Czas na czytanie: PATRONAT, PRZEDPREMIEROWO „Krąg. Zrodzeni w mroku” Silencio

O pierwszym tomie serii – „Krąg. Nieproszeni goście” – przeczytacie TUTAJ.

Nim zapuścicie się w głąb zimnego, ciemnego lasu (i chcecie przeżyć oczywiście), weźcie sobie do serca pewną radę:

„Jak walczy się z potworami, to nie wolno być samemu (…). Bo można je pokonać tylko grupą. I chodzi o wszystkie potwory”.

Druga część upiornych przygód sierot z Whitewood rozrosła się tak bardzo, że została wydana w dwóch częściach. Po raz kolejny w fantastycznej oprawie graficznej Ingi – tym razem w jeszcze bardziej mrocznej i niepokojącej, wężowej odsłonie.

Przed wychowankami Whitewood kolejny rok zmagania się z potworami – zarówno z tymi jak najbardziej dosłownymi, czającymi się w ciemnościach lasu i wygłodniale oczekującymi Pory Karmienia, jak i z demonami przeszłości, wspomnieniami o tych, za których sprawą chłopcy znaleźli się w tym zapomnianym przez świat sierocińcu. Nie wystarczy siedzieć bezpiecznie w zamknięciu czterech ścian, potwory znajdują się wśród nich. I to potwory obydwu rodzajów. A od tej świadomości już tylko maleńki kroczek w kierunku szaleństwa. O panice nie wspominając.

Drugi rok działalności sierocińca to czas zawierania i umacniania przyjaźni – tych koleżeńskich, tych romantycznych i wreszcie tych nadnaturalnych – budowania sympatii i antypatii, zdobywania sojuszników, zmagania się ze stratą osób bliskich swemu sercu, a w przypadku niektórych również kopania dołków pod rywalami.

Chłopcy czują się coraz pewniej zagłębiając się w lasi zdobywają coraz większą wiedzę na temat historii poprzedniego sierocińca oraz charakteru zamieszkujących las stworzeń, w dużej mierze za sprawą intuicji i ciekawości Cornela. Dowiemy się też sporo o mieszańcach – skąd się biorą, kim są i od czego zależy ich przemiana oraz co nieco na temat najbardziej nurtującej i istotnej kwestii – powinno się ich zabijać, czy jednak nie?

Będzie jeszcze bardziej potwornie, niż za pierwszym razem, czeka nas jeszcze więcej strasznych historii i niespodziewanych śmierci. Będzie też bardziej zagadkowo, bo choć w pewnym stopniu zyskamy wgląd w plany mieszkańców lasu, motywy większości z nich, tych najbardziej intrygujących oczywiście, pozostaną tajemnicą. Czy wszystkie potwory są złe? Czego pragną najbardziej na świecie? I kto tak naprawdę jest wrogiem, a kto sojusznikiem?

W moim odczuciu, bohaterem którego w tym tomie można było poznać najlepiej jest Byal. I choć mimo najszczerszych chęci wciąż nie udało mi się go polubić, zdecydowanie bardziej rozumiem jego zachowanie i teraz nie lubię go i intrygują mnie jego przyszłe losy na równi.

Bo i trudno o lepszy test dla przyjaźni, lojalności i odwagi, niż Pora Karmienia.

Silencio, Krąg. Zrodzeni w mroku cz. 1, 2021, 418 s.
(premiera: 20.08.2021)

Silencio, Krąg. Zrodzeni w mroku cz. 2, 2021, 394 s.
(premiera: 20.08.2021)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.
Tą i poprzednie ksiązki Silencio możecie znaleźć na bucketbook.pl

Czas na czytanie: „Pierre i Raimundo. Cztery pory roku” Bartosz Brzeziński

Przeczytałam książkę i nie wiem co napisać. Z jednej strony, pod względem fabuły, kreacji bohaterów, rozwoju akcji, ta pozycja jest zupełnie nijaka.

Introwertyk i ekstrawertyk, sportowiec i mózgowiec, humanista i umysł ścisły, licealny romans, walka o akceptację otoczenia. Oklepane schematy są fajne, jeśli w jakiś sposób nowa historia w jakiś sposób się wyróżnia, a w tym przypadku tego wyróżnika mi zabrakło. I to nie tylko jeśli porównam ją z ulubionymi tytułami tego gatunku, ale również z opowiadaniami, które nigdy nie zostały wydane, nawet w formie selfpublishingu.

