Bajki Majki: „My first Body book” Matthew Oldham, Tony Neal

Czytacie dzieciom w języku angielskim? Majka kiedyś nie lubiła słuchać książeczek po angielsku, ale odkąd chodzi do dwujęzycznego przedszkola nie widzi już różnicy ani w przypadku czytania, ani oglądania bajek – raz wybiera polski, innym razem angielski. Książeczki w oryginale wybieram rozsądniej, niż polskie, głównie ze względu na wyższą cenę, i zazwyczaj sięgam po tytuły, których nie można już zdobyć w tłumaczeniu (jak czteropak „Guess How Much I Love You” z porami roku) albo te, które są po prostu tak świetnie wydane, że nie można im się oprzeć. W tym drugim zdecydowanie przoduje brytyjskie wydawnictwo Usborne.

O Majkowej fascynacji ludzkim ciałem pisałam już jakiś czas temu przy okazji fantastycznej drewnianej układanki, i melduję, że to zainteresowanie nie mija. Nie mieliśmy jednak dotychczas żadnej książeczki, która podchodziłaby do tego tematu poważniej i doroślej, niż maluszkowe „Nasze ciało” Hectora Dexet. A przecież na stanie już poważny przedszkolak z poważnymi pytaniami. W które „My first body book” wpisuje się świetnie.

Nie ukrywam, że książeczka, która byłaby idealnie dopasowana do wieku i możliwości poznawczych mojej trzyipółlatki, w języku angielskim jest pewnym wyzwaniem. Również dla mnie, bo dotychczas jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad angielską nazwą rzepki, goleni, czy strun głosowych. Ale czy może być lepszy sposób nauki nowych pojęć i odkrywania świata, niż robienie tego od razu w obu językach? W końcu polskie określenia w większości też są dla niej nowe.

Początkowo byłam nieco rozczarowana mało realistycznym przedstawieniem człowieka, ale już w czasie pierwszej, jeszcze samodzielnej lektury odkryłam, że w ten sposób wszystkie przedstawione w książce postacie są bardziej ideami (a każde skojarzenie z Platonem przybliża mnie do szczęścia) niż bohaterami. Stanowią tło dla opisywanych organów i zjawisk, pozwalając im błyszczeć na pierwszym planie. Bardzo zręczny zabieg, lubię to.

Mimo prostej formy opartej w zdecydowanej większości na nieskomplikowanych ilustracjach i towarzyszących im króciutkich podpisach, w tej książce jest niemal wszystko – maluch nie tylko dowie się z jakich części i układów składa się ciało człowieka i za co one odpowiadają, ale przeczyta również o różnicach i podobieństwach miedzy ludźmi, dbaniu o zdrowie (och, jak bardzo jestem wdzięczna za przypomnienie o konieczności mycia się i rzeczowego objaśnienia mojej skumulowanej energii po co właściwie ludzie muszą spać!), czy procesach dorastania i starzenia się. Na końcu czeka również kilka zaskakujących ciekawostek. Wiedzieliście na przykład, że w ciele przeciętnego człowieka jest tyle wody, że wystarczyłoby do napełnienia mniej więcej 190 szklanek?

Jeśli czegoś mi zabrakło, to tylko układu rozrodczego – jego budowy i funkcji. Szczególnie, ze tematyka bobasa w brzuchu w majkowych pytaniach pojawia się dość często.

Za to to pierwsza książeczka dla maluchów, jaka trafiła w moje ręce, w której pojawia się aparat słuchowy, inhalator, czy rozmawianie z innymi o swoich problemach jako sposób dbania o siebie i o swoje samopoczucie.

A wszystko to w atrakcyjnym i wytrzymałym wydaniu – książka jest w dużym, ale wciąż poręcznym formacie. Śliskie, tekturowe strony łatwo poddają się dziecięcym paluszkom, a zaokrąglone rogi kartek i twardej oprawy zwiększają bezpieczeństwo użytkowania. Żywe kolory, łatwe do zrozumienia schematy, posługiwanie się językiem adekwatnym do możliwości poznawczych maluszka i logiczny, przejrzysty układ książki są jej kolejnymi zaletami. To jedna z tych pierwszych encyklopedii, które posłużą dłużej – zainteresują już trzylatka i jeszcze nie zanudzą sześciolatka. W końcu budowa mózgu to świetna sprawa dla młodego odkrywcy!

Matthew Oldham, Tony Neal, My first body book, London: Usborne, 2019, 30 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Dreambooks.pl.

Czas na czytanie: „Dziki seks” Carin Bondar

Bywają książki, po które sięgamy kierując się chwytliwym tytułem, a po lekturze okazuje się, że to była tylko taka wydmuszka – z zewnątrz efektowna, w środku pusta. Jednak ta książka zdecydowanie do takich nie należy, tutaj za chwytliwym tytułem kryje się 300 stron równie intrygującej treści.

Dr Carin Bondar – biolog, specjalistka od seksu zwierząt, mama czwórki dzieci – zabiera nas w ekscytującą podróż po świecie zwierzęcych zachowań godowych. Podróż równie fascynującą, co przerażającą, emocjonującą i obrzydliwą, kuszącą i budzącą grozę.

