wielkanocne tradycje i zwyczaje określając tło dla proponowanych zabaw i dekoracji do wykonania. A i te są bardzo różnorodne – od instrukcji wykonania świątecznej kartki, przez kolorowanki i dekoracje, których elementy wypychamy z tekturowych stron książeczki, aż po przepisy kulinarne. Po zakończeniu zabawy nie tylko będziemy mieli królicze uczy, pacynki, czy wiosenne dekoracje, ale i gotowe potrawy na świąteczne śniadanie. Bardzo fajna propozycja spędzenia wspólnego czasu z dzieckiem i rodzinnych przygotowań do świąt.

Zestaw kreatywny Wypychanki wielkanocne. Wielkanocne zabawki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 24 s.

Książka o przygodzie dwóch ciekawskich myszek – Emilki i Maksa – to wyjątkowo przystępny sposób przekazania dzieciom wiedzy na temat świąt Wielkiej Nocy. Myszki mieszkają pod podłogą pewnej rodziny i, kiedy któregoś dnia zauważają nietypowe zachowanie swoich gospodarzy, na wszelkie sposoby starają się dowiedzieć o co chodzi w tym nagłym zamieszaniu. A jak wiadomo, najlepszym sposobem zdobywania wiedzy, jest zapytanie kogoś mądrego. Tak też mysi dziadek opowiada wnukom o tajemnicach Wielkiego Tygodnia, mysia babcia wyjaśnia co tradycyjnie pojawia się na wielkanocnym stole, a znajoma kurka wyjaśnia sekret kolorowych jajek. A kiedy przychodzi Lany Poniedziałek, nie ma rady, nawet poczciwy kocur Panfucy nie może zostać suchy.

 Ireneusz Korpyś, Emilka i Maks na tropie Wielkanocy, Częstochowa: Wydawnictwo Świętego Filipa Apostoła, 2019, 32 s.

Często pojawia się pytanie od którego tomu „Ulicy Czereśniowej” zaczynać tą przygodę. Moim zdaniem od wiosny właśnie, choć to chyba była ostatnia część, która pojawiła się na naszej półce. Ale choć Czereśniowa tętni życiem przez cały rok, mam wrażenie, że to właśnie tutaj wszystko się zaczyna – przyroda budzi się do życia, rozpoczyna się budowa przedszkola i drogi dojazdowej do miasta, Felix kręci się wokół Ryski, a w centrum kultury praca nad wielkanocnymi dekoracjami wre. Rynek zmienił się w targ kwiatowy, bociany zakładają gniazdo, a park pełen jest korzystających z dobrej pogody mieszkańców. Jak zwykle od pełnej szczegółów książki obrazkowej trudno oderwać wzrok!

Rotraut Susanne Berner, Wiosna na ulicy Czereśniowej, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2012, 14 s.

„Wiosna Toli”, Anna Włodarkiewicz
Zaskakujący pierwszy dzień wiosny, rowerowa wycieczka i urodziny głównej bohaterki – tak wiosnę spędza Tola, przeurocza bohaterka cyklu książek dla przedszkolaków. Cztery ciepłe, pięknie ilustrowane opowiadania niosą ze sobą mnóstwo wartościowej treści – przeczytamy tu całkiem sporo o pomaganiu innym: Tola z mamą pomagają pani Hani z warzywniaka, w którym schroniły się podczas śnieżnej zadymki, a podczas wycieczki rowerowej z tatą czterolatka otrzymuje pomoc od nowo poznanej rodziny, sama natomiast chętnie pomaga dziadkom w ogrodzie. Pojawia się również temat pielęgnowania przyjaźni, zdrowego odżywiania, alergii, małych dzieci, karmienia piersią i ciąży. A wszystko to okraszone przygodami nieco zakręconej, ale bardzo sympatycznej rodziny.

Osobiście szczególnie lubię fragment, w którym Tola jedzie z tatą na wyprawę rowerem, żeby mama mogła spotkać się z dawno niewidzianą koleżanką, a także moment, w którym mama Toli nazywa jej małe kuzynostwo „szarańczą wędrowną”.

Majka oczywiście preferuje psotną stronę głównej bohaterki, szczególnie skakanie w błocie i zostawianie śladów w całym babcinym domu.

„- Jestem głodna! – woła.
– Jak wilk?! – odkrzykuje tata
– Jak dziki bawół!”

I jak tu jej nie kochać?

Anna Włodarkiewicz, Wiosna Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 64 s.

„Bullerbyn. Trzy opowiadania” to lektura idealna na prawie każdą porę roku, bo znajedziemy tam i wiosnę, i początek lata i czar Bożego Narodzenia. Otwiera je „Wiosna w Bullerbyn”.

A wiosną w Bullerbyn się dzieje, oj dzieje! Szczególnie, kiedy jej dziecięcy mieszkańcy muszą opiekować się małą Kerstin, która zrywa kwiatki z maminej rabatki, albo zupełnie niespodziewanie siada w strumieniu. Wiosna na wsi jest pełna kwiatów i młodziutkich zwierzątek. Razem z bohaterami doglądamy jagniątek i uciekamy przed baranem, budujemy domek na łące, skaczemy z dachu drewutni a nawet… dosiadamy byka!

Bullerbyn jest piękne w opisie i równie piękne na ilustracjach, które dodatkowo pobudzają wyobraźnię. A tych jest tu mnóstwo! Zajmują całe strony i połówki stron. Są na nich koty ciągnięte za ogon, urocze jeżyki i jagniątka, Britta na dachu obory, dzikie tańce wokół ogniska, małe kociaczki i mnóstwo innych rzeczy. Obrazki są genialne – duże, szczegółowe, kolorowe i w tym niepowtarzalnym stylu Ilon Wikland, który już zawsze będzie mi się kojarzył z dzieciństwem.

Astrid Lindgren, Wiosna w Bullerbyn [w:] Bullerbyn. Trzy opowiadania, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2014, s. 3-33.

„52 tygodnie” Anne Crausaz, to wyjątkowo subtelna książka, która za pomocą 52 ujęć tej samej jabłoni – po jednym na każdy tydzień roku – uczy najmłodszych o przemijaniu pór roku. Razem z porami roku zmienia się drzewo, za każdym razem przysiadają też na nim inne ptaki, które z nich przynoszą wiosnę?

Trochę album ptaków, trochę książka do obserwacji, trochę wykład o przemijaniu i „wielkim kręgu życia”. Tchnąca spokojem, prosta i liryczna.

Anne Crausaz, 52 tygodnie, Piaseczno: Wydawnictwo Widnokrąg, 2015, 104 s.

Drugą pozycją o nieustannych zmianach, jakie następują w naturze jest jedna z części mojej ukochanej książki o Brązowych Zającach – „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” – poświęcona wiośnie. Duży Zając pokazuje Małemu pierwsze oznaki odradzającego się po zimie życia i tłumaczy mu, w co niedługo się przemienią – kijanka w żabę, jajka w pisklęta, a pisklęta w dorosłe ptaki. A w co przemienią się małe brązowe zajączki?

