Bajki Majki: „Dom na kurzych łapach” Sophie Anderson

Mam ostatnio wyjątkowe szczęście do współczesnych baśni. Najpierw „Lodowy smok”, a teraz kolejna poruszająca historia. Może nawet piękniejsza, bo bardziej rozbudowana i porusza więcej problemów istotnych dla małego czytelnika.

„(…) nie liczy się to, jak długie jest życie, tylko jak jest dobre; chyba to samo stosuje się do przyjaźni. Nie wiem, ile czasu będę mogła spędzić z Benjaminem, ale docenię każdą sekundę. (…) Nikt nie jest niczyją własnością, nie da się go zatrzymać na zawsze. Nic nie trwa wiecznie.”

Czytałam tą książkę i zaczęłam pisać recenzję akurat w najbardziej słoneczne, najładniejsze dni tej zimy-niezimy. I w związku z tym w pierwszej chwili pomyślałam, że nie najlepiej trafiłam z klimatem, bo tematyka śmierci i przemijania, palenie świeczek w czaszkach, przeprowadzanie zmarłych na „drugą stronę” i tęsknota za bliskimi, którzy odeszli przedwcześnie jest raczej kojarzone z jesienną pluchą, okolicami Halloween i Święta Zmarłych. Ale czy śmierć przychodzi tylko jesienią? Czy nie można przeżywać żałoby wiosną, a największe tragedie nie wydarzają się na rajskich plażach nad oceanem?

Za piękną i klimatyczną okładką kryje się piękna i klimatyczna powieść. Marinka ma dwanaście lat, mieszka w domu, który potrafi chodzić i zabiera ją w przeróżne zakątki świata, a do tego można się z nim bawić!, ma oswojonego kruka i Babę Jagę – Strażniczkę Bramy dzielącej świat żywych i umarłych za babcię. Każdego dnia buduje ogrodzenie z kości, a każdego wieczora przygotowuje biesiadę dla zagubionych dusz, by dodać im sił na ostatnią podróż – podróż ku gwiazdom. I jedyne o czym marzy, to wieść normalne, nudne życie wśród rówieśników. Najlepiej żywych, jeśli można prosić.

Czasami potrzeba tragicznego wydarzenia, by docenić to, co się ma. A czasami trzeba z kimś szczerze porozmawiać, by móc poczynić jakieś zmiany.

Baśniowa opowieść pełna mądrości uniwersalnych – przeczytamy tu o samotności, niedopasowaniu, poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, przeznaczeniu, przeżywaniu żałoby i mozolnym radzeniu sobie ze stratą, dorastaniu, odpowiedzialności, dążeniu do szczęścia, podejmowaniu własnych wyborów i mierzeniu się z ich konsekwencjami, bezwarunkowej miłości i trosce o tych, których kochamy. O przywiązaniu do tradycji i o jej zmienianiu. O doświadczaniu życia, bo to w końcu nasze doświadczenia są tym, co nas kształtuje. Zarówno te dobre, jak i te złe.

Malownicza, bardzo klimatyczna, baśniowa i erudycyjna historia oparta na słowiańskim folklorze i opowieściach naszego dzieciństwa. Momentami trochę strasznych, ale fascynujących i niosących ze sobą sporo mądrości.

Sophie Anderson, Dom na kurzych łapach, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2020, 325 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

Bajki Majki: „Różowa walizka” Susie Morgenstern, ilustracje Serge Bloch

Bywa czasami tak, że chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z wieku i nieco jeszcze ograniczonych możliwości poznawczych mojej półtorarocznej córki oraz z faktu, iż na niektóre pozycje jeszcze trochę (albo i znacznie) za mała, a i tak nie mogę się powstrzymać od upolowania ich do Majkowej biblioteczki. Po prostu jestem niesamowicie ciekawskim stworzeniem i sama strasznie chcę przeczytać dany tytuł, a posiadanie dziecka jest fantastyczną wymówką do nabywania (de facto dla siebie) książek i książeczek dla dzieci. W końcu maluchy tak szybko rosną, ani się obejrzymy, a będą czytać same!

