Grajki Majki: Puzzle 3D

Nie wiem, czy to przez pandemię, czy przez Majkę, która wyjątkowo lubi ten sposób spędzania czasu, ale puzzle przezywają w naszym domu swój renesans. Nawet ja, osoba o najmniejszej dawce cierpliwości na świecie (jak rozdawali cierpliwość, musiałam stać w kolejce po lenistwo, nie ma innej opcji!), miałam ostatnio ochotę coś poukładać. I jak zobaczyłam, że mogę sobie ułożyć Hogwart, to przepadłam.

Puzzle 3D kiedyś już się u nas pojawiły – sprawiłam mężowi Pałac Kultury kilka lat temu, ale sama dotychczas nie mierzyłam się z takim wyzwaniem. Skoczyłam więc na głęboką wodę, bo zestaw, który wybrałam – „Wieża Astronomiczna” – liczy sobie, bagatelka, 237 elementów. Jedne trzeba złożyć przed dołączeniem do układanki, z innych składa się wieloelementowe obiekty (na przykład wieże), by doczepić je do innych części budowli. Niektóre są całkiem spore, a inne są wielkości mojego paznokcia. Na szczęście obrazkowa instrukcja prowadzi krok po kroku Myślałam, że jak zestaw jest oznaczony jako 8+, to usiądę, złożę i będę zadowolona, szybko jednak okazało się, że jeden wieczór to zdecydowanie za mało. Ale satysfakcja po ułożeniu niesamowita.

Puzzle są wykonane z usztywnionej pianki, bez problemu odchodzą od formy i są już odpowiednio ponacinane, by łatwo się zginać, więc do zbudowania modelu nie potrzeba nożyczek ani kleju. Nie jestem jednak najdelikatniejszą (ani najcierpliwszą, czy już o tym wspominałam?) i dwa razy musiałam poratować się taśmą klejącą, bo niestety urwałam kawałek studni i dachu szklarni. Ale nic nie widać!

Bardzo fajna zabawka konstrukcyjna i spore wyzwanie, nawet dla nieco wyrośniętych fanów Harry’ego Pottera. Zbudowaną Wieżę Astronomiczną można połączyć z zestawem zawierającym Wielką Salę i zbudować cały Hogwart.

A jeśli wciąż mało nam atrakcji, to są też zestawy z Hogwart Expressem (kusi mnie bardzo!), czy kamieniczkami z ulicy Pokątnej.

„Harry Potter. Wieża Astronomiczna” Puzzle 3D
Firma: Cubic Fun
Liczba elementów: 237
Sugerowany wiek: 8+

Kto to jednak słyszał, żeby tylko mama miała zabawę? Dla Majki Hogwart to wciąż jeszcze pieśń przyszłości, usiadłyśmy więc razem do składania z puzzli domku dla lalek. Zestaw „Sweet Villa” również jest przeznaczony dla dzieci od 8 roku życia, ale ze względu na mniejszą liczbę elementów (i co za tym idzie mniejsze wymiary). Złożenie domku z 84 puzzli zajęło nam nieco ponad godzinę.

Złożony domek można otwierać, dzięki czemu zyskujemy dostęp do 4 pomieszczeń wewnątrz – jest salon, kuchnia, sypialnia i strych, a także spory taras. Dodatkową atrakcją są otwierane okiennice i kinkiety podświetlane kolorowymi diodami – do zestawu są dołączone dwa światełka na baterie – całość ukrywamy w kominie, a wystające lampki oświetlają dwa pokoje zmieniającymi się kolorami.

Fantastycznie, że poza samą konstrukcją budynku, do złożenia były również mebelki i drobne elementy wyposażenia, jak książki, czy skrzynka na listy. Do zestawu dołączono również piankową „laleczkę”, ale Maja szybko o niej zapomniała i wprowadziła do domku swoją kolekcję „słodziaków” z Sylvanian Famillies.

Fajny pomysł na rodzinne popołudnie i jednocześnie zestaw, który skupiony i zawzięty ośmiolatek faktycznie jest w stanie ułożyć samodzielnie, chociaż w tym przypadku polecenia w instrukcji pozostawiają nieco miejsca na domysły.

„Sweet Villa” Puzzle 3D
Firma: Cubic Fun
Liczba elementów: 84
Sugerowany wiek: 8+

Jest też propozycja dla najmłodszych! Zestawy prostych trójwymiarowych puzzli dla maluchów są dodatkowo do kolorowania – najpierw trzeba upiększyć wszystkie element za pomocą dołączonych do zestawu flamastrów lub farb, jak to wymyśliła Maja, a następnie złożyć je w prostą konstrukcję. Z naszego zestawu „Pszczółka i ślimak” powstał pszczółkowy stojak na długopisy dla dziadka i ślimacza ramka na zdjęcie dla babci. Zestaw jest przeznaczony dla dzieci od 5 do 11 lat i składa się z 22 elementów, czyli wychodzi mniej więcej po 10 elementów na jedną konstrukcję.

To z kolei super sympatyczny pomysł na prezent od dziecka dla najbliższych diy (lada moment będzie dzień babci!) albo kreatywna, konstrukcyjna zabawka, która nie tylko zajmie uwagę, ale i jej efekty będą ozdobą dziecięcego pokoiku.

„Zestaw do kolorowania – pszczółka i ślimak” Puzzle 3D
Firma: Cubic Fun
Liczba elementów: 22
Sugerowany wiek: 5-11 lat

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: klocki Magformers

To nasze pierwsze spotkanie z klockami magnetycznymi Magformers i prawdę mówiąc kiedy dowiedziałam się, ile to cudo kosztuje, zjeżyły mi się włosy w miejscach, o których nawet nie wiedziałam, że są owłosione. Podobno jednak taki zakup powinno się traktować jako rodzaj inwestycji, która posłuży kilku pokoleniom i – podobnie jak klocki lego – te również są niezniszczalne.