Niesłychanie trudno jest zdobyć polską wersję tej książki, bo nakład jest wyczerpany od bardzo dawna, czasami uda się upolować w bibliotece. My jednak mamy wersję angielską i bardzo dobrze się sprawdza.

Sam McBratney, Anita Jeram, Guess How Much I Love You in the Spring, London: Walker Books Ltd., 2016, 24 s.

„Rok w lesie” to fantastyczna lektura dla małych odkrywców – nie tylko ze względu na tematykę i możliwość prowadzenia własnych obserwacji „w terenie”, ale i formę książki pełnej okienek i maleńkich, rozkładanych książeczek-harmonijek.

Autorki wprowadzą ciekawego świata malucha w tajemnice leśnego świata, który będziemy odkrywać wspólnie miesiąc po miesiącu. Zaczynając od marca, bo to właśnie wiosną przyroda budzi się do życia.

Poznamy leśne zwierzęta i rośliny charakterystyczne dla poszczególnych pór roku. Dowiemy się czym jest gęśnica wiosenna, jak pachnie tchórz, jakie ptaki schodzą po drzewach głowami w dół, co jedzą kuny, po co świecą świetliki, dokąd odlatują jaskółki, co gryzie kasztanowca, czy uszatka ma uszy, dlaczego dziki wychodzą z lasu i kiedy randkują zające. A to tylko kilka wybranych ciekawostek!

Nie znajdziemy tu bowiem litego tekstu – cała książka jest tak naprawdę bogato ilustrowanym (a ilustracje  przesympatyczne – osobiście jestem wielką fanką baryłkowatych dzików, Majka ma słabość do ślimaka bez skorupki i wiewiórka-żonglerka) zbiorem krótkich, interesujących faktów pogrupowanych zgodnie z leśnym kalendarzem. Okrągłe okienka dają nam możliwość zajrzenia do wnętrza mrowiska, licznych dziupli i norek, a nawet do wnętrza zjedzonego przez korniki pnia.

Natomiast z rozkładanych na różne sposoby małych książeczek nauczymy się rozpoznawać zwierzęta po tropach, jakie zostawiają w błocie i śniegu ich łapy i raciczki, a także rozpoznawać gatunki drzew po ich liściach. Podsuną nam również pomysły na leśne zabawy.

Jest również druga książeczka z tej serii – „Rok w ogrodzie”.

Petra Bartíková, Aneta Žabková, Rok w lesie, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2018, 20 s.

Jak wiosna, to i wiosenne porządki! Kiedy Mama Mu przynosi do obory pierwszy bukiet wiosennych zawilców, okazuje się, że trzeba trochę odkurzyć parapet, by mieć je gdzie postawić. I okno, żeby było coś przez nie widać. Ale przecież jest i Pan Wrona – samozwańczy mistrz sprzątania! A może przechwalania się? Szast-prast-bum, wystarczy pięć sekund, by doprowadzić taką oborę do porządku, ale czy na pewno? Pan Wrona prześciga sam siebie w wymyślaniu genialnych pomysłów, by postawić na swoim i przy okazji nadmiernie się nie napracować. Okazuje się jednak, że jego pomysły powodują tylko większy i większy bałagan…

Narwany Pan Wrona i pełna spokoju Mama Mu jak zwykle bawią i uczą. Tym razem wiosennie i z morałem na jedną z dziecięcych bolączek. Bo czasami lepiej od razu zabrać się za porządki, niż nadmiernie cudować. A czasami najlepiej po prostu posiedzieć na powietrzu i cieszyć się pierwszymi promieniami wiosennego słońca.

Jujja i Tomas Wieslander, Mama Mu sprząta, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2008, 30 s.

W wiosennej części „Opowieści z Parku Percy’ego”, główny bohater również szykuje się do porządków. Przycinanie żywopłotu w parkowym labiryncie to nie przelewki, trzeba uważać, żeby podczas pracy nie zgubić drogi, na pewno przyda się sznurek! Tymczasem niefrasobliwi zwierzęcy przyjaciele dozorcy szykują dla niego niespodziankę, której skutek na pewno ich zaskoczy.

Bardzo sympatyczna opowieść z pięknymi ilustracjami, pełna żonkili i wiosennych psikusów. Opowieść uzupełnia plakat z labiryntem, dzięki któremu mały czytelnik może pomóc bohaterom wydostać się z zielonej pułapki.

Nick Butterworth, Opowieści z parku Percy’ego. Tajemnicza ścieżka, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2008, 27 s.

„Kubuś i Kaczątko” to znane i lubiane postacie w zupełnie nowej, ale jakże sympatycznej odsłonie. Wprowadzając nowego bohatera – zagubioną i zapomnianą kaczuszkę – autorka wydobywa z ukochanych postaci ich najlepsze cechy: dobroduszną prostotę Puchatka, troskliwość Prosiaczka, czy niewyczerpane pokłady cierpliwości Kłapouchego. W pełnej ciepła opowieści o pomocy nieznajomemu i opiece nad słabszym sprawują się wyśmienicie, bezbłędnie wpisując się w pełen życzliwości klimat Stuwiekowego Lasu.

Stosunkowo dużej ilości tekstu (wystarczającej na dobre 20 minut wieczornego czytania) towarzyszą wyjątkowo urokliwe ilustracje – disneyowskie, a jednak w delikatniejszej, bardziej subtelnej, wręcz nieco „romantycznej” formie. A te są duże i czytelne, niekiedy wypełniające całe strony.

Tak, to nie jest oryginalna historia o Kubusiu. Mimo to sięgamy po nią z prawdziwą przyjemnością i całkowicie spełniła moje oczekiwania. Jest mądra, pełna pozytywnej energii i dodatkowo ładnie wydana. A klimat przywodzi wspomnienia z dzieciństwa, cudownie, że mogę przeżywać je ponownie przedstawiając córce moich ulubieńców.

Ponadto wykluwające się z jajek żółciutkie kaczuszki i rosnące w Stuwiekowym Lesie żonkile idealnie pasują do, nareszcie ogarniającego nas wokół, wiosennego nastroju. Idealny prezent od „Zajączka”.

Nancy Parent, Kubuś i przyjaciele. Opowieści o życzliwości. Kubuś i kaczątko, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2019, 48 s.

A co Wy czytacie dzieciom wiosną? Wybieracie pozycje bardziej związane z religią i tradycją, czy te poświęcone rozbudzającej sie naturze? Podzielcie się inspiracjami!

Bajki Majki: „Historia kolorów” Clive Gifford

Wiedzieliście, że słowem „pink” bardzo długo określano jeden z żółceni? A różowy był kolorem zarezerwowanym dla małych chłopców? A słyszeliście może o różowej margarynie? Jeśli nie, to wiele ciekawostek w tej książki ma szansę was zaskoczyć. Bo to tylko jedna z całego kalejdoskopu opisanych w niej barw.

