Czas na czytanie: „Pokaż mi” Marcel Moss

Całkiem lubię thrillery medyczne i psychologiczne, ale z thrillerem erotycznym spotkałam się po raz pierwszy i w sumie wciąż nie jestem pewna, czy ten podgatunek zdołał mnie do siebie przekonać.

„Pokaż mi” swego czasu po prostu wyskakiwało mi z lodówki. Gdzie się nie obróciłam, tam spotykałam się z opiniami i recenzjami o tej książce, co ciekawe głównie pozytywnymi. I ten rodzaj sposób promocji okazał się skuteczny, bo zapragnęłam sprawdzić na własnej skórze o co tyle zamieszania. A kiedy udało mi się wygrać ten tytuł u Matka Puchatka, trafił prosto na regał wstydu na kilka miesięcy.

Niemniej jednak w końcu się za nią zabrałam i… okazał się zupełnie bez szału.

„Internet to największe zło tego świata. Ludzie z natury są kłamcami, ale ekran oddzielający ich od prawdziwego życia sprawia, że puszczają im wszystkie hamulce. Nabierają odwagi i stopniowo toną w bagnie własnych iluzji”.

Łukasz Sierp jest ambitnym marketingowcem w bezpiecznym, pozornie idealnym związku, który uzależnia się od aplikacji randkowej. Im dalej w las, tym bardziej dowiadujemy się, jak dużo ma za uszami i jak daleko jest w stanie się posunąć dla spełnienia swoich samolubnych fantazji. I kiedy tajemnicza Królowa, z którą czatuje tygodniami i której polecenia wykonuje nie okazuje się ani spełnieniem marzeń o skoku w bok, ani tym bardziej botem odpowiadającym przygotowanymi wcześniej kwestiami, za to zaczyna go prześladować i szantażować, czytelnikowi wydaje się, że nasz bohater dostał dokładnie na co zasłużył. Autor podrzuca nam sporo poszlak, a mimo to nie udało mi się odgadnąć kto jest odpowiedzialny za pogłębiający się koszmar niewiernego narzeczonego i jego pogłębiającą się paranoję.

Mimo to thriller erotyczny to chyba nie jest koncepcja dla mnie. Ten thriller rzeczywiście tam jest, bywa strasznie, zdecydowanie jest okrutnie i nie ma wątpliwości, że mamy w nim do czynienia z psychopatą. Jest też dobrze zarysowany kontekst psychologiczny sprawcy. A i sama intryga została całkiem dobrze skonstruowana – zarówno jeśli chodzi o planowane przestępstwo, jak i niefortunne zbiegi okoliczności.

Męczyły mnie jednak ciągłe przeskoki w czasie bełtające fabułę i irytujący bohaterowie. Jestem usatysfakcjonowana zarówno rozwiązaniem zagadki, jak i samym zakończeniem, ale niczym mnie ta książka nie porwała i nie czytałam jej z zapartym tchem, co tak bardzo cenię w thrillerach. W końcu maja trzymać w napięciu. A filozoficzno-intelektualne wywody Łukasza z ostatnich stron przyprawiły mnie raczej o suchy śmiech, niż refleksję nad życiem.

Marcel Moss, Pokaż mi, Poznań: Wydawnictwo Filia, 2020, 382 s.

Czas na czytanie: „The Raven King” Nora Sakavic

Po pierwszym tomie chciałam akcji, to mam!

Rico nie jest osobą, która przywykła do słuchania zniewag, a Neil nie należy do potulnych chłopaków. I na pewno nie zamierza siedzieć cicho, nawet jeśli wszystko, w co dotąd wierzył nie do końca jest zgodne z prawdą. Czy niestabilny psychicznie Andrew faktycznie zdoła ocalić go przed okrutną zemstą bezlitosnej rodziny Moriyama? Ma może razem z resztą Lisów sam padnie jej ofiarą? Jaką decyzję podejmie Neil, kiedy okaże się, ze tym razem to inni potrzebują jego pomocy, a ich los będzie leżał w jego rękach? Czy zdołał na tyle poczuć się częścią drużyny, by nie uciec, co robił przez całe życie? W końcu właśnie to rozwiązanie podpowiada mu instynkt. I suma summarum chyba tak byłoby dla niego najlepiej.

