Bajki Majki: „Literkowce” Agata Matraś

Po „Liczyświnkach”, „Emomisiach” i moich ulubionych „Kolorysiach” przyszła kolej na „Literkowce”! Jak ja lubię tą serię przezabawnych, erudycyjnych i niesamowicie pomysłowych kartonówek-wyszukiwanek do aktywnego czytania!

Jak sama nazwa wskazuje, tym razem głównymi bohaterami autorka uczyniła literki i owce. Nie ma jednak szans na zagubienie w owczym stadzie, o nie! Każdy osobnik to wyjątkowe indywiduum o niepowtarzalnym wyglądzie i charakterze. Troszkę można dostać oczopląsu, ale jednocześnie bardzo chce się poznać je wszystkie. Nie obyło się również bez różnorodnych środków komunikacji, bo owce ewidentnie wybierają się na wakacje. Autobusem, autem, samolotem, tirem a nawet katamaranem, lotnią, psim zaprzęgiem i drezyną. Czym by jednak nie podróżowały, robią mnóstwo zamieszania – jest tłoczno, wesoło, gwarnie i z poczuciem humoru.

Znamy już ten schemat. Pierwsza rozkładówka jest ilustracją wprowadzającą w temat (w tym przypadku prezentującą po 2-3 literki) przy pomocy troszkę absurdalnej rymowanki, której jednak za nich nie można pozbyć się potem z głowy. Kolejna natomiast składa się z 5-6 zadań utrwalających słownictwo na daną literkę, ćwiczących spostrzegawczość, koncentrację, umiejętność logicznego myślenia i kojarzenia faktów. I tak naprzemiennie.

Będą labirynty, domino, łączenie w pary, układanie ciągów, szukanie różnic i poznawanie nowego słownictwa wraz ze zwracaniem uwagi na jaką to literkę rozpoczynają się słowa. Ostatnie strona jest stacją docelową, na której spotykają się wszyscy bohaterowie, którzy po wszystkich trudach i niespodziankach podróży nareszcie dotarli na upragniony wywczas. Spotykają się tu również ćwiczone przez całą lekturę literki.

Nie da się ukryć, że moja pięciolatka jest już troszkę za duża, by ten tytuł przyciągnął jej uwagę na dłużej niż tydzień. Ale moja Majka-uparciuszka, która od dobrego miesiąca nie zawała się za nic namówić na sięgnięcie po elementarz i jakiekolwiek próby czytania, przez trzy dni z rzędu prosiła o „Literkowce” każdego wieczora i po wykonaniu wszystkich zadań, przy ostatniej stronie z przyjemnością recytowała alfabet śpiewnym głosem. Trudno o lepszą kontrolę jakości.

Niezmiennie bardzo polecamy wszystkim przedszkolakom!

Agata Matraś, Literkowce, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Jeśli szukacie również innych pozycji do nauki liter, koniecznie zobaczcie zestawienia książeczek o literkach i cyferkach oraz „Literkową Książkę”.

Bajki Majki: „Emomisie” Agata Matraś

To już trzecia, po „Liczyświnkach” i „Kolorysiach”, kartonowa wyszukiwanka Agaty Matraś dla najmłodszych.

Tym razem autorka wzięła na tapetę niezwykle ważny dla maluchów (i ich rodziców!) temat – emocje. Bo i będące głównymi bohaterami książeczki misie, wbrew moim pierwszym skojarzeniom, wcale nie eksponują przechodzonego właśnie buntu pasiastą odzieżą, ciężkimi butami i farbowaną grzywką na pół twarzy (ach, pamiętam te czasy!), a po prostu uczą się przeżywać, rozpoznawać i radzić sobie z emocjami. A mali czytelnicy mogą im w tym aktywnie towarzyszyć.

Podobnie jak w poprzednich częściach, książka jest podzielona na strony „wstępu” będące sytuacją przedstawiającą dane zagadnienie (w tym przypadku emocję targającą danym misiem nawiązując tekstem do popularnej dziecięcej wyliczanki) oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wszystkie zadania rozpoczynają się od rozpoznawania i wyszukania danej emocji na pyszczkach misiów, a następnie – jak zwykle – czekają malucha labirynty, wypatrywanie różnic i szczegółów, łączenie w pary, zadania na kojarzenie faktów i układanie ciągów przyczynowo skutkowych. Poza samym poznawaniem emocji, ich przyczyn i skutków maluch dowie się również między innymi z czego nie powinno się śmiać, w jakich sytuacjach należy zachować ostrożność, czy jak najlepiej skończyć kłótnię.

