Czas na czytanie: „Mechaniczna księżniczka” Cassanda Clare

Zdecydowanie najlepsza część serii, kocham to zakończenie.

„Tworzyli we trójkę niezrozumiały węzeł, ale jedno było pewne: łączyła ich miłość”.

To powszechnie znany fakt, że nieszczęścia chodzą stadami, a jak się wali, to po całości. Nocnym Łowcom z Instytutu Londyńskiego będzie dane tylko kilka miesięcy względnego spokoju i oddechu, a wszystko to zaledwie cisza przed wielką burzą. Mimo obronienia prawa do kierowania instytutem, Chcarlotte traci wsparcie konsula, który zaczyna kopać pod nią dołki i posunie się do wszystkiego, by podważyć jej autorytet – od szantażu, przez rozstawianie własnych szpiegów w Instytucie, aż po odmowę pomocy. Tymczasem wzajemne uczucia Willa i Tessy nie słabną ani trochę, życie Jema rozpaczliwie szybko zbliża się ku końcowi, a niepokonana armia Mortmaina jest już gotowa, brakuje tylko ostatniego elementu, by ją zbudzić i rozpocząć rzeź – Tessy.

„Każdy potrzebuje lustra, żeby zobaczyć w nim swoje lepsze ja. Takim lustrem są oczy tych, którzy nas kochają. A czasami najpiękniejsze jest to, co krótkotrwałe”.

Poznamy wreszcie tajemnicę pochodzenia Theresy Gray i sekret działania jej anielskiego wisiorka. Będziemy uczestniczyć w procesie wynalezienia Bram i karkołomnej misji ratunkowej. Czeka nas też całkiem wyjątkowe rozwiązanie dla miłosnego trójkąta.

Każdy zyskał tu swoje zakończenie, szczęśliwe lub nie, a końcówka zręcznie przeplata się z wydarzeniami znanymi już czytelnikowi z „Darów Anioła”. Łowców czeka samotna bitwa z góry skazana na Chociaż osobiście zabrakło mi zamknięcia wątku i wyjaśnienia działań i motywacji Woolsey’a Scotta, ta postać to dla mnie wciąż jedna wielka zagadka.

Chociaż świat, w którym została osadzona akcja utworu jest zaledwie tłem dla rozgrywających się wydarzeń, zostały one w satysfakcjonujący sposób wpisane w nastroje przełomu wieków. Pewnych przemian nie było w stanie uniknąć nawet hermetyczne środowisko Nocnych Łowców, mimo ich zdystansowania do świata zwykłych ludzi. Od duszących konwenansów i unieszczęśliwiających podziałów społecznych,  przez zmianę postrzegania roli kobiety w społeczeństwie aż po wielkie odkrycia technologiczne.

Z szalonymi wynalazkami Henry’ego, przyjaźnią poza statusami i pod władzą Charlotte Londyński Instytut jest rewolucją lat około. 1900 w pigułce. Nowe miesza się ze starym, gotycka poezja z rozwojem technologii, a nowoczesność powoli, ale sukcesywnie wypiera skostniałe zasady poprzednich wieków.

Niby tylko kolejna powieść przygodowa dla młodzieży o przyjaźni, wspólnocie dusz, miłości, walce, bólu straty i przemijaniu, czyli w sumie standard, same uniwersalne wartości. A jednak wciąż można zrobić z tego oryginalną przygodę, która wciągnie na tydzień i nie będzie chciała puścić. Która i rozbawi (chociaż nie jest to ten sam poziom humoru, co w DA, tego trochę mi brakowało) i wzruszy i sprawi, że będziemy kibicować bohaterom z całych sił.

Jeśli coś mi się nie pasowało, to – podobnie jak w przypadku nie tylko poprzednich części DM, ale również „Darów Anioła” – mnogość błędów. Nie czytam książek w oryginale, nie jestem więc w stanie ocenić, czy kiepska jakość tekstu jest już wynikiem tłumaczenia, czy po prostu ktoś nie postarał się z korektą. Ta druga z pewnością mogłaby być dużo lepsza, bo choć w poprzednich dwóch częściach błędy się pojawiały, to w „Mechanicznej księżniczce” albo było ich więcej, albo zaczęły mnie wyjątkowo razić po oczach. Ale jakim cudem można nie wyłapać takiego zdania (pisownia oryginalna, s. 89):

„Nie jest głupią dziewczyną, prawdę mówiąc, uważa, że się za ponadprzeciętną inteligencję, ale jest zarozumiała i próżna, a między nią a moim bratem nie ma miłości”.

i to nie w przypadku zwykłego czytania, a podczas redagowania tekstu? Czyli nomen omen pracy, za którą otrzymuje się wynagrodzenie (może jaka płaca, taka praca, kto wie?).

Chociaż wybrałam dla Was przykład ekstremalny, to większych i mniejszych błędów składniowych, językowych i logicznych jest niestety sporo więcej. A szkoda, bo ta seria zasługuje na więcej. I wydaje mi się, że nie tylko ja „mam z tym problem” bo w bibliotecznym egzemplarzu, który czytałam, niektóre z błędów zostały już wcześniej poprawione różnymi kolorami długopisów i charakterami pisma. Gorąco liczę na kolejne, poprawione wydanie, wtedy zostanie już tylko sama przyjemność z czytania.

Cassandra Clare, Diabelskie Maszyny T. 3: Mechaniczna księżniczka, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2013, 544 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Mechaniczny Książę” Cassandra Clare

O drugiej części „Diabelskich Maszyn” można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest przejściowa.

