Czas na czytanie: „Z mgły zrodzony” Brandon Saderson

Sanderson maluje przed czytelnikiem owity mgłami ponury świat pod czerwonym słońcem, w którym z nieba pada popiół. Świat rządzony twardą ręką bezwzględnego imperatora, a „społeczeństwo klasowe” to zdecydowanie za delikatnie powiedziane – w Ostatnim Imperium jesteś albo szlachcicem albo skaa – pozbawioną jakichkolwiek praw siłą roboczą traktowaną gorzej, niż zwierzęta. Świat pełen fascynującej magii o alchemicznym sznycie. Świat, w którym słabi i stłamszeni w końcu muszą się zbuntować, nawet jeśli oznacza to walkę z góry skazaną na klęskę i stawienie czoła samemu bogu.

Szesnastoletnia Vin jest drobną złodziejką bez perspektyw, rozpaczliwie trzymającą się życia w ulicznym gangu. W przetrwaniu kolejnego dnia pomaga jej pewna wyjątkowa umiejętność, której posiadać nie powinna. I która pewnego dnia ściąga na jej głowę olbrzymie kłopoty. Ani się obejrzy, a trafia do grupy marzycieli kierowanej przez charyzmatycznego wizjonera planującej skok wszechczasów.

Mamy tu intrygujący w swej potworności dysopijny świat pełen okrucieństwa i niesprawiedliwości podlegający twardym zasadom – zarówno społecznym, jak i „naturalnym”, całe mnóstwo dworskich intryg, do których mam wyjątkową słabość, wymieszanych z poznawaniem tajników naprawdę dobrze przemyślanej magii opartej na metalach, dającej wybranym jednostkom ponadnaturalne możliwości. Jest drużyna szaleńców o wyspecjalizowanych umiejętnościach i wielowymiarowa intryga. Jest walka o wolność i sprawiedliwość, przyjaźń, teamplay, zaufanie i wiara w ludzi. A właśnie, sama kwestia wiary też jest tu bardzo istotna…

Nie jest łatwo zaznajomić się z pojęciami, istotami i stworzeniami, stosunkiem sił, prawami magii i nieźle pokręconą rzeczywistością nowego uniwersum, a mimo to nie sposób oderwać się od lektury choćby na dłuższą chwilę, bo szybsza akcja i momenty przestojów związanych z „uczeniem się świata” są idealnie wyważone. Protip – na ostatnich stronach jest bardzo ładnie rozpisany słowniczek trudnych pojęć związanych z Allomancją oraz mapy Luthadelu i całego Ostatniego Imperium. Podpowiadam, bo sama znalazłam je dopiero po przeczytaniu książki.

To moje pierwsze spotkanie z prozą Sandersona i stało się to, czego się obawiałam zwlekając z lekturą tak długo – nie mogę się doczekać aż sięgnę po drugi tom i wygląda na to, że wszystkie moje czytelnicze plany właśnie upadły, a jesień jednak spędzę w Luthadelu, bo to kawał dobrej fantastyki jest.

Brandon Sanderson, Z mgły zrodzony, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2015, 672 s.

Czas na czytanie: „Heartstopper. Yearbook” Alice Oseman

“Yearbook” to bardzo ładnie wydana, pełna bonusów publikacja dla fanów Heartstoppera. Nie jest to jednak nowa historia, a pakiet bardziej lub mniej typowych odautorskich dodatków – część z nich pojawiła się wcześniej na kontach autorki, część była dostępna wyłącznie dla jej patronów, a część to zupełnie nowe treści.

Znajdziemy tu między innymi króciutkie profile bohaterów (zawsze mam po nich niedosyt!), kilka słów o samej Alice, kilka minikomiksów (nie tylko poświęconych głównym bohaterom), psychotest (jak w gazetkach z lat 90.!) oraz możliwość prześledzenia jak historia rozwijała się na przestrzeni lat i jak zmieniał się styl ilustracji – od pomysłu w 2013 roku aż po międzynarodowy sukces i serialową ekranizację w 2022.

