Grajki Majki: Carotina, czyli nauka poprzez zabawę.

Na pewno znacie z autopsji taką sytuację, kiedy przychodzi co Was dawno nie widziana ciocia, albo znajomy rodziny, który wie, że macie na stanie malucha i chciałby sprawić mu jakąś drobną przyjemność, powiedzmy w granicy 20 zł, żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Może sami jesteście czasami takim gościem i nie wiecie co by tu na wejściu dziecku sprezentować? Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pomniejszych świąt, jak imieninki, Mikołajki, czy nadciągający Dzień Dziecka. Bardzo często wybór pada wtedy na słodycze (zazwyczaj średniej jakości, bo te wyglądają najbardziej atrakcyjnie. Dam głowę, że za moich czasów czekoladki Kidera miały lepszy skład!), na co rodzice coraz bardziej kręcą nosem, bo muszą potem dziecku cichaczem podjadać (przecież dzieci nie mogą jeść tak dużo słodyczy!), co kończy się nadprogramowymi kilogramami. Jeśli nie chcemy mieć grubych znajomych, zawsze dobrym pomysłem są bańki mydlane, naklejki, czy pomysłowe artykuły plastyczne. My bardzo chętnie przyjmujemy też puzzle, bo Majka ostatnio szczególnie ceni tą rozrywkę. A jeśli chcecie być bardziej pomysłowi, albo możecie podszepnąć swoim gościom pomysł na niewielki upominek, to przygotowałam dla Was listę gier i zestawów edukacyjnych Carotiny, które fanie sprawdzą się w roli atrakcyjnego drobiazgu dla dziecka nie będąc jednocześnie jakimś dużym, zobowiązującym prezentem.

„Piszę pierwsze słowa” to niewielki zestaw łączący dwie najbardziej chyba popularne propozycje wśród pierwszych gier maluszka – puzzle i loteryjkę – z nauką literek. Pierwszym zadaniem, które czeka na maluszka, jest ułożenie dziesięciu obrazków ze zwierzętami. Każdy z nich został podzielony na puzzle-paski, na których przedstawiono fragment ilustracji i jedną literkę. Puzzle mają różny poziom trudności – do wyboru są wyrazy trzy-, cztero- i sześcioliterowe, a poza znanymi zwierzętami, jak kot, czy pies, znajdziemy tu również bardziej „egzotycznych” delfina, czy murenę.

Tak ułożone puzzle staną się naszymi planszami do drugiej gry – loteryjki.  Kiedy gracze mają już przed sobą ułożone puzzle wraz z podpisem, naprzemiennie losują kartoniki z literkami. Jeśli wylosowana literka powtarza się z tymi na planszy gracza, może ją zatrzymać, jeśli nie, odkłada ją do pudełka. Wygrywa ten, kto jako pierwszy ułoży nazwę zwierzątka ze swojej planszy.

Proste i sprawdzone rozwiązania często są tymi skradającymi serca. Sympatyczna, edukacyjna i w cenie lepszej czekolady – dobry pomysł na drobny upominek. Dzięki niewielkiemu formatowi sprawdzi się również w podróży, czy podczas rodzinnego pikniku. Jedynym, czego mi zabrakło, jest woreczek do loteryjki – podczas losowania z pudełka moje dziecię strasznie podgląda!

Carotina. Piszę pierwsze słowa. Układanka i loteryjka „Czytam i piszę”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Drugą bardzo trafioną propozycją dla maluchów o cenie i formacie przypominającym kartonik Ptasiego Mleczka, jest „Logika 3 w 1”. To 24 trzyelementowe puzzle, w których elementy dopasowuje się nie jako części większego obrazka, a na podstawie trzech różnych relacji logicznych.

Pierwszym z nich – oznaczonym kolorem niebieskim – jest konstrukcja ciągu przyczynowo skutkowego, czyli „przed i po”. Mamy tu do ułożenia w odpowiedniej kolejności na przykład trzy etapy palenia się świecy, albo proces wykluwania się pisklaka, gdzie na pierwszym elemencie mamy jajko, na drugim pękające jajko z wyłaniającym się dzióbkiem, a na trzecim pisklaka.

