Grajki Majki: Koty. Smart Bingo

Czy może być coś łatwiejszego niż gra w bingo? Oczywiście! Gra w bingo z kolorami i słodkimi kotkami. Minimum zasad, urocza szata graficzna i staranne, wytrzymałe wykonanie to zalety, dzięki którym ta nieskomplikowana gra może umilić wieczór całej rodzinie kociarzy – wraz z jej najmłodszymi członkami.

Gra ma dwa warianty, łatwiutki dla początkujących i wymagający odrobinę więcej spostrzegawczości – zarówno na kole do losowania ze strzałką, jak i na dwóch stronach plansz mamy do wyboru kolory kłębuszków lub rysunki kotów. W zależności od wybranego wariantu zaznaczamy przy pomocy żetonów z łapkami, każdy na swojej planszy, wylosowany obiekt – kotka lub kłębuszek. Celem jest zaznaczenie 4 pól w rzędzie przy pomocy paska zwycięstwa.

Łatwiejszy wariant, z kłębkami wełny, jest całkowicie losowy – po wylosowaniu koloru każdy z graczy zaznacza na swojej planszy oba kłębki danego koloru. W wariancie z kotkami dochodzi element prostej strategii – po wylosowaniu kociego pyszczka można zaznaczyć tylko jeden (z dwóch) obrazek odpowiadający temu kotu, a podjęty wybór może mieć bezpośredni wpływ na zwycięstwo lub przegraną. Jest też możliwość gry jednoosobowej – może któremuś z rodziców uda się w tym czasie wypić ciepłą kawę? ;)

Wszystkie element wykonano z grubej tekturki, dzięki czemu są odporne na wyzwania stawiane im przez małych graczy – zarówno tych biorących jeszcze czasem niektóre rzeczy do ust, jak i do tych polujących pazurkami na kręcącą się strzałkę.

Bardzo sympatycznie zilustrowana, w żywych, ale nie rażących kolorach rozwija spostrzegawczość, umiejętność skupienia się na szczegółach, kojarzenie faktów, refleks, nazwy kolorów i sprawność manualną. I oczywiście umiejętność radzenia sobie z przegraną, z czym ostatnio moja mała prymuska ma pewien problem.

Gra jest propozycją dla dzieci od 3go roku życia, ale moim zdaniem spokojnie można po nią sięgnąć nieco wcześniej, szczególnie jeśli chodzi o wariant z kolorowymi kłębuszkami. Świetnie sprawdzi się w roli pierwszej gry maluszka.

Smart bingo. Koty
Redakcja: Izabela Gołaszewska
Ilustracje: Kinga Spiczko
Wydawnictwo Kapitan Nauka
Liczba graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 10-20’
Sugerowany wiek: 3-7

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kapitan Nauka.

Grę możecie kupić TUTAJ.

Bajki Majki: „Opowieści o kotach, które rządziły światem”, „Opowieści o psach, które ratowały świat”, Kimberline Hamilton

Na pewno znacie „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”, prawda? Pokazywałam je wam w zbiorze książek o wybitnych babeczkach. To była pierwsza z książek będących zbiorem biografii inspirujących postaci kierowanych do dzieci i utrzymanych według określonego schematu – jedna strona tekstu na osobę + towarzysząca jej całostronicowa ilustracja, a same portrety zostały przygotowane przez różnych ilustratorów. Ten tytuł stał się wzorem i za czasem powstały kolejne książki tematyką i formą przypominające „buntowniczki” – o kosmonautkach, imigrantkach, wyjątkowych chłopcach itp. A teraz swoje pięć minut zyskały nawet psy i koty!

„Opowieści o kotach, które rządziły światem” to 30 sylwetek mruczących futrzaków, które zasłynęły na całym świecie. Znalazł się tu między innymi słynny Dewey – koci bibliotekarz, kot Bob – gwiazdor filmowy i Stubbs – koci burmistrz. Jednak większość to kociaki, o których, w przeciwieństwie do innych mieszkańców Ziemi, albo przynajmniej kochających takie historie Amerykanów, nigdy dotąd nie słyszałam (cóż za niedopatrzenie!) – kocia szefowa recepcji w hotelu, koci astronauta, kocia naczelniczka japońskiej stacji kolejowej, kot teatralny, pierwszy kot z bionicznymi łapkami, a nawet kot baletmistrz!

Czytanie kocich biografii urozmaicają przerywniki – zbiory ciekawostek. Dowiemy się z nich między innymi o kocich przedsiębiorcach, podróżnikach, bohaterach wojennych, zatrudnianiu kotów w nieprawdopodobnych miejscach czy co nieco o zdumiewającej budowie kociego ciała. Jest też quiz wyjaśniający… dlaczego koty są takie dziwne!

Kimberline Hamilton, Opowieści o kotach, które rządziły światem. 30 kocich bohaterów, którzy dokonali niezwykłych rzeczy, Kraków: wydawnictwo Znak Emotikon, 2020, 160 s.

Znacie pewnie powiedzenie, że psy mają właścicieli, a koty służących? W pewien sposób zostało ono wykorzystane przy dobieraniu tytułów, bo koty światem rządziły, psy go ratowały. I faktycznie coś w tym jest. Analogicznie do opisanej powyżej pozycji, „Opowieści o psach, które ratowały świat” to zbiór 30 wybitnych psich osobistości przetykanych tematycznymi ciekawostkami. Przypomnimy więc sobie słynne historie słynnych psów – Łajki, która poleciała w kosmos, wiernego Hachiko, czy sierżanta Stubby’ego. Poznamy też psy walczące na frontach, psie gwiazdy, psiego zbieracza datków, poszukiwacza skarbów, rajdowca, geniusza, ratownika, odkrywców, a nawet psią opiekunkę pingwinów! Dowiemy się też na przykład czym jest dogspotting i jakie pieski towarzyszyły prezydentom.

Kimbarline Hamilton, Opowieści o psach, które ratowały świat. 31 wiernych zwierzaków, które odcisnęły ślady swoich łap w historii, Kraków: wydawnictwo Znak Emotikon, 2020, 160 s.

To obowiązkowe pozycje na półkach młodych psiarzy i kociarzy, a i dorosły na pewno dowie się coś nowego. Mnogość ilustracji spod różnych dłoni i w rozmaitych stylach cieszy oko, a krótkie teksty i przerywniki w formie intrygujących faktów nie pozwolą nudzić się wiercipiętom i pomogą w czytaniu książek „na raty”.

Nie ma wątpliwości, że i mruczący i szczekający bohaterowie w pełni zasłużyli na powstanie takich encyklopedii. Nareszcie mają gdzie figurować. Czekam na kolejne tomy, bo wybitnych futrzaków nie brakuje!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Emotikon.

Czas na czytanie: „Dlaczego król elfów nie znosił baśni”, Holly Black

Ta niedługa historia poboczna dzieje się po wydarzeniach z „Królowej niczego”. Cardan towarzyszy Jude podczas wycieczki do świata śmiertelników. Dawny zleceniodawca obecnej Najwyższej Królowej prosić Dwór o pomoc – na jego ziemie sprowadził się potwór, który beztrosko przerabia kości swych ofiar na mąkę chlebową. Okazuje się, że rzeczona trollowa wiedźma to ktoś, kogo książę zna od wczesnego dzieciństwa. A to budzi wspomnienia. I popycha do podejmowania nierozsądnych kroków.