Taką właśnie lekturą jest „Różowa walizka” – jako wielka fanka koloru żarówiastoróżowego zwariowałam na jej punkcie kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach i po prostu musiałam ją mieć. Szczególnie, że wydawnictwo Adamada jeszcze nigdy mnie nie zawiodło i jestem skłonna kupować i polecać ich książki w ciemno.

IMG_20170909_133502_471-01

To niedługa opowieść o małym Beniaminie, którego z okazji narodzin obdarowano najróżniejszymi, najbardziej wymyślnymi prezentami – każdy bowiem starał się podarować maluszkowi coś naprawdę wyjątkowego. Ta sztuka udała się babci, która nie przejmując się opinią innych gości obdarowała wnuka intensywnie różową walizką. Bo kto to widział przynosić noworodkowi walizkę? I to w dodatku w tak nie chłopięcym kolorze? Swoją drogą bardzo podoba mi się obsadzenie babci w roli ofiarodawczyni tego niestandardowego prezentu – w końcu babcie to osoby, stereotypowo kojarzone raczej z konserwatywnym nastawieniem i dużym przywiązaniem do tradycji. Natomiast Babcia Beniaminka okazuje się być rewolucjonistką. Pełną babcinego ciepła i gotową wspierać swojego wnuczka na każdym etapie życiowej drogi.

Tak, jest to niewątpliwie książka o walce z krzywdzącymi stereotypami. Ale również (a może przede wszystkim) o rozbudzaniu kreatywności i niesamowitej sile dziecięcej wyobraźni – walizka – przedmiot o jasno określonym przeznaczeniu, w oczach małego użytkownika staje się łóżeczkiem dla niemowlęcia, garażem dla samochodów, lotniskiem dla papierowych samolocików, stołem dla lalek, instrumentem muzycznym czy chodzikiem dającym oparcie podczas stawiania pierwszych kroków. A potem wyścigówką, a nawet szkolnym tornistrem!

Trudno o bardziej sympatyczną, pełną ciepłego humoru, bajkę o przyjaźni między dzieckiem i „pluszakiem”. O samoakceptacji, posiadaniu własnego zdania i nieprzykładaniu wielkiej wagi do opinii innych. O odwadze bycia sobą nawet mimo przeciwności i dezaprobaty najbliższych. A także o wielkim znaczeniu wsparcia, jakie daje rodzina i o trudnej sztuce kompromisu.

Historii towarzyszą fantastyczne ilustracje – lekkie, przejrzyste, „naskrobane piórkiem”, pozornie niedbałe i wyjątkowo stonowane kolorystycznie – w kontraście do jaskrawej walizki. Bo to właśnie tytułowa walizka zdaje się nadawać życiu Beniaminka barw – zarówno dosłownie, jak i w przenośni – a ilustracje dodatkowo to podkreślają. Osobiście jestem wielką fanką kota, mimiki beniaminkowego taty oraz wzorzystości tapet, podłóg i ubrań bohaterów.

To pozycja obowiązkowa dla małych i dla dużych. Każdy maluch powinien mieć w swoim życiu duchowego przewodnika pomagającego mu wyrwać się ze ściśle określonych, ciasnych schematów, gotowego wesprzeć w trudnych momentach i rozwiać kłębiące się w głowie wątpliwości. I jeśli akurat brakuje w otoczeniu takiego przyjaciela lub członka rodziny, książka Susie Morgenstern świetnie sprawdzi się w tej roli.

Nieszokująca, nie dosadna, niesięgająca po wielkie słowa niezwykle mądra lekcja tolerancji, odwagi i wolności. Mała książeczka o wielkiej treści.

Polecam całym swoim różowym serduchem. Szczególnie, że chociaż czytanie takiej ilości tekstu jeszcze moją Bobasę nudzi, to różowość głównej bohaterki mocno przyciąga jej uwagę. Już niedługo będziemy czytać wspólnie!

Susie Morgenstern, Różowa walizka, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 32 s.

Za przyjemność lektury dziękuję portalowi sztukater.pl