Czas na czytanie: „Bogowie & potwory” Shelby Mahurin

Seria „Gołąb & Wąż” zdecydowanie ma w sobie sporo magnetyzmuzakazany romans, charakterną bohaterkę, która nie da sobie w kaszę dmuchać, ciekawy pomysł na magię, siłę przyjaźni i wybitnie skomplikowane relacje rodzinne. Ale jak dla mnie jest za długa i mimo, że ostatni tom zdecydowanie nadrabia akcją po nudnawej „Krew & miód”, to jednak wciąż miał momenty nużącej dłużyzny.

W finałowej części trylogii zdecydowanie więcej się dzieje – zanim dotrzemy do ostatecznego starcia czeka nas podróż w morskie głębiny na spotkanie z mitycznymi meluzynami, mały wypad do Chateau le Blanc i oczywiście tułanie się po lasach z pościgiem drepczącym po piętach i potyczkami z paskudnymi stworami dla rozruszania.

Ale najistotniejsze będą tu podróże wewnętrzne – po marudzeniu i użalaniu się nad sobą, które zajmowało większą część poprzedniego tomu, tym razem bohaterowie zdecydują się stawić czoła własnym demonom. I opętanie będzie tu najmniejszym problemem, kiedy w kolejce ustawia się wciąż jeszcze świeża żałoba po bliskim przyjacielu, nieprzepracowany żal do matki, która zdecydowanie nie sprawdziła się w swojej roli, czy świadomość do czego jest się zdolnym, by ocalić bliskich. I choć historia każdego z bohaterów jest inna, łączą ich podobne przeżycia i bolączki. I każdy będzie musiał odnaleźć swoją drogę do wewnętrznego spokoju.

Oczywiście okoliczności będą dalekie od sprzyjających.

Będzie sporo karkołomnych misji i cudownych ocaleń, niesamowitych przyjaźni oraz większych i mniejszych zwrotów akcji. Na szczęście w tym tomie Lou się ogarnie i tym samym na podciągnie poziom humoru w książce, chociaż odniosłam wrażenie, że autorka nieco zbyt lekko podchodzi do zmieniania swoim bohaterom charakterów. Będzie też naprawdę dużo refleksji o nieudanym macierzyństwie, pretensji i rozczarowania rodzicami oraz rozliczania się z przeszłością. Nie zabraknie też potwierdzenia truizmu, że czasami prawdziwą rodzinę wybierasz sobie sam.

Warto było przemęczyć się z drugim tomem, by sięgnąć po trzeci, bo zakończenie całej historii jest adekwatne i całkiem satysfakcjonujące aczkolwiek nie oferujące wszystkich odpowiedzi. To był dobrze spędzony czas – dobrze wykreowany świat i interesujące spojrzenie na magię – mimo, że moim zdaniem wciąż najciekawszy pozostał pierwszy tom.

Shelby Mahurin, Bogowie & potwory, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2021, 592 s.

Czas na czytanie: „Krew & miód” Shelby Mahurin

Podobnie jak w przypadku czarów, również w życiu musi chyba panować równowaga – skoro pierwszy tom pochłonęłam momentalnie, drugi niestety już aż tak mnie nie wciągnął, a nawet trochę zmęczył.

Po dramatycznych wydarzeniach na Modraniht Lou i Reid przeżywają swój miesiąc miodowy wciąż nie mogąc się otrząsnąć z bliskości śmierci. I nie przeszkadzają im w tym ani trudne warunki koczowniczego leśnego życia ukrywających się przed Morgane rebeliantów, ani stąpający po piętach pościg. W końcu umykająca z Chateau grupka przyjaciół teraz ma już przeciwko sobie cały świat.