Z drugiej jednak czytało się w sumie ok. Mnie nie porwała, ale może kogoś innego urzeknie? Znalazłam też kilka plusów, choć może podchodząc do tej książki bardziej od strony społecznej.

To, co na pewno można o tej pozycji powiedzieć, to że jest szalenie nierówna. Powstawała przez wiele lat, w odcinkach, jako blogowe opowiadanie i to mocno daje się odczuć podczas lektury. Niemniej jednak wspomniana nierówność jest w tym wypadku plusem, bo mamy szansę przyjrzeć się rozwojowi warsztatu pisarskiego autora. To, co wypisałam sobie jako męczące uchybienia w początkowych rozdziałach (na przykład brak pogłębienia psychologicznego bohaterów), pod koniec nie jest już wcale takie aktualne.

Momentami naiwna, bardzo tendencyjna, z niedojrzałymi bohaterami i „serialowymi” przeskokami od dramatu do dramatu – gdzie dramaty zwiększają się wprost proporcjonalnie do ilości przeczytanych stron – którym brak płynnego połączenia fabułą. Jest to jednak książka pisana przez nastolatka (jak przypuszczam) w formie pamiętnika nastolatka właśnie. Nastolatka, który przeżywa pierwsze porywy serca i odkrywa swoją seksualność. I chociaż jak na pamiętnik mało było mi przeżyć wewnętrznych, dylematów, przemyśleń i emocji, nie sposób odmówić Pierrowi pewnego autentyzmu.

Nawet, jeśli trudno mi uwierzyć w osiemnastolatka piszącego o nauczycielach z przedrostkiem „Pani”. Bo serio, kto mówi o swojej wychowawczyni „pani Siekierska”, skoro można powiedzieć „Siekiera” a o szkolnym psychologu „pani psycholog”? Jaki nastolatek, nawet Kujon Grzeczny Chłopiec, używa w ogóle przedrostka „pani”? Gdzie się podziały wszystkie „facetki” i plejada mniej lub bardziej sympatycznych ksywek?

No i w sumie nie wiem. Nic mnie w tej książce nie zaskoczyło, była typowa i przewidywalna. Nie zmieniła mojego życia, nie znalazłam w niej ani tematów do przemyśleń, ani poczucia humoru, częściej też byłam zażenowana zachowaniem i decyzjami bohaterów, niż budzili we mnie jakiekolwiek inne odczucia. Jedna z tych książek mało wymagających książek, które fajnie przeczytać latem, w parku albo na plaży, bo przypominają trochę o szkolnych latach, ale po skończonym urlopie nie za wiele się już z nich pamięta. Wiecie, takie typowe „bez szału”. Niemniej jednak poczułam nutkę nostalgii za śledzeniem blogowych opowiadań – kilka czytam po dziś dzień, chociaż ten sposób chyba już odchodzi trochę do lamusa na rzecz Wattpadów i innych nowoczesnych wymysłów. To też fajny wgląd w proces rozwoju stylu autora, bardzo lubię to obserwować. Szczególnie, że rozwój jest na tyle znaczący, że z pewnością sięgnę również po późniejsze książki autora. Kilka z nich już czeka na regale wstydu.

A traktując ta książkę jako spełnione marzenie o wydaniu historii, która powstawała latami i towarzyszyła podczas pierwszych kroków z pisaniem, nie sposób nie kibicować i nie trzymać kciuków. Nie można też nie docenić zmiany społecznej – jeszcze kilka lat temu, zapewne, kiedy Pierre i Raimundo zaczynali powoli kształtować się w pierwszych rozdziałach, opowiadania z wątkami lgtb+ można było przeczytać niemalże wyłącznie na blogach albo kupić niszowe selfublishingi o maleńkich nakładach. A teraz powstaje coraz więcej pełnoprawnych książek o tej tematyce, coraz częściej wydawanych również przez duże i znane wydawnictwa. Nareszcie!

Bartosz Brzeziński, Pierre i Raimundo. Cztery pory roku, Warszawa: 2019, 450 s.

