Bajki Majki: „SEX. To, o czym dorośli Ci nie mówią” Boguś Janiszewski, Max Skorwider

„To, o czym dorośli Ci nie mówią” to bardzo charakterystyczna seria encyklopedii dla nastolatków podejmująca trudne do wytłumaczenia tematy (takie jak m.in. ekonomia, sztuczna inteligencja, polityka, emocje czy ochrona klimatu) w sposób atrakcyjny dla młodego odbiorcy – posługując się humorystycznymi ilustracjami, elementami komiksowymi, obsadzając w rolach narratorów bardzo zaskakujące postacie, posługując się żartem i czasem absurdalnymi ale zapadającymi w pamięć porównaniami. Najnowsza część o seksie bardzo dobrze wpisuje się w ten schemat.

Wielkim plusem jest jak najszersze spojrzenie na rozważany problem – w przeciwieństwie do większości tytułów podejmujących ten temat, nie skupiamy się tu zaledwie na pytaniu „skąd się biorą dzieci?” (i którędy wychodzą?) oraz na kwestiach dojrzewania. Autorzy zaczęli od samych początków życia, podziału komórek i informacji zapisanych w kodzie DNA, przez kwestie płci, różnorodność genetyczną i sposoby na zapłodnienie w świecie przyrody, popędy zmuszające organizmy do zainteresowania kwestią rozmnażania się, mechanikę rozmnażania się u ludzi wraz z całym bagażem hormonalno-emocjonalnym i kwestiami rozwoju zarodka, aż po tematykę różnorodności, tolerancji, stereotypów i warstw kulturowych. Jest to zatem mocny koktajl informacyjny który może i wstrząsnąć i zmieszać, ale jednocześnie zawiera w sobie bardzo dużą dawkę wiedzy na mnóstwo tematów (a każdy z nich zasługuje przecież na przynajmniej jedną własną książkę).

Biorąc więc pod uwagę specyfikę podjętego tematu, dość mocny dowcip, bardzo charakterystyczny, satyryczny styl ilustracji, młodzieżowe słownictwo i śliniącą się, sepleniącą lamę z wadą zgryzu w jednej z narratorów nie da się ukryć – ta książka jest cringowa. Pamiętajmy jednak do jakiej grupy odbiorców została skierowana – to, co przez dorosłego może być odbierane jako niepokojące i dziwaczne, dla nastolatka będzie nie tylko bardziej atrakcyjne, ale i przede wszystkim może być łatwiejsze w odbiorze niż klasyczny tekst.

Trzeba jednak brać pod uwagę fakt, że ten sposób narracji – bardzo cool i spoko (a może po prostu narracji skierowanej do młodego odbiorcy?) – często prowadzi do nadmiernych uproszczeń i skrótów myślowych, z których mogą wychodzić różne „kwiatki”. Szczególnie kiedy temat jest raczej delikatny. Mnie na przykład nieprzyjemnie zaskoczyła sugestia, że osoba może być aseksualna, kiedy „Matka Natura zapomni o płci” – niby wiem co autor miał na myśli, ale jednak to mocno średnie, może nawet szkodliwe wytłumaczenie.

Dlatego też dochodzę do wniosku, że ta książka będzie super wyborem dla tego określonego, bardzo specyficznego odbiorcy, jakim jest kilkunastolatek ale na pewno nie na pierwszy kontakt w temacie szeroko pojętej seksualności i nie jako jedyny. Sami autorzy zresztą podają całkiem szeroką bibliografię jako uzupełnienie lektury.

Warto też oczywiście z dzieckiem rozmawiać, dopowiadać od siebie, rozjaśniać i rozwiewać wątpliwości, a czasem wspólnie szukać odpowiedzi. Choć zapewne z nastolatkiem już nie bardzo się da (szczególnie, że jest to typ książki, którą lepiej czytać samemu, niż wspólnie z rodzicem), jeszcze nie mam w domu żadnego egzemplarza, więc pewnie nie do końca wiem, o czym mówię.

Boguś Janiszewski, Max Skorwider, SEX. To, o czym dorośli Ci nie mówią, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2022, 160 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Młodzi przyrodnicy. Lato w świecie przyrody” Patrycja Zarawska

Seria „Młodzi Przyrodnicy” składała się dotychczas z książeczek ilustrowanych – skądinąd przepięknie. Niemniej jednak wydanie czterech przewodników dla małych odkrywców podzielonych na pory roku, pełnych rzeczywistych zdjęć uważam za strzał w dziesiątkę. Jak jestem wielką fanką dobrej ilustracji, tak jeśli chodzi o samodzielne odkrywanie świata przyrody, dobre zdjęcianieocenioną pomocą. Szczególnie, że zostały zakomponowane w bardzo atrakcyjny wizualnie sposób.

„Lato w świecie przyrody” niewielka, bardzo kolorowa książka w poręcznym, „plecaczkowym” formacie, którą bez większego problemu możemy zabrać ze sobą na wycieczkę do lasu, na wakacje do babci, czy choćby na działkę. Przewodnik zaczyna się zresztą od wskazówek dotyczących przygotowań do wyprawy – nawet tej do parku, czy nad jezioro – podpowiadających jakie wyposażenie może się przydać młodemu obserwatorowi przyrody.