Chociaż zestaw, który wybrałam jest przeznaczony dla najmłodszych od 18 miesiąca życia, okazał się odpowiedni również dla mojej czterolatki i bardzo polecam go początkującym na pierwszy kontakt z ta zabawką.

Składa się z 32 klocków w dwóch kształtach – 12 trójkątów równobocznych i 18 kwadratów w 6 żywych kolorach; dwa drzewka urozmaicające zabawę oraz dwie całokartonowe książeczki edukacyjne będące urozmaiceniem zabawy.

Pierwsza z nich to obrazkowa instrukcja obsługi klocków z przykładowymi wzorami, które można ułożyć z dostępnych elementów – to jednocześnie instrukcja postępowania z klockami. W pierwszych krokach maluch dopasowuje klocki do naturalnej wielkości ilustracji (na przykład będącej siatką sześcianu), następnie delikatnie podnosi konstrukcję w sposób pokazany na obrazku, a ta, dzięki umieszczonym w klockach magnesom, „magicznie” zmienia się w przestrzenną bryłę. Z każdą kolejną stroną poziom trudności stopniowo rośnie, a układanki stają się coraz bardziej urozmaicone. Dziecko zbuduje między innymi domki, które połączy w porośnięte drzewami osiedle, motylka, serduszko, ananasa, a nawet rakietę kosmiczną!

To świetny sposób na ćwiczenie kreatywności, logicznego i przestrzennego myślenia, a także trening sprawności małych rączek oraz nazywania kształtów i kolorów. Niektóre budowle wymagają złożenia kilku elementów, dzięki czemu dziecko uczy się planowania kilku kroków naprzód.

Druga książeczka jest narracyjna – to króciutkie przygody zwierzątek ilustrowane kształtami ułożonymi z klocków. Wraz z nimi maluch pozna nazwy kształtów geometrycznych, które można ułożyć z danych nam kształtów podstawowych, a także nauczy się znajdować i rozpoznawać owe kształty w otaczającym nas świecie. To również fajna zachęta do układania kolejnych form – tym razem płaskich.

Zabawa jest bardzo fajna, a jak z wytrzymałością? Czy produkt jest wart swojej ceny?

Zdecydowanie.

Obawiałam się, że skoro w klockach są magnesy, to same plastikowe oprawki, złożone zapewne z dwóch części będzie można łatwo otworzyć i połamać – nic bardziej mylnego, mimo najszczerszych chęci nie mogłam nawet wypatrzeć krawędzi, nie mówiąc już o wepchnięciu w nią paznokcia. Magnesy trzymają mocno, więc ułożona figura bez problemu utrzymuje swój kształt (można nią nawet podrzucać, sprawdzone info – Majka ułożyła sobie piłeczkę), ale też rozłożenie na części pierwsze nie wymaga użycia szczególnej siły. Kolory są soczyste i jednolite, a plastik nie wydaje się skłonny do zarysowań – myślę, że ma szansę oprzeć się dzieciom, które mylą jeszcze zabawki z gryzakami. Jestem też bardzo pozytywnie zaskoczona „pancerną” forma instrukcji – to książka z nieco grubszego kartonu formatu A4 z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami i śliskimi stornami, bez problemu będzie można zetrzeć ewentualną ślinę.

To najprostszy zestaw, jest jednak ogromny wybór bardziej skomplikowanych propozycji, w skład których wchodzą już zaawansowane i różnorodne kształty. Można z nich tworzyć pojazdy, dinozaury, zamki księżniczek i co tylko mała główka wykoncypuje. Można również dokupić osobno małe zestawy pojedynczych kształtów, np. paczkę trójkątów oraz gadżety będące urozmaiceniem zabawy, jak drzewka.

Polecam jako pomysł prezentu na większą okazję, albo na przykład prezent składkowy. Tak naprawdę wystarczy jeden/dwa zestawy, by mieć ogromną pulę rozmaitych kombinacji i zabaw. A zapowiada się, że klocki będą z nami dłuuugo. I chociaż sam karton jest duży, to same zajmują mało miejsca w przechowywaniu – same elegancko składają się w schludne słupki ;)

Klocki Magformers. My first play 32 set
Firma: Magformers
Sugerowany wiek: 18 miesięcy+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Zestawy kreatywne firmy Alex

W czasie lockdownu pokazywałam Wam dwa zestawy kreatywne od firmy Alex, które znacznie ułatwiły nam życie w zamknięciu. Nadeszła jesień, zrobiło się deszczowo i katarkowo a wirus nie odpuszcza, więc jakiś czas temu zaopatrzyłam się w kolejne tytuły tego samego producenta (tym razem dla różnych grup wiekowych), żeby być przygotowaną na nudę w jesienne dni w domu. I znów jesteśmy z Majką zachwycone!

Na sam początek coś dla maluchów – składający się z dużych elementów Crafty Fashion Show można zaproponować dzieciom już od 3 roku życia. W pudełku znajdziecie cztery osobne pakiety z dużymi lalkami z grubej tektury do wystrojenia (dzięki temu można rozłożyć zabawę na kilka dni albo na przykład rozdzielić miedzy kilkoro dzieci), ubrankami z nieco cieńszej tekturki i rozmaitymi akcesoriami do ich dekoracji. A te są rozmaite – papilotki do babeczek na spódniczki, wielkie guziki, elastyczne druciki, cienka bibułka, błyszczące naklejki o przeróżnych kształtach i kolorach, a nawet patyczek „do lodów”. Wszystko to pomoże małej artystce stworzyć cztery niepowtarzalne stylizacje, a dzięki podstawkom laleczki mogą stać się ozdobą dziecięcego pokoju albo posłużyć do zabawy.