Mortmain uciekł i w spokoju przygotowuje się do realizacji planu eksterminacji Nocnych Łowców. Tymczasem nad Charlotte i Henrym wisi widmo utraty kierownictwa nad Instytutem. Mają tylko dwa tygodnie, by dopaść Mistrza, nim zostanie im odebrana cała władza. Podczas gorączkowego śledztwa poznają nie tylko historię i motywy złoczyńcy, ale również jego niezwykłą zdolność przewidywania ich ruchów. A ta nie mogłaby mieć miejsca, gdyby nie kolejny szpieg wśród ich niewielkiej przecież, rodzinnej grupy…

Poznamy też historię samych Łowców od raczej mrocznej strony, jeszcze sprzed porozumień – jako organizację nie stroniąca od błędów w osądach, zbierającą łupy i trofea i nie przejmującą się konsekwencjami swoich działań.

Dowiemy się też jaki właściwie ma ze sobą problem William Herondale i będziemy my dzielnie kibicować w jego ogarnianiu. Będzie też całkiem sporo Magnusa w jego najkochańszym wydaniu. Poznamy też słynnego Woolsey’a Scotta.

Mimo to wciąż sporo tajemnic zostaje nierozwiązanych – wciąż nie wiadomo gdzie ukrywa się Mortmain i do czego jest mu potrzebna Tessa. Sama czarownica również nie za wiele dowiedziała się o swoim pochodzeniu i wyjątkowych mocach. Ale w jej życiu bynajmniej nie jest nudno, bo poza walką o utrzymanie Instytutu, ściganiem przestępcy i śledzeniem brata wraz z nową przyszywaną rodziną Nocnych Łowców, wikła się w spory ambaras emocjonalny. Jeśli w „Darach Anioła” mieliśmy zalążek miłosnego trójkąta między Clary, Jacem i Simonem, bo obaj kochali się w tej samej dziewczynie a ona ceniła ich obydwu, to tutaj mamy trójkątną dramę pełną gębą. Bo właściwie każdy kocha każdego i aż żal, że XIX wiek to niekoniecznie czas na życie w trójkącie długo i szczęśliwie, nawet wśród nieco luźniejszych konwenansów Nocnych Łowców. Ale pomarzyć zawsze można, prawda?

Jak myślicie, któremu z chłopców Tessa ostatecznie odda serce? I czy przyjaźń parabatai to przetrwa?

Cassandra Clare, Mechaniczny książę, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2012, 496 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Mechaniczny anioł” Cassanda Clare

Nie macie jeszcze dość Nocnych Łowców? Bo ja ani trochę! A tak naprawdę dopiero zaczynam się wspinać na ten lodowiec, bo po serii „Dary Anioła” czekają mnie jeszcze dwie inne trylogie i dwie kolejne są w trakcie wydawania. Nie mówiąc już o dodatkach.

Do „Diabelskich Maszyn” na początku nie mogłam się przełamać, bo to jednak właściwie zupełnie nowi bohaterowie – Tessa pojawiła się w DA zaledwie na mgnienie oka – i klimat zupełnie inny, więc swoje przeleżały na nocnej szafce wstydu. Wreszcie skusiły mnie pozytywne recenzje i obietnica rzucenia okiem do przeszłości Magnusa Bane’a. A jak już otworzyłam, to przepadłam.

Seria „Diabelskich Maszyn” to prequel do „Darów Anioła”, historia czarownicy Tessy Gray, Willa Herondale’a i Jema Carstairsa (co do którego mam podejrzenie graniczące z pewnością, że w ostatnich częściach DA miał już znaczącą rolę, choć pod innym przydomkiem).

Wraz z nastoletnią Tessą, przybyłą zza oceanu w poszukiwaniu starszego brata, zagłębimy się w deszczowy i niegościnny, steampunkowy, wiktoriański Londyn. I oczywiście wpadniemy w sam środek nadnaturalnej intrygi. Nie obędzie się bez porwania, pościgów, infiltracji wampirzych imprez, przyzywania demonów i krwawych bitew. W końcu z jakiegoś powodu życia Nefilim należą do tych raczej krótkich. Za to intensywnych.

Tajemniczy Klub Pandemonium gromadzi dżentelmenów o raczej wysublimowanych gustach – lubujących się w zgłębianiu okultystycznych i spirytystycznych tajemnic. Na jego czele stoi Mistrz zamieszany w eksperymenty z tworzeniem mechanicznych humanoidów. Jeśli uda się znaleźć sposób, by zasilić jego maszyny demoniczną energią, stworzy armię, której nikt nie zdoła stawić oporu. Z jakiegoś powodu niezbędna jest mu Tessa i jej wyjątkowe zdolności. Zdolności, których posiadania sama dziewczyna nie jest świadoma. I których wydobywanie nie będzie należało do przyjemnych.

Jak to u Clare, mamy tu cały wachlarz wyrazistych osobowości – od zagubionej dziewczyny, przez młodego gniewnego (jeśli Jace was wkurzał, to poczekajcie na Willa Herondale’a), sympatycznego i rozważnego Nocnego Łowcę zmagającego się ze śmiertelną chorobą, aż po szalonego ale dobrotliwego naukowca i kobietę z całych sił trzymającą to wszystko w kupie w świecie rządzonym przez mężczyzn. Zmienia się natomiast świat wokół nich, w końcu cofamy się w czasie aż do 1878 roku – choć Nefilim jak zwykle są raczej zamkniętą enklawą ignorującą świat zewnętrzny, czytelnik i tak liźnie nieco „klimatu epoki” – od gorsetów, loków i koronek, aż po niepokojący wydźwięk galopującego postępu technologicznego. A motocykle i taksówki zastępują konne pościgi i stateczne powozy.

No i dowiemy się skąd wziął się ekscentryczny kot Church!

Cassandra Clare, Mechaniczny anioł, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2010, 480 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~