Czas na czytanie: „Tam, gdzie topnieje lód T. 2” S. L. Leśna

Znacie to uczucie, kiedy zakończenie jest tak bardzo idealne i doskonale pasuje do całej historii, a w pewien sposób i tak łamie wam serce? Jeśli nie, to po tej książce będziecie je znać już bardzo dobrze.

Drugi tom „Tam gdzie topnieje lód” zamyka historię nie tylko Suena i Asury, ale również Kahena i Hakana oraz Vildara i Rakku. Przyznajecie się, kto liczył, że którakolwiek z tych par doczeka się szczęśliwego zakończenia? Obawiam się, że prawie wszyscy będą zdziwieni tym, jak potoczą się losy poszczególnych bohaterów i komu jest pisane „i żyli długo i szczęśliwie”. Albo chociaż „żyli”, bo „szczęśliwie” to w końcu bonus, który w surowym klimacie A-Hanu mało się trafia.

Na książkę składa się III i IV księga historii, fabuła jest kontynuowana bez żadnego dodatkowego wprowadzenia i przypomnienia, dlatego polecam przed lekturą powtórzyć sobie pierwszy tom i czytać ciągiem. Jest też spora niespodzianka – w przeciwieństwie do poprzedniej części, w tej zostały zachowane sceny erotyczne. Można wobec tego odczuć znaczący kontrast między tomami i nie jest to już książka dla stroniących od dosłowności, ale nie oszukujmy się – wszyscy dobrze wiemy, po co tu jesteśmy.

Z drugiej strony jednak nie ma obaw – amory nie przyćmiewają fabuły. Jasne, romanse kwitną i sercowych dram nie brakuje, ale i poza tym sporo się dzieje – Suen będzie musiał odnaleźć się w rzeczywistości Wilczej Twierdzy, wywalczyć w niej miejsce dla siebie i zdobyć szacunek plemienia, a ani szaman, ani wódz nie będą mu tego ułatwiać. Ani właściwie żaden inny Ragh, jeśli mamy być szczerzy. Poza Asurą, ale i on będzie miał sporo na głowie – od lęku o zdrowie brata, przez wciąż nierozwiązaną tajemnicę ataku Kuruk, spory z ojcem i Radą Plemienia aż po walki o władzę i równie przerażające obowiązki wynikające  z przedłużeniem rodu. Tymczasem Pożeracz nie odpuszcza i ma nad swoim nosicielem coraz większą władzę, odzyskanie wspomnień to nie taka prosta sprawa a prawda może wcale nie być upragnionym wyzwoleniem. Ponadto moc Uzdrowiciela stale rośnie i rozwija się w nie do końca bezpiecznym kierunku. Szykuje się niejedna wojna i niejedna ofiara.

Jestem bardzo zadowolono zarówno z rozwinięcia i zakończenia historii, jak i z samego wydania – korekta jest świetna, nie dopatrzyłam się żadnych błędów, tekst jest bardzo wygodny do czytania, a Asura na okładce prezentuje się perfekcyjnie.

Ta historia, choć z różną intensywnością, towarzyszyła mi przez wiele lat – najpierw jako niszowe blogowe opowiadanie pojawiające się w odcinkach, a następnie jako pełnowymiarowe książki. Jakoś wciąż do mnie nie dociera, że to już koniec, jak ostateczny by nie był. Będzie mi brakowało lodowatych ziem i zimnych obyczajów Raghów, ale z pewnością jeszcze kiedyś wrócę do tej opowieści, będzie bezpiecznie czekać na półce.

S. L. Leśna, Tam, gdzie topnieje lód. Tom 2, 2021, 336 s.

Pierwsze rozdziały i dodatki do historii możecie znaleźć na blogu autorki.
Książkę można nabyć droga kupna w księgarni bucketbook.pl.

Czas na czytanie: Patronat „Flint&Marlow” Silencio

Zawsze, kiedy sięgam po książki Silencio, czuję jak odzywa się głęboko zakorzeniony niepokój. Bardzo cenię jej teksty, ale nie da się ukryć, że przynajmniej połowa złamała mi serce.

Jasper Flint i Cedric Marlow mieli być parą idealną w pełnym obłudy świecie show biznesu. Szybko jednak okazało się, że miłość i wzajemne przyciąganie to za mało, by ich związek miał szansę przetrwać próbę czasu.