Odkąd jako dziecko poznałam dwa „niestandardowe” kolory – pąsowy i indygo – stałam się niepokonana w grze w kolory i nigdy już nie musiałam uciekać przed berkiem wokół piaskownicy. Aż do momentu, w którym, oskarżona o oszustwo, musiałam podzielić się moim kolorystycznym odkryciem z innymi dziećmi i wszystko przepadło. Aż do czasu umbry palonej, która szybko stała się moim kolejnym triumfem. Gwarantuję, że po tej lekturze, waszym latoroślom nigdy już nie zabraknie barwnej elokwencji.

Kto i dlaczego zaczął hodować pomarańczowe marchewki? Ile lat liczy sobie najstarsze pudełko farb? Jaki barwnik powoduje kolejki w toalecie, co groziło za fałszowanie szafranu, jaki barwnik produkuje się z rozgniecionych chrząszczy i dlaczego jeden z prerafaelitów urządził swoim tubkom farb pogrzeb w przydomowym ogródku? Co było na tyle drogocenne, by pokrywać je mieszaniną białka jaj i… woskowiny z ludzkich uszu? Jaki kolor określano jako „pchle plecki”, jak dużo zgniłych ślimaków potrzeba, by uzyskać gram purpury tyryjskiej i do wytwarzania barwnika jakiego koloru używano ludzkiego moczu (podpowiedź: nie, nie był to żaden z żółcieni)?

Fascynująca i fenomenalnie zilustrowana podróż przez historię świata utrwalanego. Od prehistorycznych jaskiń, przez mundury najgroźniejszych armii, suknie Najświętszej Panienki zerkającej z płócien mistrzów, aż po strojne suknie elegantek i barwne tapety modnych mieszkań. Poznacie symbolikę barw, krwawe sekrety historii, kolory tak piękne, że popychające ku zbrodni i tak trujące, że służące za środek owadobójczy. I poznacie też odcień piątku.

Jestem wielką fanką encyklopedii i niejedną już miałam w dłoniach, ale ta jest wyjątkowa. Może to już taka moja słabość, ale dosłownie nie mogłam się oderwać, a kilka informacji naprawdę mnie zaskoczyło. Ta książka to jedna wielka ciekawostka i z całego serca polecam ją każdemu, bo nie ma najmniejszego sensu stawiać tu górnej granicy wieku. Bierzcie i czytajcie, świetna jest!

Clive Gifford, Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Lukrecja” Anne Goscinny

Nigdy nie sądziłam, że takie słowa kiedykolwiek przejdą mi przez usta (czy przez klawiaturę), ale stało się, nie sposób już dłużej wypierać tego faktu: polubiłam Lukrecję! Całe szczęście, że tą przez duże „L”.

Kiedy dziecko znanego pisarza decyduje się iść w ślady ojca, nie sposób nie podejść do książki zarówno z wielkimi nadziejami, jak i z równie dużymi obawami. Wychowałam się na wszystkich przygodach Mikołajka (po dziś dzień uważam się za damskie wcielenie Alcesta) i chociaż, wiem, że obecnie uznaje się je za nie do końca edukacyjne, to na pewno podsunę je niedługo Majce, a i sama przeczytałabym więcej. Na szczęście Anne Goscinny spisała się świetnie – nie próbuje naśladować stylu ojca, a świat jej bohaterki zdecydowanie bardziej przystaje do współczesności. Bez obaw – nikt tu już nie rozwiązuje problemów „dawaniem fangi w nos”.

Lukrecja ma 12 lat, chodzi do szóstej klasy, więc nareszcie jest dorosła i ma fantastycznie zakręconą patchworkową rodzinę. Jej mama jest adwokatem, więc bywa w więzieniu tak często, że czasami można się zastanowić kto tak naprawdę ma tu kłopoty. Tata jest artystą i chyba nigdy nie nauczy się porządnie w dorosłość. Ojczym uwielbia odrabiać jej prace domową z matematyki, ale niestety nie wychodzi mu to tak dobrze, jak gotowanie obiadów. Młodszy brat ma obsesję na punkcie gier wideo, szkieletorów i zombie, a babcia imprezowiczka uczy ją ważnych życiowych umiejętności, jak na przykład gra w karty. Zamiast wymarzonego psa nasza bohaterka dostała żółwia o wdzięcznym imieniu Madonna. Poza zółwiczką przyjaźni się też z trzema Linami, w przyszłości chce zostać pisarką, jej nowy wychowawca jest lumberseksualny i wygrała wybory do szkolnego samorządu będąc jedną z dwóch nie kandydujących osób. A to tylko niektóre z jej przygód!

Anne Gosciny, Lukrecja, Kraków: Wydawnictwo Znak Emotikon, 2019, 216 s.

Pełne humoru książki o życiu Lukrecji są tak francuskie, że to aż urocze, spodziewajcie się w nich sporo wina i otwartego spojrzenia na świat. W drugiej części nasza bohaterka wybierze się między innymi na homoseksualny ślub wujków, przyjęcie zaręczynowe swojej szalonej babci, koncert przyjaciółki-akordeonistki i z wizytą do drugiej babci, która cierpi na Alzheimera. Wejdzie też w „trudny wiek”, w tajemnicy przed mamą przekłuje uszy i będzie świętować swój pierwszy pisarski sukces.

Tylko wbrew temu, co napisano na okładce, nie jest wcale siostrą Mikołajka, a jego kuzynką. A właściwie kuzynką pierwowzoru tego słynnego łobuziaka.

Anne Gosciny, Lukrecja stawia na swoim, Kraków: Wydawnictwo Znak Emotikon, 2020,
216 s.

Scarlett, najbardziej zakręcona babcia Lukrecji uwielbia przysłowia (oczywiście poza pokerem, winem i imprezami). W trzecim tomie dowiemy się bardzo dobrze, czym jest słomiany zapał i co to znaczy „podłożyć komuś królika” (francuskie „poser un lapin à qn” jest w tym przypadku nieprzetłumaczalne – u nas to „wystawić kogoś do wiatru” i niestety nie pasowałoby do elementu fabuły, jakim jest ukochany królik Wiktora, Rondel). Bohaterka wyruszy na swoją pierwszą klasową wycieczkę do gospodarstwa agroturystycznego, przekona się na własnej skórze jak bardzo wymagający jest zawód adwokata oraz czy chciałaby w przyszłości pełnić tak odpowiedzialną funkcję, jak prezydent.  I czy chciałaby grać w piłkę, czy być żoną piłkarza.  Jeden z bohaterów będzie miał szansę zagrać w najprawdziwszym filmie, a spisane w ramach urodzinowego prezentu dla taty wspomnienia mają szansę stać się pewnego dnia pierwszą książką Lukrecji.