Ale w końcu trzeba będzie ułożyć jakiś plan działania, wśród niezliczonych nieprzyjaciół zdobyć jakiś sojuszników. Wszystko więc zacznie się spektakularnie sypać, bo każdy z członków drużyny ma inny pomysł na wykaraskanie się z problemów. I każdy chowa w szafie przynajmniej jednego trupa. A naszej przeklętej parze, po początkowej euforii ocaleńców, przyjdzie się jeszcze długo docierać.

Mam wrażenie, że ta część ma bardzo wiele cech „tomu przejściowego”, niby wnosi co nieco do fabuły a na końcu czeka nas „epicka konfrontacja” ale jednak przede wszystkim składa się z przydługich wędrówek po niegościnnych lasach, dziecinnych konfliktów między bohaterami i marudzenia.

To prawda, że Reida czeka wyboista droga do samoakceptacji ale wnioski, do których wreszcie dochodzi wydają się pojawiać znikąd, mimo całego egzaltowanego miotania się po drodze. To prawda, że Lou przyjdzie zmierzyć się ze swoją naturą i wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, ale transformacja, którą przechodzi w „Krwi i miodzie” to przede wszystkim przemiana z fajnej, błyskotliwej i charakternej ale wciąż pełnej empatii i miłości dziewczyny w zapatrzoną w siebie, samolubną i niedojrzałą dziewuchę. I bynajmniej nie ma to za wiele wspólnego z magią, z której korzysta.

Tym razem największym plusem okażą się bohaterowie poboczni, którzy albo zostali dopracowani zyskując rozwinięcie swoich historii, albo po prostu bardziej przykuli moją uwagę, kiedy Reid z Lou zaczęli mnie nużyć. Coco, Ansel a nawet Beau bardzo zyskują w tej części. Podobnie miłym zaskoczeniem okazał się motyw podróży z grupą artystów, którzy nie tylko wnoszą do tej opowieści nową dawkę niesamowitości (z magią białych i czerwonych czarownic w końcu zdążyliśmy się już oswoić) ale i błyszczą charakterem, którego tym razem jakoś dziwnie zabrakło głównym bohaterom.

Podsumowując – historia, która początkowo bardzo mnie wciągnęła, zaczęła mi się mocno dłużyć choć wyraźnie zmierza do jakiegoś celu i wciąż ma swoje dobre momenty. Dlatego też nie zdecyduję się na porzucenie tej serii i jednak sięgnę po ostatnią część. Chociaż już z nieco mniejszym entuzjazmem.

Shelby Mahurin, Krew & miód, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2020, 512 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Pustka. Tom 2” Silencio

Fakt, że na większości książek Silencio powinna być informacja „Jeśli szukasz szczęśliwych zakończeń, to szukaj ich gdzie indziej” nie jest dla mnie niczym zaskakującym, wręcz przeciwnie. Zaskakujące natomiast okazało się to, jak bardzo właściwe i adekwatne zakończenie otrzymała „Pustka” oraz że można złamać czytelnikowi serce i usatysfakcjonować go jednocześnie.

Na drugi tom przyszło nam kilka lat poczekać, dlatego jeśli czytaliście „Pustkę” już jakiś czas temu, to polecam zrobić sobie powtórkę przed sięgnięciem po drugi tom, jest on bowiem bezpośrednią kontynuacją pierwszego. Bez chwili rozgrzewki wskakujemy w rozdział XIII i od razu musimy się orientować w akcji, nie ma miejsca na przypomnienia w stylu „w poprzednim odcinku”, żadnej taryfy ulgowej. Jesteśmy w końcu w Metrolicie. I nie zwalniamy ani na chwilę.

Próby odgadnięcia tożsamości nieuchwytnego Vaina nie posuwają się do przodu ani odrobinę, Wydział do Spraw Seryjnych Zabójców jest w rozsypce, a Departament Orłów zdaje się robić wszystko, by uprzykrzyć a wręcz udaremnić śledczym pracę. Tymczasem makabryczne morderstwa nie ustają a pozbawiona hamulców gra czerwonowłosego następcy Voida z każdą zbrodnią staje się bardziej personalna.