Przytłoczony kompleksami gwiazdor rocka po czterdziestce na co dzień nie poświęca mężowi wielu myśli – od lat żyją z dala od siebie, sporadycznie pozując razem do zdjęć dla dobra wspólnych biznesów. Zresztą kto by myślał o starej miłości mając w swoim apartamencie młodziutkiego kochanka? Jednak tajemnicze odwiedziny i następujące po nich szokujące wydarzenia na nowo wzbudzą w nim głęboko zagrzebane emocje związane z Marlowem. Nieszczególnie pozytywne emocje, o czym warto wspomnieć. Czy 10 dni w odosobnieniu podczas ustalania szczegółów rozwodu wystarczy, by pokonać niechęć i przepracować nawarstwiające się latami pretensje, wyrządzone z premedytacją krzywdy i złośliwości oraz starannie pielęgnowane urazy? Czy można wybaczyć złamanie serca? I czy aby na pewno tylko jedna strona ponosi pełną odpowiedzialność za rozpad małżeństwa?

Jedna z najbardziej dojrzałych historii Silencio, zarówno pod względem podjętej problematyki, jak i samych bohaterów (choć na Flinta patrząc nikt nie spodziewałby się po nim dojrzałości ;)). Opowieść o ciężarze wzajemnych oczekiwań, nadziei, kolejnych szansach, walce do samego końca i o tym, że czasami trzeba pozwolić sobie odpuścić.

Tej niedługiej nowelce daleko do słodkiej cukierkowości, ale i tak stoi w kontraście do bardziej krwawych tytułów spod pióra tej autorki. To jeden z tych tekstów, które trzymam gdzieś w czeluściach pamięci telefonu i wracam do niego co jakiś czas – najczęściej, kiedy potrzebuję podnoszącego na duchu „plasterka na serduszko”. Strasznie się cieszę, że pojawiła się wersja drukowana i z przyjemnością objęłam ją patronatem.

Silencio, Flint&Marlow, 2020, 150 s.
(premiera 12.11.2020)

Zarówno wersję drukowaną, jak i ebooka znajdziecie na Bucketbook.pl

Czas na czytanie: PATRONAT „Krąg. Nieproszeni goście”, Silencio

Lata 60. ubiegłego wieku, chłopięcy sierociniec w środku lasu i sześciu bohaterów o różnych charakterach, przeżyciach i traumach.

Czeka ich nawiązywanie przyjaźni, budowanie relacji i gruntowanie swojej pozycji w grupie, radzenie sobie z sympatiami i antypatiami. Zmierzą się z niejednym problemem wieku nastoletniego – od niezadowolenia ze swojego wyglądu, przez pakowanie się w kłopoty i bójki ze „starszymi chłopakami”, próby ucieczki od nauki i obowiązków, brak empatii ze strony dorosłych, aż po dylematy związane z odkrywaniem własnej seksualności i tożsamości płciowej. I choć wszystko to byłoby wyzwaniem dla każdej osoby na progu dorosłości, w tamtych czasach i bez wsparcia najbliższych wydaje się być szczególnie dotkliwe.

Jakby tego całego dorastania w nieszczególnie przyjaznych warunkach było mało, wokół zaczynają dziać się dziwne rzeczy – czy to możliwe, że korytarzami sierocińca przechadzają się potwory, czy po prostu chorowity i nieszczególnie lubiany nastolatek ma urojenia albo próbuje zwrócić na siebie uwagę otoczenia?

Ciemny las, niepokojące zdarzenia, owiana legendami okolica, ludowe przesądy i przekazy o magicznych paktach i rytuałach oraz brak dostępu do jakichkolwiek rzetelnych informacji potrafią rozbudzić wyobraźnię. Może się jednak okazać, że rzeczywistość jest znacznie bardziej przerażająca, niż wszystkie straszne historie opowiadane wieczorami.

Jaka tragedia wydarzyła się wcześniej w budynku sierocińca i czy aby na pewno był to wypadek? Co się stało z Whitewood – niegdyś tętniącym życiem miasteczkiem, dziś zarośniętym ośrodkiem dla niechcianej młodzieży? I co tak naprawdę czai się w lesie?

