Bajki Majki: „W drogę!” Karolina Ponzo

Nigdy nie ukrywałam, że jestem raczej tchórzowatą matką i zdarza się, że przeraża mnie kontakt mojej córki z nożem do masła i oblodzonymi schodkami, a co dopiero z całym olbrzymim światem.

Dlatego też ta książeczka jest bardzo dla mnie (a Bobasa korzysta zupełnie przy okazji i wcale, ale to wcale nie jest pretekstem!). To opowieść o małej dziewczynce – mieszkającej praktycznie po sąsiedzku i tylko miesiąc starszej od Majki – podróżującej z mamą po wielkim świecie. Bo Karolina Ponzo świata się nie boi, a do Meksyku z dzieckiem wybiera się tak, jak ja na osiedlowy plac zabaw. Tylko ona zabiera mniej bagaży :D

Mila – córeczka Karoliny i główna bohaterka książki – od maleńkości zwiedza fantastyczne miejsca. I jest przy tym świetnym przewodnikiem, zarówno po stronach książki, jak i po odwiedzanych za ich pośrednictwem miejscach! Dzięki niej możemy się dowiedzieć gdzie można kąpać się ze słoniami, jakie owoce najlepiej smakują w Meksyku, jakiego koloru kraby przemykają po kenijskich plażach,  gdzie ulice rozbrzmiewają porywającą do tańca muzyką i czy trudno wypatrzeć morskiego żółwia. Najlepiej od razu zaopatrzcie się w globus, bo maluchy bywają wyjątkowo dociekliwe, jeśli chodzi o opowieści o egzotycznych krajach.

Bo „W drogę!” cudownie rozszerza słownictwo, czego zdążyłam już zaobserwować pierwsze efekty podczas wyboru rogalika w Lidlu („Mamo, to jest krłasąt!”). Uważajcie rodzice! Będziecie musieli tłumaczyć znaczenia takich słów, jak bungalow, cywilizacja, salsa czy fasada (to akurat miałyśmy już za sobą – dziecko spaczone historią architektury od maleńkości…). Wytłumaczycie też gdzie leży Bali (i w Indonezji nie będzie wystarczającą odpowiedzią), kim są guźce i Masajowie! Na pewno będzie pouczająco, więc zawczasu lepiej sami dobrze się przyuczcie!

Dopełnieniem tekstu są ilustracje zajmujące całe strony od góry do dołu. Ilustracje tak bajkowe, że przedstawione na nich miejsca i stworzenia wydają się być wręcz nie z tego świata. Wydaje mi się, że Ewelinie Wajgert idealnie udało się uchwycić magię, jaką są cuda natury przepuszczone przez nieskrępowaną wyobraźnię dziecka. Jestem wielką fanką pstrokatego pancernika, a moja Majka szczególnie upodobała sobie… zwierzątka z chmur i kształty ułożone z gwiazd.

Ale wiecie co podobało mi się najbardziej? Przesłanie. Bo cały ten ogromny, różnorodny świat pełen barw, języków, stworzeń i dźwięków, ani trochę nie przeraża małej dziewczynki, dopóki trzyma ona za rękę swoją mamę. Wszędzie jest dobrze, byle z mamusią. I nie ważne, czy polecimy na drugą stronę globu, czy rozłożymy koc na łące za domem – mama zawsze będzie tą osobą, która pokaże swojemu małemu odkrywcy cuda tego świata.

Karolina Ponzo, W drogę!, Gdańsk: Karolina Ponzo, 2018, 32 s.

Bajki Majki: „Oto jest ogród” Hector Dexet

Szanowni Państwo, przed państwem Ogród! Chociaż tego autora na pewno nie trzeba specjalnie przedstawiać, przypomnę tylko, że jest prawdziwym mistrzem „dziurawych książek”. I już na pierwszy rzut oka widać, że ta pozycja jest siostrą bliźniaczką „A co to?”, znanej już z mojej zeszłotygodniowej recenzji.

Również w tym przypadku mamy do czynienia z charakterystyczną dla Dexeta stylistyką opartą na prostych, zgeometryzowanych formach i kontraście intensywnych, „niemieszanych” kolorów.

Przyznam szczerze, że ta książeczka podoba mi się jeszcze bardziej, właśnie ze względu na jednolitą tematykę. „A co to?” było jedną wielką zagadką i miszmaszem ciekawostek, a każda strona prezentowała „cosia” zaczerpniętego z zupełnie innej bajki. Tym razem wszystko jest bardziej poukładane i mniej więcej wiadomo czego się spodziewać. Choć i tak bywa zaskakująco!