Reszta książki, zbudowana na zasadzie zbioru ciekawostek przeplatających się z dobrymi radami, składa się z króciutkich, dwustronicowych rozdziałów tematycznych – dowiemy się z nich między innymi co zbierać warto, a czego ruszać nie powinniśmy, poznamy wybrane rodzaje kwiatów, motyli, gąsienic, żuków, ptaków, płazów, gadów a nawet ważek. Nauczymy się odróżniać pszczoły od os i rozpoznawać tropy zwierząt, dowiemy się w jaki sposób pająk buduje pajęczynę, co pływa po powierzchni oczka wodnego i kto żyje w głębi stawu. Odwiedzimy lasy, łąki i wybierzemy się nad morze. Znajdzie się też co nieco o letnim grzybobraniu, owocach, które można jeść i o trujących roślinach. Odnajdziemy odpowiedzi na pytanie czy mrówki żądlą, dlaczego pokrzywa parzy, po co roślinom kolce i czym jest dimorfizm płciowy.

Poza samym obserwowaniem autorka inspiruje również do podejmowania ciekawych aktywności – znajdziemy tu „przepis” na stworzenie zielnika i domku dla owadów, a na końcu książki umieszczono inspirację do prowadzenia dzienniczka obserwatora i notowania w nim swoich odkryć. Nie zabrakło również indeksu wspominanych w książce gatunków i słowniczka trudnych pojęć.

Wszystko to zilustrowano bajecznymi fotografiami i miejscami uzupełniono o aspekt multimedialny – obok niektórych gatunków zwierząt umieszczono kody QR, które przy pomocy adekwatnej aplikacji umożliwią zapoznanie się z odgłosami natury.

Bardzo przystępnie napisany, nieprzepełniony informacjami, a pełen ciekawostek i wskazówek dla młodego odkrywcy przewodnik poczatkującego miłośnika odkrywania natury. Nie ma w nim wszystkiego, czego moglibyśmy szukać (to nie wielotomowa encyklopedia) i na pewno nie wyczerpuje tematu, ale już kilka razy udało nam się dzięki niemu zidentyfikować zaobserwowany na spacerze gatunek (m.in. pliszkę siwą), co było pierwszym krokiem do szukania dalszych informacji na ten temat.

Patrycja Zarawska, Młodzi przyrodnicy. Lato w świecie przyrody, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 114 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Wilga.

Bajki Majki: „Góra Mądrości” Mojo Graffi

Lisek marzy o podróżach, Niedźwiedź o prawdziwej przyjaźni. Obaj siedzą jednak u stóp świetlistego drzewa i nie chcą się od niego oddalić. Lisek boi się ciemności, Niedźwiedź wierzy, że skoro to w tym miejscu rok temu wypowiedział życzenie, to na pewno tutaj się ono spełni. Ale czy marzenia spełniają się same, czy lepiej jednak wziąć sprawy w swoje łapki?

„… prawdziwy przyjaciel (…) to ktoś, kto wierzy w ciebie bardziej niż ty sam”.

Kiedy słynąca z dobrych rad Gąsienica daje naszym bohaterom motywację do działania i wysyła ich na wyprawę na Górę Mądrości, nie jest łatwo nie jest łatwo pokonać własne lęki i wyruszyć na przygodę. Szkoda byłoby jednak przegapić szansę na spełnienie marzeń! Czy Liskowi i Niedźwiedziowi starczy odwagi i samozaparcia, by stawić czoła wszystkim czekającym na drodze przeciwnościom? I czy na szczycie góry czeka na nich to, czego pragną?

Wzruszająca i dająca do myślenia opowieść o podróży i rodzącej się podczas niej przyjaźni zbudowanej na zaufaniu, trosce o dobro towarzysza i wspólnych przeżyciach. Historia o podejmowaniu próby i walce o spełnianie marzeń nawet jeśli nie jest się pewnym sukcesu. O stawianiu czoła obawom, pomocy innym, nauce wiary we własne możliwości i przedkładaniu dobra przyjaciela ponad własne.

„… ważniejsze od podróżowania jest to, z kim się podróżuje”.

Wielkim plusem jest sposób wydania tej książki. Zazwyczaj picturebooki porywają całostronicowymi ilustracjami, a sam tekst jest tylko dopełnieniem historii opowiedzianej za pomocą obrazu, w związku z tym są skierowane raczej do młodszych odbiorców. „Góra Mądrości” natomiast łączy w sobie imponującą stronę graficzną picturebooka z całkiem sporą ilością tekstu pozwalającego przedstawić nieco bardziej już skomplikowaną fabułę dla starszego i bardziej zaprawionego czytelnika. A same ilustracje są cudowanie delikatne, liryczne i bardzo klimatyczne, szczególnie pod koniec.