Jak zawsze pełna humoru, szalenie pozytywna i chwytająca za serce. Lukrecja ma chyba najfajniejszą rodzinę na świecie. Za raz po mojej własnej!

Anne Gosciny, Lukrecja na pierwszym planie, Kraków: Wydawnictwo Znak Emotikon, 2020, 204 s.

To bardzo podstępne kończyć każdy tom jednym lub dwoma rozdziałami kolejnego, żeby zaostrzyć czytelnikowi apetyt. Bardzo skutecznie, bo już nie mogę się doczekać. Na pewno w swoim czasie podsunę ta serię Majce, bo jest świetna do samodzielnego czytania – z dużą czcionką, przetykana ilustracjami i podzielona na niedługie rozdziały, z których każdy stanowi odrębną przygodę. Bardzo aktualna i sympatyczna porusza tematy ważne i ważkie, ale jak najbardziej istotne dla babskiej części „młodszej młodzieży”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Emotikon. 

Grajki Majki: Pluszowe zwierzaki, National Geographic

Jakiś czas temu pokazywałam Wam mojego pluszowego leniwca (tak tak, mojego, nie oddałam go dziecku!), który kradnie serca beznamiętnym wyrazem pyszczka i niebiańską puchatością futerka. I tak jak wtedy przewidziałam, jedno pluszowe zwierzątko to już zaczątek stada. Ani się obejrzałam, a rozmnożył się do aż czterech sztuk. I to różnych gatunków!

Ulubienica Majki – foka (a właściwie Weddelka Antarktyczna) – sypia pod wodą i potrafi wynurzać się, by zaczerpnąć oddech, przez sen. Nasz egzemplarz nazywa się Wallie Snow i śpi w łóżku. Na poduszce z Elsą, więc na pewno ma wystarczająco zimno!

Nie potrafiłam odmówić sobie lwa, chociaż Figiel nie jest z tego faktu ani trochę zadowolony (dotychczas tylko on miał grzywę w tym domu!). Myślę jednak, że w końcu się dogadają. W końcu lwy afrykańskie to jedyne dzikie koty, które żyją w stadach.

Dziobak na zdjęciach wychodzi dość groźnie, a ma niesamowicie gładką i miła w dotyku sierść, więc nie sposób go nie miętosić. I spójrzcie tylko na te łapki! Dotychczas myślałam, że dziobaki są całkiem spore, a tu okazuje się, że mierzą mniej więcej 40 cm i ważą około 1,4 kg, czyli właściwie maskotka oddaje realne wymiary zwierzęcia. To w porównaniu z moim prawie pięciokilogramowym Vincentym prawdziwe maleństwo!

Starannie wykonane, szczegółowe, mięciutkie zabawki są naprawdę realistyczne i całkiem podobne do swoich pierwowzorów na fotografiach. Wszystkie mają głęboko w środku jakiś rodzaj ziarna (właściwie trzeba być trochę księżniczką Pirlipatką, żeby odnotować ten fakt), dzięki czemu stabilnie siedzą i nie przewracają się na boki. Leniwiec na przykład na dobre już zadomowił się na oparciu mojego fotela i ani razu jeszcze nie spadł mi na głowę. Do każdego z nich dołączono ulotkę z kilkoma ciekawostkami na temat zwierzęcia, zdjęciami i informacjami na temat innych zwierząt mieszkających w danym klimacie (a w przypadku lwa – innych dużych kociaków). To trochę podstęp, bo jak już tulisz się do swojego dziobaka i czytasz o innych mieszkańcach Australii, to nagle masz ochotę drugą ręką poprzytulać koalę, trzecią kangura, a do tego owinąć się pytonem, a Majka coś przebąkuje o niedźwiedziu i zającu do swojej strefy polarnej. I tak właśnie powstaje pluszowe stado! I gniazdo Pluszakowej Matki…

Foka, Lew, Dziobak
National Geographic

Te i inne pluszaki od National Geographic możecie znaleźć TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Bajki Majki: „Dom na kurzych łapach” Sophie Anderson

Mam ostatnio wyjątkowe szczęście do współczesnych baśni. Najpierw „Lodowy smok”, a teraz kolejna poruszająca historia. Może nawet piękniejsza, bo bardziej rozbudowana i porusza więcej problemów istotnych dla małego czytelnika.

„(…) nie liczy się to, jak długie jest życie, tylko jak jest dobre; chyba to samo stosuje się do przyjaźni. Nie wiem, ile czasu będę mogła spędzić z Benjaminem, ale docenię każdą sekundę. (…) Nikt nie jest niczyją własnością, nie da się go zatrzymać na zawsze. Nic nie trwa wiecznie.”

Czytałam tą książkę i zaczęłam pisać recenzję akurat w najbardziej słoneczne, najładniejsze dni tej zimy-niezimy. I w związku z tym w pierwszej chwili pomyślałam, że nie najlepiej trafiłam z klimatem, bo tematyka śmierci i przemijania, palenie świeczek w czaszkach, przeprowadzanie zmarłych na „drugą stronę” i tęsknota za bliskimi, którzy odeszli przedwcześnie jest raczej kojarzone z jesienną pluchą, okolicami Halloween i Święta Zmarłych. Ale czy śmierć przychodzi tylko jesienią? Czy nie można przeżywać żałoby wiosną, a największe tragedie nie wydarzają się na rajskich plażach nad oceanem?

Za piękną i klimatyczną okładką kryje się piękna i klimatyczna powieść. Marinka ma dwanaście lat, mieszka w domu, który potrafi chodzić i zabiera ją w przeróżne zakątki świata, a do tego można się z nim bawić!, ma oswojonego kruka i Babę Jagę – Strażniczkę Bramy dzielącej świat żywych i umarłych za babcię. Każdego dnia buduje ogrodzenie z kości, a każdego wieczora przygotowuje biesiadę dla zagubionych dusz, by dodać im sił na ostatnią podróż – podróż ku gwiazdom. I jedyne o czym marzy, to wieść normalne, nudne życie wśród rówieśników. Najlepiej żywych, jeśli można prosić.

Czasami potrzeba tragicznego wydarzenia, by docenić to, co się ma. A czasami trzeba z kimś szczerze porozmawiać, by móc poczynić jakieś zmiany.

Baśniowa opowieść pełna mądrości uniwersalnych – przeczytamy tu o samotności, niedopasowaniu, poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, przeznaczeniu, przeżywaniu żałoby i mozolnym radzeniu sobie ze stratą, dorastaniu, odpowiedzialności, dążeniu do szczęścia, podejmowaniu własnych wyborów i mierzeniu się z ich konsekwencjami, bezwarunkowej miłości i trosce o tych, których kochamy. O przywiązaniu do tradycji i o jej zmienianiu. O doświadczaniu życia, bo to w końcu nasze doświadczenia są tym, co nas kształtuje. Zarówno te dobre, jak i te złe.