Druga zagadka –zielona – polega na dopasowywaniu narzędzi do przedstawicieli różnych zawodów, czyli „co jest czyje”. Na przykład do wędkarza należy dopasować wędkę i haczyk na ryby, do kucharza garnek i chochlę.

Trzecie zadanie – różowe – polega na grupowaniu zwierząt pod względem cech wizualnych, czyli „kogo to przypomina”. Należy połączyć ze sobą na przykład różne dzikie koty, owady, jaszczurki albo „rogate parzystokopytne”.

Pomysłowa układanka zmieniająca nieco nasze myślenie o puzzlach, jako o okładaniu podzielonego na części obrazka. Poza wspomnianej w tytule umiejętności logicznego kojarzenia faktów, ćwiczy również spostrzegawczość, zwracanie uwagi na szczegóły, skupienie i cierpliwość.

Carotina. Logika 3 w 1
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Mieliśmy już grę oswajającą z literkami i grę rozwijającą logiczne myślenie. Nadszedł czas na kolejne umiejętności – ćwiczenie pamięci i koncentracji. Nie da się ukryć, że z koncentracją i cierpliwością u maluchów raczej krucho, byłam za to zdumiona umiejętnością zapamiętywania, jaką zauważyłam u mojej przedszkolaczki – ta mała gadzina potrafi ograć mojego męża w memory, a i mnie czasami uda jej się wyprzedzić! I to bez „dawania forów”! Bardzo zależy mi na podtrzymaniu i rozwijaniu tej umiejętności, dlatego też chętnie sięgam po tego rodzaju tytuły, a i Majka lubi gry oparte na mechanizmach szukania i zapamiętywania.

„Ćwiczę pamięć” na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl znaną grę „Bystre oczko”, jest bowiem oparta na tym samym schemacie. Zestaw składa się z 72 par kartoników z obrazkami podzielonymi na oznaczone kolorami kategorie  – zwierzęta, żywność, zawody, odzież, środki transportu i fantazja (my nazywamy je „bajkowymi) oraz planszy w kształcie kotka, na którego brzuszku przedstawiono 72 ilustracje odpowiadające tym na kartach. W pazurkach kotek trzyma spinner z ruchomą strzałką i kołem do losowania podzielonym na kolory odpowiadające kategoriom kart.

W takim przypadku pierwszym sposobem wykorzystania zestawu zawsze jest ulubiona gra mojego dziecka, czyli memory. Dopiero później możemy dowiadywać się co twórca gry miał na myśli. W tym przypadku gra pamięciowa jest urozmaicona o losowanie kategorii za pomocą spinnera, dzięki czemu w każdej rozgrywce wykorzystuje się tylko jedną talię kartoników jednocześnie, a nie wszystkich 72 za jednym zamachem, poza tym nie ma znaczących różnic podczas rozgrywki. I dobrze, bo kochamy tą grę taką, jaka jest!

Druga propozycja gry odbywa się z wykorzystaniem kociej planszy. W ty przypadku gracze naprzemiennie losują kartonik z obrazkiem, by jak najszybciej odnaleźć jego odpowiednik na planszy. Ten, kto znajdzie go jako pierwszy, zdobywa kartonik. Wygrywa osoba, która pierwsza zdobędzie 5 kartoników (albo 10, albo 15, jeśli chcemy, by gra była dłuższa). Oczywiście możemy też sami wymyślać kolejne warianty, na przykład losując kolor i starając się jak najszybciej odnaleźć i nazwać pięć przedmiotów z wylosowanej kategorii. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Poza treningiem pamięci, spostrzegawczości i cierpliwości, to również dobra powtórka słownictwa i ćwiczenie refleksu. Kolejnymi atutami są atrakcyjna forma (kotki zawsze cieszą się u nas powodzeniem) i niewielka cena (zazwyczaj poniżej 20 zł).