Dodająca otuchy historia wzmagająca wiarę we własne możliwości i odwagę, by sięgać po marzenia.

I piękny pomysł na prezent, świetnie sprawdzi się jako książka – pamiątka z dedykacją, do której można wracać na różnych etapach dorastania.

Mojo Graffi, Góra Mądrości, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 40 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Wilga.

Czas na czytanie: „Krew & miód” Shelby Mahurin

Podobnie jak w przypadku czarów, również w życiu musi chyba panować równowaga – skoro pierwszy tom pochłonęłam momentalnie, drugi niestety już aż tak mnie nie wciągnął, a nawet trochę zmęczył.

Po dramatycznych wydarzeniach na Modraniht Lou i Reid przeżywają swój miesiąc miodowy wciąż nie mogąc się otrząsnąć z bliskości śmierci. I nie przeszkadzają im w tym ani trudne warunki koczowniczego leśnego życia ukrywających się przed Morgane rebeliantów, ani stąpający po piętach pościg. W końcu umykająca z Chateau grupka przyjaciół teraz ma już przeciwko sobie cały świat.

Ale w końcu trzeba będzie ułożyć jakiś plan działania, wśród niezliczonych nieprzyjaciół zdobyć jakiś sojuszników. Wszystko więc zacznie się spektakularnie sypać, bo każdy z członków drużyny ma inny pomysł na wykaraskanie się z problemów. I każdy chowa w szafie przynajmniej jednego trupa. A naszej przeklętej parze, po początkowej euforii ocaleńców, przyjdzie się jeszcze długo docierać.

Mam wrażenie, że ta część ma bardzo wiele cech „tomu przejściowego”, niby wnosi co nieco do fabuły a na końcu czeka nas „epicka konfrontacja” ale jednak przede wszystkim składa się z przydługich wędrówek po niegościnnych lasach, dziecinnych konfliktów między bohaterami i marudzenia.

To prawda, że Reida czeka wyboista droga do samoakceptacji ale wnioski, do których wreszcie dochodzi wydają się pojawiać znikąd, mimo całego egzaltowanego miotania się po drodze. To prawda, że Lou przyjdzie zmierzyć się ze swoją naturą i wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, ale transformacja, którą przechodzi w „Krwi i miodzie” to przede wszystkim przemiana z fajnej, błyskotliwej i charakternej ale wciąż pełnej empatii i miłości dziewczyny w zapatrzoną w siebie, samolubną i niedojrzałą dziewuchę. I bynajmniej nie ma to za wiele wspólnego z magią, z której korzysta.

Tym razem największym plusem okażą się bohaterowie poboczni, którzy albo zostali dopracowani zyskując rozwinięcie swoich historii, albo po prostu bardziej przykuli moją uwagę, kiedy Reid z Lou zaczęli mnie nużyć. Coco, Ansel a nawet Beau bardzo zyskują w tej części. Podobnie miłym zaskoczeniem okazał się motyw podróży z grupą artystów, którzy nie tylko wnoszą do tej opowieści nową dawkę niesamowitości (z magią białych i czerwonych czarownic w końcu zdążyliśmy się już oswoić) ale i błyszczą charakterem, którego tym razem jakoś dziwnie zabrakło głównym bohaterom.

Podsumowując – historia, która początkowo bardzo mnie wciągnęła, zaczęła mi się mocno dłużyć choć wyraźnie zmierza do jakiegoś celu i wciąż ma swoje dobre momenty. Dlatego też nie zdecyduję się na porzucenie tej serii i jednak sięgnę po ostatnią część. Chociaż już z nieco mniejszym entuzjazmem.

Shelby Mahurin, Krew & miód, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2020, 512 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Bajki Majki: „Ty decydujesz! Trzy Małe świnki; Czerwony kapturek” Coralie Saudo, Jessica Das

O tym, że klasyczne, znane i lubiane baśnie można opowiadać wciąż na nowo, wszyscy doskonale wiemy. Ale o tym, że możemy to robić sami, czasami zdarza nam się zapominać.

Z książkami, w której wpływ na rozwój fabuły mają decyzje czytelnika mieliśmy już wcześniej do czynienia. Kiedy Maja była zupełnie mała próbowaliśmy tytułu „Trzy kropki” – ja byłam zachwycona, ale Młoda jeszcze nie potrafiła do końca docenić tej koncepcji. Tej zimy za to zachwyciła się „Mikołajkową przygodą” z serii „Czytam i decyduję”, którą czytałyśmy chyba na każdy możliwy sposób.

Dlatego też nie miałam wątpliwości, że tego rodzaju interaktywność w połączeniu z ulubionymi opowieściami (szczególnie „Trzy świnki” cieszą się u nas niesłabnącą sympatią właściwie od zawsze) okażą się strzałem w dziesiątkę dla mojej sześciolatki. I tak też się stało.