Bardzo mi się podoba, że cztery dziewczynki prezentują odmienne typy urody i mają odmienne kolory skóry, ale również różne pasje – jest baletnica i piłkarka, są fanki spódniczek, legginsów z tuniką i spodni – dla każdego coś fajnego.

Dużym plusem jest też prosta obrazkowa instrukcja obsługi, z którą dziecko poradzi sobie właściwie samodzielnie oraz załączenie wszystkich niezbędnych przyborów do zestawu – łącznie z klejem i kredkami. Nożyczki nie są potrzebne, gdyż poszczególne elementy  wystarczy „wypchnąć” z arkusza. Właściwie tylko raz sięgnęłyśmy po dwustronną taśmę klejącą, bo wróżka-baletnica uparcie odrzucała różdżkę. Poza tym nie trzeba niczego specjalnie przygotowywać – zestaw jest samowystarczalny i spokojnie można wziąć go na wyjazd albo spakować maluchowi na nocowankę do babci.

Crafty Fashion Show
Firma: Alex little hands
Sugerowany wiek: 3+

Zestaw Too Cute Closet dedykowany jest nieco starszym odbiorcom – od 4 roku życia, wobec czego elementy są mniejsze i wymagają nieco większej sprawności manualnej. Również w tym przypadku będziemy projektować ubranka, jednak tym razem w zestawie są tylko dwie tekturowe laleczki (o połowę mniejsze, niż we wcześniejszym zestawie), sześć zestawów ubrań do stworzenia oraz przestronna szafa z wieszakami do ozdobienia i przechowywania ciuszków. W tym zestawie nie ma aż tak ciekawych artykułów plastycznych do ozdabiania elementów garderoby – dziecko dekoruje je przede wszystkim za pomocą naklejek, dodatkowych elementów do przymocowania za pomocą kleju (dołączonego do zestawu) oraz błyszczącymi dżetami. Za to laleczki należy złożyć (i sprytnie skleić za pomocą specjalnych naklejek w przypadku nakryć głowy), by można było przebierać dziewczynki wielokrotnie – a dla mojej czterolatki to spore wyzwanie! Również sama szafa jest dużym polem do popisu podczas dekorowania naklejkami – trzeba znaleźć miejsce na szczotkę, perfumy, lakiery do paznokci, wypełnić ramki obrazkami i posadzić kotka w legowisku. Jedną z części tej przestronnej garderoby jest drewniany drążek do mocowania wieszaków na stroje, a na jej ściankach znajdują się sprytne zaczepy do przechowywania torebek i innych ruchomych drobiazgów.

Również instrukcja obsługi jest skierowana już dla nieco starszego odbiorcy – jest czarno-biała, mniejsza i nieco mniej czytelna. Troszkę szkoda, bo zestawy dla maluchów miały fantastyczne instrukcje.

Too Cute Closet
Firma: Alex
Sugerowany wiek: 4+

Nieco bardziej zaawansowanym zestawem jest Loop Loom – dla dzieci od 5 roku życia przygotowano propozycję prawdziwego rękodzieła. I był on dla mnie największym zaskoczeniem, bo spodziewałam się, że mimo sporego entuzjazmu będzie on jeszcze nieco za trudny dla mojej 4,5 latki, a tu niespodzianka – radziła sobie świetnie! Chociaż z szydełkiem jeszcze nie do końca się dogadały i zakańczanie robótki zostawiła mamie, to przeplatanie „koszyczka” na krośnie szło jej fenomenalnie i w sumie wystarczyło, że pokazałam jej o co chodzi robiąc dwa pierwsze rzędy, a z całą resztą poradziła sobie sama. Aż miło było patrzeć jakim to całe plątanie było treningiem dla małych paluszków.

Wbrew temu, czego się spodziewałam, w zestawie nie znajdziemy kłębków sznurka, a elastyczne materiałowe gumki, które łatwo można zahaczyć o wypustki krosna. Dzięki temu, kiedy w kończąc robótkę znajdziemy błąd gdzieś w początkowych rzędach, nie trzeba wszystkiego pruć (a trudno o coś bardziej demotywującego!) – wystarczy poprawić tylko ten jeden rządek, bo też każdy z nich jest zrobiony z osobnej gumeczki. A tych w zestawie jest aż 180 w 9 nasyconych kolorach – to dość, by upleść 5 dekoracyjnych podkładek kuchennych pod kubeczek bądź garnuszek, bo ten wzór jest podstawowym i to od niego zaczynałyśmy przygodę z dziewiarstwem. W bogato ilustrowanej instrukcji (w trzech językach, ale niestety bez polskiego) znajdziemy również pomysły dla nieco bardziej zaawansowanych – pyszczek kotka, torebeczkę i bransoletki. Poza gumeczkami w zestawie znajduje się również proste krosno, szydełko i plastikowa igła dziewiarska do wykończenia prac.

Fantastyczna sprawa, szczególnie przed świętami – przedszkolak może samodzielnie wykonać atrakcyjne prezenty dla najbliższych a przy okazji zapewni sobie wspaniały trening manualny i być może rozbudzi miłość do robótek ręcznych.