„Jednak zanim złu zostanie wymierzona przykładna kara, powiedzcie przecie, czyż nie zło jest najpiękniejsze na świecie?”

Otrzymujemy więc garść opowieści w opowieści w opowieści. Czyli w sumie opowieść do sześcianu. Będziemy mieli szansę przyjrzeć się dzieciństwu Cardana z jego własnej perspektywy i dowiedzieć się jakie wydarzenia ukształtowały jego uroczą osobowość. Wraz z nim usłyszymy też baśń, która dojrzewa i zmienia się wraz ze słuchającym. I z intencjami opowiadającego.

„Chłopcy się zmieniają. (…) Baśnie również”.

Chociaż to książka do pochłonięcia w jeden wieczór, piękna oprawa graficzna i bogactwo klimatycznych ilustracji Roviny Cai czyni z niej prawdziwą gratkę dla fana Holly Black. Jeśli macie takiego w swoim otoczeniu, to już nie musicie martwić się o pomysł na prezent. W końcu trudno o lepszy czas na zagłębienie się w świat baśni, niż długie i ponure jesienno-zimowe wieczory. Ponura i jednocześnie piękna baśń prosto z czarownie mrocznego świata elfów będzie pasować idealnie.

Jedyny drobny zgrzyt to format wydania. Nie przepadam, kiedy jedna część serii odstaje wielkością od pozostałych tomów, psuje mi to koncepcję ustawiania na półce.

„- Nie wolno zjadać kawałka pieroga i potem go odkładać – poucza go Dąb. – To obrzydliwe.

Cardan z satysfakcją stwierdza, że zło ma wiele imion, a on zna je wszystkie”.

Holly Black, Dlaczego król elfów nie znosił baśni, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 192 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Grajki Majki: Puzzle 3D

Nie wiem, czy to przez pandemię, czy przez Majkę, która wyjątkowo lubi ten sposób spędzania czasu, ale puzzle przezywają w naszym domu swój renesans. Nawet ja, osoba o najmniejszej dawce cierpliwości na świecie (jak rozdawali cierpliwość, musiałam stać w kolejce po lenistwo, nie ma innej opcji!), miałam ostatnio ochotę coś poukładać. I jak zobaczyłam, że mogę sobie ułożyć Hogwart, to przepadłam.

Puzzle 3D kiedyś już się u nas pojawiły – sprawiłam mężowi Pałac Kultury kilka lat temu, ale sama dotychczas nie mierzyłam się z takim wyzwaniem. Skoczyłam więc na głęboką wodę, bo zestaw, który wybrałam – „Wieża Astronomiczna” – liczy sobie, bagatelka, 237 elementów. Jedne trzeba złożyć przed dołączeniem do układanki, z innych składa się wieloelementowe obiekty (na przykład wieże), by doczepić je do innych części budowli. Niektóre są całkiem spore, a inne są wielkości mojego paznokcia. Na szczęście obrazkowa instrukcja prowadzi krok po kroku Myślałam, że jak zestaw jest oznaczony jako 8+, to usiądę, złożę i będę zadowolona, szybko jednak okazało się, że jeden wieczór to zdecydowanie za mało. Ale satysfakcja po ułożeniu niesamowita.

Puzzle są wykonane z usztywnionej pianki, bez problemu odchodzą od formy i są już odpowiednio ponacinane, by łatwo się zginać, więc do zbudowania modelu nie potrzeba nożyczek ani kleju. Nie jestem jednak najdelikatniejszą (ani najcierpliwszą, czy już o tym wspominałam?) i dwa razy musiałam poratować się taśmą klejącą, bo niestety urwałam kawałek studni i dachu szklarni. Ale nic nie widać!

Bardzo fajna zabawka konstrukcyjna i spore wyzwanie, nawet dla nieco wyrośniętych fanów Harry’ego Pottera. Zbudowaną Wieżę Astronomiczną można połączyć z zestawem zawierającym Wielką Salę i zbudować cały Hogwart.

A jeśli wciąż mało nam atrakcji, to są też zestawy z Hogwart Expressem (kusi mnie bardzo!), czy kamieniczkami z ulicy Pokątnej.

„Harry Potter. Wieża Astronomiczna” Puzzle 3D
Firma: Cubic Fun
Liczba elementów: 237
Sugerowany wiek: 8+

Kto to jednak słyszał, żeby tylko mama miała zabawę? Dla Majki Hogwart to wciąż jeszcze pieśń przyszłości, usiadłyśmy więc razem do składania z puzzli domku dla lalek. Zestaw „Sweet Villa” również jest przeznaczony dla dzieci od 8 roku życia, ale ze względu na mniejszą liczbę elementów (i co za tym idzie mniejsze wymiary). Złożenie domku z 84 puzzli zajęło nam nieco ponad godzinę.

Złożony domek można otwierać, dzięki czemu zyskujemy dostęp do 4 pomieszczeń wewnątrz – jest salon, kuchnia, sypialnia i strych, a także spory taras. Dodatkową atrakcją są otwierane okiennice i kinkiety podświetlane kolorowymi diodami – do zestawu są dołączone dwa światełka na baterie – całość ukrywamy w kominie, a wystające lampki oświetlają dwa pokoje zmieniającymi się kolorami.

Fantastycznie, że poza samą konstrukcją budynku, do złożenia były również mebelki i drobne elementy wyposażenia, jak książki, czy skrzynka na listy. Do zestawu dołączono również piankową „laleczkę”, ale Maja szybko o niej zapomniała i wprowadziła do domku swoją kolekcję „słodziaków” z Sylvanian Famillies.

Fajny pomysł na rodzinne popołudnie i jednocześnie zestaw, który skupiony i zawzięty ośmiolatek faktycznie jest w stanie ułożyć samodzielnie, chociaż w tym przypadku polecenia w instrukcji pozostawiają nieco miejsca na domysły.

„Sweet Villa” Puzzle 3D
Firma: Cubic Fun
Liczba elementów: 84
Sugerowany wiek: 8+

Jest też propozycja dla najmłodszych! Zestawy prostych trójwymiarowych puzzli dla maluchów są dodatkowo do kolorowania – najpierw trzeba upiększyć wszystkie element za pomocą dołączonych do zestawu flamastrów lub farb, jak to wymyśliła Maja, a następnie złożyć je w prostą konstrukcję. Z naszego zestawu „Pszczółka i ślimak” powstał pszczółkowy stojak na długopisy dla dziadka i ślimacza ramka na zdjęcie dla babci. Zestaw jest przeznaczony dla dzieci od 5 do 11 lat i składa się z 22 elementów, czyli wychodzi mniej więcej po 10 elementów na jedną konstrukcję.

To z kolei super sympatyczny pomysł na prezent od dziecka dla najbliższych diy (lada moment będzie dzień babci!) albo kreatywna, konstrukcyjna zabawka, która nie tylko zajmie uwagę, ale i jej efekty będą ozdobą dziecięcego pokoiku.

„Zestaw do kolorowania – pszczółka i ślimak” Puzzle 3D
Firma: Cubic Fun
Liczba elementów: 22
Sugerowany wiek: 5-11 lat

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: „Sherlock Holmes. Dookoła świata” – komiks paragrafowy

Komiksy paragrafowe to książki i gry w jednym, gdzie wybory czytelnika mają wpływ na rozwój akcji. W przypadku tytułu o Sherlocku Holmesie co byśmy nie robili, nie zmienimy zastanej sytuacji – zbrodni zostały już popełnione – ale tylko od nas zależy jak potoczy się śledztwo i czy uda nam się złapać winnego.