Choć po pierwszych rozdziałach miałam wrażenie, że ta książka Silencio będzie skierowana do nieco młodszych czytelników, końcówka wyprowadziła mnie z błędu. Bo i kiedy potworności – czy to ze strony dorosłych, czy sił nadprzyrodzonych – dotyczą dzieci, mające często jeszcze niewielkie pojęcie o świecie, są jeszcze bardziej poruszające. A jak już zapewne wiecie, ta autorka nie oszczędza ani swoich bohaterów, ani czytelników.

Podobno cała ta książka, jest tylko rozbudowanym wstępem do całej historii chłopców z ośrodka Whitewood. I oczywiście kończy się w taki sposób, że nie sposób powstrzymać się od wyrzutów, bo „jak można przerywać w TAKIM momencie?!”. Aż strach pomyśleć co będzie dalej, nie mogę się już doczekać!

Silencio, Krąg. Nieproszeni goście, 2020, 558 s.
(premiera: 20.08.2020)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.
Tą i poprzednie ksiązki Silencio możecie znaleźć na bucketbook.pl

Czas na czytanie: PRZEDPREMIEROWO „Mandragora”, Inga

UWAGA! Recenzja zawiera SPOILERY odnoszące się do fabuły i bohaterów, co może nieco zepsuć element niespodzianki – czytacie na własną odpowiedzialność!

Jeśli macie ochotę poczytać o nostalgicznych, targanych namiętnościami, romantycznych wampirach, to trafiliście pod zły adres. Stworzonym przez Ingę kreaturom zdecydowanie bliżej do kultowego Nosferatu niż lśniącego w słońcu Edwarda ze „Zmierzchu”. Mamy tu do czynienia z pozbawionymi ludzkich emocji, lodowato zimnymi i bezwzględnymi stworami nie odczuwającymi niczego poza głodem krwi. A przy tym na tyle inteligentnymi, by stworzyć całą organizację dbającą o ich komfort i interesy.

DSC_0410c

Jeśli słysząc o transseksualiście przeprowadzającym podejrzane eksperymenty na ludziach staje Wam przed oczami Sweet Transvestite from Transsexual Transylvania prosto z „The Rocky Horror Picture Show” to również nie tutaj. Jessie jest nie tylko pełnowymiarową famme fatale ale również pozbawionym skrupułów intrygantem na usługach przedwiecznego sabatu, wodzącym na manowce ofiary przeznaczone na wampirzą przekąskę.

Ponura wizja świata w którym galopujący postęp technologiczny zastępuje ludziom nawet światło dnia.  A przecież trudno o lepsze warunki dla drapieżników, które zdają się istnieć już tylko w podaniach i legendach. Czy w świecie ciągłego nadzoru kamer i broni odbezpieczanej odciskiem palca  łatwiej jest prowadzić śledztwo? Przekona się o tym Hunter Osborn, brytyjski agent przysłany do zbadania sprawy handlu ludźmi, o który podejrzany jest warszawski biznesmen, potentat branży modowej o szerokich wpływach. Śledczy nie ma jednak pojęcia, że przyjdzie mu gonić za potworami rodem z ludowych wierzeń, a skala zbrodni, jej motywy i przebieg przekroczą jego wyobraźnię. Jakie sekrety kryje wyrafinowana partnerka podejrzanego? I co tak naprawdę mieści się w podziemiach jego posiadłości na Zagórzu?

Będzie niepokojąco, krwawo, makabrycznie, obrzydliwie i oburzająco. Co gorsza w ten fascynujący sposób przywodzący na myśl drapanie się po strupie – kiedy wiemy, że powinniśmy przestać drapać, ale jakoś nie sposób.

I będzie strasznie strasznie, bo to horror pełną gębą.

Inga, Mandragora, 2020, 382 s.
(premiera: 30.07.2020)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.
Książkę możecie kupić na Bucketbook.

Czas na czytanie: „Pustka” Silencio

Witajcie w Metrolicie – wylęgarni socjopatów, gdzie zbrodnia prowokuje zbrodnię, złoczyńca inspiruje złoczyńcę, a stojące poza prawem elity dają złu milczące przyzwolenie podszyte poważnymi pieniędzmi.