Loop Loom
Firma: Alex
Sugerowany wiek: 5+

Trzy świetne pomysły na przegonienie nudy. I to jakie pożyteczne, bo nie tylko rozwijają kreatywność i wyobraźnię, ale również sprawność małych rączek! I są świetnie wykonane – nic się nie przedziera, wszystkie elementy są równo przycięte i ładne wybarwione. Jedynym zastrzeżeniem, jakie mam względem zestawów z laleczkami, jest korzystanie ze zbyt dużej ilości plastiku podczas pakowania. Gdyby zamiast foliowych torebek pakiety pakować w papierowe koperty, byłoby idealnie!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Pluszowe zwierzaki domowe, National Geographic Kids

Mam straszną słabość do pluszaków od National Geographic! Są pięknie wykonane, mięciutkie w dotyku i całkiem realistyczne. Mam już całkiem spore ZOO – pokazywałam te we wpisie o dzikich zwierzętach i leniwcu. Dobrze, że mam dziecko, mogę udawać, że to wszystko córki! Chociaż tak naprawdę większość mieszka w mojej sypialni. Tylko foką śnieżną Maja się nie dzieli. A teraz również perskim kotem, bo kiedy całkiem niedawno pojawiła się nowa seria – zwierząt domowych – oczywiście nie potrafiłam się powstrzymać.

Jestem jedną z tych mam, które na wyjęczaną prośbę „Mamusiu, chcę mieć pieska!” odpowiadają spokojnie, „Kochanie, ale przecież masz pieska. Mieszka u babci”. Majkowy piesek, który mieszka u babci wabi się Dexter i jest Cocer Spanielem. Dlatego też przebierając wśród przeróżnych ras maskotek nie wahałam się długo – dla mojej córy wybrałam tą rasę, którą zna i która jest jej bliższa. Na ten moment jest to młodszy braciszek Dextera (bo też pluszaki z tej kolekcji to szczenięta i kocięta), ale podejrzewam, że jak obejrzymy „Zakochanego Kundla” w któryś z długich, jesiennych wieczorów, to „młodszy braciszek” szybko stanie się Lady.

Bo i drugi z moich wyborów – pluszowy kotek rasy perskiej – od razu został określony jako dziewczynka, ochrzczony Milusią i zabrany do łóżka (serio, nie wiem, jakim cudem Majka się tam jeszcze mieści, w tym gangu pluszaków, jaki okupuje jej wyrko). Figlowi i Vincentowi do majkowego łóżka nie wolno, dlatego wreszcie ma kotka, z którym może spać (bo przecież trzy foki, niedźwiedź polarny, trzy świnki i Wilk, dalmatyńczyk, Truskawka Tosia, baranek i króliczek-pisanka to za mało…).

Milusia jest persem nieco odmiennego umaszczenia, niż nasz Figiel – biała podpalana z nieco bardziej płaskim pyszczkiem, dlatego też nie jest tak podobna do naszego osobistego żywego egzemplarza, jak jest to w przypadku Cocer Spaniela. Ale już do swojego pierwowzoru ze zdjęcia na etykiecie podobieństwo jest bardzo duże.

Tym razem etykietki, poza realnym zdjęciem, nie zawierają ciekawostek o danej rasie, a o całym gatunku – kotach lub pasach. Dowiemy się między innymi, że to koty są najpopularniejszymi zwierzętami domowymi na świecie i znajdują się w co trzecim amerykańskim gospodarstwie domowym oraz w jaki sposób psy się z nami komunikują.

Pluszaki z tej serii sprzedawane są w kartonowych podstawkach i, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, ofoliowane. Zazwyczaj wolę unikać zbędnego plastiku, ale w czasach pandemii czuję się bezpieczniej, kiedy pojawia się ta dodatkowa osłona. Szczególnie w przypadku pluszowej zabawki, którą trudno zdezynfekować, a dziecko będzie z nią spać i przytulać ją do twarzy.

Kot perski, Cocker Spaniel
National Geographic

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Zabawka lata – latawiec

Mam wrażenie, że latawce zostały w ostatnich latach nieco zapomniane – kiedyś było ich pełno na plaży, a na każdej większej wolnej przestrzeni na naszym osiedlu można było zostać rozdeptanym przez kogoś zapatrzonego w przestworza, ściskającego kurczowo w dłoniach rolkę przezroczystej żyłki uczepionej do kolorowego kształtu wśród chmur.

Sami rodzinnie puszczamy latawiec odkąd tylko Maja zaczęła w miarę stabilnie siedzieć w spacerówce, ale niestety nasza papuga przeżyła parę twardych lądowań, kilka drzew i przeprowadzkę, przez co definitywnie odmówiła wzbijania się w powietrze. Trzeba więc było rozejrzeć się za czymś nowym.

Kiedy zobaczyłam tą rybę, nie mogłam się powstrzymać. Kto by nie chciał latającej ryby? I to był dobry wybór, bo zbliżony do klasycznego kształt latawca sprawdził się bardzo dobrze – nawet czterolatka dobrze daje sobie radę z „podrzucaniem” latawca do lotu –  a dzięki jaskrawym kolorom łatwo wyparzyć go z dołu. Konstrukcja jest za to na tyle wytrzymała, że kilkukrotne nurkowanie nosem w drzewie i inne dramatyczne skoki na główkę nie wyrządziły latawcowi żadnych widocznych szkód. No i barwna rybka wśród wszechobecnego błękitu nieba prezentuje się niezwykle efektownie!

Chętnie wypróbowaliśmy również coś innego. Nie jestem pewna, czy to nowa koncepcja, ale sama jeszcze nie spotkałam się z pomysłem latawca – spinnera.

To konstrukcja w kształcie gwiazdki o ramionach przedłużonych kolorowymi wstążkami, która obraca się na wietrze trochę jak wiatraczek. Nie wiem czemu o tym nie pomyślałam od razu, ale puszczanie tego rodzaju latawca wymaga nieco więcej przygotowania sprzętowego – nie da się przecież puszczać go na lince, trzeba mieć do tego odpowiednio wysoki kijek lub wędkę, które nie są dołączone do zestawu, warto mieć to na uwadze.