Podejmując decyzje wędrujemy po książce kierując się do określonych pól oznaczonych cyframi zgodnymi z naszym wyborem – przesłuchujemy świadków, szukamy poszlak i poszerzamy naszą wiedze co całej sytuacji. Będziemy zaglądać we wszystkie kąty (nawet w klatce tygrysa!), a tam może kryć się wszystko –  informacje niezbędne dla rozwiązania zagadki, łamigłówki, które należy odcyfrować, szyfry do złamania, twarde dowody i ślepe zaułki. Spostrzegawczość i pełne skupienie na każdym szczególe będą niezbędne!

Wszystkie nasze spostrzeżenia i podeżenia zapisujemy na karcie gry na początku książki (ja zwykle ją kseruję, ale może ją również pobrać ze strony wydawcy i wydrukować, dzięki czemu książka jest wielorazowa).

Podczas lektury wcielamy się w jednego z bohaterów – Sherlocka albo Mycrofta – a każdy z nich ma odmienne metody prowadzenia śledztwa i większe lub mniejsze predyspozycje w rozwiązywaniu zagadek. Chociaż książka nie jest gruba, na rozwiązanie czekają aż trzy sprawy rozsiane po całym świecie. Zagłębienie się w każdą z nich zajęło mi około 25 minut, więc to przynajmniej godzina dobrej zabawy, której trzeba poświęcić maksimum uwagi. Bo chociaż jest to propozycja skierowana do odbiorców powyżej 10 roku życia, to rozwiązanie spraw nie należy do łatwych! Albo to mi po prostu nie jest pisana kariera detektywa, bo chociaż rozwiązałam poprawnie 2 z 3 śledztw, to jednak najbardziej kierowałam się intuicją, a moje uzasadnienia okazały się dalekie od logicznych kalkulacji Sherlocka ;)

Sherlock Holmes. Dookoła świata
Autorzy: CED, Boutanox
Wydawnictwo Foxgames
Liczba graczy: 1
Sugerowany wiek: 10+

Bajki Majki: PATRONAT „Biedronki z Kalinowej Łąki” Joanna Kalina

Przychodzę dziś do Was z najnowszym patronatem – książeczką, która nie jest może żadnym imponującym wydaniem i która nie ma wielkich szans, by stać się ozdobą biblioteczki, a lekturą podręczną i kieszonkową – idealną na wyjazd z dzieckiem, do maminej torebki albo dziecięcego plecaczka.

Choć biedronki są małe, mogą je czekać wielkie przygody! Przekonają się o tym dwie przedstawicielki tego gatunku – rezolutna Asia siedmiokropka i jej młodsza siostrzyczka, ciekawska i niepokorna dwukropka Hania. A jak to już z poszukiwaczkami przygód bywa, mała Haneczka wręcz przyciąga kłopoty. A może to kłopoty przyciągają ją? Na szczęście ma rozsądną i odpowiedzialną starsza siostrę i przyjaciół gotowych zawsze ruszyć jej na ratunek – czy to w pajęczą sieć, czy… do słoika dzieci marzących o własnym zwierzątku.

A z każdej magicznej przygody (bo zdradzę Wam w sekrecie, że nasze Biedronki mają bardzo czarodziejską babcię) i z każdej opowieści wyciągnąć można mnóstwo życiowych mądrości, między innymi przestrogę o nie oddalaniu się od domu, nie wyśmiewaniu wyglądu innych, czy poszanowanie dla najmniejszego nawet stworzonka. Znajdą się tu też wpadające w ucho rymowane fragmenty.

Bardzo lubię mieć tego rodzaju książki zawsze przy sobie – cieniutka i niepozorna broszurka jest lekka i idealnie mieści się w torebce, a nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać – w normalnych czasach może być wybawieniem podczas przedłużającego się oczekiwania w restauracji, może umielić czas kiedy rodzinnie utkniemy w korku, a wczoraj bardzo nam się przydała w przychodni, kiedy czekałyśmy z Majką na szczepienie. Dłuższa historia złożona jest z pomniejszych wydarzeń (a każde z nich niesie ze sobą jakiś morał), dzięki czemu łatwo przerwać czytanie co kilka stron, a całość starczy na długo.

Tekst urozmaicają sympatyczne ilustracje pojawiające się co cztery strony, choć dla mnie spokojnie mogłyby być jeszcze większe i wypełniać całe strony książeczki.

Mali fani biedroneczek i innych robali, szykujcie się, przygoda wzywa!

Joanna Kalina, Biedronki z Kalinowej Łąki, Poznań: Wydawnictwo Nowoczesne, 2020, 57 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nowoczesnego.

Czas na czytanie: „The King’s Men” Nora Sakavic

Zdecydowanie najlepsza część trylogii. W sumie trudno się dziwić – o bohaterach i ich sytuacji wiemy już naprawdę dużo, a w ostatnim tomie czeka nas kulminacja wydarzeń. I jak pierwsza książka przypominała mi bardziej wattpadowe opowiadanie, tak trzecia to już całkiem dojrzała i dopracowana historia.

Drużyna potworów nie tylko musi się zmierzyć z całą masą genialnych drużyn na kolejnych etapach mistrzostw, by w finale utrzeć nosa swoim prześladowcom. Najpierw zawodnicy muszą stawić czoło sobie nawzajem i nie tylko się przy tym nie pozabijać, ale w dodatku zintegrować. Tajemnice, obietnice, układy i skomplikowane relacje między nimi z pewnością niczego nie ułatwią.

Oczywiście czas ucieka, a po piętach drepcze im mafia, bo choć Neil cudem przetrwał ścieżkę zdrowia w Gnieździe kruków, to przy jego psychopatycznym ojcu Riko wydaje się być przedszkolakiem w piaskownicy. A ten z pewnością nie zamierza puścić Juniorowi płazem ośmiu lat ucieczek, skazy na reputacji i ukradzionych pięciu milionów. I nie, Rzeźnik też nie jest najbardziej niebezpieczną figurą na szachownicy!

A skoro już o psychopatach mowa, to do drużyny wraca Andrew – pierwszy raz od lat całkowicie trzeźwy. I raczej nie spodoba mu się to, co zastanie. Co za szczęście, że tak bardzo lubię czytać o socjopatach i maniakach, bo tu ich z pewnością nie brakuje!

Po poprzednich częściach nie muszę ostrzegać, że będzie brutalnie, krwawo i wszyscy skoczą sobie do gardeł, prawda? Ale momentami będzie też sympatycznie, a nawet słodko (!), będzie mnóstwo woli walki, nadziei, prawdziwej przyjaźni i instynktu przetrwania.

Wątek romantyczny został potraktowany subtelnie, ale jest jak najbardziej satysfakcjonujący. Wreszcie się go doczekałam! Jak na mój gust mamy tu do czynienia z nadmiarem „syndromu męczennika” – i nie tylko mam tu na myśli historię i wybory Neila – w ogólnym rozrachunku jestem w stanie to zaakceptować.