Sprawa okazuje się być znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Poszukiwanie mordercy staje się nie tylko pościgiem za niebezpiecznym szaleńcem i jego pomocnikami, ale walką z samymi podwalinami funkcjonowania miasta. Niezbędne stanie się stawienie czoła nietykalnym elitom przy jednoczesnej niechęci właściwie całego społeczeństwa. W końcu zbrodnia to przede wszystkim sprawa medialna. Bez poparcia, bez środków, z coraz mniejszą nadzieją na sukces. Czy mordercę o właściwie nieograniczonym wpływie na rzeczywistość, mogącego kryć się za właściwie każdą twarzą i cieszącego się niewątpliwymi koneksjami w ogóle można pojmać?

Tym razem, podczas niezbędnego dla śledztwa grzebania w przeszłości, dowiemy się więcej o historii samego Metrolitu i zasadach działania miasta zdającego się być olbrzymią cybernetyczną maszyną i stającego się tu właściwie jednym z ważniejszych bohaterów. To będzie też wędrówka w głąb psychiki (niejednego) zbrodniarza w poszukiwaniu motywów działania i wydarzeń, które go ukształtowały. A także test dla emocji – zarówno bohaterów, jak i czytelnika – w poszukiwaniu mściwości, litości, współczucia czy potrzeby sprawiedliwości.

Czy nieustanny kontakt z pewnym zgorzkniałym śledczym będzie w stanie sprawić, że wiecznie znudzony, pozbawiony uczuć psychopata wreszcie będzie w stanie cokolwiek poczuć? Czy czytelnik będzie w stanie poczuć cokolwiek poza wstrętem i niepokojem?

Przekonajcie się sami!

Mocna, trzymająca w napięciu wędrówka w dysopijny świat postępu, korupcji i zbrodni, w którym wciąż jednak żyją jednostki poszukujące sprawiedliwości. Gotham i Sin City mogą się uczyć od Metrolitu.

Silencio, Pustka. Tom 2, 2022, 530 s.

Czas na czytanie: „Upamiętnienie” Bryan Washington

Nie każda książka jest dla każdego. Ta nie była dla mnie. Może dlatego, że brakowało mi – jako osobie z zupełnie odmiennego środowiska, z innymi doświadczeniami i problemami – kontekstu kulturowego, przez co zupełnie nie mogłam wczuć się w klimat powieści Bohaterowie przede wszystkim mnie męczyli i budzili we mnie współczucie, niż wywoływali jakiekolwiek inne emocje.

Dwóch mężczyzn „po przejściach”, z trudnym dzieciństwem, pozbawionych wyniesionego z domu wzoru „szczęśliwej rodziny” czy choćby udanego związku. Mimo kilkuletniego stażu, ich relacja zdaje się nieuchronnie zmierzać ku końcowi. Skupieni na skomplikowanych sytuacjach swoich rodzin, problemach osobistych, kompleksach i traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa bohaterowie sami nie są pewni, czy chcą ją ratować.

Jak niesieni nurtem, nie mają pojęcia do czego dążą, jaki mają cel w życiu ani nawet co ich uszczęśliwia.

Tym, co szczególnie mi się podobało, było przedstawienie wielokulturowego, pełnego kontrastów społeczeństwa Ameryki – tak egzotycznego dla mieszkanki jednolitego rasowo i raczej zamkniętego na świat zewnętrzny kraju – który zdaje się wręcz być tutaj trzecim głównym bohaterem.

Nie zabrakło też dość uniwersalnych tez na temat miłości, troski i rodzicielstwa.

Ja jednak niestety nie złapałam energii i klimatu tej książki. Może jeszcze nie przyszedł na nią czas.

Bryan Washington, Upamiętnienie, Warszawa: Wydawnictwo Cyranka: 2022, 344 s.