Otwierając książki z serii „Ty decydujesz” wcielamy się w głównego bohatera opowieści – w naszym przypadku w Czerwonego Kapturka lub w jedną z Trzech Świnek. Na każdej stronie, po kilku zdaniach wprowadzenia, czeka nas decyzja, która skieruje nasze kroki na jedną z wielu fabularnych dróg. Możemy więc, zgodnie z życzeniem Mamy Świnki opuścić rodzinny razem z braćmi, albo… schować się w kominku! Możemy zanieść koszyczek z ciasteczkami chorej babci albo… samej zjeść ciastka po drodze. A nawet podzielić się nimi z wilkiem. Każda decyzja ma swoje skutki i może doprowadzić nas do bardzo zaskakujących zdarzeń!

W przeciwieństwie do tytułów, które wcześniej przypomniałam, w tej serii nie musimy szukać numeru strony bo dokonaniu decyzji – w poruszaniu się po książce pomagają piktogramy przydzielone wybranym akcjom i opatrzone nimi kolorowe zakładki indeksujące z prawej strony książki. To bardzo praktyczne rozwiązanie, szczególnie dla młodszych czytelników. A i dodatkowo ćwiczenie na spostrzegawczość oraz drobne wyzwanie dla małych paluszków.

Wybierając rozmaite akcje, każdą książkę możemy przeczytać na 22 różne sposoby, które doprowadzą nas do jednego z 5 zakończeń. I tylko jedno z nich znamy z oryginalnej wersji baśni. Będziemy mieli szansę między innymi wrzucić wilka do stawu, przyłożyć babci-żartownisi koszykiem z ciastkami, złapać wilka na lasso, zostać królem Prosiaczkiem albo nie budować swojego własnego świnkowego domku i mieszkać z mamą do dorosłości. Czego byśmy nie wybrali – dobra zabawa gwarantowana. Na zdecydowanie więcej, niż jeden wieczór!

Niewiele tekstu, dużo decyzji, sporo zabawnych, zaskakujących i pobudzających wyobraźnię sytuacji na drodze. A wszystko to w otoczeniu prostych, wręcz schematycznych ilustracji w żywej gamie kolorystycznej, zamknięte bezpiecznie  w twardej oprawie.

Świetny pomysł dla starszaków, którzy dobrze znają baśnie i dla młodszych czytelników, którzy dopiero będą je poznawać. Ciekawe które z rozwiązań wyda im się najbardziej prawdopodobne.

To jeszcze nie do końca gra paragrafowa, ale z pewnością bardzo dobre przygotowanie do takich pozycji!

Coralie Saudo, Jessica Das, Ty decydujesz! Trzy Małe Świnki, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 32 s.

Coralie Saudo, Jessica Das, Ty decydujesz! Czerwony Kapturek, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Czas na czytanie: „Loveless” Alice Oseman

Na miłości Georgia zna się jak nikt – wielka fanka teatru, musicali i komedii romantycznych, zapalona czytelniczka, która „żyła setkami żyć i przeżyła setki miłosnych historii” wraz z każdą przeczytaną książką, ma za sobą setki nieprzespanych nocy zarwanych przy fanfikach wszelakich, byle z romansem w te. I oczywiście, jak większość nastolatek, sama marzy o przeżyciu wielkiej miłości – o wspólnocie dusz, motylach w brzuchu, sercu przyspieszającym rytm na widok ukochanej osoby, trzymaniu się za ręce i nieprzytomnych pocałunkach pod gwiazdami. Dlaczego więc, kiedy ma okazję wiedzę teoretyczną przekuć w praktykę, zamiast dreszczyku ekscytacji czuje wyłącznie ogarniającą ją grozę?

Jak to możliwe, że kończąc szkołę nigdy nie była zakochana i nigdy się nawet nie całowała?

Ale od czego są studia! Trudno o lepsze środowisko do miłosnych eksperymentów. W końcu miłość, romans i zakochanie otaczają nas ze wszystkich stron – od filmów i książek, przez pary oblegające parkowe ławki (i wszystkie inne powierzchnie), aż po reklamy płatków śniadaniowych, a na kampusie nietrudno zdobyć zainteresowanie innej osoby. Co może być w tym trudnego?

Kiedy jednak wszystkie próby kończą się fiaskiem, przyjdzie jej zmierzyć się z rozważaniami na temat seksualności – i nie tylko pod tym najbardziej powszechnym i nieco już oswojonym względem jak homo- i heteroseksualność, ale również z bardziej egzotycznymi pojęciami aromantyczności i aseksualności (nawet komputer podkreśla mi te wyrazy jako nieznane…). A także nad różnymi ich wariacjami.

„Kiedyś z pewnością słyszałam o aseksualności. Widziałam jakiś ludzi rozmawiających o tym online, a niektórzy z nich mieli tę informację w bio na Twitterze lub Tumblrze. (…) Ale prawie nigdy nie słyszałam, by ludzie używali tego terminu w prawdziwym życiu, a nawet w telewizji czy filmach”.

Czy każdy z nas w końcu znajdzie kogoś dla siebie? I czy szczęście bez romantycznej miłości jest w ogóle możliwe?