Leonard Thorn, oficer dowodzący komórki zajmującej się ściganiem seryjnych morderców, poświęca swoje życie pogoni za Voidem – bezwzględnym psychopatą, który przed laty wybrał go na swoją pierwszą ofiarę. Szybko okazuje się jednak, że pojmanie zbrodniarza nie przynosi upragnionej sprawiedliwości, a ani komisarz, ani miasto wciąż nie będą mogli spać spokojnie. Przywiązany do ostatniego człowieka, z którym chciałby dzielić codzienność, Thorn musi stawić czoło kolejnemu zagrożeniu. Bo ze złem jest jak z mityczną hydrą – na miejsce uciętej głowy natychmiast wyrasta kilka nowych.

To książka o trudnej do wytłumaczenia obsesji, potrzebie sprawiedliwości w niesprawiedliwym świecie, problemach psychicznych, anarchistycznym buncie wobec zastanemu porządkowi, uczuciach, które trudno zdefiniować, dominacji pieniądza, rozpaczliwej potrzebie atencji, celebracji łamania prawa wraz z medialnym żerowaniem na ludzkich tragediach, o emocjach i ich braku i hektolitrach przemocy. A także, a może przede wszystkim, o mieście przeżartym zepsuciem, które urasta do rangi jednego z głównych bohaterów.

Znajdziecie tu co nieco z Sin City i klimat rodem z Sali Samobójców. Wraz z głównym bohaterem rzucicie się w karkołomny pościg za nieuchwytnym, a każdy kolejny, doskonale zaplanowany ruch umykającego mordercy będzie bardziej szokujący.

Na nieco ponad 500 stronach powieści znajdziecie chyba każdą zbrodnię, jaka tylko może przyjść Wam do głowy – od aktów terroryzmu, przez malownicze morderstwa, podżeganie do samobójstwa, aż po profanację zwłok. A jeśli przypadkiem wymyślicie coś, na co wykreowani przez Silencio psychopaci jeszcze nie wpadli, porzućcie wszelką nadzieję – to dopiero pierwszy tom!

To aż niepokojące, jak dobrze czyta się taką książkę. Jednocześnie nie mogę się doczekać drugiej części, jak i boję się myśleć, co w niej znajdę.

Bardzo krwawy kryminał, idealny na ponurą, mglistą jesień.

Silencio, Pustka, 2019, 524 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości księgarni bucketbook.pl

Czas na czytanie: „Tam, gdzie topnieje lód T. 1″ S. L. Leśna

Książka, którą chcę Wam dzisiaj polecić jest drukowanym wydaniem dwóch pierwszych ksiąg opowiadania pod tym samym tytułem, publikowanego kilka lat temu na blogu https://tamgdzietopniejelod.wordpress.com/ – wraz z pojawieniem się wersji papierowej Księga I i II zostały usunięte z internetu.

TGTL to historia zderzenia dwóch światów. Suen jest uzdrowicielem, wygnanym ze swojego ludu za popełnioną przed laty zbrodnię. Osiada w cichej świątyni i pod wpływem bolesnych wspomnień stopniowo pogrążą się w marazmie. Jego życie po raz kolejny zostaje wywrócone do góry nogami, gdy zostaje uprowadzony przez okrutnych barbarzyńców i zmuszony do podróży w samo serce mroźnej północy. Jego zdolności są ostatnią szansą na przywrócenie sprawności brata przyszłego wodza plemienia władającego wilkami.

Odmienny wygląd, kultura, moralność, a nawet sposób odczuwania bohaterów są powodem licznych nieporozumień, ale również pogłębiającej się fascynacji. A nic tak nie zbliża, jak wspólna podróż, gdzie walka z bezwzględnością natury miesza się z nieprawdopodobnymi i przy tym śmiertelnie niebezpiecznymi przygodami.

Mimo, że miałam już do czynienia z tą opowieścią, książkę czytało mi się świetnie – z jednej strony dlatego, że na blogu śledziłam losy bohaterów ze sto lat temu i sporo szczegółów zdążyło już mi umknąć, z drugiej zaś mam wrażenie, że w papierowej książce pojawiło się trochę zmian.

Z tego, co pamiętam z blogowego opowiadania, w papierowej wersji Suen zyskał nieco na stanowczości i pewności siebie. Wcześniej postrzegałam go raczej jako biedne, choć zadziorne kurczątko w lisiej norze, a teraz widzę w nim młodego buntownika, który sam nie do końca wie, czego chce, ale nie jest całkowicie bezbronny, dba o swój interes i na pewno prosi się o utarcie nosa. Teraz chyba lubię go bardziej.