Malownicza, bardzo klimatyczna, baśniowa i erudycyjna historia oparta na słowiańskim folklorze i opowieściach naszego dzieciństwa. Momentami trochę strasznych, ale fascynujących i niosących ze sobą sporo mądrości.

Sophie Anderson, Dom na kurzych łapach, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2020, 325 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

Grajki Majki: Laleczki „Szepnij i rozświetl”, Kraina Lodu II

Spójrzcie tylko jakie urocze maleńkie laleczki Majka znajduje co poniedziałek w tegorocznym kalendarzu adwentowym. W końcu zawsze przyda się troszkę światła na początek nowego zimowego tygodnia.

Szał na Krainę Lodu nie zmniejsza się u mojej przedszkolaczki ani odrobinę, szczególnie, że niedawna premiera drugiej części na nowo nakręca nastroje, a Elsa wyskakuje mi ostatnio nawet z lodówki. Wśród morza zabawek i gadżetów jest niestety mnóstwo brzydkiej tandety, bo Disney ostatnio coraz taniej się sprzedaje. Nie jest więc łatwo wyszukać coś wartościowego. To strasznie smutne, ale wśród frozenowych lalek „typu Barbie”, które wypełniają ostatnio sklepowe półki, nie znalazłam ani jednej propozycji, która jakością wykonania choć odrobinę przypominałaby zabawkową Annę i Elsę, które prawie rok temu Małż przywiózł Majce ze Stanów.

Jestem więc bardzo pozytywnie zaskoczona zarówno jakością, jak i pomysłem na ten niewielki gadżet. Każda z trzech niewielkich plastikowych figurek z zestawu mieści mi się w dłoni (mają ok. 7 cm), a mojemu dziecku do elsowej torebeczki. Są lekkie i jak na razie całkiem odporne na upadki, a ich magia polega na… dmuchaniu. Kiedy delikatnie dmuchniemy w czujnik na główce laleczki (na przykład zdradzając jej szeptem jakiś mały sekret) jej sukienka (w przypadku dziewczyn) lub brzuszek (w przypadku Olafa) rozświetla niewielka lampka sprawiając, że sukienki księżniczek nabierają koloru. Przy ponownym dmuchnięciu kolor się zmienia: niebieski, czerwony, zielony, żółty, czy biały – jaką kreację wybierze Elsa na dzisiejszy bal? A Anna? Nawet bałwanek może się do nich dopasować.

Jako mama najbardziej cieszę się ze starannego wykonania. Laleczki są stosunkowo niedrogie, jak na sygnowane logiem Disneya i twarzą najpopularniejszej królowej ostatnich lat, a mimo to nic nie odstaje, nie haczy, nie drapie, nie ma żadnych szpar i wyszczerbień – o co w przypadku plastikowych zabawek przecież nie trudno (pisałam o tym między innymi w recenzji zestawu biżuterii). Bez stresu można dać je w delikatne dłonie dziecka. Choć kolory lampki są intensywne, samo światło jest przyjemnie przytłumione, nie będzie drażnić oczu malucha. I co przyjęłam z niewysłowioną ulgą – nie mruga dyskotekowo, co drażni prawie tak mocno, jak zbyt głośne zabawki grające.

Ja akurat rozdzieliłam radość z tej zabawki na trzy tygodnie – a ta jest wielka po każdej odnalezionej figurce  – ale są również mniejsze zestawy: pojedyncze postacie (aż 10 różnych rodzajów!), laleczki w świetlistych komnatach, które można połączyć w lodowy zamek gdy uzbiera się wszystkie cztery, czy w parach. Można je kolekcjonować, ale Maja jeszcze na szczęście nie ma na duszy chomiczka i do świetnej zabawy wystarczają jej Anna z Elsą – szczególnie, że mieszczą się do jej domku dla lalek i do kieszeni kurteczki. W poniedziałek znajdzie w torebeczce kalendarza Olafa, ciekawe jak sobie poradzi, skoro zazwyczaj ma tylko dwie kieszenie…

Jeśli szukacie drobnego podarunku dla małej elsomaniaczki (na przykład jako dodatek do książeczki, albo biletów do kina), to będzie to strzał w 10! Jeśli szukacie większego, to też nie ma problemu, zawsze można wybrać zestaw trzech figurek.

Frozen II laleczki „Szepnij & rozświetl”, 3 szt.
Firma: Giochi Preziosi
Sugerowany wiek: 3+

Dla spóźnialskich szukających prezentu stacjonarnie – podwójne zestawy widziałam niedawno w Biedronce. Trójpak, Lodowe Komnaty i pojedyncze sztuki możecie znaleźć jak zawsze TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Bajki Majki: „Hulajnogą przez Smoczą Wyspę” Dominik Wieczorkiewicz

Całe dzieciństwo spędziłam z nosem w książkach opisujących przetrwanie na bezludnych wyspach, odkrywanie nieznanych lądów i (nie zawsze zamierzony) pęd ku tropikalnej przygodzie. Z tym, że w za moich czasów (ależ poczułam się staro!) oznaczało to „Przygody Robinsona Cruzoe”, kolejne części podróży Tomka Wilmowskiego i książki Juliusza Verne’a. A dzisiaj bez problemu możemy znaleźć książki dla dzieci napisane przez dzieci opisujące przygody owych dzieci na wszystkich krańcach świata, czego najlepszym przykładem jest Nela Mała Reporterka. Co prawda autor trzymanej przeze mnie pozycji należy już do tych starszych (jest starszy nawet ode mnie!) ale to niewielkie pocieszenie. Szczególnie, że wspomniane wyżej krańce świata eksploruje na… hulajnodze.

Nie rozsmakowałam się dotychczas w literaturze podróżniczej, ale nie ma na mnie lepszego wabika niż smoki. A jeśli ktoś opisuje miejsce, gdzie można smoki spotkać, to będę o tym czytać bardzo!

Super, że choć autor odwiedza miejsce chyba najegzotyczniejsze z egzotycznych, to jednak jego korzenie tkwią w Polsce – to tu zaczyna i kończy swą podróż. Co prawda praca leśnika i edukatora ma w sobie co nieco z niezwykłości, ale jednak przygoda zaczyna się zupełnie prozaicznie – od podreperowania hulajnogi i hamaka, przekonania żony do szalonego pomysłu, spakowania pluszowego misia i zrobienia kawy do termosu.

Choć opisana lekkim i przyjemnym językiem podróż pełna jest zabawnych sytuacji, zapierających dech w piersiach widoków, legend pobudzających wyobraźnię, zdumiewającej fauny i flory (szczególnie flory!) i egzotycznych smaków, to nie brakuje w niej również całkiem poważnych tematów. Wyspa pod arabskim panowaniem nie należy do bezpiecznych miejsc, a odwiedzenie jej graniczy z cudem – nie latają tam żadne samoloty ani nie pływają statki pasażerskie. Nie zabraknie więc opowieści o zupełnie prawdziwych i przy tym mało romantycznych piratach porywających białych ludzi dla okupu, handlu ludźmi, wojnie ani biedzie, z którymi podróżnik spotkał się „oko w oko” podczas swojej przygody.