Chociaż wciąż zdarzały się błędy, to pod względem korekty jest dużo lepiej, szczególnie w porównaniu z pierwszym tomem. Czytało się świetnie, chyba sama zdołałam zgrać się z drużyną i udzieliły mi się sportowe emocje. I mimo, że zakończenie może się wydawać przewidywalne, nie zabraknie drobnych zaskoczeń i nagłych zwrotów akcji, dzięki którym fabuła zyskuje na atrakcyjności.

Po „The Foxhole Court” nie byłam przekonana do kontynuacji, ale po przeczytaniu całości bardzo się cieszę, że nie odpuściłam tej serii. W gruncie rzeczy to fajna historia o trudnych dzieciakach, które za nic w świecie nie chcą się poddać, o tym, że poza naprawdę paskudnymi draniami są na tym świecie też porządni ludzie, o drugich szansach i o sporcie, który jednoczy. Warto poświęcić Lisom kilka długich jesiennych wieczorów.

Nora Sakavic, The King’s Men, Wydawnictwo NieZwykłe: Oświęcim 2020, 480 s.

Grajki Majki: Pucio do tulenia, Puzzle „Pucio. Co słychać?”

Jeśli szukacie szybkiego pomysłu na mikołajkowy upominek dla maluszka, autorki przygód Pucia spieszą z pomocą. Niedawno ukazały się dwa gadżety ze świata tego uwielbianego bohatera, które z pewnością ucieszą każdego fana albo świetnie sprawdzą się jako dodatek do jednej z pucioksiążek.

Uroczy Pucio do tulenia to maskotka będąca odwzorowaniem głównego bohatera serii, stworzonego przez Martę Galewską-Kustrę i Joannę Kłos. Jak zaznaczono na opakowaniu pluszowy Pucio, składa się z głowy pełnej Puciowych pomysłów, oczu do wypatrywania babci, dziadka i wiewiórek, rączek wciąż zajętych zabawą i głaskaniem pieska Funia, noska szczególnie wrażliwego na zapach naleśników cioci, małych nóżek, które rzadko stoją w miejscu i mięciutkiego brzuszka do wesołych gilgotek. Moja Maja była odrobinę rozczarowana brakiem samolotu w zestawie – widzę w tym potencjał na przyszłość.

Dużym plusem są dla mnie niewielkie rozmiary maskotki – przede wszystkim dlatego, że małe rączki i nóżki będą idealne do ogarnięcia małymi dłońmi dziecka, ale również dlatego, że po prostu mam już trochę dość sporych maskotek, które wypełniają pokój i łóżko mojego dziecka po brzegi. A w tym przypadku udało się odwzorować bohatera z dużą szczegółowością i w małym rozmiarze – dla mnie super.

Drugą zaletą jest różnorodność materiałów, z których została wykonana przytulanka – inna w dotyku jest twarz, na której wyróżniają się wypukłe kropeczki oczu, inne są włosy, inne rękawki bluzeczki i inne spodenki.

I wreszcie sposób pakowania, za który należą się olbrzymie brawa. Pucio jest sprzedawany w kartoniku, w którym stoi oparty na tekturowej podstawce do której jest przyczepiony gumką recepturką. Całość jest zamknięta jedną plastikową naklejką. Żadnego zbędnego plastiku, minimum śmieci, najmniejszego problemu z rozpakowywaniem. Estetycznie, elegancko i z poszanowaniem środowiska.

Pucio do tulenia
na podstawie ilustracji Joanny Kłos
z książek Marty Galewskiej-Kustry
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W równie dobry sposób zostały zapakowane nowe puzzle dla najmłodszych „Pucio. Co słychać?” – elementy zostały zawinięte w papier i spakowane do kartonika sklejonego dwoma naklejkami.

Ta 12-elementowa układanka jest kierowana do odbiorców od drugiego roku życia, a puzzle są naprawdę duże. Co nie znaczy wcale, że jej ułożenie jest banalne, bo niestandardowy kształt potrafi zmylić (należę do tych układaczy, którzy zawsze zaczynali od ramki. A ta ramka ma bardzo nieregularną linię brzegową :) ).

Na ilustracji widzimy Pucia i Misię stojących pod drzewem i przysłuchujących się odgłosom natury. A wokół nich jest mnóstwo dźwięków! Szczekający na motylka Funio obudził sowę, która komentuje to huczeniem, wiewiórka na gałęzi chrupie orzeszka, dzięcioł stuka w pień, ptaki ćwierkają, pisklęta piszczą, kukułka kuka, drzewo szumi… ułożenie obrazka to dopiero początek dźwiękonaśladowczej zabawy w opowiadanie!

Pucio. Co słychać? Puzzle
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracja: Joanna Kłos
Ilość elementów: 12
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 2+

Jeśli wciąż mało wam Pucia, zobaczcie również:
układankę świąteczną układankę Pucio i Misia ubierają choinkę,
puciowe gry – domino oraz loteryjkę „Gdzie to położyć?”,
i oczywiście książeczki – naszą ulubioną „Pucio umie opowiadać” i resztę serii.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki dla dzieci o zimie i świętach, cz. IV

Szykowanie corocznego wpisu o świątecznych książkach dla dzieci jest dla mnie otwarciem sezonu – Święta już tuż tuż! Jeśli potrzebujecie jeszcze więcej inspiracji, rzućcie okiem na zestawienia z poprzednich lat:

Część I – Święta 2017
Część II – Święta 2018
Część III – Święta 2019
Pomysł na książkowy kalendarz adwentowy

„Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja” z ilustracjami Małgorzaty Detner to zabawna świąteczna propozycja dla najmłodszych czytelników w wieku od roku do trzech lat. Kartonowa książeczka z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami ma dziewięciu bohaterów – między innymi Mikołaja, Renifera Rudolfa, Misia Polarnego Śnieżynkę, Bałwana, Pierniczkowego Ludzika a nawet szefa elfowej kuchni. Każdy z nich wykonuje jakąś czynność przy pomocy określonego przedmiotu. Każda ze stron poświęconych bohaterom została podzielona na trzy części, które można przekładać niezależnie od siebie tworząc zupełnie nowe kompozycje zarówno jeśli chodzi o wygląd postaci, jak i o towarzyszący im tekst. Dzięki temu na przykład „Piernikowy Ludzik, król gwiazdkowej mody, wyjmuje ze skarpet truskawkowe lody”. Świąteczne chichotanko gwarantowane, a przy okazji to świetny trening dla małych paluszków.

Małgorzata Detner, Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 18 s.

Jeśli chodzi zaś o historię biblijną dla najmłodszych, koniecznie sięgnijcie „Opowieści biblijne do poduszki” Mercè Segarra, Rosa M. Curto – historii narodzin Jezusa poświęcono cztery rozdziały, od Zwiastowania aż do wizyty Trzech Króli, a każdemu z nich poświęcono dwie całostronicowe ilustracje i kilka nieskomplikowanych zdań tekstu przystosowanych do sposobu percepcji maluszka. To chyba najbardziej sympatyczna wariacja na temat Biblii dla najmłodszych odbiorców, jaka kiedykolwiek wpadła mi w ręce. Polecam nie tylko na tą okazję.

Mercè Segarra, Rosa M. Curto, Opowieści biblijne do poduszki, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, s. 54-61.