Ale tym, co mnie przyciąga najbardziej są nowe ilustracje – w przeciwieństwie do komiksów – w kolorze. A dokładniej we wszystkich kolorach tęczy, bo Pride pełni tu przecież nadrzędną rolę. Publikacja została podzielona na pory roku, mamy więc szansę zobaczyć bohaterów spędzających czas na piknikowaniu, basenowaniu i wylegiwaniu się na plaży, w wydaniu halloweenowym, zasmarkanym, czy świątecznym. Dostaniemy zaproszenie nie tylko do pokojów chłopaków ale i do innych miejsc ważnych dla Nicka i Charliego. Poznamy nieco głębiej ich relacje rodzinne i genealogię Springów i Nelsonów, a na koniec dowiemy się kim chłopaki mogliby być w alternatywnych wszechświatach.

Jest też rozdział poświęcony rysowaniu bohaterów z instrukcjami Alice, ale dla takiego beztalencia jak ja, są to wciąż porady w stylu „narysuj kółko -> narysuj spiczasty podbródek -> a potem resztę Charliego”. Jeśli jednak ktoś choć trochę umie w rysowanie to może odbierze to inaczej!

Jest to oczywiście propozycja przede wszystkim dla nieco młodszych odbiorców (niestety nie da się ukryć, że już dawno nie zaliczam się do grupy docelowej…) ale myślę, że każdy fan z przyjemnością przejrzy ten tytuł. Nawet jeśli nie do końca jest się zainteresowanym quizem „Jesteś Nickiem czy Charliem”, czy informacją który z bohaterów najbardziej boi się burzy, ilość ciepłych, pełnych pozytywnej energii ilustracji sprawia, że jest na czym zawiesić oko. A i sama historia powstawania komiksu i momentami całkiem wyboista droga do osiągnięcia charakterystycznego stylu autorki jest fascynująca.

Alice Oseman, Heartstopper. Yearbook, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 154 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Bajki Leona i Majki: „Biblioteka Astrid” Martin Widmark, Emilia Dziubak

Trollinka Astrid i jej nieustraszony kot Tja podróżują po całym świecie w poszukiwaniu nowych lektur do domowej biblioteczki. Zdobywanie każdej książki to nowa przygoda, tak samo jak później ich czytanie! Niezależnie jednak od tego, czy uda im się zdobyć komedię, baśń czy historię miłosną, żadna z książek nie przypada Tja do gustu.

Zakochana w czytaniu Astrid nie ustaje w wysiłkach próbując przekonać swojego przyjaciela do książek. W końcu postanawia sama napisać opowieść tylko dla Tja i sprezentować mu ją na urodziny – 24 grudnia – opowieść tak wyjątkową, jak jej kot.

Przepiękna zarówno pod względem wizualnym – to prawdziwa gratka dla fanów zarówno Emilii Dziubak, jak i kotów oraz trolli, Astrid to najbardziej urocza trollinka na świecie, a mimika Tja jest po prostu wybitna – jak i pod względem przesłania, bo to historia wspaniałej przyjaźni, książkach i głodzie przygody.

Pełna fantastycznych ilustracji, nawiązań do najukochańszych baśni naszego dzieciństwa i miłości do czytania.

Cudna, starannie wydana, można oglądać na okrągło. I chociaż nie ma w niej wiele tekstu, potrafi i rozbawić i rozgrzać serduszko.

Martin Widmark, Emilia Dziubak, Biblioteka Astrid, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 32 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Mamania.

Czas na czytanie: „Korona ze złoconych kości” Jennifer L. Armentrout

TOM 1 „Krew i popiół”

TOM 2 „Królestwo ciała i ognia”

Trzeci tom serii „Z krwi i popiołu” czytało mi się dość specyficznie. Już od samego początku bardzo dużo się dzieje i wydarzenia pędzą na łeb na szyję, przez co odnosi się wrażenie, że bohaterowie właściwie biegają w kółko z miejsca na miejsce, od dramatu od dramatu. W pewnym momencie wydawało mi się wręcz, że to już ostatni tom i autorka za wszelką cenę chce upchnąć na swoich 600 stronach jak najwięcej wydarzeń. Na szczęście mniej więcej w 2/3 akcja nieco się uspokaja, pozwala się rozejrzeć i złapać oddech, by następnie przyspieszyć do całkiem satysfakcjonującego zakończenia tomu.