Czas na czytanie: „Dwór Srebrnych Płomieni T.1 i 2” Sarah J. Maas

Niestety to pierwszy tom Dworów, który mocno mnie rozczarował i mimo całkiem miłego zakończenia, właściwie od początku do końca się przy nim męczyłam.

Mimo czekadełka w postaci „Dworu Szronu i Blasku Gwiazd” na kontynuację przygód Feyry przyszło nam długo czekać, co też nieźle wzmogło apetyt. Entuzjazm był więc spory, ale z przykrością stwierdzam, że 4 tom ani trochę nie spełnił moich oczekiwań.

Pierwszą dużą zmianą jest zmiana narratora – głównymi bohaterami tej części są Nesta z Kasjanem i to oni prowadzą nas przez historię, choć to mnie jeszcze nie zniechęciło, bo i zmiana spojrzenia może czasem wyjść serii na dobre. Nie wyszła.

Moim pierwszym zarzutem jest przesyt scen erotycznych, który całkowicie dominuje zmieniając fantastyczną przygodę w erotyk. I to kiepski erotyk, bo to, co choćby w „Dworze Mgieł i Furii” było ekscytujące i zmysłowe, tu jest płytkie i wulgarne. Kompletnie brakuje pobudzającego napięcia między bohaterami i wzajemnego przyciągania, które udziela się czytelnikowi, a dokładnie opisane sceny seksu sprowadzają się do ulegania pożądaniu w wydaniu raczej zwierzęcym. I jak dwie pierwsze sceny w jakimś stopniu przykuły moją uwagę, choć nie spowodowały piekących rumieńców, to niezliczone kolejne raczej już przerzucałam w poszukiwaniu fabuły. I w sumie nie wiem, czy ta nijakość miała oddawać charakter bohaterów, czy to może na przykład kwestia tłumaczenia.

Drugim minusem jest spore spłycenie świata przedstawionego. Uwielbiałam czytać o pełnym cudów, barwnym Velaris i innych zakątkach świata fae, czego tutaj właściwie w ogóle nie ma. Podobnie wszystkie pozostałe postacie, poza głównymi bohaterami i Domem zostały potraktowane sztampowo i po macoszemu – zarówno Ci nowi, jak i dobrze już nam znani. Właściwie jedynym fajnym akcentem jest relacja Nesty z Domem, bo wszystkie inne Bardzo Trudne Misje i wycieczki do miejsc przesiąkniętych Pierwotnym Złem przychodzą jej nadspodziewanie łatwo.

Co prawda mamy tu duży nacisk na siłę kobiet, siostrzeństwo i babską przyjaźń, a główną tematyką jest radzenie sobie z traumą, bezsilnością i składanie siebie na nowo po potwornych przeżyciach, ale w tym wszystkim strasznie brakowało mi autentycznych emocji. A bez nich wszystko wydaje się pompatycznie sztuczne i papierowe. O tym, że bohaterka płacze ze wzruszenia wiemy, bo tak jest napisane, ale zupełnie nie odczuwamy tych emocji – jako czytelnik zupełnie nie czułam się częścią tej historii.

I na koniec, żeby symfonia narzekania była kompletna, mam również zastrzeżenia do strony wizualnej. Przede wszystkim zupełnie nie widzę potrzeby dzielenia na dwa tomy historii liczącej ledwie 900 stron, nawet wydawanej w miękkiej oprawie – poza podwajaniem ceny książki. No i okładka stylem zupełnie odstająca od poprzednich tomów – w malowniczym kolorze betonu z tendencyjnymi maskami nawiązującymi formą do masek weneckich, gdzie w powieści opisywano coś na wzór pośmiertnej maski Agamemnona. Nieładne i chybione znaczeniowo. Za to projekt wygląda na niedrogi.

No nie wiem, pewnie marudzę, ale to zupełnie nie był ten sam klimat, co w poprzednich częściach, momentami normalnie aż byłam zażenowana. Smuteczek.