U nas jest przede wszystkim wesołą dekoracją ogrodu, bo nie trzeba go składać po zabawie. Świetnie sprawdził się również na plaży, jako znacznik głębokości wody, w której Maja może się bawić – bez problemu zrozumiała, że nie można samodzielnie zapuszczać się za gwiazdkę.

Podobno dobrze sprawdzi się również jako odstraszacz ptaków czyhających na ogródkowe owoce, ale tak u nas w tym roku nic nie rośnie, że nawet nie mamy jak sprawdzić. Może w przyszłym roku plony będą bardziej obfite i przetestujemy tą teorię!

Dodajcie wakacjom trochę kolorów, puszczajcie latawce!

Latająca ryba; Star Spinner
Firma: Brookite
Sugerowany wiek: 3+


Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Podświetlany globus, Alaysky

Już w pierwszych zdaniach zacznę od dzielenia się entuzjazmem, bo szczegół, którym skusiła mnie ta pomoc naukowa – czyli podświetlenie – sprawdza się świetnie. Sam pomysł kuli ziemskiej jako lampki nocnej uważam za genialny i urzekł mnie od pierwszego momentu, a i z wykonania jestem bardzo zadowolona. Globus jest zasilany bateriami (paluszki, więc łatwizna), dzięki czemu można go przenosić bez wyłączania, żaden kabel nie pałęta nam się pod nogami i nie jesteśmy uzależnieni od dostępności wolnego gniazdka w pobliżu. Światło nie razi po oczach, jest dostatecznie jasne, by delikatnie rozproszyć mrok dziecięcego pokoju i by szczegóły zabawki były wystarczająco dobrze widoczne.

Kiedy oglądamy globus bez podświetlenia (można też przy pomocy dotyku, bo wzniesienia zostały trójwymiarowo uwypuklone), widzimy przed sobą mapę geograficzną. Natomiast po włączeniu światła pojawia się mapa polityczna, czyli podział na kraje. Małe czary-mary.

Nie wiem, czy taki szczegół (w sumie przecież bardzo ważny!) powinien mnie zaskakiwać, ale jakoś nie spodziewałam się, że całość będzie w języku polskim. A jest!

Dodatkową atrakcją urozmaicająca korzystanie z globusa jest aplikacja na telefon, dzięki której, po wybraniu odpowiedniej opcji, można poszerzać wiedzę o ciekawostki ze świata zwierząt wodnych i lądowych, odkryć geograficznych, atrakcji turystycznych, czy przestrzeni kosmicznej. A wszystko to pojawia się wokół globusa dzięki wykorzystaniu technologii rozszerzonej rzeczywistości.

Niestety nie jestem w stanie obiektywnie ocenić samej aplikacji, bo mój telefon jest na nią po prostu za słaby. Udało mi się podejrzeć co nieco z trójwymiarowych brył, bo w takiej formie przedstawiono cuda natury i zwierzęta na globusie, a nawet zagrać w prostą grę w kosmosie, ale program za bardzo mi się zacinał i za często wyłączał, żebym dała radę posłuchać ciekawostek, czy po prostu pobawić się nią trochę. Wystarczyło za to, by zirytowały mnie dźwięki w pętli na ekranach menu. Na telefonie męża było trochę lepiej, ale wciąż nie na tyle, by korzystać z przyjemnością. Na szczęście dla mnie aplikacja to tylko dodatek i nie nastawiałam się na niego jakoś szczególnie – ot, ciekawostka. Plusem jest fakt, że aplikację można pobrać w dowolnym momencie, więc być może wykorzystam ją jeszcze w przyszłości – jak maja podrośnie, a ja skuszę się na nowy sprzęt.

Sam globus oceniam bardzo dobrze i z czystym sumieniem polecam, bo jest lekki, starannie wykonany i z „efektem łał”, jaki daje podświetlenie i wypukłe elementy. A sama aplikacja może zainteresuje technomaniaków i łowców nowinek.

Globus występuje w trzech rozmiarach – 21 cm (ten niestety bez podświetlenia), 25 cm i 32 cm. My mamy ten środkowy i moim zdaniem jest w sam raz.

„Globus 25 cm z mapą geograficzną, polityczną i aplikacją”
Firma: Alaysky
Sugerowany wiek: 5+.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Crazy Science. Fabryka potworów. Embriony

Już sama nazwa tej zabawki wzbudza we mnie niepokój – nie dość, że w opakowaniu mam znaleźć embrion, to jeszcze embrion potwora… Czy dodatkowa zachęta jest tu jeszcze potrzebna?

W niewielkim kartoniku znajdziemy kolorową kulę (jajo!) i odpowiadający jej kolorowi barwnik w płynie zamknięte w plastikowym słoiczku z podziałką oraz spis potworków.

Wszystko, co należy zrobić, to nalać wody do słoika (my wykorzystałyśmy nieco większą miseczkę, żeby było łatwiej w niej grzebać), odpakować kulkę z folii zabezpieczającej i wrzucić ją do wody. A potem można obserwować musujący spektakl nabierającej coraz intensywniejszego koloru wody, bąbelków i pianki, wśród których pojawi się jedna z 24 szkaradek. Moje dziecię uwielbia musujące kule i była trochę rozczarowana, że tym razem bawimy się nimi w słoiku, zamiast w wannie, ale dała się przekonać i do tego sposobu. Szczególnie, kiedy zaczęłyśmy robić eksperymenty z kolorami i do niebieskiej wody po pierwszym z potworków włożyłyśmy żółtą kulkę w celu uzyskania pięknie toksycznej zieleni (to musi być magia! :D ).