Carotina. Ćwiczę pamięć
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Jeśli natomiast szukamy nieco większego prezentu (okolice 50 zł), albo chcielibyśmy na przykład jednym upominkiem zająć na dłuższą chwilę rodzeństwo, warto zwrócić uwagę na zestawy łączące w sobie kilka z wymienionych powyżej gier i rozwijających różne kompetencje.

„Labolatorium 20 gier” to zestaw pomagający poznać alfabet, pierwsze słowa i liczby, ćwiczący pamięć i logikę oraz wprowadzający pierwsze słówka w języku angielskim. Tematem przewodnim są tutaj owady (chociaż Majka mówi raczej „robale”), dlatego też znajdziemy stonogę z alfabetem, której trzeba podoczepiać zagubione słówka, gąsienicę z cyframi, motylka, który pomoże powtórzyć kształty i kolory, połączenie motylkowych memorów z kwiatkową loteryjką, a także ślimaka do nauki angielskiego i biedronkę do odkrycia z marchewką Carotiną, czyli elektronicznym piórem, które wydaje charakterystyczne dźwięki przy wybraniu prawidłowej lub błędnej odpowiedzi. Wszystkie elementy są dwustronne, dzięki czemu można wykorzystać je na różny sposób – często kolejnym poziomem zabawy są właśnie quizy z elektronicznym piórem w kształcie marchewki.

Jedyny minus jest taki, że quizy – zarówno angielskie, jak i polskie – w zdecydowanej większości wymagają umiejętności czytania, przez co rodzice nie uciekną do swoich spraw. My zostawiamy quizy na koniec – najpierw Maja sama składa wszystkie plansze, dopasowuje literki, cyferki i obrazki, liczy kropki biedronki, a na koniec wspólnie rozwiązujemy zagadki Carotiny. Myślę, że bardzo fajnie może się to sprawdzić, kiedy zaangażujemy do zabawy nieco starsze, czytające już rodzeństwo.

Carotina. Laboratorium 20 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

A jeśli to wciąż za mało wrażeń, jest jeszcze „50 gier” i to zdecydowany faworyt mojej córki. Podobnie, jak w przypadku powyższego zestawu, dwustronne gry i plansze rozwijają różne kompetencje – oswajają z literami i liczbami, uczą myślenia logicznego i ćwiczą pamięć. Są też zadania stanowiące powtórkę kolorów, kształtów i przeciwieństw.

Tym razem tematem przewodnim jest farma, i pod względem wizualnym ten zestaw podoba mi się najbardziej.

W opakowaniu znajdziemy między innymi memory (tym razem w formie kurczaczków), pawia z wielobarwnym ogonem, minipuzzle z wiejskimi zwierzątkami, kurkę-grę planszową, traktor wiozący całą menażerię, warzywne puzzle i wielką planszę pełną quizów z wykorzystaniem długopisu Carotiny. A instrukcja z propozycjami zabaw jest tak obszerna, że przypomina całkiem konkretną książeczkę!

Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to 3+, moim zdaniem niektóre aktywności spokojnie można zaproponować i młodszemu dziecku – na przykład proste puzzle, czy grę w pamięć.

Carotina. 50 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Oczywiście seria z Carotiną to wiele więcej tytułów dla maluchów w różnym wieku. Jeśli wciąż czujecie niedosyt, przypominam o starszych recenzjach:
Carotina Baby. Mata wodna do rysowania
Carotina Preschool. Alfabet. Słowa i liczby
Carotina Preschool. Tablica fluorescencyjna LED
Carotina Preschool. Gry dla przedszkolaków. Język angielski

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: „Pierwszy zegar” Quercetti

Internet aż kipi od pomysłów, na kreatywne zajęcia podczas przymusowego zamknięcia w czterech ścianach. Można nauczyć się nowego języka, robienia na drutach, pieczenia tortów, tańczenia samby, można przebierać się za postaci z arcydzieł malarstwa dawnego, nauczyć kota aportowania, nadrobić zaległości w serialach albo ćwiczyć z Chodakowską. Chyba, że jest się matką, wtedy sukcesem jest wzięcie prysznica w ciszy i samotności.