„Loveless” to z jednej strony bardzo przyjemna, momentami nawet nieco naiwna młodzieżówka z nieco teatralnie przedstawionym życiem braci studenckiej z lekko „amerykańskim”, musicalowym sznytem. Z drugiej zaś podnosząca na duchu historia o sile przyjaźni, akceptacji i samoakceptacji, poznawaniu siebie, potrzebie przynależności i o miłości, która wcale nie musi łączyć się z pożądaniem czy fizyczną bliskością.

„Podaruj swoim przyjaźniom magię, jaką podarowałabyś romansowi. Bo są równie ważne. W zasadzie dla nas są dużo ważniejsze”.

To wreszcie jedno z niewielu przedstawień aromantyczności i aseksualności w literaturze młodzieżowej – pozwalające w przyjemny i angażujący sposób zapoznać się ze stosunkowo mało znanymi i tak rzadko reprezentowanymi w popkulturze wariantami tożsamości psychoseksualnej. To mój ulubiony sposób zdobywania wiedzy na tego rodzaju tematy – to wspaniałe, że teraz jest na wyciągnięcie ręki każdego nastolatka.

Warto poświęcić jej chwilę.

Alice Oseman, Loveless, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 448 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Bajki Majki: 5 pomysłowych książeczek dla maluszka

Maja ma już ponad 6 lat i od września wybiera się do pierwszej klasy, siłą rzeczy wypadłam więc z obiegu jeśli chodzi o książeczki dla najmłodszych. I chociaż mam w piwnicy przynajmniej jeden porządny karton sprawdzonych i kochanych bobasowych pozycji czekających na urządzenie pierwszej biblioteczki Leona, nie potrafię się powstrzymać przed zerkaniem na maluszkowe nowości. A przez te 5 lat na rynku pierwszych książeczek zadziało się naprawdę sporo!

Wybrałam 5 najciekawszych kartonowych tytułów z „efektem łał”, które poza wzruszającą treścią, czy pięknymi ilustracjami (czyli tym, czym wybierając książeczkę zwykle kierują się mamy), przyciągają uwagę zaskakującym rozwiązaniem albo pomysłem (które zwykle na dłużej skupiają uwagę dzieci) – czyli tytułów trochę do czytania i trochę do zabawy.

Książeczki dźwiękowe

Na początek książki, które wykorzystują znany mi już patent, ale w nowej – ulepszonej formie. Seria o Misiu Mikusiu to 4 urocze, nieskomplikowane historyjki uatrakcyjnione dźwiękowymi guziczkami. Wielkim plusem jest fakt, że w tym przypadku guziczków nie trzeba wciskać (a z tym mała Maja zawsze miała problem m.in. w serii „Poznaję dźwięki! – naciskała za lekko) – by usłyszeć muzyczkę wystarczy przyłożyć paluszek do odpowiedniego, charakterystycznego punktu na każdej stronie.

Na każdą opowieść składa się 5 rozkładówek (a zatem i 5 dźwiękowych guziczków). Sympatyczne ilustracje uzupełniają po 2-4 zdania tekstu i wyrazy dźwiękonaśladowcze. Często wykorzystywane są pytania do czytelnika dodatkowo angażujące maluszka w historię. W części „Mikuś i wizyta na wsi” dziecko ma szansę poznać zwierzęta hodowlane i odrobinkę wiejskiej rzeczywistości (zadania gospodarza, wszechobecne błotko) oraz przećwiczyć nazwy kolorów.

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i wizyta na wsi, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

„Mikuś i duży czerwony nocnik” to część przybliżająca i oswajająca pożegnanie z pieluszką. Nie obejdzie się oczywiście bez drobnej wpadki, ale dzięki temu duży sukces z nocnikiem w roli głównej będzie jeszcze bardziej znaczący!

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i duży czerwony nocnik, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

Książeczki są dość lekkie, kwadratowe, wygodne dla małych rączek. Z grubszej tekturki i bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, sprawiają wrażenie wytrzymałych zarówno jeśli chodzi o upadki, jak i spotkania z ząbkami i śliną. Co ważne, można w nich zmieniać baterie (klapka zabezpieczona śrubką z tyłu książki) i najważniejsze dla rodzica – mają wyłącznik! Jak to zwykle bywa jeśli chodzi o zabawki dźwiękowe, muzyczka jest dla mnie osobiście nieco za głośna, choć z doświadczenia wiem, że ten problem dotyczy początków użytkowania i zazwyczaj po pewnym czasie dźwięki nieco cichną.

Z tej serii ukazały się również „Mikuś i dzień w przedszkolu” oraz „Mikuś i pluszowy króliczek”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Ruchome elementy

„Kocham cię, Mamo!” z „Akademii Mądrego Dziecka” na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłą książeczką z okienkami. Mnogość rozwiązań i pomysłów na ruchome elementy okazuje się jednak imponująca.

Już na okładce znajdziemy pokrętło pozwalające na zmianę koloru wyciętych serduszek. A wewnątrz czekają na małe paluszki pełzające robaczki, okienka w niestandardowych kształtach otwierane do dołu i w górę, elementy wymagające przesuwania i wysuwania oraz wypukłe, brokatowe szczegóły o interesującej fakturze.