W przeciwieństwie do poprzednich części, tym razem rozwlekłe sceny erotyczne zaczęły mnie nużyć do tego stopnia, że przerzucałam strony w poszukiwaniu fabuły. I jak sprośność bohaterów i lekkość obyczajów w Atlantii zupełnie mi nie przeszkadza, tak samych seksów na stołach i pod prysznicami zrobił się po prostu przesyt. Szczególnie, że ja nie do końca potrafię traktować poważnie ten typ literatury. Nic na to nie poradzę, że kiedy widzę „nieustępliwie jędrne i bezlitośnie czułe wargi” to zawsze trochę umieram wewnętrznie z beki. Może jestem niedojrzała, nie wiem.

Z jednej strony było dla mnie nieco za dużo akcji w stylu „zabili go i uciekł” i genealogicznego galimatiasu między ludźmi, bogami i bóstwami. Z drugiej jednak zostało utrzymane poczucie humoru, dystans, jaki mają do siebie bohaterowie i niewymuszona przyjaźń. Relacje między bohaterami – rodzinne, romantyczne, czy właśnie między przyjaciółmi są dużą siłą tej historii, podobnie jak same ich charaktery i charakterki. Poppy przechodzi drogę od walecznej ale wciąż zahukanej drobnej buntowniczki do prawdziwej pewności siebie i wiary we własne możliwości i ten aspekt również został bardzo fajnie przedstawiony. Tak samo, jak zderzenie idealizmu młodych i pełnych marzeń władców z brutalną rzeczywistością polityki, zemsty, zdradzonych kobiet i wieloletnich konfliktów.

„Czasem wojnie nie można zapobiec”.

Niemniej jednak jest to dla mnie jak na razie najsłabsza część, trochę przejściowa, jednocześnie naszpikowana wydarzeniami i za bardzo poprzeciągana – taka, która daje już bardzo dużo odpowiedzi, ale jednocześnie nie jest jeszcze finiszem historii.

Nie da się jednak ukryć, że mimo wszystkich powyższych żalów końcówka narobiła mi wielkiej ochoty na ostatni tom! Szczególnie, że pojawiają się stworzenia, które baaardzo lubię i dla których potrafię wybaczyć niemalże wszystko. Tak jak i dla Kierana.

Jennifer L. Armentrout, Korona ze złoconych kości, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 608 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Let’s talk about it” Erika Moen, Matthew Nolan

Łał, ale ta książka jest super!

Bez wątpienia jedna z najlepszych, jakie czytałam w tym roku. Aż żal, że pojawiła się dopiero teraz i nie miałam na nią szansy wchodząc w wiek nastoletni, fantastycznie, że się pojawiła. Ma oznaczenie 15+, więc moim zdaniem prezent obowiązkowy na urodziny każdego piętnastolatka.

To jednocześnie poradnik, komiks i wymarzony podręcznik do edukacji seksualnej, która w szkole tak bardzo kuleje.

Jest absolutnie wyjątkowa, bo:

– w przyjaznej formie komiksu – nie tylko łatwo i przyjemnie się czyta (nawet, jeśli ktoś za książkami nie przepada), ale warstwa wizualna jest dodatkowym – fantastycznym! – środkiem przekazu pozwalającym „opatrzeć” się z różnorodnymi ludźmi, ciałami i jego częściami;

– zbudowana jako rozmowy – gdzie młodzi ludzie – znajomi, pary, siostry – przekazują sobie wiedzę na „trudne tematy” związane z seksualnością, związkami i relacjami, emocjami i zagadnieniami dotyczącymi płci poprzez dialogi i wymianę doświadczeń;

– mówi prosto o naprawdę trudnych zagadnieniach – a wszystko jest dodatkowo zilustrowane, podzielone na kategorie, rozpisane w ramkach i wykresach by w jak najbardziej przystępny sposób wytłumaczyć co i jak;

– jest na maksa inkluzywna – znajdziemy tu nie tylko bohaterów różnych orientacji, kształtów czy kolorów, ale również osoby z niepełnosprawnościami (m.in. na wózku, z protezami kończyn lub bez, posługujące się językiem migowym), czy posługujące się różnymi zaimkami;

– absolutnie bez tabu – zarówno w słowie jak i w ilustracjach – znajdziecie tu cipki i penisy, mnóstwo ciał nagich i ubranych, przepisy na masturbację, seksualne fantazje, seksy, orgazmy i wytryski. Nie ma głupich ani wstydliwych pytań;

– mówi nie tylko o seksie – zakres poruszanych tematów jest bardzo szeroki – od poznawania siebie i odkrywania własnego ciała, przez zrozumienie, że ludzie mają różnie, zagadnienia dotyczące płci i orientacji, bezpieczeństwa i przemocy, przez emocje, budowanie relacji z innymi, radzenie sobie z zazdrością i odrzuceniem, aż po bogatą bibliografię (w języku polskim!).