Skoro jednak przez najbliższy czas nie ma co liczyć na chwilę choćby ucieczki od naszych małych koali, może warto postawić na wspólne zdobywanie jakiejś ambitnej umiejętności?

U nas stanęło na nauce odczytywania godzin z zegarka. Pod koniec stycznia Majeczka dostała na urodzinki uroczy zegarek na rękę z Myszką Minnie, najwyższy czas przestać traktować go wyłącznie jako ozdobę! Szczególnie, że w obecnej sytuacji, bez przedszkola i z rodzicami, którzy niby są cały czas w obok, ale jednak jednocześnie w pracy, kompletnie runęła nasza domowa rutyna i Majka zupełnie straciła poczucie czasu. Czy można sobie wymarzyć lepszy moment na wgłębienie tajemnic zegara?

Z pomocą przyszedł nam zestaw edukacyjny od Quercetti. Znajdziemy w nim wszystko co niezbędne do złożenia zegara demonstracyjnego – co ciekawe, tekturową tarczę zegara montujemy na takiej samej planszy z dziurkami, którą wykorzystujemy w mozaice „Pixel Daisy”, bardzo lubię takie uniwersalne rozwiązania. Do tarczy, doczepiamy ręcznie obracane wskazówki w dwóch kolorach i 12 gwoździków z naklejanymi cyferkami. My korzystamy na ten moment z czerwonych gwoździków z cyframi od 1-12, ale dla bardziej zaawansowanych są również niebieskie kołeczki z godzinami popołudniowymi, od 13 do 24. Na tarczy zaznaczono również minuty.

Zegar służy nam na razie przede wszystkim do określania czasu – zaznaczam na nim o której trzeba przyjść na śniadanie, do której jest czas na zabawę, a kiedy będzie można obejrzeć bajkę i godzinę zakończenia mojej pracy. Ale w zestawie znajdują się jeszcze karty z markerem suchościeralnym o gąbką do nauki zapisywania godzin zapakowane w zamykanym koszyczku. Karty występują w dwóch wersjach – mniejsze z dodatkowym obrazkiem pomocniczym i większe z samym przedstawieniem zegarka. Naszym zadaniem jest zapisać cyframi godzinę, którą wyznaczają wskazówki na tarczy zegara, lub odwrotnie – zaznaczyć na zegarku godzinę zapisaną poniżej cyframi. Karty zostały oznaczone kolorami – na żółto godziny przedpołudniowe i na granatowo godziny popołudniowe.

Do zestawu dołączono instrukcję wprowadzającą podstawowe pojęcia i tłumaczącej w jaki sposób odczytywać godziny. Znajdziemy tu również dodatkową instrukcję (w językach włoskim i angielskim) dotyczącą zabawy z dzieckiem w duchu Montessori

„Pierwszy zegar”
Firma: QUERCETTI Play Montessori
Sugerowany wiek: 4-8 lat.

Zestaw znajdziecie TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Zestawy kreatywne „Cupcake crafts” i „My pretty mosaic”, Alex little hands

Ta kreatywna zabawka jest od trzech dni bohaterką w moim domu. Dzięki zgromadzonym w pudełku komponentom przedszkolak jest w stanie wykonać całą masę uroczych dekoracji – trzy wróżki (w koronach, więc to chyba wróżkowe królewny!), trzy kwiatki, motylka i bardzo ozdobną koronę dla siebie. A wszystko to w odpowiedni sposób składając i doklejając do szablonów… kolorowe papilotki do babeczek. Do zabawy wystarczy użyć kleju, który (dzięki niech będą producentowi!) został dołączony do zestawu. I to nie byle jakiego kleju, a kleju magicznego! Zmieniającego kolor z fioletowego na przezroczysty, dzięki czemu maluch dokładnie widzi, gdzie już smarował, a w których miejscach trzeba się jeszcze troszkę natrudzić.