W tej raczej ciężkiej książce z bardzo grubymi stronami znajdziemy 10 przeuroczych zwierzęcych mam z ich maluchami. Poza manualnymi elementami do poruszania, ilustracje na każdej stronie są uzupełnione wierszowanym zdaniem, w którym maluszek mówi co najbardziej lubi robić z mamą lub za co ją kocha – za ciche mruczenie, wspólne spanie bądź pływanie, zabawę, czy taplanie się w błotku. Dzięki grubej tekturze i zaokrąglonym rogom książka jest bezpieczna dla maluszka, ale ze względu na bardziej delikatne klapki i wysuwane fragmenty warto mieć małego czytelnika na oku.

Akademia Mądrego Dziecka, Mój świat, Kocham cię, mamo!, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Kids.

Pachnące książeczki

Pomysł na książki dla maluszków, z którym wcześniej się nie spotkałam i który nigdy nie przyszedłby mi do głowy, a mam przeczucie, że okaże się strzałem w 10 – książeczki z zapachami.

Pamiętacie katalogi z Avonu, gdzie trzeba potrzeć kartkę, by poczuć zapach perfum, którymi został nasycony papier? Tutaj wykorzystano to samo rozwiązanie w książeczkach o kolorach! Jak dla mnie to świetna koncepcja – synestezje są ekstra, a już bardzo niedługo trudno będzie znaleźć osobę, dla której czerwony kolor nie będzie bosko pachniał truskawkami (przynajmniej u nas, na Kaszubach).

„Mój dzień” to książeczka zbierająca na każdej rozkładówce przedmioty z otoczenia maluszka w danym kolorze – z lewej strony siedem przykładów w formie ilustracji, z prawej okienko, pod którym kryje się realne zdjęcie do pocierania i wąchania. W ten sposób autorzy zachęcają małego czytelnika do rozglądania się za kolorami – wspólnie szukamy zielonego koloru w ogrodzie, czerwonego w przedszkolu, żółtego w parku, brązowego w kuchni, czy białego w łazience. To też bardzo fajny pomysł na wyjście z lekturą poza cztery ściany domu.

Mój dzień. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Do czytania w plenerze jeszcze bardziej zachęca cześć serii pod tytułem „Ogród”. Tutaj wszystkie zapachy poukrywane pod klapkami należą do roślin i większość przedmiotów możemy znaleźć na zewnątrz (owoce, zwierzęta) lub zabrać ze sobą na wycieczkę (plecak, jogurt, papier). Albo przynieść do domu z wycieczki, jak np. fioletowego siniaka.

Ogród. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Niektóre zapachy są bardziej udane (moim faworytem jest pieczony kurczak), inne mniej (truskawki, czy czekolada pachną raczej sztucznie), ale wszystkie są rozpoznawalne – testowałam na mojej 6-latce, która po zobaczeniu zdjęcia pod klapką określiła roślinę jako bazylię, a po potarciu i powąchaniu poprawiła się, że to jednak mięta. Miejsca do pocierania są spore, a zapachy intensywne. Jestem ciekawa, czy długo się utrzymają zarówno nieużywane (muszą trochę poczekać na swój czas, bo Leon się jeszcze nie urodził), jak i później intensywnie pocierane i wąchane. Dam znać za jakiś czas.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Książki z dziurami

Czas na pomysł i autora, których zdążyłam już dobrze poznać i polubić podczas bobasowego okresu Mai, czyli książki z dziurami Hectora Dexeta. To nasze niekwestionowane hity – „Kto zjadł biedronkę?” była jedną z pierwszych najukochańszych pozycji Majeczki, a potem kontynuowaliśmy tą przygodę z takimi tytułami jak „Oto jest ogród”, „A co to?”, czy „Nasze ciało”. Jestem zachwycona, że po 5 latach wciąż pojawiają się nowe tytuły z tej serii. Pierwsze, co zrobiła moja córa po otwarciu paczki z książeczkami dla braciszka, było wpasowanie paluszków w dziurki – z tego się po prostu nie wyrasta!

Książki Dexeta poznacie po trzech bardzo charakterystycznych cechach – żywych, nasyconych kontrastowych kolorach, budowaniu świata z prostych, geometrycznych kształtów i obłych linii oraz wszędobylskich dziurach różnej wielkości i kształtu.

„Ja też” to zabawna książeczka skupiająca się na porównaniach między zwierzętami i… małymi dziećmi. Lubią psoty i zabawę niczym małe kotki, wszędzie chodzą z mamą, zupełnie jak kangurzątka, biorą prysznic jak słonie, załatwiają się w określone miejsca, mają włochatych tatusiów i czują się bezpiecznie dzięki opiece mamy. Każda strona wypełniona jest kolorową, kontrastową ilustracją, uzupełniona jednym zdaniem tekstu i wyposażona w przynajmniej jedną dziurkę, przez którą możemy dojrzeć fragment ilustracji z kolejnej strony. Dzięki temu skrzydło sowiej mamy przemienić się może w parasol, nosidło w kangurzą torbę, a oczko zwierzątka w oczko dziecka.