Po wyłowieniu potworka przyszedł czas na szukanie jego nazwy na ulotce. Każda z figurek ma zabawne, zakręcone imię, groźną moc i neutralizującą ją słabość. Każdej z nich poświęcono akapit opisu, do stworzenia którego inspiracją były realnie istniejące zwierzęta. Trafił nam się na przykład Mimetyczny Spryciarz – kuzyn pustynnego fenka, czy Uzbrojony Irokezik – potomek stegozaurów. Chociaż na pierwszy rzut oka opisy wydają się głupiutkie, dla nas stały się punktem wyjścia nie tylko do poszukiwań zwierzęcych pierwowzorów potwornych stworków, jak i do rozmowy o takich zjawiskach jak mimetyzm, czy daltonizm.

Teoretycznie wyklute potwory powinno przechowywać się w dołączonych słoiczkach – w „formalinie” z wody zabarwionej pigmentem. My jednak przechowujemy je na sucho – takie figurki służą nam czasami jako pionki do gry, albo w pracach plastycznych. Jak zrobi się cieplej, mam w planie zamrozić je w foremce do lodu z wykorzystaniem odrobiny barwnika albo farbki i wykorzystać do lodowego malowania w ogródku.

Fajna alternatywa dla czekoladowego jajka z niespodzianką, jeśli nie chcemy futrować dziecka olejem palmowym. Niestety, od słodycza jest też sporo droższa, podobnie, jak od ulubionych biedronkowych kulek do kąpieli Majki z dinozaurami i jednorożcami. Wielkim atutem jest natomiast oznaczenie każdej kulki i kartonika numerem – dzięki temu możemy uniknąć kupienia dwóch kulek z takim samym potworkiem i kompletowanie kolekcji będzie sporo łatwiejsze. A element niespodzianki i tak zostaje zachowany, bo nie wiemy, który ze stworków kryje się pod daną cyfrą, dopóki sami tego nie sprawdzimy!

Z niecierpliwością czekamy na jednorożcowo-księżniczkową wersję!

„Crazy science. Fabryka potworów. Embriony”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3+.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Carotina, czyli nauka poprzez zabawę.

Na pewno znacie z autopsji taką sytuację, kiedy przychodzi co Was dawno nie widziana ciocia, albo znajomy rodziny, który wie, że macie na stanie malucha i chciałby sprawić mu jakąś drobną przyjemność, powiedzmy w granicy 20 zł, żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Może sami jesteście czasami takim gościem i nie wiecie co by tu na wejściu dziecku sprezentować? Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pomniejszych świąt, jak imieninki, Mikołajki, czy nadciągający Dzień Dziecka. Bardzo często wybór pada wtedy na słodycze (zazwyczaj średniej jakości, bo te wyglądają najbardziej atrakcyjnie. Dam głowę, że za moich czasów czekoladki Kidera miały lepszy skład!), na co rodzice coraz bardziej kręcą nosem, bo muszą potem dziecku cichaczem podjadać (przecież dzieci nie mogą jeść tak dużo słodyczy!), co kończy się nadprogramowymi kilogramami. Jeśli nie chcemy mieć grubych znajomych, zawsze dobrym pomysłem są bańki mydlane, naklejki, czy pomysłowe artykuły plastyczne. My bardzo chętnie przyjmujemy też puzzle, bo Majka ostatnio szczególnie ceni tą rozrywkę. A jeśli chcecie być bardziej pomysłowi, albo możecie podszepnąć swoim gościom pomysł na niewielki upominek, to przygotowałam dla Was listę gier i zestawów edukacyjnych Carotiny, które fanie sprawdzą się w roli atrakcyjnego drobiazgu dla dziecka nie będąc jednocześnie jakimś dużym, zobowiązującym prezentem.

„Piszę pierwsze słowa” to niewielki zestaw łączący dwie najbardziej chyba popularne propozycje wśród pierwszych gier maluszka – puzzle i loteryjkę – z nauką literek. Pierwszym zadaniem, które czeka na maluszka, jest ułożenie dziesięciu obrazków ze zwierzętami. Każdy z nich został podzielony na puzzle-paski, na których przedstawiono fragment ilustracji i jedną literkę. Puzzle mają różny poziom trudności – do wyboru są wyrazy trzy-, cztero- i sześcioliterowe, a poza znanymi zwierzętami, jak kot, czy pies, znajdziemy tu również bardziej „egzotycznych” delfina, czy murenę.

Tak ułożone puzzle staną się naszymi planszami do drugiej gry – loteryjki.  Kiedy gracze mają już przed sobą ułożone puzzle wraz z podpisem, naprzemiennie losują kartoniki z literkami. Jeśli wylosowana literka powtarza się z tymi na planszy gracza, może ją zatrzymać, jeśli nie, odkłada ją do pudełka. Wygrywa ten, kto jako pierwszy ułoży nazwę zwierzątka ze swojej planszy.

Proste i sprawdzone rozwiązania często są tymi skradającymi serca. Sympatyczna, edukacyjna i w cenie lepszej czekolady – dobry pomysł na drobny upominek. Dzięki niewielkiemu formatowi sprawdzi się również w podróży, czy podczas rodzinnego pikniku. Jedynym, czego mi zabrakło, jest woreczek do loteryjki – podczas losowania z pudełka moje dziecię strasznie podgląda!

Carotina. Piszę pierwsze słowa. Układanka i loteryjka „Czytam i piszę”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Drugą bardzo trafioną propozycją dla maluchów o cenie i formacie przypominającym kartonik Ptasiego Mleczka, jest „Logika 3 w 1”. To 24 trzyelementowe puzzle, w których elementy dopasowuje się nie jako części większego obrazka, a na podstawie trzech różnych relacji logicznych.