Prace wychodzą bardzo efektownie i mają szanse powstać przy nieznacznej tylko pomocy rodzica, bo do zestawu dołączono przejrzystą obrazkową instrukcję prezentującą maluchom co trzeba wykorzystać w danym momencie. A jednocześnie większa ilość papierków i mnogość naklejek pozostawia spore pole dla własnej wolności twórczej.

Każdy z czterech pomysłów na pracę plastyczną z wykorzystaniem papilotek (wróżki, korona, motylek i kwiatki) został zapakowany osobno wraz z naklejkami do dekorowania. Dzięki takiemu podziałowi zabawy wystarczyło nam aż na trzy dni, ale z drugiej strony naprodukowaliśmy dużo plastikowych odpadów, dobrym pomysłem byłaby zmiana foliowych kopert na papierowe. I to jest moje jedyne zastrzeżenie, bo ten zestaw jest świetny!

Cupcake crafts
Firma: Alex little hands
Sugerowany wiek: 3+

Zestaw możecie kupić TUTAJ.

Pomysł na wyklejane mozaiki był nam już wcześniej znany i staram się zawsze mieć kilka arkuszy w zanadrzu, na trudniejsze dni. Okazuje się, że w czasie kwarantanny moje zapasy mogą okazać się na wagę złota!

Próbowałyśmy już mozaik od firmy Janod, zaopatruję się też zawsze w Pepco, kiedy tylko pojawią się nowe wzory. W porównaniu do dwóch powyższych firm, mozaiki Alex little hands mają zauważalnie miększe arkusze – grubością porównywalne bardziej do śliskiego papieru technicznego, niż tekturki. Wyróżniają je również naklejki o różnych kształtach – od standardowych kółeczek i kwadracików, aż po gwiazdki – z błyszczącego metalicznie papieru.

Na zestaw składa się pięć arkuszy z księżniczkowymi wzorami (baletnica, korona, lusterko, kwiatek i zamek) i ponad 1400 naklejek. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń, co do jakości – kolory są ładnie nasycone, a naklejki dobrze wycięte, dzięki czemu nie naddzierają się podczas odklejania. Również cenowo wychodzą całkiem atrakcyjnie – porównywalnie do tych z Pepco, choć tamte kupuje się pojedynczo, a tu mamy cały zestaw. Jedyny minus, to pakowanie każdego zestawu osobno w foliową kopertę, przez co naprodukowaliśmy sporo odpadów. A wystarczyłoby odpowiedni arkusz z naklejkami dokleić delikatnie do tyłu danego wzoru taśmą lub kropelką kleju.

Bardzo dobre ćwiczenie dla małych paluszków, trenujące dokładność, skupienie na szczegółach i cierpliwość dziecka.

My pretty mosaic
Firma: Alex little hands
Sugerowany wiek: 3+

Zestaw możecie kupić TUTAJ.

Oba zestawy polecam bardzo mocno, proponowane zadania nie wymagają wielkiej ingerencji rodzica i są w stanie zająć dziecko na dłuższą chwilę, dzięki której rodzic da radę trochę zdalnie popracować, przygotować obiad albo usiąść na chwilę z ciepłą kawą. Do tego rozwijają zdolności manualne, a ich efekty będą ładną ozdobą dziecięcego pokoju albo prezentem dla babci.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: „Skaczące żabki” Viking Toys

Najprostsza zabawka świata, a ma tyle uroku!