Sarah J. Maas, Dwór Srebrnych Płomieni T.1 i 2, Warszawa: Wydawnictwo Uroboros, 2021, 640 + 304 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Łańcuch z żelaza” Cassandra Clare

Im dalej w las, tym książki z cyklu o Nocnych Łowcach są coraz bardziej tłuściutkie i konkretne. I trudno przy tym nie czuć zdumienia, gdy te 700 stronicowe części bardzo rozbudowanej sagi rodzinnej wciąż czyta się bez znudzenia. Nawet mimo faktu, że trylogia „Ostatnie godziny”, czyli kontynuacja „Diabelskich Maszyn” poświęcona dzieciom Willa i Tessy nie jest wcale moją ulubioną odnogą tego uniwersum.

Wydaje się, że życie Cordelii Carstairs nareszcie trafiło na właściwe tory, a marzenia jednak się spełniają. Zaręczyny z Jamesem, nawet jeśli z praktycznych pobudek i w atmosferze skandalu, gwarantują jej rodzinie powrót do łask w hermetycznym świecie Nocnych Łowców. Podobnie jak triumf nad księciem demonów. Nasza bohaterka pomogła więc rodzinie, wychodzi za chłopca, w którym od lat jest zakochana i dzierży legendarny miecz jako nastoletnia, ale już zaprawiona w najcięższych bojach bohaterka. Czy coś może pójść nie tak?

Tymczasem w Londynie zaczyna grasować nieuchwytny seryjny morderca polujący na Nocnych Łowców poruszających się samotnie tuż przed świtem. W dodatku kradnący swoim ofiarom coś, czego podobno ukraść nie sposób. A w tym samym czasie James Herondale – Nocny Łowca o demonicznych korzeniach zaczyna mieć bardzo niepokojące sny, które niejednokrotnie kończą się poza łóżkiem. Belial najwyraźniej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa…

Choć kończąc poprzedni tom – „Łańcuch ze złota” – nastawiłam się na spory udział Magnusa, jednej z moich ulubionych postaci, ustąpił on miejsca Malcolmowi. Otrzymamy tu więc brakującą kartę tragicznej historii miłości, która zostanie później rozwinięta w trylogii „Mroczne Intrygi” poświęconej Blackthornom („Pani Noc”, „Władca Cieni”, „Królowa Mroku i Powietrza”).

I chociaż autorka trochę gubi się nie tylko w faktach historycznych, traktując epokę przełomu wieków trochę jak dekorację teatralną, ale i we własnym świecie (dałabym na przykład głowę, że w chronologicznie późniejszych książkach nikt nie ma pojęcia jaki demon był ojcem Tessy, a tutaj dla wszystkich jest to zupełnie oczywiste), a korekta wciąż pozostawia wiele do życzenia, nie jest to książka, od której wymagam perfekcji. To wciąż przyjemna, wciągająca fantastyka z dużą dawką przygody i jeszcze większą pokomplikowanego romansu (trójkątnego oczywiście, to w końcu specjalność Cassandry Clare, a historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać). Takim tasiemcom potrafię sporo wybaczyć, szczególnie, jeśli sięgając po 19 (!!!) książkę z serii wciąż nie mogę się od niej oderwać.

Jak zawsze sprawdziła się idealnie jako oderwanie od codzienności, taka to już chyba magia Clare.

Cassandra Clare, Łańcuch z żelaza, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2022, 760 s.

Czas na czytanie: „Siostra nocy” Marah Woolf

Uwaga! Recenzja zawiera spoilery poprzednich tomów.

Po „Siostrze gwiazd” i „Siostrze księżyca” przyszedł wreszcie czas na ostatni tom trylogii. I powiem uczciwie, że bez Ezry, którego śmierć tak mnie ucieszyła pod koniec poprzedniej części, czytało się zdecydowanie lepiej, a i Vianne sporo zyskuje na charakterze. Chociaż oczywiście nie oznacza to końca wzdychania do przystojniaków, to w końcu jedna z głównych osi tej serii.