Szukającym nieco bardziej rozbudowanej opowieści o prawdziwym sensie Świąt na pewno przypadkiem do gustu „Opowieść o Bożym Narodzeniu” Stephanie Jeffs, John Haysom – ta pozycja, pełna pięknych, delikatnych ilustracji, nie kończy się w momencie narodzin Jezusa w stajence, została rozszerzona o wizytę Trzech Króli i niecne plany Heroda aż po ucieczkę do Egiptu dając małemu odbiorcy szerszy kontekst i bardziej przystając do realiów (zanim królowie z dalekich krajów przyjadą do Betlejem za gwiazdą, Dzieciątko zdąży już nieco urosnąć). Chociaż tekstu jest dużo więcej pojawiają się pojęcia, które z pewnością trzeba będzie dziecku wytłumaczyć (np. synogarlica) , autorzy opierają się na prostych, krótkich zdaniach i przedstawiają historię w jak najbardziej zrozumiały, choć niepozbawiony malowniczości sposób. Nie sposób też nie docenić siły obrazu, który zajmując całe strony pełni funkcję narracyjną na równi z tekstem pisanym. Polecam dla dzieci od mniej więcej 4 roku życia.

Stephanie Jeffs, John Haysom, Opowieść o Bożym Narodzeniu, Poznań: Wydawnictwo Święty Wojciech, 2017, 30 s.

„Gwiazdka! Nie Przeszkadzać!” Barbary Supeł z ilustracjami Beaty Żurawskiej to propozycja dla tych, którzy w przedświątecznym szale przygotowań i sprzątania (cóż, akurat w tym roku poza Jezusem faktycznie może przyjść również sanepid…) zatracili prawdziwą frajdę ze wspólnych rodzinnych przygotowań. Kiedy niesforne bliźnięta słyszą, że mają nie przeszkadzać, z entuzjastyczną pomocą w szykowaniu domu do Wigilii czekają aż zapadnie zmierzch. A potem rzucają się w wir pracy! Pierniczkom dorysują wąsy, przystrzygą choinkowe łańcuchy, wymalują okna od góry do dołu, wyjedzą cukierki z choinki, rozwieszą na kominku brudne skarpetki… w ruch pójdą również szminka mamy i pianka do golenia taty. Na szczęście w ślad za nimi ruszyła porządnicka Myszka, która dzielnie zaciera ślady tej rozróby, bo dobrze wie, że prezenty dostają tylko grzeczne dzieci. Okaże się jednak, że Mikołaj nie robi rankingu najczystszych domów, a docenia dobre chęci. A wszystko to przekazano wierszem! Ten momentami komiczny, uroczy, i bardzo prawdziwy picturebook rozbawi i skłoni do refleksji. I chociaż skierowany jest do młodziutkich odbiorców (4+), starsi, a przede wszystkim rodzice również powinni go przeczytać.

Barbara Supeł, Beata Żurawska, Gwiazdka! Nie przeszkadzać!, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 32 s.

Rodzinne przygotowania do świąt znajdziecie również w książeczce dla maluszków „Jadzia Pętelka piecze pierniczki”. Ta niewielka, urocza książeczka to kolejna już część przygód Jadzi Pętelki – ulubienicy młodszych przedszkolaków. Tym razem małą bohaterkę czeka niebagatelne zadanie – trzeba przygotować zapas świątecznych pierniczków. Trzeba zakasać rękawy i wraz z tatą zabrać się do pracy! Do wymieszania czeka mnóstwo składników – puszysta mąka, miękkie masło, lepki miód i kruche jajka. A później czeka ugniatanie, wycinanie, pieczenie, lukrowanie, zdobienie, przewlekanie, aż wreszcie chrupanie i… sprzątanie! Nie da się ukryć, że to lektura, która porusza zmysły – aż ślinka cieknie!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Jadzia Pętelka piecze pierniczki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 24 s.

„Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony” Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
Bardzo lubimy serię o cierpliwej Mamie Mu i postrzelonym Panu Wronie. Również ich świąteczna przygoda jednocześnie bawi i chwyta za serducho. Pan Wrona uwielbia dostawać mnóstwo prezentów – tylko że wszystkie robi sobie sam, bo inaczej przecież nic by nie dostał! Nie da się ukryć, ze prawdziwy sens i radość Świąt przelatują mu przez to koło dzioba. Jakie to szczęście, że Mama Mu drobnym ciepłym gestem potrafi pokazać mu magię myślenia nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o innych, a przecież radość z obdarowywania przewyższa nawet radość z otrzymywania upominków. A najwspanialsza jest radość z bycia razem z przyjacielem – w tym szczególnym dniu i na co dzień. Bogato ilustrowana (krowy z rogami przystrojonymi choinkowym łańcuchem, niczym w wiankach świętej Łucji są po prostu cudowne!), pełna rozkrakanej energii, krowiego spokoju, mądrości i ciepła prawdziwej przyjaźni. Nietuzinkowa propozycja.

Jujja Wieslander, Sven Nordqvist, Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 28 s.

Dla fanów humorystycznego podejścia do Świąt idealna będzie „Jak schować Lwa w Święta” Helen Stephens – to już czwarty pięknie ilustrowany picturebook z przygodami Malwinki i jej nietuzinkowego przyjaciela. Po raz kolejny okazuje się, ze dziewczynka nie może gdzieś zabrać ze sobą gigantycznego Lwa. Bo czy widział ktoś kiedyś lwa jadącego pociągiem (w końcu nie zmieści się ani do walizki, ani nie da się go owinąć papierem by uchodził za świąteczny prezent)? Toż taka sytuacja mogłaby spowodować przedświąteczny kryzys kolejowy! Dlatego też Malwinka jedzie do Cioci Zosi, a Lew zostaje w domu. Ale co to za świętowanie bez jednego członka rodziny?

Lew nie zamierza jednak zostać w tyle. Sprytnie chowa się na bagażowej półce i niedostrzeżony jedzie wraz z rodziną do miasteczka cioci. Gdyby tylko turkot kół nie ukołysał go do snu, nie stałby się zupełnie zgubionym lwem! Czy nasz bohater da radę podróżować przez śnieżne zaspy? Czy odnajdzie swoją rodzinę? I jakie są konsekwencje Świąt z Lwem w domu? Przekonajcie się sami!

Helen Stephens, Jak schować Lwa w Święta, Warszawa: Wydawnictwo Amber, 2020, 40 s.

Jak co roku wydawnictwo Zakamarki wydało „książkowy kalendarz adwentowy” – okołoświąteczną historię podzieloną na 25 rozdziałów, po jednym na każdy dzień oczekiwania i jeden na same Święta. Tegoroczna książka nosi tytuł „Jak ratowaliśmy Wigilię” i poza rozdziałami adwentowymi ma również króciutki styczniowy epilog, w którym dzieci wracają do szkoły po świątecznej przerwie.

Tim chodzi do zerówki i uwielbia Święta najbardziej na świecie. Dlatego kiedy w jego 24-osobowej grupie każdemu z dzieci przypada w udziale zerwanie jednej kartki z magicznego adwentowego kalendarza, chłopiec uważa, że to on powinien trafić na tą ostatnią. Szczególnie, że wigilijna kartka jest najważniejsza – jeśli się ją zgubi, Świąt nie będzie. Jak myślicie, co się stanie z kartką? O nie, nie zgubi się, czeka ją coś znacznie gorszego!