Dla nastolatków i nie tylko. Na sam początek i jako dopełnienie posiadanej wiedzy. Warto.

Erika Moen, Matthew Nolan, Let’s talk about it, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 240 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie” Mackenzi Lee

„Poradnik dla dżentelmena…” to kwintesencja lekkiej, nie do końca poważnej książki, w której awanturnicza przygoda z elementami fantastycznymi (a wręcz magicznymi) odziana została w historyczną kapotkę XVIII-wiecznej podróży po Europie. A mimo to nie storni od dotykania poważniejszych tematów, jak choćby równość płci, odkrywanie tożsamości seksualnej, zmaganie się z nieuleczalną chorobą, rasizm, brak przekonania o własnej wartości czy przemocowe środowisko w jakim przyszło się wychowywać głównemu bohaterowi.

Jest tu wszystko to, co lubię – Grand Tour, wielka ucieczka przez najpiękniejsze miasta Europy, reprezentacja queer, piraci, alchemia, grzebanie w grobowcach, młodzieńczy bunt, czy girl power w postaci bohaterki z nosem schowanym w książkach. I owszem, to wszystko naraz – wstrząśnięte i wymieszane – to nieco zbyt dużo, by traktować tą książkę na serio. Ale też nie taki jest jej cel. To sympatyczna przygoda z poszukiwaniem skarbów, buntem wobec twardych społecznych konwenansów i magią pierwszej miłości w rolach głównych.

Troje bohaterów – lord Henry Montague wraz z najlepszym przyjacielem i młodszą siostrą -wyrywają się z domu by ostatni rok wolności przed podjęciem obowiązków wynikających z wejścia w dorosłe życie spędzić na Grand Tour – wielkiej wyprawie przez Europę w celu ukulturalnienia i „wyszumienia się” jednocześnie. A wszystko to pod okiem surowego opiekuna. Główny bohater nie jest jednak stworzony do podążania utartymi ścieżkami i swój Wielki Objazd szybko zmieni w Wielką Katastrofę

Osobiście wolałabym, żeby kostium historyczny, w jaki została odziana cała historia był potraktowany z nieco większą dokładnością, bo jest on raczej frywolny i niewolny od nieco absurdalnych błędów (m.in. akcja dzieje się w XVIII wieku i bohaterowie pod koniec swojej podróży trafiają na Santorini, gdzie widzą „bielutkie domy o kobaltowych dachach”, podczas gdy tradycja malowania cykladzkich domów na biało-niebiesko rozpoczęła się najprawdopodobniej od epidemii cholery w pierwszej połowie XX w.). Niemniej jednak autorka sama wspomina, że mimo fascynacji pewnymi zjawiskami historycznymi, powieść oddaje raczej jej romantyczne wyobrażenie o tamtych czasach i nie ma na celu oddania prawdy historycznej, a wręcz przyznaje się do przesuwania dat niektórych wydarzeń tak, by pasowały do obmyślonej fabuły. I super, że o tym pisze, bo tym samym wytrąca z ręki broń krytykom.

Na samym końcu książki znajdziemy kilka słów o głównych tematach poruszonych w książce i źródłach, z których korzystała Mackenzi Lee podczas kreowania świata przedstawionego, gdzie zainteresowani mogą sobie doczytać „jak było naprawdę”. Bardzo fajny pomysł, lubię to.

Fajna młodzieżówka, gdzie wątek przygodowy i romantyczny wzajemnie się dopełniają i żaden z nich nie dominuje nad tym drugim. Miło spędzony czas.

Mackenzi Lee, Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2021, 448 s.