Jest brutalnie, krwawo i bezwzględnie. Jeśli czytelnik obstawiał, że któryś z bohaterów jest bezpieczny to najprawdopodobniej był w dużym błędzie. Chociaż styl powieści wciąż nie do końca mi odpowiada, to jednak jest zdecydowanie lepiej, niż w pierwszym tomie. Jeśli chodzi o fabułę, to wreszcie wszystko nabrało odpowiedniego tempa, być może faktycznie pierwszy tom był „na rozruszanie” , wczucie się w klimat i poznanie tego świata. Gangsterskie aspekty wciąż wydają mi się być nieco zbyt teatralne i przerysowane i już strasznie nie mogę się doczekać wątku romansowego, chociaż już raczej wiem co jest na rzeczy. Ale tuż po zakończeniu czytania od razu mam ochotę sięgnąć po ostatni tom, więc są emocje. I bardzo dobrze, bo emocje w książkach cenie najbardziej. Idę czytać dalej.

Nora Sakavic, The Raven King, Wydawnictwo NieZwykłe: Oświęcim 2018, 416 s.

Czas na czytanie: PRZEDPREMIEROWO „Czarne morze” Karolina Macios

Bardzo niepokojąca pozycja z pogranicza thrillera psychologicznego i horroru.

Joanna nie ma swojego miejsca na świecie – naznaczona piętnem choroby psychicznej i nieuchwytnego nadprzyrodzonego daru od dzieciństwa skazana jest na wieczne ucieczki i ciągłe przeprowadzki. Zła passa zdaje się minąć, kiedy wyjeżdża z Trójmiasta do Wrocławia, gdzie zakochuje się w synu swojej lekarki, z którym zakłada dom i szczęśliwą rodzinę. Jednak im starsza jest jej córka, tym bardziej stabilny dotąd stan Joasi zdaje się pogarszać. Coraz częściej nawiedzają ją koszmary i nie do końca zdefiniowane wspomnienia zaczynają przenikać się z rzeczywistością. Całe z mozołem poukładane życie zmienia się diametralnie podczas rodzinnego spaceru po orłowskim klifie i następującego po nim wypadku samochodowego. Krótkotrwała amnezja, mająca być skutkiem wstrząśnienia mózgu, zdaje się tylko pogłębiać. Asia ma coraz większe zaniki pamięci krótkotrwałej, a pełne krwi i poczucia zagrożenia koszmary mieszają się z jawą. Nie może pozbyć się przeczucia, że podczas wspinaczki na klif wydarzyło się coś złego, a mąż nie chce powiedzieć jej całej prawdy. Co gorsza, nie pozwala jej zobaczyć się z córką.

DSC_0280

Jakie tajemnice kryje przed nią jej rodzina? Komu wierzyć, kiedy nie można zaufać nawet sobie samej?

Nie do końca przekonał mnie wątek fantastyczny z tajemniczym „darem widzenia” objawiającym się przy dotknięciu innej osoby – trochę za dużo skojarzeń z Rouge z X-Menów. Moim zdaniem tego rodzaju element nadprzyrodzony nie był potrzebny, bo wytwory umysłu i cały ciąg przyczynowo skutkowy związany z chorobą psychiczną i reakcją na traumę wystarczająco przemawia do wyobraźni. Ale też ta nuta niewyjaśnianego jakoś specjalnie mi nie przeszkadzała.

Podobnie, jak główna bohaterka, czytelnik stoi przed karkołomnym zadaniem oddzielenia schizofrenicznej wizji od wspomnień i koszmarów od rzeczywistości. Z tej potwornej mieszanki wyłania się powoli tragiczna opowieść o rodzinie, która nie może otrząsnąć się z traumy. Czemu towarzyszy ciągły strach. I to ten najstraszniejszy ze wszystkich – strach o dziecko.

Karolina Macios, Czarne morze, Warszawa: Wydawnictwo Wielka Litera, 2020, 304 s.
(premiera 25.03.2020)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wielka Litera.