Hector Dexet, Ja też!, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

„Przytulamy się”, jak sama nazwa wskazuje, proponuje małym czytelnikom rozmaite formy przytualsków – pod kołdrą, po kłótni, na pocieszenie, dla dodania otuchy, na pożegnanie. Z tatą, czy z przyjaciółmi, bez użycia rąk, czy pod wodą, tulaski to zawsze dobry pomysł na poprawę humoru – wypróbujcie je wszystkie! Słodka, urocza i przekochana pozycja.

Hector Dexet, Przytulamy się, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

Jak wszystkie książki Hectora Dexeta, te również pobudzają wyobraźnię, rozwijają słownictwo i świetnie sprawdzają się podczas ćwiczenia małej motoryki – trudno się powstrzymać by zamiast przewracać strony w standardowy sposób, nie robić tego poprzez wkładanie paluszków w dziurki i ciągnięcie za krawędzie otworów.

Chociaż książki nie należą do najlżejszych, a tektura stron, choć sztywna, nie jest bardzo gruba, z doświadczenia wiem, że to książki nie do zdarcia. Nasze wielokrotnie zaczytane tytuły sprzed lat nie mają znaczących śladów zużycia, choć niejednokrotnie służyły nam również poza domem – podczas spacerów i wypadów na plac zabaw.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Przekroje

I na koniec nieco inne podejście do dziur w książce. W serii „Jak to działa?” grube, tekturowe strony podziurawione zostały przekrojami, pozwalającymi zajrzeć do środka prezentowanego obiektu i poznać go… dogłębnie.

Pomysłowe, porządnie wykonane, o dużej wartości edukacyjnej. Po prostu fajne do czytania!

„Jak to działa? Traktor” to prawdziwa gratka dla każdego fana maszyn i pojazdów wszelakich. W książce wytłumaczono do czego służy ciągnik i z jakich elementów się składa – te zostały również podpisane na obrazkach i wyszczególnione na kolejnych przekrojach, jak np. silnik pod maską, która chroni go przed zabrudzeniami. Mały czytelnik pozna również rozmaite maszyny rolnicze, jakie można doczepić do ciągnika oraz dowie się między innymi dlaczego traktory mają rurę wydechową skierowaną w górę. A w tle będzie mógł wypatrzeć rozmaite wiejskie zwierzęta i poznać dźwięki, jakie wydają.

Jak to działa? Traktor, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

W książeczce „Jak to działa? Dinozaur” naszym przewodnikiem będzie Profesor Myszka zajmujący się badaniami nad dinozaurami. Opowie maluchom co nieco o tyranozaurach – uch cechach fizycznych, zwyczajach i budowie ciała, co można śledzić na kolejnych przekrojach. Na każdej stronie pojawiają się również dinozaurowe ciekawostki, można więc wyciągnąć z tej niedługiej pozycji całkiem sporo wiedzy. No i wcisnąć paluszki między ostre zęby wielkiego jaszczura.

Jak to działa? Dinozaur, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Znacie jeszcze jakieś inne pomysłowe książeczki dla najmłodszych? Podzielcie się tytułami!

Czas na czytanie: „Zakon Drzewa Pomarańczy”, Samantha Shannon

Wschód i Zachód świata „Zakonu Drzewa Pomarańczy” dzieli nie tylko bezmiar Bezkresnego Morza (a szczególnie uroczej jego części zwanej pieszczotliwie Czeluścią) ale przede wszystkim… podejście do smoków i wyrastające z tego podejścia systemy wiary.

W krajach Zachodu religia wywodzi się (w zależności od kraju) od prastarych pogromców najstraszliwszego ze smoków – Bezimiennego. W Królestwie Inys panujący ród Berethnet wywodzi się od półlegendarnego świętego, którego uważa się za uwięzienie bestii, a jego krew, przenoszoną z matki na córkę, za gwarancję bezpieczeństwa świata. W Dominium Lasyańskim mieści się tajemny Zakon wojowniczek bez strachu stawiających czoła pozostałym na świecie smokom i wyrmom, choć źródło swej siły upatruje on w zupełnie odmiennym rozumieniu historii pokonania Bezimiennego.

Wschód natomiast charakteryzuje zgoła inne podejście – tam smoki traktowane są jak bogowie, biorą udział w rządach Imperium Dwunastu Jezior, a na Seiiki, wraz z najbardziej elitarnym gronem wojowników tworzą niepokonany oddział Jeźdźców.

Czy nacje tak różniące się już w samych fundamentach systemów wartości będą w stanie odnaleźć płaszczyznę porozumienia i stworzyć wspólny front, gdy ich największy wróg powróci, by podporządkować sobie cały świat z wszystkimi jego mieszkańcami?