To komplet 20 niewielkich, plastikowych żabek (po 5 w czterech kolorach), które podskakują po naciśnięciu odpowiedniego miejsca na ich… hmmm… tułowiach (właściwie to na dupkach, ale po konsultacji z biologiem już wiem, że żaby dupek ani odwłoków nie mają, a to co mają nie brzmi ładnie, zostańmy więc przy tułowiach). Żabki mieszkają w zamykanym wiaderku. Cały myk polega na tym, by rozsypane kolorowe płazy „wstrzelić/wpstrykać/wskakać/wkumkać/whopsiać” z powrotem do pojemnika. Osoba, która zrobi to pierwsza, wygrywa.

Teoretycznie to gra dla czterech osób, bo tyle mamy kolorów żabek, ale najczęściej gramy z Majką we dwie i każda ma po dwa żabie stada. A zdarza się i tak, że moje pełne samozaparcia dziecię pstryka żabki sama ze sobą w rozgrywce Maja vs. Wiaderko.

To dobry trening motoryki małej a do tego niezłe ćwiczenie dla cierpliwości i samozaparcia, bo wcale nie jest tak łatwo precyzyjnie wycelować, a wcześniej palce potrafią całkiem nieźle rozboleć. Ale warto się poświęcić, bo gra wciąga, a zwycięstwo smakuje słodko!

Żabki są starannie wykonane, bez najmniejszego zadziorka i mają ładne, nasycone kolory (czerwony jest nieco oszukany i wpada w ciemny róż, co jest dodatkową zaletą w oczach mojego dziecka). Są też całkiem spore, więc raczej nie ma ryzyka połknięcia nawet przez najbardziej ciekawskie młodsze rodzeństwo, choć zabawka polecana jest maluchom od trzeciego roku życia. Dodatkowym atutem jest możliwość mycia w zmywarce.

Gra występuje w dwóch zestawach – mniejszym, czyli 16 żabek w pojemniku albo większym, czyli 20 żabek w pojemniku + mata przypominająca nieco tarczę strzelecką. Na środku trawiaście zielonej maty ustawiamy wiaderko i próbujemy trafić żabkami z zaznaczonych na macie pól, a każde z nich premiowane jest inną liczbą punktów.

Rozwijająca dla dzieci, nie nudzi dorosłych i kosztuje niewiele – połączenie idealne! Świetny kandydat na drobny prezent na Wielkanoc, Mikołajki, czy Dzień Dziecka.

Skaczące żabki
Firma: Viking Toys
Sugerowany wiek: 3+

Skaczące żabki możecie kupić TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Pluszowe zwierzaki, National Geographic

Jakiś czas temu pokazywałam Wam mojego pluszowego leniwca (tak tak, mojego, nie oddałam go dziecku!), który kradnie serca beznamiętnym wyrazem pyszczka i niebiańską puchatością futerka. I tak jak wtedy przewidziałam, jedno pluszowe zwierzątko to już zaczątek stada. Ani się obejrzałam, a rozmnożył się do aż czterech sztuk. I to różnych gatunków!

Ulubienica Majki – foka (a właściwie Weddelka Antarktyczna) – sypia pod wodą i potrafi wynurzać się, by zaczerpnąć oddech, przez sen. Nasz egzemplarz nazywa się Wallie Snow i śpi w łóżku. Na poduszce z Elsą, więc na pewno ma wystarczająco zimno!

Nie potrafiłam odmówić sobie lwa, chociaż Figiel nie jest z tego faktu ani trochę zadowolony (dotychczas tylko on miał grzywę w tym domu!). Myślę jednak, że w końcu się dogadają. W końcu lwy afrykańskie to jedyne dzikie koty, które żyją w stadach.

Dziobak na zdjęciach wychodzi dość groźnie, a ma niesamowicie gładką i miła w dotyku sierść, więc nie sposób go nie miętosić. I spójrzcie tylko na te łapki! Dotychczas myślałam, że dziobaki są całkiem spore, a tu okazuje się, że mierzą mniej więcej 40 cm i ważą około 1,4 kg, czyli właściwie maskotka oddaje realne wymiary zwierzęcia. To w porównaniu z moim prawie pięciokilogramowym Vincentym prawdziwe maleństwo!