Nigdy nie zapomnę chwili, w której zapytałam weterynarza kiedy moja leciwa kotka-starowinka w końcu przejdzie menopauzę. W końcu jest już babcią i naprawdę mogłaby dać sobie już spokój ze męczącymi i uciążliwymi napadami „miłości do całego świata”. Cóż. Na szczęście nasz weterynarz jest bardzo miłym człowiekiem i nie zabił mnie śmiechem, a cierpliwie wytłumaczył, że menopauza to wygodny przywilej gatunku ludzkiego. Ta sytuacja dość brutalnie uświadomiła mi moją niewiedzę na temat zwierzęcej biologii i tego, jak bardzo człowiek odstaje od swoich „braci mniejszych”. Lektura „Dzikiego seksu” z pewnością pomoże mi uniknąć tego rodzaju blamażu w przyszłości.

A prawda jest taka, że ludzkie obyczaje seksualne, na tle zadziwiającej różnorodności świata zwierzęcego, wypadają zwyczajnie blado, nudno i nieciekawie. Dr Bondar uświadamia czytelnikowi zdumiewające zróżnicowanie przyrody i, co za tym idzie, mnogość najdziwniejszych zachowań godowych. Dzięki tej książce poznamy stworzenia, które zwodzą, mamią, oszukują i stosują przeróżne szachrajstwa. Przeczytamy o podstępnych wybiegach, mających zwiększyć sukces reprodukcyjny samca – od wręczania swoim wybrankom fałszywych prezentów, aż po „wtrącanie się” i przerywanie już skojarzonym parom miłosnych igraszek. Kreatywność innych stworzeń wzbudza zdumienie – moim osobistym faworytem jest samczyk jednego z gatunków ryb, który w celu pozornego zwiększenia atrakcyjności budowanego przez siebie „gniazdka miłości” posługuje się efektem perspektywy. Cwaniak stosuje iluzje perspektywiczne żeby oszukać potencjalną partnerkę! Genialny jest też sposób, w jaki samice pewnego wodnego ślimaka zmuszają partnera do zajmowania się rozwijającym się potomstwem, albo omułki, których plemniki (!) potrafią rozróżnić i wybrać sobie najfajniejsze dostępne jajeczko.

I jak niektóre zachowania zwierząt są fascynujące, nie brak też tych wzbudzających niepokój. Bo storczyk jako femme fatale robi się naprawdę przerażający. A perspektywa seksu między rośliną, a zwierzęciem wzbudzi niewygodne uczucie niepokoju nawet u najbardziej liberalnego czytelnika. I jak jeszcze po orchideach mogłam się tego spodziewać, tak stokrotki-wampy naprawdę mnie zaskoczyły. No bo stokrotki? Symbol skromności? A fe stokrotka, wstydu nie masz!

Czasami mówi się, że kobiety są skomplikowane. Teraz już wiem, że to nie prawda – to obojniaki są skomplikowane. Wysoce niesympatyczny, pełen kolców, stosunek ślimaków zaczyna się zastrzykiem – wycelowanym zazwyczaj prosto w mózg. Obiecuję być dobrym człowiekiem, żeby w przyszłym wcieleniu przypadkiem nie skończyć jako ślimak… No i walka płci na poziomie jednego i tego samego organizmu to też niezły hardcore, naprawdę nie ma czego hermafrodytom zazdrościć.

A im dalej w książkę, tym robi się ciekawiej i ciekawiej. Dzięki lekturze wiem, że monogamia społeczna i seksualna wcale nie muszą iść ze sobą w parze, który gatunek ma jednorazowego penisa (który odrasta), a komu prącie odgryza partnerka (i nie, to nie odrasta), czym jest „strzałka miłosna”, kanibalizm embrionalny i „szermierka penisów”, jakie stworzenie dogadza samiczce wąsami, a jakiemu trudno jest się poruszać ze względu na swoje olbrzymie genitalia. Jakie zwierzę ma dwie macice, a jakie rodzi młode przez penisa (sic!), u jakich gatunków to ojciec zachodzi w ciążę, a u jakich chociaż wykształcił u siebie możliwość laktacji i karmi młode własnym mlekiem. Biorąc pod uwagę makabryczność randkowych obyczajów niektórych zwierząt, jestem zaskoczona, że te jeszcze nie wyginęły. Ta książka to po prostu jedna wielka skarbnica ciekawostek, które zdominują każdą hipsterską konwersację.

Podobno jeśli nie potrafisz czegoś prosto i jasno wytłumaczyć, to znaczy, że sam tego nie rozumiesz. Carin Bondar z pewnością wie o czym pisze, bo wykłada przedmiot swoich zainteresowań w sposób przyjazny czytelnikowi i dowcipny (czasem nawet uszczypliwie dowcipny). A dla dociekliwych i spragnionych dalszych wrażeń autorka proponuje prawie 60 stron dalszej bibliografii. Ta pozycja jest po prostu genialna – błyskotliwa, zaskakująca, trzymająca w napięciu i budząca emocje. Książka popularno-naukowa, a trzyma w napięciu jak najlepszy kryminał i powieść erotyczna w jednym.

Wspominałam na początku, że po lekturze tej pozycji seks człowieka zdaje się być monotonny i nieciekawy. Ale ja tam bardzo się z tego faktu bardzo cieszę!

Za ekscytującą (i nieco przerażającą) lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak Liternova.

Carin Bondar, Dziki seks. Niesamowite, zaskakujące i absolutnie porażające fakty z życia intymnego zwierząt, Kraków: Znak Literanova, 2017, 368 s.