Bardzo podoba mi się pomysł graficzny na tą książkę (a właściwie rozkręcającą się serię) – każda strona jest pełna kolorów, zdjęcia przeplatają się z ilustracjami i komiksowymi rysunkami i nigdy nie wiadomo, co czeka na następnej stronie. Czyli tak samo jak w trakcie zwariowanej podróży! Jest też przy tym bardzo dobrze zakomponowana. Pomijając fakt, że jak każde poprawne wypracowanie, ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie, to jest przejrzyście podzielona na niedługie rozdziały, opatrzona notatkami na temat odwiedzanych miejsc, a także uzupełniona ciekawym (nie tylko) dla młodego czytelnika opisem samej Sokotry, czyli tytułowej Smoczej Wyspy.

„Hulajnogą przez Smoczą Wyspę” to druga książka autora i chociaż znajomość pierwszej części nie jest potrzebna, by rozeznać się w fabule, to jak zawsze polecam zacząć od początku. Szczególnie, że dwie tak ciekawie wydane książki to jeszcze lepszy pochoinkowy prezent, niż jedna!

Dominik Wieczorkiewicz, Hulajnogą przez Smoczą Wyspę, Kraków: Wydawnictwo Skrzat, 2019, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Skrzat.

Bajki Majki: „Idą święta!” czyli najpiękniejsze książeczki dla dzieci o zimie i świętach cz. III

Co nowego odkryliśmy w tym sezonie i co będziemy wspólnie odkrywać przez cały grudzień? Zobaczcie sami!

„Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Monika Utnik-Strugała – najlepszy wybór na książkę wprowadzającą w świąteczny klimat. Ta pięknie wydana encyklopedia bożonarodzeniowych tradycji gwarantuje nam wycieczkę śladami świątecznych obchodów po caluteńkim świecie. Bogato ilustrowany zbiór zwyczajów porusza aż 37 tematów – od dekoracji, przez skrzaty i inne stworzenia, świąteczną loterię, wyszukane potrawy, aż po przesądy i odwieczny spór o to, kto właściwie przynosi dzieciom prezenty. I kiedy.

Komu Mikołaj podrzuca prezenty już 11 listopada? I w dodatku przybywa do nich… parostatkiem? Czy wszyscy wierzą, że św. Mikołaj mieszka we Laponii? A może wręcz przeciwnie – w słonecznej Hiszpanii? Kto ciągnie sanie świętego na szwedzkich pocztówkach? Dlaczego drzewa iglaste uważane były za magiczne, czym była podłaźniczka i kto wieszał choinkę pod sufitem – do góry nogami? W jakim kraju można zobaczyć pływającą choinkę? W jakim regionie, podczas adwentu, sadza się przy stole drewniany pieniek w czapeczce i karmi się go słodyczami? (Nie potrafię nie zdradzić Wam, że 24 grudnia pieniek wydala słodycze pod choinką). Kto w bożonarodzeniowej szopce umieszcza figurkę mężczyzny… robiącego kupę i dlaczego?! A może jesteście ciekawi w jakim kraju na święta przygotowuje się rzeźby z rzodkiewek? Albo w jakim kraju i dzieci i dorośli na pasterkę jadą na wrotkach? A to tylko niektóre z ciekawostek, wyciągnięte z tej kopalni świątecznej wiedzy na chybił trafił. Moim zdaniem pozycja obowiązkowa, będziecie się świetnie bawić całą rodziną!

Monika Utnik-Strugała, Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 128 s.

Co roku wydawnictwo Zakamarki wydaje „książkowy kalendarz adwentowy” – okołoświąteczną historię podzieloną na 24 rozdziały, po jednym na każdy dzień oczekiwania na Boże Narodzenie. Tegoroczna książka nosi tytuł „Grudniowy gość” i z pewnością nie jest typową historią o Mikołajach, elfach i tradycjach, choć akcja dzieje się tuż przed świętami i przygotowania do świętowania pełnią w nich pewną rolę. Świat Marty ulega sporym zmianom, gdy jej rodzina decyduje się przyjąć pod swój dach kuzyna uciekającego z ich rodzinnego kraju przed wojną. Tak duża zmiana w życiu musi budzić emocje – od zazdrości, przez poczucie niesprawiedliwości (w końcu dziewczynka musi oddać nieznajomemu swój pokój!), niepewność i współczucie. Nie spodziewa się jednak, że wkrótce połączy ich pewna niezwykła tajemnica…

Nieco mroczna, ale jednocześnie pełna nadziei i rodzinnego ciepła opowieść o oczekiwaniu. Bardzo magiczna, mocno niesamowita i momentami trochę smutna, ale z prawdziwie świątecznym zakończeniem. Nic więcej Wam nie powiem – sprawdźcie sami!

Siri Spont, Alexander Jansson, Grudniowy gość, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 99 s.

„Narodzenie Jezusa” to jeden z dziesięciu rozdziałów „Historii Biblijnych” opowiedzianych przez Barbarę Supeł i to on posłuży nam w tym roku za podstawę i żródło odpowiedzi na niekończące się pytania ciekawskiej prawie czterolatki. Opowieść zaczyna się od Zwiastowania, kończy zaś na Pokłonie Trzech Króli. Przedstawiona zostałą prostymi słowami i wzbogacona w wiele codziennych, rodzinnych szczegółów ocieplających surową biblijną narrację i czyniących ją bardziej zrozumiałą dla młodego odbiorcy.

Barbara Supeł, Narodzenie Jezusa [w:] „Historie Biblijne”, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019 s. 59-73.

W zeszłym roku Majeczka znalazła pod choinką mówiące pióro Albik, wraz z pierwszym elementarzem. I choć trudno w to uwierzyć, ta jedna książeczka służyła nam przez cały rok – nie codziennie, ale z całkiem sporą częstotliwością – niejeden obiad dzięki niej udało mi się ugotować i niejedną kawę wypić. Rozglądając się za kolejnym tytułem spod szyldu Albika znalazłam fenomenalną Interaktywną szopkę 3D. To właściwie nie jest książka w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale długopis ją „czyta”, więc wszystko się zgadza. To jednokartkowa rozkładanka typu pop-up. Po dotknięciu priórem danej postaci lub sceny, Albik opowiada o zdarzeniach z Betlejem, polskich tradycjach i biblijnych symbolach. Dziecko ma również możliwość posłuchania kolęd i utrwalenia wiedzy dzięki grom i quizom. Nie mogę się doczekać, aż Maja znajdzie ją w kalendarzu adwentowym!