Nie jest łatwo być odpowiedzialnym za zniszczenie wigilijnej kartki i tym trudniej będzie naprawić swój błąd. Tim zrobi jednak wszystko, by naprawić Boże Narodzenie, albo chociaż wynagrodzić innym zepsute Święta.

Jak to zazwyczaj bywa ze skandynawskimi książkami i tą charakteryzuje podejście pozbawione czołobitności i egzaltacji. Boże Narodzenie jest taktowane z humorem i dystansem, o czym świadczą na przykład porywające wersje kolęd. Dowiemy się też całkiem sporo o charakterystycznych dla Szwecji występach z okazji orszaku św. Łucji.

Ellen Karlsson, Cecilia Heikkilä, Jak ratowaliśmy Wigilię, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2020, 108 s.

Jeśli chcielibyśmy rozpocząć czytanie książki dzielonej na rozdziały przeznaczone na każdy dzień adwentu już z młodszym dzieckiem, dla przedszkolaków świetnie sprawdzi się „Elf do zadań specjalnych” Katarzyny Wierzbickiej z magicznymi ilustracjami Ulyany Nikitiny.

Już od pierwszego dnia grudnia w Wiosce Świętego Mikołaja praca wre – trzeba przeczytać każdy list, wyprodukować w fabryce zabawek prezenty dla każdego dziecka na świecie, przetestować je dokładnie, zadbać o renifery i oczywiście sprawdzić, czy wszystkie dzieci aby na pewno nie były za bardzo niegrzeczne w tym roku. A do tego, zgodnie z duchem czasu, produkcję czeka wprowadzanie reform i innowacji pod czujnymi surowym okiem elfki Lśniącej.

Tymczasem w krainie Świętego Mikołaja pojawiają się tajemnicze ślady wielkich łap na śniegu zwiastujące nieoczekiwanych gości, a elf Wiercipiętek zgubił swój szaliczek niewidzialności i za nich nie chce się do tego przyznać, w końcu jako sprytny elf na pewno siebie bez niego poradzi. Czy idealne Święta są zagrożone? I czy uda się spełnić marzenia dzieci na czas?

Chociaż książka prezentuje się ciałkiem konkretnie, to po podzieleniu na 24 dni wychodzi po 6-10 stron na rozdział, czyli na maksymalnie 10 minut czytania. Jestem strasznie ciekawa, czy moja prawie-pięciolatka z przedszkolnej grupy Elfów poskromi ciekawość i faktycznie uda nam się czytać po jednym rozdziale dziennie. Nie mogę się już doczekać!

Katarzyna Wierzbicka, Elf do zadań specjalnych. 24 opowiadania, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 192 s.

„Dobranocki na gwiazdkę” to zbiór 11 opowiadań od polskich autorów na okres świąteczny do czytania przed snem. Znajdą się tu historie długaśne i zupełnie króciutkie, o ludziach, o myszkach, o pieskach, o karpiu, Świętym Mikołaju i o Dzieciątku i nawet o niegrzecznych dziewczynkach robiących wszystko na opak – nawet dobre uczynki (to moje ulubione!). Zabawne i poważniejsze, wesołe i mające w sobie kropelkę smutku – łączy je jednak jedno – są pełne magii i niosą nadzieję. A do tego wypełnione magicznymi ilustracjami wypełniającymi całe strony. To księga, która zostanie z dzieckiem na lata, bo wracanie do tych bohaterów co roku może okazać się cudownym przedświątecznym zwyczajem dla całej rodziny.

Dobranocki na Gwiazdkę, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 224 s.

W zeszłym roku pokazywałam Wam przepięknie wydaną encyklopedię bożonarodzeniowych tradycji z całego świata – „Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Monika Utnik-Strugała. W tym roku pojawiło się nowe, rozszerzone wydanie tej książki. Poza kolorem i detalami okładki obie pozycje różnią się zawartością – w „czerwonej” wersji omówiono 37 świątecznych zwyczajów, w „niebieskiej” mamy ich aż 45, dzięki czemu nowe wydanie jest zauważalnie grubsze lepiej odżywione. Wspaniale rozbudowano na przykład rozdział poświęcony kolędom, dowiemy się również co nieco o rzece ognia we włoskim Agnone, chanukowych świecach, tradycji żywej szopki, a nawet… rodzinnym oglądaniu Kevina. Znalazło się również troszkę miejsca na zwyczaje bałkańskie i Chiński Nowy Rok.

Monika Utnik-Strugała, Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 176 s.

Miłośnicy ślicznie słodkich (a może słodko-ślicznych?) ilustracji Agnieszki Filipowskiej na pewno znają weterynarz Misię – ośmiolatkę, która prowadzi klinikę w domku na drzewie i potrafi rozmawiać ze zwierzętami. W tym roku pojawił się zbiór trzech opowiadań świątecznych „Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści”. Jemiołuszka, która zwichnęła skrzydło wypchnięta z karmika przez gawrony i Myszka ze strychu znaleziona podczas szukania pudła z ozdobami na choinkę spędzą wspólnie Święta w Lipowej Klinice. Niespodziewanym gościem w wigilijny wieczór będzie… renifer z zaprzęgu samego Świętego Mikołaja, któremu metalowy kolec utknął w racicy, a osiołek z przykościelnej żywej szopki o obolałym brzuszku pozna skutki świątecznego obżarstwa. Na szczęście doktor Misia jest w pobliżu!

Aniela Cholewińska-Szkolik, Agnieszka Filipowska, Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 48 s.

 „Zima Toli” Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska
Drugą dziewczyną, o której uwielbia czytać moja prawie-już-pięciolatka jest Tola. Kolejny już tom przygód Toli zawiera cztery przesympatyczne rodzinne opowiadania w zimowym klimacie – od wigilijnego wieczoru z ubieraniem choinki, wieczerzą i szukaniem prezentów w roli głównej, przez śnieżne szaleństwo z tatą (sanki, bałwany i bitwy na śnieżki obowiązkowe!), ślizgawkę pod domem i maminą chorobę, aż po wiosenne porządki.

Uwielbiam ilustracje Oli Krzanowskiej i każda część serii o Toli (a teraz mamy już wszystkie i często do nich wracamy) została przepięknie zilustrowana, ale ta jest chyba najpiękniejszą z nich. A już na pewno moją ulubioną! Może przez wzgląd na malownicze zimowe krajobrazy, może wpływ mają na to herbatki rozgrzewające samym widokiem dzbanka? Może atmosfera świąt? Co by nie stało za tym sukcesem, jest pięknie.

I mądrze! Bo poza niepodważalnymi walorami estetycznymi i ciepłym, bliskościowym wydźwiękiem, mały czytelnik znajdzie tu również sporo życiowych mądrości. Szczególnie wartościowe okazało się dla nas ukazanie sytuacji, w której tata Toli, mimo złożonej obietnicy, nie zdołał wyjść wcześniej z pracy i zabrać córeczki na sanki po przedszkolu. Na niektóre sytuacje czasami nawet rodzice nie mają wpływu, choćby nie wiadomo jak się starali. Ale następnego dnia wynagradza to córeczce wcześniejszą pobudką (ze śniadaniem do łóżka i kakaem nawet wczesne wstawanie może być przyjemne!) i zimowymi zabawami przed przedszkolem.

Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska, Zima Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 64 s.