To historia poświęcona przede wszystkim silnym kobietomwładczyni imperium, na której ciąży obowiązek spłodzenia dziedziczki i utrzymania rządów w czasach kryzysu, czarodziejki wysłanej z tajną misją na obcy dwór i ambitnej wojowniczki walczącej o godność smoczego jeźdźcy, która pewnego dnia pojawiła się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu. Autorka oddaje jednak również głos niemniej intrygującym mężczyznom – lojalnemu przyjacielowi królowej, czy wygnanemu naukowcowi, dzięki czemu jest to opowieść wielu głosów i różnych perspektyw.

Opowieść o sile przyjaźni, niespodziewanej miłości, ciężarze obowiązku, strachu przed macierzyństwem i dojrzewaniu do podejmowania własnych decyzji i formułowania własnych poglądów. O względnych podstawach religii, historii pisanej przez zwycięzców, różnych wersjach tego samego mitu i uprzedzeniach wyrastających na strachu i braku zrozumienia. To wreszcie trzymająca w napięciu przygoda, fascynujący pomysł na genezę magii i zachwianą równowagę kosmosu oraz kawał świetnie wykreowanego świata kipiącego od pałacowych i dyplomatycznych intryg. No i są piraci!

W moim odczuciu, jak na rolę, którą nadano smokom w tej powieści, brakowało mi nieco ich głosu i czynnego udziału w powieści, zostały w zamian sprowadzone do roli bożków, wierzchowców i przedmiotu sporu, w którym same nie zabierają głosu. Troszkę szkoda, ale to wciąż przygoda warta polecenia!

Samantha Shannon, Zakon Drzewa Pomarańczy, część 1, Kraków: Wydawnictwo SQN, 560 s.

Samantha Shannon, Zakon Drzewa Pomarańczy, część 2, Kraków: Wydawnictwo SQN, 560 s.

Czas na czytanie: „Może zawierać orzeszki” John O’Farrell

Spójrzcie tylko co znalazłam! Recenzja z 2018 roku, która nigdy nie ujrzała światła dziennego, bo i nigdy nie było na nią czasu… Ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze! Mój styl robienia zdjęć trochę się zmienił od tamtego czasu, nieprawdaż? :)

Oto książka o najbardziej nadopiekuńczych i wymagających rodzicach świata. Serio, po tej lekturze czułam się tak bardzo normalna i zrównoważona, że aż mi ulżyło.

_20170718_123328

Małżeństwo idealne – Alice ma sprawę w sądzie za szerzenie matczynego aktywizmu (przy pomocy kukły Tony’ego Blaira!) na rzecz spowolnienia ruchu samochodowego przed swoim domem, a wykształcony David uczy czterolatka analizowania muzyki klasycznej. W takiej sytuacji pomysł przebrania się za nastolatkę i napisania za nią testu z matematyki, by dostała się do snobistycznej szkoły pozbawiającej dzieci dzieciństwa już nawet czytelnika nie dziwi. Swoją drogą to równocześnie wielkie poświęcenie – główna bohaterka jest w końcu prawie tak dobra z matmy jak ja. Czyli wcale.

Główni bohaterowie naprawdę zdrowo przesadzają prześcigając się ze znajomymi w wymyślaniu sposobów na zapewnienie swoim dzieciom świetlanej przeszłości. Żyją na elitarnym, zamkniętym osiedlu, posyłają maluchy do elitarnych, prywatnych szkół, gdzie oczekują od nich bycia najlepszymi. Wszędzie jeżdżą samochodem, śledzą swoje dzieci nawet w szkole! Przerysowany (mamm nadzieję…) opis macierzyńskiego wyścigu szczurów wypada wręcz histerycznie, a ci opiekuńczy i troskliwi rodzice od maleńkości wpychają swoje dzieci w schemat, który nikogo chyba jeszcze nie uczynił szczęśliwym. Panicznie boją się „świata zewnętrznego”, czyli tak naprawdę wszystkich niezaliczających się do ich kręgu znajomościowo-majątkowego istot ludzkich.

Wszystko zmienia się w momencie, w którym Alice przypadkowo udaje się poznać osobę spoza jej strefy bezpieczeństwa. I nagle na nowo musi przemyśleć cały swój światopogląd.

„ Okres, kiedy twoje dzieci są od ciebie całkowicie zależne, to niesamowicie krótki etap w życiu. (…) trzeba było myśleć o tylu sprawach, zewsząd czekało tyle potencjalnych zagrożeń, że człowiek z łatwością zapomniał, że powinien się tym po prostu nacieszyć. Na tym wielkim placu zabaw, jakim jest macierzyństwo, zawsze stoi huśtawka między radością, a strachem, ale jeśli ciągle będziesz usadzała swój wielki tłusty lęk tylko po jednej stronie, to ani ty, ani twoje dzieci nigdy nie zaznacie prawdziwego szczęścia.”

Momentami zabawna, momentami przerażająca. Choć mocno przesadzona, zawiera w sobie ziarenko prawdy i skłania do przemyślenia tego i owego.

John O’Farrell, Może zawierać orzeszki, Katowice: Wydawnictwo Sonia Draga, 2006, 308 s.
~ Książka została przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego WyPożyczone 2022 ~