Eva Nejedlová, Czytaj z Albikiem. Betlejem. Interaktywna szopka 3D, Kraków: Albi Polska Sp. z.o.o, 2018, 2 s.

„Bardzo mały aniołek” Stephanie Jeffs przyciągnął moją uwagę wyjątkowymi ilustracjami, chociaż drażniło mnie trochę, że przedstawione anioły są tak strasznie babskie. Ale nie oceniam, skoro lubią sukienki, niech noszą!

 Pewien mały aniołek ciężko pracuje każdego dnia, by przypodobać się Bogu – pucuje anielskie instrumenty muzyczne, dokładnie ściera kurze i marzy o tym, by wreszcie dorosnąć i zająć się poważnymi sprawami. Dlatego jest bardzo rozczarowany, gdy to nie jemu przypada w udziale zaniesienie Marii dobrej nowiny. Prawdę powiedziawszy nie bardzo rozumie, dlaczego wiadomość o narodzinach małego Jezuska zmieni świat. Na szczęście znajdzie się ktoś, kto wszystko cierpliwie mu wytłumaczy, a Bóg ma wyjątkowe zadanie dla każdego, nawet najmniejszego z aniołów.

Staphanie Jeffs, Maria Cristina lo Cascio, Bardzo mały aniołek, Sandomierz: Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, 2008, 30 s.

~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

 „Małe Licho i anioł z kamienia” Marty Kisiel prosto, zabawnie i z olbrzymią dawką niesamowitości otworzy Wam oczy na prawdziwy sens Bożego Narodzenia. Z ugniataniem ciasta na pierniczki (które objawią się w kształcie pand, nietoperzy i jednorożców) mackami, pflompaniem i dużą dawką serniczka.  Bo świętować może każdy – niezależnie od tego, czy się chodzi na religię, czy nie, niezależnie nawet od kształtu, czy stanu skupienia. I to świętować jak się chce! Trzy strony, a więcej tu mądrości, niż na niejednym kazaniu.

A poza tym, jak zawsze u Dożywotników, naprawdę przegenialna historia.

„Różnie się to nazywało, ale zawsze chodziło o to samo. O najdłuższą noc i najkrótszy dzień roku, o ciemność i światłość, symboliczną śmierć i odrodzenie słońca. I właśnie to świętowano (…). Radość, nadzieję. Nowe życie, które miało wkrótce nadejść wraz z wiosną.”

Marta Kisiel, Małe Licho i anioł z kamienia, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2019,  304 s.

„Wieczór gwiazdkowy na placu budowy” Sherri Duskey Rinker i Ag Ford to kontynuacja uwielbianego przez dzieci „Snów kolorowych placu budowy. Bo skoro jesteśmy już przy tym, że święta może obchodzić każdy, to przecież maszyny budowlane również!

Jak to przed świętami zwykle bywa, wszyscy mają pełne ręce (i łopaty?) roboty. Trzeba zakończyć budowę domu przed świętowaniem! Każda z maszyn daje z siebie wszystko, by zdążyć wykonać swoje zadania. I na każdą czka upominek, gdy tylko wigilijna noc dobiegnie końca. O jakich prezentach marzą koparka, wywrotka, spychacz, dźwig, czy betoniarka? Przekonajcie się sami! I przy okazji wyciszcie się przed pójściem do łóżka, bo plac budowy nie traci wcale swojej funkcji tulenia maluszków do snu. Nawet w ten wyjątkowy, świąteczny wieczór.

Wesoła, rymowana i zaskakująca, a jednocześnie bardzo spokojna opowiastka, która skradnie serce każdego dziecka zakochanego w autach i pojazdach do zadań specjalnych.

Sherri Duskey Rinker, Wieczór gwiazdkowy na placu budowy, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

„Ekspres Polarny” Chrisa Van Allsburga to historia, którą znam głównie z ekranizacji z Tomem Hanksem, miałam 12 lat, kiedy ta weszła do kin. Historia nie tak popularna, jak Kevin, ale bez której trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie. W tym roku doczekaliśmy się tak wyczekiwanego dodruku, dzięki któremu wreszcie miałam szansę poznać wersję pisaną. A już za kilka dni pozna ją i Majka.

Dorastanie nie zawsze jest przyjemne. A nie jest przyjemne ani trochę, gdy wiąże się z utrata wiary w Świętego Mikołaja. Jednak kiedy pod twoim oknem pojawia się pociąg oferujący niezapomnianą podróż wprost na odległy biegun północy – wprost do wioski pełnej elfów szykujących prezenty – czy można jeszcze mieć jakiekolwiek wątpliwości?

Mocno mi się wydaje, że nigdy wcześniej nie widziałam książkowej wersji „Ekspresu”, a jednak czytając tą krótką opowieść i sycąc oczy ilustracjami poczułam się, jakbym wróciła do domu.

Chris Van Allsburg, Ekspres Polarny, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2019, 34 s.

„Elfy na ratunek” Barbary Supeł zasługują na miano najzabawniejszej świątecznej historii w tym roku. Prosta rymowanka wprowadza małego czytelnika w zgiełk elfich przygotowań prosto z bieguna północnego. Kiedy pomocnicy Świętego Mikołaja przygotowali już odpowiednie prezenty dla dzieci i spakowały sanie okazało się, że… renifery zmogło przeziębienie. I co teraz? Jak Mikołaj dotrze do wyczekujących jego wizyty maluchów? Rezolutne elfy prześcigają się w pomysłach, czy uda im się uratować Święta?

Barbara Supeł, Elfy na ratunek, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 32 s.

Jednak czy w magii Świąt chodzi wyłącznie o prezenty? Oczywiście, że nie! „Pomocnicy Mikołaja” przypomną najmłodszym, że najważniejsza jest pomoc innym, a przyjaźń i dobre chęci mogą zdziałać równie wiele, co czary. W wyniku zamieci rodzina Niedźwiedzi została zupełnie odcięta od lasu. Święty Mikołaj mobilizuje leśnych mieszkańców do pomocy i wraz z dzielnymi zwierzętami przynoszą Niedźwiadkom w prezencie… święta. Czy wiecie, jak je przygotować? Jeśli nie, ta książeczka z pewnością Wam pomoże!

Sympatyczne ilustracje picturebooka bez problemu wprowadzą w bożonarodzeniowy klimat, zwierzęcych bohaterów nie sposób polubić, a niewielkie ilości tekstu uzupełniają rysowaną historię. Mała ściąga z przedświątecznej krzątaniny i drobna lekcja życzliwości w jednym.

Barry Timms, Ag Jatkowska, Pomocnicy Mikołaja, Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 32 s

„Celestynka. Gwiazda na nocnym niebie”
Tworząc tego przepięknego picturebooka wydanego tak, by formą przypominał pudełko zapałek, Gaëlle Callac i Marie Desbons dodały nowego blasku jednej z najpiękniejszych, ale i najsmutniejszych zimowych opowieści. Bo „Dziewczynka z zapałkami”, w przeciwieństwie na przykład do „Małej syrenki”, jest jedną z tych baśni Andersena, które nie doczekały się disneyowskiej adaptacji wraz ze szczęśliwym zakończeniem. I teraz też bieg tej opowieści nie zostanie zmieniony, mały jej fragment zostanie jednak opowiedziane zupełnie z innej perspektywy.