Stałym punktem kalendarza adwentowego, który szykuję dla córki już 3 raz (zaczęłam jak miała 3 lata) są książeczki aktywnościowe – staram się wybierać tak, by w paczuszkach znalazła się jedna taka pozycja w tygodniu (czas na zrobienie wszystkich zadań bez pośpiechu też jest bardzo ważny) – zawsze są kolorowanki (Maja uwielbia kolorować, ostatnio generuje po kilka kolorowanek dziennie) i książeczki z prostymi zadaniami w świątecznym klimacie, a na sam koniec kalendarza zawsze umieszczam szopkę-wypychankę do samodzielnego złożenia, to bardzo dobry pretekst do przypomnienia sobie historii biblijnej Narodzin Jezusa.

Red. Barbara Supeł, Bombkowa kolorowanka, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020.

Sylwia Kajdana, Świąteczne zabawy. Pomaluję, nakleję, rozwiążę, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2020.

Kubuś i Przyjaciele. Już święta!, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2019.

Red. Barbara Supeł, Szopka Bożonaodzeniowa. Kolęda, Ciekawostki. Wypychanki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019.

O moim pomyśle na kalendarz adwentowy dla malucha przeczytacie TUTAJ.
Więcej sprawdzonych pomysłów na książeczki aktywnościowe (w tym kolędy i zimowego audiobooka dla malucha) znajdziecie TU.

Istotnym elementem oczekiwania na Święta, poza wspólnym czytaniem książeczek, są u nas świąteczne układanki i puzzle z ilustracjami książkowymi:

„Magiczne święta” Ewa Poklewska-Koziełło (30 elementów, 3+)

Ta urocza wielkoelementowa układanka trafi jako zadanie do jednego z pól kalendarza adwentowego, który będę szykować dla Majki. Ilustracja została podzielona na zaledwie 30 elementów, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Chociaż duże puzzle są bezpieczne dla zupełnych  maluchów, ułożenie obrazka o nieregularnym kształcie wcale nie jest tak banalnie proste, jak mogłoby się wydawać. Duży wpływ ma na to niestandardowy kształt puzzli, dzięki któremu niektóre fragmenty obrazka trzeba łączyć na zasadzie przylegania gładkimi krawędziami – bez możliwości trwałego połączenia dopóki nie ułożymy większej części układanki. Zmaganiom towarzyszyć będą bardzo sympatyczni bohaterowie ilustracji – święty Mikołaj wraz z elfami, rozdający prezenty z sań ciągniętych przez renifera i rodzina psotnych myszek, która wyszła z norek, by się temu przyglądać.

„Pucio i Misia ubierają choinkę” Marta Galewska-Kustra (22 elementy, 2+)
Jest też coś dla fanów Pucia!

Choinka to bardzo wdzięczny materiał na puzzle – pilnowanie ciągu łańcucha i wyróżniające się ozdoby choinkowe wydają się bardzo ułatwiać sprawę, ale wbrew pozorom to wcale nie jest taka łatwa sprawa.

Mimo, że to układanka składająca się z zaledwie 22 elementów, ich nietypowy kształt i stosunkowo jednolita kolorystyka (to w końcu choinka, wiecznie zielona!) czynią z niej niezłe wyzwanie! Myślałam, że sama ułożę do zdjęcia w 30 sekund z zamkniętymi oczami, ale okazało się, że wymagają nieco wysiłku (jednak otwartych oczu), a już na pewno odrobiny skupienia (dobrze, że jest schemat na jednej z bocznych ścianek pudełka :D). Co ciekawe moja przedszkolaczka poradziła sobie z nimi znacznie lepiej, widać nie jest jeszcze skażona myśleniem schematami.

Poza elementami układanki, które po złożeniu dadzą kształt choinki, w pudełeczku znajdziecie również sześć okrągłych ozdób na choinkę z bohaterami kultowej serii Marty Galewskiej-Kustry.

Skoro mamy już książki, książeczki aktywnościowe i układanki, do pełni szczęści brakuje nam jeszcze świątecznej gry rodzinnej. W tym roku czas oczekiwania umili nam „Dziadek do orzechów”. Ta niewielka, ale przesympatyczna gra karciana w pierwszym momencie przypominała mi świąteczną i uproszczoną wersję „Spaceru po Burano”. Po wysłuchaniu fragmentu historii „Dziadka do orzechów” gracze wcielają się w konstruktorów zabawek. Z częściowo wylosowanych, częściowo wybranych elementów (kart głowy, kart tułowia i kart nóg) muszą złożyć jak najwięcej figurek – najlepiej punktowane są te jednakowego koloru, ale najważniejsze, żeby były kompletne. A wśród kart mogą trafić się również prezenty podnoszące punktację określonych dziadków. Gra polecana jest dla dzieci od 6 roku życia i ma dwa poziomy trudności – podstawowy oraz z wykorzystaniem kart prezentów. To dobry trening kolorów i liczenia (w podsumowaniu punktacji pomagają rysunki orzeszków na każdym elemencie, które wygodnie można sumować wskazując paluszkiem) oraz podejmowania decyzji. Bardzo sympatyczna rozrywka dla całej rodziny w formacie kieszonkowym – zmieści się i do buta (albo do skarpety, gdzie wy znajdujecie swoje prezenty 5-go grudnia?) i do plecaka, jeśli wybieramy się spędzić Święta w domu babci.

Dziadek do orzechów
Autor: Jan Madejski
Ilustracje: Agata Zarzycka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 6+

Znajdzie się również coś do czytania dla starszaka:

W końcu „książki dla dzieci” to nie tylko „książki dla maluchów”. Wyszukałam więc również świąteczne co nieco dla zaawansowanych samodzielnych czytaczy, którzy również chętnie spędzą miły wieczór ze świąteczną książką.

„O Mikołaju, który spadł z nieba” to jedyna książka z tego zestawienia, której jeszcze nie przeczytałam. I chociaż robię to bardzo rzadko, po „Atramentowej trylogii” i „Królu złodziei” mam do Cornelii Funke tak duże zaufanie, że polecam jej książkę w ciemno. Upolowałam ją w sumie przypadkiem, za grosze z drugiej ręki, i sama planuję spędzić z tą książką kilka wieczorów w fotelu przy choince, zrobić sobie mały powrót do beztroskich czasów.

Chociaż jest to już jak najbardziej pełnowymiarowa powieść, nie brakuje w niej czarno białych, „ołówkowych” ilustracji. Pomyślano również o doborze czytelnej, całkiem sporej czcionki o dużej interlinii, dzięki czemu nawet nie do końca wprawiony jeszcze czytelnik da sobie radę z lekturą.

Czy ostatni, najostatniejszy Mikołaj na świecie, wraz ze swoją niestandardową drużyną przyniesie dzieciom radość? Z przyjemnością się o tym przekonam.

Cornelia Funke, O Mikołaju, który spadł z nieba, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2007, 176 s.

„Życie i przygody świętego Mikołaja” L. Frank Baum to baśniowa opowieść, pełna nimf, wróżek, opiekunów kwiatów i zwierząt przeniesie Was do magicznego lasu. Lasu, w którym – nieco na wzór Mowgliego – pewna znudzona doglądaniem drzew nimfa wychowuje na posłaniu z miękkiego mchu porzucone ludzkie dziecko.