Chociaż spore ograniczenie scen erotycznych i rezygnacja z ich dosłowności sprawiło mi nieco zawodu (nie mogę odżałować wycięcia mojego ulubionego „momentu” w grocie!), samej książce chyba jednak wyszło na dobre – teraz to mniej „pikantny romans”, a bardziej fantastyka z dodatkiem romansu. Sama relacja między bohaterami zyskała głębi, ale mam wrażenie, że dręczące ich elektryzujące przyciąganie stało się trudniejsze do uchwycenia. Z drugiej strony dlaczego czytelnik ma mieć wszystko podane na tacy?

Na tym zabiegu zdecydowanie zyskał świat przedstawiony – nie jest już tłem „50 twarzy barbarzyńców”, a głównym tematem opowieści. Wraz ze swoimi legendami, wierzeniami, zwyczajami i magią wciska się na pierwszy plan porywając czytelnika równie mocno, co sama historia i pokręcone losy bohaterów. To wciągająca przygodówka osadzona w dobrze skonstruowanym świecie wzorowanym na życiu i wierzeniach ludów Starożytnej Syberii, doprawiona szczyptą erotyzmu, kuszącym owocem zakazanego romansu, międzyklanowymi waśniami i intrygami demonów. A najlepsze jest to, że opowieść wciąż trwa i niedosyt po zamknięciu książki uciszyć można sięgając po III i IV Księgę, które rozdział po rozdziale pojawiają się na blogu. Uciszyć chwilowo, bo zakończenie wciąż jest jedną wielką niewiadomą, a zwrotów akcji nie brakuje…

Jeśli nie byliście jeszcze na skutej lodem ziemi Raghów, koniecznie musicie to nadrobić (szczególnie jeśli narzekacie na czerwcowe upały). Natomiast jeśli już kiedyś zawitaliście w te strony, warto skusić się na ponowną lekturę – choć równice między wersjami są kosmetyczne i nie mają wielkiego wpływu na fabułę, papierowe wydanie jest bardziej dopracowane i klimatyczne, co nieco zmienia odbiór całości.

S. L. Leśna, Tam, gdzie topnieje lód. Tom 1, 2019, 327 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.
Książkę można nabyć droga kupna w księgarni bucketbook.pl.

Czas na czytanie: „Wszystko jest niebieskie” Inga

Dzieli ich ponad 40 lat, łączy przypadek, jakiego nie powstydziłaby się żadna porządna komedia romantyczna.

DSC_0194.jpg

Daniel jest po siedemdziesiątce, ma wnuczkę na progu dorosłości i świeżą historię zawałową. Nie oznacza to jednak, że planuje położyć się na kanapie i czekać na śmierć, wręcz przeciwnie. Nie ma przecież wiele do stracenia. Dlatego kiedy pojawia się okazja nawiązania głębszej znajomości z atrakcyjnym młodym chłopakiem postanawia korzystać z życia.

Arek ma 23 lata, demotywującą pracę, mnóstwo nauki na mało poważanym kierunku studiów i niecodzienne upodobania. On również nie waha się długo, gdy na jego drodze pojawia się okazja zrealizowania skrytych fantazji. Ale czy nosząc serce na dłoni można bez problemu wejść w niezobowiązującą relację?

Zaskakująco ciepła, kipiąca emocjami historia romansu niemającego najmniejszej szansy na społeczna aprobatę. Historia pełna kontrastów, jak jej bohaterowie. Jednocześnie smutna i wypełniona uszczypliwym poczuciem humoru, subtelna i delikatna, choć zawiera „momenty”, od których mocno czerwienieją uszy. Pełna poplątanych emocji i prostego pożądania.

To opowieść o dojrzewaniu do uczuć, fascynacji drugim człowiekiem, potrzebie uwagi i zrozumienia niezależnej od wieku. O starości i pragnieniu bycia zauważonym. O młodości i lęku przed utratą. O godności, poszukiwaniu siebie i podążaniu za pragnieniami. O ulotności życia i czerpaniu z niego ile tylko się da. Wreszcie o odpowiedzialności za uczucia drugiej osoby.

Bawi i skłania do refleksji. Zachwyca sensualnymi opisami, szokuje dosadnością. I łechta moje gusta estetyczne malowniczą okładką.

Inga, Wszystko jest niebieskie, Szczecin, 2018, 113 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.