Jak sama nazwa wskazuje, książeczka zgłębia tajemnice ogrodu i jego maleńkich mieszkańców. Oparta jest na tym samym schemacie – jedna strona przedstawia jakiś obiekt, druga jego metamorfozę (czy to faktyczną, czy wynikającą ze zmiany punktu widzenia), a cały proces jest tym ciekawszy, że wsparty dziurami i dziurkami. Dowiadujemy się zatem kto mieszka w starym drzewie, a kto ukrywa się pod opadniętymi liśćmi, mamy szansę zaobserwować przemianę gąsienicy w motyla (podczas, gdy sama gąsienica przesypia ten proces ;)), towarzyszymy biedronkom w ich wielkiej wodnej przeprawie i mrówkom w zbieraniu resztek po pikniku.

Podobnie jak w przypadku poprzednich książek tego autora, bohaterowie, choć zbudowani z kilku prostych, barwnych kształtów, budzą sympatię uśmiechami i zaciekawienie tajemniczymi spojrzeniami kierowanymi w stronę widza. I choć we mnie czerwone oczy niektórych białych gąsienic budzą bliżej nieokreślony niepokój, tak Majka bardzo je lubi.

To kolejna oszczędna w słowach i formie, a jednocześnie przebogata w pomysły pozycja dla maluchów. Polecam ją dzieciom w wieku około 18 miesięcy – podobnie jak „A co to?” wydana została na sztywnym kartonie, ale już nie tak grubym jak w przypadku „Kto zjadł biedronkę?”. Większy format i ilość stron również sugerują już nieco starszego odbiorcę (uch, ach, dojrzałość tak bardzo!). Choć nieco mniej dziecioodporna, jak na razie, odpukać, bardzo dobrze się trzyma i nie poddaje się zabiegom mojej małej Destrukcji. A, że pełni zaszczytną rolę „hiciora ostatnich tygodni”, targamy ją ze sobą wszędzie – przede wszystkim na dwór i do ogrodu ;)

Jak zawsze u Dexeta – to lektura fantastycznie rozbudzająca ciekawość, umiejętność tworzenia skojarzeń i wyobraźnię. Dziurki nęcą niesamowicie wszystkie małe paluszki i trenowanie motoryki małej zdaje się być zaledwie skutkiem ubocznym świetnej zabawy w poznawanie świata. Zaskakująca, fascynująca, pomysłowa, abstrakcyjna. I roi się w niej od pulchnych robaków!

Hector Dexet, Oto jest ogród, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2017, 36 s.

Bajki Majki: „A co to?” Hector Dexet

„Dziurawe” książki to u mojego półtoraroczniaka podobny pewniak, co książeczki z okienkami. Wspominając sympatię, jaką jeszcze do niedawna cieszyła się u nas książeczka „Kto zjadł biedronkę?”, skusiłam się na kolejną pozycję tego samego autora.

Tym razem dziur jest znacznie więcej ;) Malutkich i całkiem sporych, okrągłych, kwadratowych, palczastych, kocich i o zupełnie niezidentyfikowanych, skomplikowanych kształtach.

To książka, która rozwija wyobraźnię przestrzenną i ciekawość świata, trenuje spostrzegawczość, zachęca do zadawania nawet najbardziej szalonych pytań i wciskania paluszków we wszelkie możliwe dziurki ;)

Podczas lektury mały molik książkowy dowie się między innymi jakie stworzonka wykluwają się z jajek, kto wygryza dziury w serze, gdzie chowa się biały królik i gdzie mieszkają nienarodzone jeszcze dzidziusie. Spora dawka humoru i niebanalność poruszanych tematów mają w sobie coś, co potrafi zaciekawić nawet dorosłego, przyznaję, że za pierwszym razem sama nie mogłam się oderwać. I tego właśnie oczekuję szukając książeczki interaktywnej – żeby czytanie jej było świetną, angażującą zabawą!

Kolejny jestem pozytywnie zaskoczona paletą żywych, intensywnych i kontrastowych kolorów, prostotą rysunków i sympatią, jaką potrafią wzbudzić zupełnie prozaiczni bohaterowie.  Książka jest dość gruba, a mimo to stosunkowo lekka, nadaje się do samodzielnego przenoszenia i oglądania (dzięki zaokrąglonym brzegom pozwalam na to bez stresu), ale również całkiem wygodnie czyta się ją wspólnie z bobasem na kolanach. Jedyny minus to dość cienkie (choć kartonowe) strony. W przypadku skomplikowanych okienek ta grubość niestety się u nas nie sprawdziła i moja niezwykle zaciekawiona wyciętymi paluszkami Destrukcja bardzo dokładnie je powyginała. Zalecam zatem nadzór osoby dorosłej dla bezpieczeństwa książki ;)

Bardzo fajna propozycja dla ciekawych świata maluchów.

Hector Dexet, A co to?, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2017, 36 s.