Celestynka jest jedną z wielu zapałek w pudełku. Czekając na moment, w którzy nadejdzie jej czas i ktoś w końcu po nią sięgnie, marzy o wielkich czynach i pragnie, by jej blask odmienił czyjeś życie. Chciałaby stać się prawdziwą gwiazdą. Tak też się dzieje, gdy sięga po nią Dziewczynka z Zapałkami z andersenowskiej opowieści. Dając Dziewczynce odrobinę ciepła, zapałka trafia do jej marzenia i przy okazji spełnia swoje, choć przyda jej to nieco innej sławy, niż ta, o której marzyła. Jej sława trwa tylko krótki moment, ale ta ulotna chwila będzie dla kogoś najważniejsza na świecie – chwila ciepła, radości, nadziei i pocieszenia.

Wzruszająca.

Gaëlle Callac i Marie Desbons, Celestynka. Gwiazda na nocnym niebie, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2018, 28 s.

Szukając wzruszeń, magii, świątecznego pojednania i zimowej zarazy krzyżującej bohaterom plany, koniecznie sięgnijcie po pozycję dla nieco już starszych przedszkolaków – „Wróżki ratują Święta” to trzy opowiadania, które z pewnością chwycą za serce i dużych i małych.

Epidemia lodowej anginy postawiła Święta pod znakiem zapytania. Czy radość dzieci będzie ważniejsza, niż niesnaski między zimową krainą, a wiosennymi wróżkami? Kto pomoże spakować prezenty, zebrać listy i upiec pierniczki, gdy wszystkie elfy kichają i prychają?

Czy świąteczne cuda muszą być związane z elfami, wróżkami i zaprzęgami reniferów? A może czasami to tylko zbieg okoliczności, który, z odrobiną świątecznej pomocy potrafi odmienić czyjeś życie? Bartek, który znalazł pod choinką najprawdziwszych rodziców na pewno coś o tym wie!

I czy życie wypełnione zabawą aby na pewno jest spełnieniem marzeń?

Trzy piękne lekcje o miłości, pomocy innym, poszanowaniu różnic i docenianiu tego, co się ma w najpiękniejszej oprawie graficznej niezastąpionej Agnieszki Filipowskiej. Pełne wiary w magię i siłę wyobraźni.

Kasia Keller i Maciej Keller, Wróżki ratują Święta, Kraków: Wydawnictwo Skrzat, 2019, 64 s.

Nie da się ukryć, że moje dziecko, poza książkami ogląda też bajki. Nie często, ale zimą i jesienią zdecydowanie częściej, niż latem. A czy można odmawiać dzieciom animacji, do których sami mamy sentyment? Kiedy więc wypatrzyłyśmy w bibliotece „Gwiazdkę Misia Uszatka” – zbiór bajek według opowiadań Czesława Janczarskiego, nie zastanawiałyśmy się ani chwili. Na płycie znajduje się pięć zimowo-świątecznych odcinków – o ubieraniu choinki, lepieniu bałwanów, mrozie, saneczkowaniu, szykowaniu zapasów na zimę i wszechobecnym śniegu. Do płyty dołączono również książeczkę z króciutkimi uszatkowymi czytankami o podobnej tematyce, choć nie tej samej treści, dzięki czemu moja córka poznaje tego samego bohatera na dwa sposoby – i jako bajkę i jako postać literacką. A wszystko to w mroźnym, zimowym klimacie nadchodących Świąt.

Czesław Janczarski, Gwiazdka Misia Uszatka + CD, Warszawa: Wydawnictwo Bauer Sp. z.o.o, 2006, 19 s.

~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

A Wy? Jakie świąteczne skarby wyszukaliście w bibliotekach i księgarniach w tym roku?

Wpis powstał w ramach świątecznej edycji akcji #KochaniePrzezCzytanie organizowanej przez niezastąpioną Magdę z Save the Magic Moments.

75250897_2566631203572594_6071593566101045248_o

Bajki Majki: PATRONAT „Bajkowe lulanki” Agnieszka Tyszka

Witajcie w tętniącym życiem leśnym poszyciu. Poznacie tu mnóstwo drobnych stworzonek, między innymi pomocną Wróżkę Lukrecję, opiekuńczą Szarą Ćmę, zagubione Elfiątko o niezaspokojonym apetycie na ciasteczka i jego cierpliwą mamę, odważną Biedronkę, porządnego Owadka, oczytanego Żuka… ach, to prawdziwa plejada osobliwych osobowości. Dzięki dziesięciu opowiadaniom, na które składa się ta książeczka poznamy ich niezwykłe przygody, przyjrzymy się łączącym ich relacjom i rodzącym się więziom. Można czytać po jednej historii każdego wieczora, albo połknąć całość w kilku kęsach. Dla starszych i dla młodszych, dla tych, co wierzą w elfy i dla kochających zapach lasu.

To bajki przede wszystkim o sile przyjaźni i nieocenionej wartości, jaką ma niesienie pomocy innym. I to nie ważne, czy tych innych lubimy, czy za nimi nie przepadamy, czy to nasi znajomi, czy widzimy ich po raz pierwszy w życiu. Jakby tego przesłania było mało, znajdziemy tu również co nieco na temat szkód, jakie wyrządzić może brak szacunku dla środowiska i poznamy największą życiową mądrość. Przeczytamy również kilka słów o pewności siebie, docenianiu tego, co się ma i szacunku dla drugiego stworzonka.

Wyjątkowego klimatu romantycznej niesamowitości, która tak mnie urzekła, dodają książce pełne księżycowego blasku ilustracje Aleksandry Kucharskiej-Cybuch. Zielone lico złośliwej czarownicy, włochate nóżki ćmy, ostre nosy i podbródki niebieskoskórych elfów i groźna pajęczyca to tylko niektóre z przykładów, które mogą wzbudzić na plecach dreszczyk. Dreszczyk niepokoju, ale i fascynacji. W końcu to, co czai się w mroku jest nader wręcz ciekawe, choć poznanie tych tajemnic wymaga odwagi. Zdecydowanie warto się na to zdobyć, bo mieszkańcy lasu są nader sympatyczni!

P.S. Sugerowany wiek odbiorcy to 6+, ale moim zdaniem spokojnie można już czytać z czterolatkiem. Szczególnie, że opowiadania są różnej długości – już od kilku bogato przetykanych ilustracjami stron.

Agnieszka Tyszka, Bajkowe lulanki, Łódź: Wydawnictwo Akapit Press, 2019, 96s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Akapit Press.