Czas na czytanie: „A jak to się wyda” Sophie Gonzales, Cale Dietrich

„(…) wszyscy ludzie chcieliby, aby świat widział ich takimi, jakimi są naprawdę. To nie prawda jest problemem, lecz fakt, że nie zawsze bezpiecznie ją wyjawić”.

Po pierwszych stronach spodziewałam się, że to będzie jedna z tych bezbarwnych książek, przy których miło spędzić czas, ale tydzień później już się o nich nie pamięta. Nie do końca jednak trafiłam, bo choć to lekka młodzieżówka, to ma w sobie parę cech chwytających za serducho.

Okazuje się bowiem, że w słodkiej historii o chłopakach z boysbandu można zawrzeć całkiem sporo fajnych rzeczy – poza kwestią odkrywania własnej tożsamości – bo i jest to oczywiście przede wszystkim przeuroczy romans między członkami zespołu – bohaterowie bardzo dużą wagę przywiązują do uczuć drugiej osoby i to jest bardzo super. Ale oczywiście poza smakiem pierwszej poważnej miłości mamy też i masę problemów – jest tu sporo o destrukcyjnej maszynce branży rozrywkowej – narzucającej ograniczenia, traktującej swoje gwiazdy w absolutnie przedmiotowy sposób, sterującej każdym elementem kariery młodych i niedoświadczonych jeszcze piosenkarzy i – przede wszystkim, bo to główny temat – zmuszającej do udawania kogoś, kim się nie jest i do ukrywania swoich preferencji seksualnych.

 Będą więc próby dostosowania się do sytuacji, przestawienie i naginanie granic aż wreszcie próby wydostania się z patowej sytuacji i beznadziejna walka z gigantem. A poza walką o możliwość wyrażania siebie czeka i druga, wcale nie łatwiejsza – z własnym konformizmem.

„(…) wolność do bycia sobą, pokazywania światu najprawdziwszego „ja”, kiedy tylko chcemy, to najważniejsza wolność, jaka istnieje”.

Nie brak tu również emocji związanych z przygodą życia – to w końcu życie gwiazd popu i olbrzymia trasa koncertowa; prawdziwej przyjaźni, która wybojów się nie boi i skomplikowanych relacji rodzinnych. Bo jak toksyczny związek z wydawcą muzycznym może wydawać się czymś z zupełnie innej bajki, tak toksyczne relacje z rodzicami są czymś znacznie bardziej przyziemnym.

Fanfikowa fantazja na temat życia celebrytów (któż nie doszukuje się związków między piosenkarzami?) poszerzona o całkiem dojrzałe podejście do pierwszego związku, ponurą refleksję na temat rodzicielstwa i walkę o prawo do kreowania własnego wizerunku. Nie jest to książka, która zmienia życie i kształtuje pokolenia, ale daleko jej do pustego czytadełka. Jeśli lubicie takie klimaty, to jak najbardziej warto.

Sophie Gonzales, Cale Dietrich, A jak to się wyda, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 384 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „The Love Hypothesis” Ali Hazelwood

Ta książka zupełnie nie zainteresowała mnie opisem, ale zachęcona bardzo pozytywnymi opiniami jednak się skusiłam. I faktycznie właśnie tego było mi akurat potrzeba.

Komedia romantyczna w wersji książkowej. Leciutka, momentami tak naiwniutka, że aż troszkę męcząca, na wskroś przewidywalna, z dużą dawką humoru (i to takiego bardzo w moim typie), z główną bohaterką, która naprawdę da się lubić i klimatem studenckiego życia, za którym zdążyłam się już stęsknić.

Olive ma w sobie coś z Bridget Jones – nosi przeterminowane soczewki, sukienka kurczy jej się w praniu tuż przed ważnym publicznym występem, całuje przypadkowych mężczyzn… i oczywiście wszystkie te wpadki prowadzą do niecodziennych, najczęściej super żenujących sytuacji. Z których zazwyczaj wynika coś dobrego, jak to w bajkach bywa. A mimo to nie sposób nie ulec urokowi głównej bohaterki – pełna humoru i dystansu do świata z ogromną słabością do przesłodzonych napojów kawopodobnych, solonych chipsów i nauki, mimo licznych wątpliwości i niskiej samooceny uparcie dąży do wyznaczonego sobie celu i realizacji marzeń. I z całą historią jest dokładnie tak samo.