W ten sposób w książeczce zostały omówione radość, smutek, strach, zdziwienie, duma, złość, zazdrość, wstyd i niechęć.

Zarówno pod względem wydania – niewielka kartonówka z grubej tektury o bezpiecznie zaokrąglonych rogach – jak i treści jest to książeczka dla młodszych przedszkolaków i dzieci przedprzedszkolnych, ale moja Lada Dzień Już Pięciolatka wciąż bardzo lubi tą serię i równie często wybiera ją do wspólnego czytania, jak i przegląda sama. Okazuje się też, że rozpoznawanie emocji po mimice wcale nie przychodzi jej tak łatwo, jak się spodziewałam – szczególnie jeśli chodzi o wstyd, zazdrość i niechęć.

Jak zwykle jest edukacyjnie, kolorowo, zabawnie i wierszem.

Agata Matraś, Emomisie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Jeśli szukacie książeczek o emocjach dla nieco starszych dzieci, koniecznie zajrzyjcie do recenzji  „12 ważnych emocji”. Za to maluchom na pewno spodoba się również „Feluś i Gucio poznają emocje”.

Bajki Majki: „Kolorysie” Agata Matraś

Agata Matraś po raz drugi zaprasza do zatłoczonego, gwarnego świata zwierząt. Tym razem zapuścimy się do dzielnicy zamieszkanej przez rysie, a skoro, jak wkrótce się przekonamy, wielu przedstawicieli tego gatunku oddaje się malarskim pasjom, wraz z Rysiem i innymi bohaterami poznamy lub powtórzymy kolory.

W poszukiwaniu barw, wraz z rysiami odwiedzimy plażę, pole pełne maków, wiejskie gospodarstwo, targ, park, dżunglę, czy kurort narciarski. A w każdym z tych miejsc aż roi się od nawiązań do słynnych dzieł sztuki – można oglądać i oglądać, a i tak za każdym razem wypatrzy się coś nowego! Bardzo, bardzo mi się podoba!

Analogicznie do „Liczyświnek” książka jest podzielona na strony będące wstępem i przedstawieniem danego koloru oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wśród zagadek są labirynty i wyszukiwanki i szukanie różnic trenujących skupianie uwagi i spostrzegawczość, ale też wyjątkowo dużo zadań na kojarzenie faktów – oczywiście związanych z kolorami, bo to przecież po kolorach rozpoznajemy smaki lodów, czy owoce są już dojrzałe, z którego kranu leci ciepła woda oraz deszczowe chmury. Każdej barwie towarzyszy również zadanie z mieszania kolorów – mały czytelnik dowie się, co trzeba uczynić, żeby uzyskać kolory nie należące do barw podstawowych, jak rozjaśnić farby i co nam wyjdzie z mieszania kolorów z czarnym.

Pojawią się też „trudne słówka” z dziedziny szeroko pojętego malarstwa, jak terpentyna, tusz, szkic, atrament, sprej, węgiel czy pastele – będzie więc również fajnym punktem wyjścia do rozmowy o technikach malarskich i, kto wie!, może również własnych prób.

A wszystko to wierszem, rymowanką, wyliczanką do melodyjnego czytania i zapamiętywania!

Temat kolorów jest chyba nieco łatwiejszy, niż cyferki, i trochę szybciej znudził moją czterolatkę, dlatego polecam tą książeczkę dla nieco młodszych dzieci – myślę że od 2 do 4 lat będzie idealnie. Z drugiej jednak strony nawiązania do światowego malarstwa to już trochę wyższy poziom jazdy i fajnie jest wspólnie z dzieckiem przeglądać oryginały i dopasowywać do nich rysiowe odpowiedniki. Nie mówiąc już o tym, że te przeróbki są naprawdę zabawne!

Agata Matraś, Kolorysie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.