Bajki Majki: „Atlas cudów świata” Ben Handicott, Lucy Letherland

W obecnej sytuacji, z wielkich wakacyjnych planów pozostało nam tylko podróżowanie palcem po mapie. Ale od czego są książki!

„Atlas cudów świata” to podróż po tych dobrze znanych i tych najbardziej niedostępnych zakątkach świata. Od szczytu Mount Everest, przez mokradła Pantanal i wulkaniczną Hawai, aż na dno Rowu Mariańskiego. Od szczytu Wieży Eiffela, przez Ankor Wat i Petrę aż na Wyspy Wielkanocne.

Powiem Wam jednak, że odnośnie tego atlasu mam mieszane uczucia. Niewątpliwie jest pięknie wydanyolbrzymi (to jedna z największych książek dla dzieci, którą mamy w swoich zbiorach!), kryjący w sobie mapy z miniaturkami opisywanych miejsc, a każda strona to rozkładówka poświęcona innemu cudowi.

Z jednej strony bardzo podoba mi się zestawienie tworów natury z dziełami ludzkich rąk. Z drugiej natomiast zupełnie nie mogę się połapać w sposobie nawigacji – obiekty zostały podzielone kontynentami, ale wewnątrz tych „rozdziałów” kierowanie się mapą już nie obowiązuje. Na przykład podróż po Europie zaczynamy od oglądania zorzy polarnej w Norwegii, po czym przenosimy się do Mont Saint-Michel, co jest całkiem zrozumiałym wyborem (który z całego serca popieram!), bo natura i kultura zmagają się tam z każdym przypływem. Następnie przenosimy się do Kolosseum we Włoszech, Hagia Sophii w Turcji i Neuschwanstein w Bawarii (a i sam wybór tego zabytku złamał mi serce. Jak można było, spośród wszystkich zamków Europy, wybrać ten twór?!), by… wrócić do Francji i policzyć nity Wieży Eiffela. Ani więc tu chronologii, ani optymalizacji trasy przejazdu.

Nie jestem też szczególnie usatysfakcjonowana treścią, bo choć o każdym z zabytków dowiemy się czegoś ciekawego, to sama wiedza jest rozczarowująco powierzchowna. Na przykład wśród powodów, dla których nie ukończono budowy bazyliki Sagrada Familia nie wymieniono przedwczesnej śmierci Gaudiego…Sama przyczyna śmierci została podana jako ciekawostka, ale w zupełnym oderwaniu od tematu. A przecież to założenie nie było zwykłym projektem architektonicznym, a rodzajem modlitwy. Której większość zginęła wraz z twórcą.

Możliwe, że moje odczucia wynikają z bardzo wysokich oczekiwań, które miałam względem tej pozycji. Szczególnie, po „Historii kolorów”, którą czytałam chwilę wcześniej, i która mnie zachwyciła, nie tylko od strony wizualnej, ale przede wszystkim ze względu na treść. A w tym przypadku mam wrażenie, że tekst zostaje w tyle za ilustracjami. I nie ma w tym nic złego, bo bardzo cenię picturebooki, a studiowanie całkiem szczegółowych przedstawień cudów zarówno natury, jak i architektury (szczególnie w takim formacie!) uważam za wartość samą w sobie. I bardzo prawdopodobne, że taki właśnie był zamysł autorów i to obraz miał być głównym medium, a podstawie informacje i ciekawostki stanowią jedynie jego dopełnienie. Żeby dzieci nie tylko wiedziały, na co patrzą, ale i by rozbudzić ich zainteresowanie. Wygląda jednak na to, że moja ciekawość domaga się natychmiastowego zaspokojenia, albo po prostu spodziewałam się czegoś innego.

I chociaż sama podarowałabym sobie niektóre z wymienionych tu dzieł, wybrano również kilka wybitnych, a mało znanych i popularnych (nawet podczas zwiedzania mapy!) w Polsce kierunków, jak choćby meczet w Dżenne.

To wartościowa, rozwijająca i rozbudzająca ciekawość pozycja, która owej ciekawości jednak nie zaspokaja. Wręcz nakłada do dalszego studiowania tajemnic wybranych cudów, których rąbka zaledwie uchyla.

Ben Handicott, Lucy Letherland, Atlas cudów świata, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 88 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków”

U niektórych śnieg już leży, u innych jeszcze go nie widać – za naszym oknem zima to się pojawia, to znika. Odkąd na początku jesieni zainstalowaliśmy na balkonie karmnik dla ptaków, razem z Mają dbamy, aby codziennie pojawiły się w nim jakieś ziarenka albo okruszki.

Zanim jeszcze na stałe wprowadziła się do nas całkiem urocza parka gołębi, przylatywały najróżniejsze okazy – od olbrzymich mew, przez krakające kawki aż do malutkich żółtobrzuchych sikorek i pospolitych wróbelków. Ale części naszych gości nie byliśmy w stanie zidentyfikować. I wtedy wpadł mi w oko przepiękny atlas ptaków dla najmłodszych.

„Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków” to spora, całokartonowa pozycja składająca się z 20 plansz poświęconych 20 gatunkom ptaków. Co ciekawe, jest on ilustrowany nie tylko zdjęciami, ale również kolażami z tkanin, akwarelowymi szkicami, zdjęciami piór „wklejonych” do atlasu, a nawet dziecięcymi rysunkami. Całość układa się w różnorodny, nico barokowy miszmasz – będący tak naprawdę przygotowywanym wspólnie przez całą rodzinę, intymnym albumem dokumentującym wspólne zainteresowania.

Co zaskakujące jak na atlas – jest on narracyjny, a wszystkie informacje o ptaszkach podawane są za pomocą historyjek z życia pewnej rodziny, całkiem podobnej do naszej, która również decydowała się podglądać przylatujących do karmnika gości. Dzięki temu całość czyta się niesamowicie przyjemnie – tekst jest zabawny, pełen ciekawostek i nieobciążający młodziutkich umysłów nadmiarem specjalistycznej wiedzy i trudnych określeń. Autorzy zarażają swoją pasją i pozwalają małemu czytelnikowi zerknąć do swojego świata. Razem z nimi zmieniamy obserwowanie przylatującego po okruchy ze śniadania ptactwa w wielką przygodę. Jesienią niejednokrotnie zastałam czekającą przy drzwiach balkonowych Majkę z jej pluszową sikorką w pod pachą i atlasem otwartym na odpowiedniej stronie, czekającą na śniadanie dla ptaszków, gotową na porównywanie ilustracji z rzeczywistością. A nasza kotka-emerytka za każdym razem dzielnie jej towarzyszy.

DSC_1030

To właśnie dzięki tej fantastycznej pomocy naukowej zidentyfikowaliśmy naszego najbardziej zagadkowego amatora ziarenek – ptaszka z kremowym łebkiem w kropki i niebieskimi paskami na skrzydłach – jako sójkę. I razem z majotatą cieszyliśmy się tym odkryciem dokładnie tak samo jak nasza Bobasa.

Chcecie wiedzieć jaki ptak ma tak dobry słuch, że słyszy ruchy robaków pod ziemią? Który z ptaków się śmieje, a który jest zawsze skory do bijatyki? Jeśli tak, koniecznie sięgnijcie po tą pozycję! Bardzo polecam wszystkim ciekawym natury maluszkom i wszystkim dorosłym rozkochanym w niebanalnej ilustracji dziecięcej. Bo to książka mądra, pożyteczna i naprawdę wyjątkowa pod względem estetycznym.

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2017, 42 s.