Pierwszym z nich – oznaczonym kolorem niebieskim – jest konstrukcja ciągu przyczynowo skutkowego, czyli „przed i po”. Mamy tu do ułożenia w odpowiedniej kolejności na przykład trzy etapy palenia się świecy, albo proces wykluwania się pisklaka, gdzie na pierwszym elemencie mamy jajko, na drugim pękające jajko z wyłaniającym się dzióbkiem, a na trzecim pisklaka.

Druga zagadka –zielona – polega na dopasowywaniu narzędzi do przedstawicieli różnych zawodów, czyli „co jest czyje”. Na przykład do wędkarza należy dopasować wędkę i haczyk na ryby, do kucharza garnek i chochlę.

Trzecie zadanie – różowe – polega na grupowaniu zwierząt pod względem cech wizualnych, czyli „kogo to przypomina”. Należy połączyć ze sobą na przykład różne dzikie koty, owady, jaszczurki albo „rogate parzystokopytne”.

Pomysłowa układanka zmieniająca nieco nasze myślenie o puzzlach, jako o okładaniu podzielonego na części obrazka. Poza wspomnianej w tytule umiejętności logicznego kojarzenia faktów, ćwiczy również spostrzegawczość, zwracanie uwagi na szczegóły, skupienie i cierpliwość.

Carotina. Logika 3 w 1
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Mieliśmy już grę oswajającą z literkami i grę rozwijającą logiczne myślenie. Nadszedł czas na kolejne umiejętności – ćwiczenie pamięci i koncentracji. Nie da się ukryć, że z koncentracją i cierpliwością u maluchów raczej krucho, byłam za to zdumiona umiejętnością zapamiętywania, jaką zauważyłam u mojej przedszkolaczki – ta mała gadzina potrafi ograć mojego męża w memory, a i mnie czasami uda jej się wyprzedzić! I to bez „dawania forów”! Bardzo zależy mi na podtrzymaniu i rozwijaniu tej umiejętności, dlatego też chętnie sięgam po tego rodzaju tytuły, a i Majka lubi gry oparte na mechanizmach szukania i zapamiętywania.

„Ćwiczę pamięć” na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl znaną grę „Bystre oczko”, jest bowiem oparta na tym samym schemacie. Zestaw składa się z 72 par kartoników z obrazkami podzielonymi na oznaczone kolorami kategorie  – zwierzęta, żywność, zawody, odzież, środki transportu i fantazja (my nazywamy je „bajkowymi) oraz planszy w kształcie kotka, na którego brzuszku przedstawiono 72 ilustracje odpowiadające tym na kartach. W pazurkach kotek trzyma spinner z ruchomą strzałką i kołem do losowania podzielonym na kolory odpowiadające kategoriom kart.

W takim przypadku pierwszym sposobem wykorzystania zestawu zawsze jest ulubiona gra mojego dziecka, czyli memory. Dopiero później możemy dowiadywać się co twórca gry miał na myśli. W tym przypadku gra pamięciowa jest urozmaicona o losowanie kategorii za pomocą spinnera, dzięki czemu w każdej rozgrywce wykorzystuje się tylko jedną talię kartoników jednocześnie, a nie wszystkich 72 za jednym zamachem, poza tym nie ma znaczących różnic podczas rozgrywki. I dobrze, bo kochamy tą grę taką, jaka jest!

Druga propozycja gry odbywa się z wykorzystaniem kociej planszy. W ty przypadku gracze naprzemiennie losują kartonik z obrazkiem, by jak najszybciej odnaleźć jego odpowiednik na planszy. Ten, kto znajdzie go jako pierwszy, zdobywa kartonik. Wygrywa osoba, która pierwsza zdobędzie 5 kartoników (albo 10, albo 15, jeśli chcemy, by gra była dłuższa). Oczywiście możemy też sami wymyślać kolejne warianty, na przykład losując kolor i starając się jak najszybciej odnaleźć i nazwać pięć przedmiotów z wylosowanej kategorii. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Poza treningiem pamięci, spostrzegawczości i cierpliwości, to również dobra powtórka słownictwa i ćwiczenie refleksu. Kolejnymi atutami są atrakcyjna forma (kotki zawsze cieszą się u nas powodzeniem) i niewielka cena (zazwyczaj poniżej 20 zł).

Carotina. Ćwiczę pamięć
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Jeśli natomiast szukamy nieco większego prezentu (okolice 50 zł), albo chcielibyśmy na przykład jednym upominkiem zająć na dłuższą chwilę rodzeństwo, warto zwrócić uwagę na zestawy łączące w sobie kilka z wymienionych powyżej gier i rozwijających różne kompetencje.

„Labolatorium 20 gier” to zestaw pomagający poznać alfabet, pierwsze słowa i liczby, ćwiczący pamięć i logikę oraz wprowadzający pierwsze słówka w języku angielskim. Tematem przewodnim są tutaj owady (chociaż Majka mówi raczej „robale”), dlatego też znajdziemy stonogę z alfabetem, której trzeba podoczepiać zagubione słówka, gąsienicę z cyframi, motylka, który pomoże powtórzyć kształty i kolory, połączenie motylkowych memorów z kwiatkową loteryjką, a także ślimaka do nauki angielskiego i biedronkę do odkrycia z marchewką Carotiną, czyli elektronicznym piórem, które wydaje charakterystyczne dźwięki przy wybraniu prawidłowej lub błędnej odpowiedzi. Wszystkie elementy są dwustronne, dzięki czemu można wykorzystać je na różny sposób – często kolejnym poziomem zabawy są właśnie quizy z elektronicznym piórem w kształcie marchewki.