Otoczony tak wielką troską od najmłodszych lat Mikołaj postanawia ofiarować choć część tej dobroci innym dzieciom. Nie trudno było mu bowiem zauważyć, że choć są pełne naiwnej nieświadomości i radości z prostych rzeczy, niewiele z nich ma naprawdę beztroskie dzieciństwo.

Ta opowieść, zupełnie nie związana z postacią starożytnego biskupa z Miry, została właściwie całkowicie pozbawiona odniesień religijnych. Nie znaczy to jednak, że nie oparto jej na uniwersalnych wartościach, takich jak chęć pomocy bliźniemu, troska o niewinnych i słabych, poszanowanie natury, czy potrzeba niesienia radości i ulgi w cierpieniu. Dlatego też myślę, że może to być ciekawy świąteczny wybór dla młodych odbiorców wychowywanych w różnych wiarach i zgodnie z różnymi wyznaniami. Owe wartości są bowiem niezmienne i  zgodne chyba z każdym światopoglądem. Dobrze pamiętać o nich nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia, ale w tym okołoświątecznym okresie najłatwiej o chwilę zadumy i refleksji.

L. Frank Baum, Życie i przygody Świętego Mikołaja, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2019, 164 s.

O zimie:

„Staś Pętelka. Ferie w lesie” Barbara Supeł, Agata Łuksza
Rodzina Pętelków wybiera się na spontaniczne zimowe wakacje – wbrew pozorom wcale nie w góry, a w samo serce bielusieńkiej Puszczy Białowieskiej. To pierwsze ferie zimowe Stasia i Jadzi, którzy dotychczas „wakacje” kojarzyli wyłącznie z opalaniem się na plaży.

To propozycja dla starszych odbiorców, niż seria o młodszej siostrze Stasia – Jadzi, skierowana do przedszkolaków nieco bardziej wprawionych w słuchaniu dłuższych tekstów. Od razu bardzo spodobała mi się konstrukcja książki – chociaż to już całkiem długa historia, podzielono ją na kilka mniejszych rozdziałów po 5-6 stron, dzięki czemu możemy ją czytać „na raz”, na przykład przed spaniem, albo w przypadku mniej zaawansowanych słuchaczy, stopniować sobie lekturę po jednym albo po kilka rozdziałów.

Mimo wyższego poziomu, książeczka wciąż jest bogato ilustrowana – mamy tu zarówno bardzo ładne ilustracje całostronicowe, jak i towarzyszące tekstowi, dzięki czemu każda ze stron została w jakiś sposób ozdobiona i nawet maluch (na przykład młodsza siostra) na pewno nie będzie się nudził podczas czytania.

Nie mówiąc już o samych przygodach! Bo dla dzieci każda czynność nosi przecież znamiona przygody – od trudności z pakowaniem i dłużącą się podróż, przez lepienie bałwana, szaleństwa w śniegu, kulig i ognisko aż po tropienie zwierząt (i odwiedzanie ich w rezerwacie też!).

Bardzo fajna propozycja dla przedszkolaków –  na stronach tej książeczki śnieg jest gwarantowany! Aż zatęskniłam za sankami, zaspami i kuligiem zakończonym pieczeniem kiełbasek na ognisku! Zamawiam śnieg w tym roku!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Staś Pętelka. Ferie w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 45 s.

„Wilk, który się zgubił” Rahel Bright, Jim Field
Znacie fantastyczną serię picturebooków o zwierzątkach od Zielonej Sowy? Są na naszej półce już od kilku lat, a wciąż od czasu do czasu sięgamy z córką po „Koalę, który się trzymał”, „Wiewiórki, które nie chciały się dzielić”, i „Mysz, która chciała zostać lwem.” Czując już zimę za pasem chciałam Wam pokazać chyba najbardziej wzruszającą część z całej serii.

Mały wilczek czuje się już bardzo dorosły – jest odważny, silny i samodzielny. Całymi dniami ćwiczy polowanie i chciałby mieć już nieco więcej do powiedzenia w watasze. Kiedy jednak gubi się podczas nocnej wędrówki i zostaje zupełnie sam na lodowej połaci, czuje się zupełnie mały i bezbronny. A kiedy chwilę później wpada w tarapaty, z chęcią przyjmie wyciągniętą do niego przyjazną łapę. I róg. I skrzydło też!

Urocza opowieść o przyjaźni i bezinteresownej pomocy, która umożliwi maluchom poznanie zwierząt zamieszkujących arktyczne równiny. Jak zwykle we wpadającym w ucho rytmie i pełna fantastycznie poodmienianych, wcale nie takich łatwych wyrazów.

Przepiękne ilustracje śnieżno-gwiezdnych krajobrazów, choć bardzo ciemne, zdumiewają mnogością barw, a puchate pyszczki i złote serca całej plejady zwierzęcych bohaterów budzą sympatię od pierwszej strony.

Rahel Bright, Jim Field, Wilk, który się zgubił, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 32 s.

A dla sporo starszego odbiorcy w mroźnym aż do szpiku kości zimowym klimacie proponuję „Lodowego smoka” George’a R.R. Martina.

Długo zastanawiałam się do jakiej kategorii zaliczyć tą baśń– nie mogłam zdecydować, czy to książka dziecięca, czy raczej już dla dojrzałego czytelnika. Już samo nazwisko autora zwiastuje sporą dozę brutalności – znajdziemy tu palenie żywcem, okrucieństwa wojny i mówienie dzieciom, że nie potrafią kochać. Tym bardziej są to aspekty przejmujące, bo dokładnie ukazane na ilustracjach. Zawsze jednak w takich momentach staram się sobie przypominać rzeczy, które ja czytałam będąc dzieckiem i zawsze na nowo odkrywam, jak bardzo granica wrażliwości przesunęła mi się, odkąd jestem mamą.

Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że dostałam takiego smoka, jakiego lubię – groźną, legendarną, niezależną jaszczurę nie dającą się udomowić, a samo jej wspomnienie budzi postrach. I dla odmiany – przynoszącą zimę.

Adara urodziła się w najmroźniejszy dzień, jaki tylko pamiętają mieszkańcy jej wioski. Zimno naznaczyło ją od pierwszych chwil życia, dlatego zawsze była nieco inna, niż jej rodzeństwo i rówieśnicy. Jako zimowe dziecko nigdy nie cieszyło jej upalne lato, odżywała za to z nadejściem zimy, kiedy to całymi dniami poświęcała się budowaniu śnieżnych zamków, a lodowe jaszczurki chętnie wchodziły na jej dłonie. Dłonie, które, w przeciwieństwie do innych ludzi, nie raniły drobnych ciał jaszczurek swym ciepłem. Chłodna w dotyku i oszczędna w uczuciach, rzadko uśmiechająca się dziwna dziewczynka. I to właśnie jej trafiła się najniezwyklejsza przyjaźń na świecie.

Poruszająca opowieść o niedopasowaniu, poszukiwaniu swojego miejsca, miłości, okropnościach wojny i sile poświęcenia. Rozmalowana zarówno słowem, jak i zapierającymi dech w piersiach ilustracjami – tak pięknymi, jak przerażającymi.

George R.R. Martin, Lodowy smok, Poznań: Wydawnictwo Zysk i s-ka, 2019, 114 s.

A jak u Was? Świąteczne lektury przygotowane, czy dopiero będziecie robić zapasy?