Mamy więc udaną główną bohaterkę, mrocznego geniusza cieszącego się złą sławą, hermetyczne uczelniane środowisko i młode kobiety z determinacją walczące o miejsce w świecie zdominowanym przez „przeciętnego białego mężczyznę”, bardzo fajną przyjaźń i główną oś fabularną – związek „na niby”. A wszystko to ujęte w zupełnie nienadęty sposób, doprawione sporą dawką humoru i optymizmu.

Czytałam ją głównie nocami, trochę karmiąc bobasa, trochę przysypiając na siedząco i w tej roli sprawdziła się świetnie – to niewymagająca, a przyjemna rozrywka. Myślę, że równie fajnie będzie się ją czytało na leżaku, podczas podróży albo jako poprawiacz humoru po ciężkim dniu.

Tylko scena erotyczna faktycznie należy do tych mniej udanych. Wręcz miałam wrażenie, że pisał ją ktoś inny, kto nie za bardzo zna charaktery głównych bohaterów. Ale to w sumie jedyny minus.

Ali Hazelwood, The Love Hypothesis, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 416 s.

Bajki Leona i Majki: „Młodzi przyrodnicy. Jesień w świecie przyrody” patrycja Zarawska

Jak już wspominałam przy okazji poprzednich tomów serii – „Wiosna” i „Lato” – w tym wydaniu urzekły mnie przede wszystkim przepiękne realne zdjęcia przyrody. I jak na wszystkie te owady, zwierzęta i rośliny zawsze patrzę z przyjemnością, tak do jesiennych kolorów mam szczególną słabość.

Drugim wielkim plusem jest potraktowanie książki jako przewodnika dla małego odkrywcy – od listy gadżetów, w które warto się zaopatrzyć wybierając się na jesienny spacer, przez wskazówki na temat zdradliwej jesiennej pogody, podpowiedzi co warto zbierać, co sfotografować, na co zwrócić uwagę a czego lepiej nie ruszać albo wręcz ominąć szerokim łukiem, aż po propozycje aktywności po samym spacerze – jak próby posadzenia własnego drzewka z jesiennych znalezisk, przepis na zupę dyniową, wskazówki odnośnie wykonania kukurydzianej laleczki oraz kultowych kasztaniaków i oczywiście dzienniczek obserwatora do wykonania i uzupełniania.

Wędrując wraz z przewodnikiem – czy to już w plenerze, czy jeszcze przygotowując się pod kocem na kanapie i z kubkiem gorącej herbaty – dowiemy się w jaki sposób przyroda przygotowuje się do zimy. Poznamy ptaki, które odlatują do ciepłych krajów, zwierzęta, które szykują się do zimowego snu, jesienne owoce, kwiaty a nawet motyle. Przekonamy się, że niektóre małe stworzenia w poszukiwaniu ciepłego kąta mogą próbować wprowadzić się do naszych domów, odkryjemy czym są chochoły (i to na wiele lat przed przeczytaniem „Wesela”), nauczymy się rozpoznawać gatunki drzew po ich kolorowych liściach i poznamy gatunki grzybów – zarówno tych jadalnych, jak i takich przyjmujących zupełnie szalone formy. Zajrzymy do jesiennego jeziora i stawu, zmierzymy opady deszczu i odwiedzimy rykowisko.

Podobnie jak w przypadku całej serii, tutaj również czekają na nas kody QR z odgłosami ptaków. Nie zabraknie też wskazówek, które pomogą nam samym przygotować się na nadejście zimy – również pod względem wspierania odporności organizmu. Rozejrzymy się też za jej pierwszymi zwiastunami…

Po raz kolejny piękne pod względem wizualnym, intuicyjne w korzystaniu i ciekawe wydanie, które w dużej mierze faktycznie można wykorzystać podczas codziennego spaceru, nawet mieszkając w samym środku miasta. Jedna z fajniejszych pozycji na półce początkującego szkolniaka u progu kolejnej już pory roku, choć z powodzeniem można po nią sięgnąć również z przedszkolakiem.

Patrycja Zarawska, Młodzi przyrodnicy. Jesień w świecie przyrody, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 114 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Wilga.