Jedyny minus jest taki, że quizy – zarówno angielskie, jak i polskie – w zdecydowanej większości wymagają umiejętności czytania, przez co rodzice nie uciekną do swoich spraw. My zostawiamy quizy na koniec – najpierw Maja sama składa wszystkie plansze, dopasowuje literki, cyferki i obrazki, liczy kropki biedronki, a na koniec wspólnie rozwiązujemy zagadki Carotiny. Myślę, że bardzo fajnie może się to sprawdzić, kiedy zaangażujemy do zabawy nieco starsze, czytające już rodzeństwo.

Carotina. Laboratorium 20 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

A jeśli to wciąż za mało wrażeń, jest jeszcze „50 gier” i to zdecydowany faworyt mojej córki. Podobnie, jak w przypadku powyższego zestawu, dwustronne gry i plansze rozwijają różne kompetencje – oswajają z literami i liczbami, uczą myślenia logicznego i ćwiczą pamięć. Są też zadania stanowiące powtórkę kolorów, kształtów i przeciwieństw.

Tym razem tematem przewodnim jest farma, i pod względem wizualnym ten zestaw podoba mi się najbardziej.

W opakowaniu znajdziemy między innymi memory (tym razem w formie kurczaczków), pawia z wielobarwnym ogonem, minipuzzle z wiejskimi zwierzątkami, kurkę-grę planszową, traktor wiozący całą menażerię, warzywne puzzle i wielką planszę pełną quizów z wykorzystaniem długopisu Carotiny. A instrukcja z propozycjami zabaw jest tak obszerna, że przypomina całkiem konkretną książeczkę!

Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to 3+, moim zdaniem niektóre aktywności spokojnie można zaproponować i młodszemu dziecku – na przykład proste puzzle, czy grę w pamięć.

Carotina. 50 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Oczywiście seria z Carotiną to wiele więcej tytułów dla maluchów w różnym wieku. Jeśli wciąż czujecie niedosyt, przypominam o starszych recenzjach:
Carotina Baby. Mata wodna do rysowania
Carotina Preschool. Alfabet. Słowa i liczby
Carotina Preschool. Tablica fluorescencyjna LED
Carotina Preschool. Gry dla przedszkolaków. Język angielski

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: „Pierwszy zegar” Quercetti

Internet aż kipi od pomysłów, na kreatywne zajęcia podczas przymusowego zamknięcia w czterech ścianach. Można nauczyć się nowego języka, robienia na drutach, pieczenia tortów, tańczenia samby, można przebierać się za postaci z arcydzieł malarstwa dawnego, nauczyć kota aportowania, nadrobić zaległości w serialach albo ćwiczyć z Chodakowską. Chyba, że jest się matką, wtedy sukcesem jest wzięcie prysznica w ciszy i samotności.

Skoro jednak przez najbliższy czas nie ma co liczyć na chwilę choćby ucieczki od naszych małych koali, może warto postawić na wspólne zdobywanie jakiejś ambitnej umiejętności?

U nas stanęło na nauce odczytywania godzin z zegarka. Pod koniec stycznia Majeczka dostała na urodzinki uroczy zegarek na rękę z Myszką Minnie, najwyższy czas przestać traktować go wyłącznie jako ozdobę! Szczególnie, że w obecnej sytuacji, bez przedszkola i z rodzicami, którzy niby są cały czas w obok, ale jednak jednocześnie w pracy, kompletnie runęła nasza domowa rutyna i Majka zupełnie straciła poczucie czasu. Czy można sobie wymarzyć lepszy moment na wgłębienie tajemnic zegara?

Z pomocą przyszedł nam zestaw edukacyjny od Quercetti. Znajdziemy w nim wszystko co niezbędne do złożenia zegara demonstracyjnego – co ciekawe, tekturową tarczę zegara montujemy na takiej samej planszy z dziurkami, którą wykorzystujemy w mozaice „Pixel Daisy”, bardzo lubię takie uniwersalne rozwiązania. Do tarczy, doczepiamy ręcznie obracane wskazówki w dwóch kolorach i 12 gwoździków z naklejanymi cyferkami. My korzystamy na ten moment z czerwonych gwoździków z cyframi od 1-12, ale dla bardziej zaawansowanych są również niebieskie kołeczki z godzinami popołudniowymi, od 13 do 24. Na tarczy zaznaczono również minuty.

Zegar służy nam na razie przede wszystkim do określania czasu – zaznaczam na nim o której trzeba przyjść na śniadanie, do której jest czas na zabawę, a kiedy będzie można obejrzeć bajkę i godzinę zakończenia mojej pracy. Ale w zestawie znajdują się jeszcze karty z markerem suchościeralnym o gąbką do nauki zapisywania godzin zapakowane w zamykanym koszyczku. Karty występują w dwóch wersjach – mniejsze z dodatkowym obrazkiem pomocniczym i większe z samym przedstawieniem zegarka. Naszym zadaniem jest zapisać cyframi godzinę, którą wyznaczają wskazówki na tarczy zegara, lub odwrotnie – zaznaczyć na zegarku godzinę zapisaną poniżej cyframi. Karty zostały oznaczone kolorami – na żółto godziny przedpołudniowe i na granatowo godziny popołudniowe.

Do zestawu dołączono instrukcję wprowadzającą podstawowe pojęcia i tłumaczącej w jaki sposób odczytywać godziny. Znajdziemy tu również dodatkową instrukcję (w językach włoskim i angielskim) dotyczącą zabawy z dzieckiem w duchu Montessori

„Pierwszy zegar”
Firma: QUERCETTI Play Montessori
Sugerowany wiek: 4-8 lat.

Zestaw znajdziecie TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.