Starannie wykonane, szczegółowe, mięciutkie zabawki są naprawdę realistyczne i całkiem podobne do swoich pierwowzorów na fotografiach. Wszystkie mają głęboko w środku jakiś rodzaj ziarna (właściwie trzeba być trochę księżniczką Pirlipatką, żeby odnotować ten fakt), dzięki czemu stabilnie siedzą i nie przewracają się na boki. Leniwiec na przykład na dobre już zadomowił się na oparciu mojego fotela i ani razu jeszcze nie spadł mi na głowę. Do każdego z nich dołączono ulotkę z kilkoma ciekawostkami na temat zwierzęcia, zdjęciami i informacjami na temat innych zwierząt mieszkających w danym klimacie (a w przypadku lwa – innych dużych kociaków). To trochę podstęp, bo jak już tulisz się do swojego dziobaka i czytasz o innych mieszkańcach Australii, to nagle masz ochotę drugą ręką poprzytulać koalę, trzecią kangura, a do tego owinąć się pytonem, a Majka coś przebąkuje o niedźwiedziu i zającu do swojej strefy polarnej. I tak właśnie powstaje pluszowe stado! I gniazdo Pluszakowej Matki…

Foka, Lew, Dziobak
National Geographic

Te i inne pluszaki od National Geographic możecie znaleźć TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Pluszowy leniwiec, National Geographic

Czy zwierzę może być dobrym prezentem na Święta? Oczywiście! O ile tylko jest pluszowe!

A wtedy już nic nie ogranicza naszej wyobraźni. Żyrafa w salonie? Nie ma problemu! Lwiątko do przytulania? Jasne! Okaz zagrożony wyginięciem? Toż to idealny moment, by „upolować” swój własny egzemplarz!

Moje serce totalnie skradł ten oto leniwiec. Ten wyraz pyszczka, te nieokiełznane emocje w spojrzeniu, te długie palce, ten spokój, kiedy wpatruje się w przestrzeń, ta chęć do życia… jest po prostu G E N I A L N Y!

To mój pierwszy pluszak z kolekcji National Geographic (tak tak, miał być dla Majki, ale mamie chyba też się coś od życia należy?) i jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczona. Choć starannie wykonane i zaprojektowane tak, by jak najbardziej oddawać rzeczywisty wygląd zwierzęcia (zwolennicy metod Montessori, będziecie Państwo zadowoleni!), zawsze wyglądały mi na szorstkie w dotyku – zarówno kiedy oglądałam je w internecie, jak i rzucałam okiem na sklepową wystawę. A to jedna z najmiękkszych i najmilszych zabawek, jakie kiedykolwiek przytulałam. A jestem naczelnym przytulaczem, więc można uważać mnie za autorytet w tej dziedzinie.

Do pluszaka dołączono niewielką ulotkę z podstawowymi informacjami na temat zwierzęcia – otóż Leniwiec pstry (Bradypus veriegatus) zajada się roślinami, waży mniej więcej tyle, co jedna sztuka mojego kota, śpi nawet i po 20 godzin dziennie, a kiedy już naprawdę musi się ruszyć, potrafi się czołgać z szybkością 0,15 km na godzinę – oraz na temat innych mieszkańców lasów równikowych.

Jest przytulaśnie, zabawnie, uroczo, pouczająco i ciekawie. Miałam się ograniczać pod względem chomikowania rzeczy doczesnych (tzn. zacząć mieć jakiekolwiek hamulce), ale tak po prostu się nie da! Uważajcie, bo decydując się na jedno pluszowe stworzenie, musicie liczyć się z posiadaniem stada. Bo na jednym nie sposób poprzestać. Szczególnie, że w ofercie są również dzieci zwierząt, pacynki i zestawy miniturek. A i w samych gatunkach można przebierać godzinami!

Leniwiec
National Geographic

Zarówno leniwca, jak i inne zwierzęta możecie znaleźć TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.