Nieszczególnie przepadam za motywem podróży w czasie, był więc moment, w którym książka nieco mi się dłużyła (choć wciąż nie na tyle, żeby nie przeczytać jej w trzy dni). Bo i umiejętność przenoszenia się w czasie i majstrowania w BARDZO odległych, na wpół mitycznych wydarzeniach pełni w tej części istotne znaczenie, zarówno w rozwoju fabuły tego tomu, jak i dla ostatecznego rozwiązania całej intrygi.

Żałuję trochę, że mitologia arturiańska jest mi zupełnie obca (nie, przez rok i trzy tomy nie nadrobiłam braków na tym polu) i nie jestem wstanie wyłapać bardziej i mniej subtelnych zmian akcentów, jakich dokonuje ta powieść, poza tym, że oddaje głos i znaczenie kobietom. Myślę, że dla kogoś zaznajomionego z tematem to musi być bardzo fajna zabawa i inspiracja mitologią z czarownicami, smokami i demonami w rolach głównych.

Cenię tą serię za to, że choć ma zdecydowanie romansowy charakter, nie brak w niej ani potężnej dawki girl power, ani niesamowitej mocy siostrzeństwa, gdzie trzy kompletnie różne charaktery uzupełniają się wzajemnie tworząc wspólny front ani oczywiście fantastycznej, magicznej przygody z ratowaniem świata przed krwiożerczymi demonami na pierwszym planie. Niesamowite, że wszystkie te akcenty mogą tak harmonijnie współistnieć w serii dla nastolatek.

Mamy tu więc zupełnie nieidealną bohaterkę, która przez trzy tomy nieźle dostaje w kość, popełnia masę złych decyzji i dzięki temu stopniowo (choć irytująco powoli!) dojrzewa nie tylko do odnalezienia swojej drogi w dorosłym życiu, ale i do ratowania świata. Mamy całą plejadę przystojniaków ras wszelakich, pewnych siebie aż do bucowatości, którzy będą zawracać siostrom w głowach. Mamy krwiożerczego króla demonów, magiczny las, wycieczki przez czas i przestrzeń aż do czasów rycerzy okrągłego stołu, kapryśne boginie lubujące się w utrudnianiu życia śmiertelnikom na przestrzeni dziejów, pełen babskich duchów dom i inny świat tuż za rogiem. Mamy wreszcie i romanse, które dodają rumieńców. I zakończenie. Czy cukierkowo szczęśliwe, jakiego chcielibyśmy oczekiwać po baśniowej przygodzie? Przekonajcie się sami!

Marah Woolf, Siostra nocy. O kręgach i krwi, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 560 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „The Gravity of Us” Phil Stamper

Nieskomplikowana, super sympatyczna, lekka książka o marzeniach, nieidealnych rodzinach i amerykańskim śnie.

Uroczy nastoletni romans Cala i Leona to zdrowa relacja stroniąca od wielkich dramatów, choć niepozbawiona wzlotów i upadków. Fascynacja pierwszych zauroczeń, poznawanie siebie, odkrywanie, że ludzie są różni i mają różnie, w odmienny sposób reagują na nowe sytuacje, a mimo to nie wymagają „naprawy”, a ich los nie leży w naszych rękach.

Bardzo naturalne (z polskiego punktu widzenia wręcz utopijne) potraktowanie homoseksualizmu i fantastyczna dawka wsparcia ze strony rodziny i otoczenia.

A wszystko to osadzone w nieco abstrakcyjnych okolicznościach reality show związanego z misją wysłania ekipy astronautów na Marsa. Nie zabrakło więc nutki nostalgii za erą podboju kosmosu, marzeń o dotknięciu gwiazd i przede wszystkim sztuczności medialnego szumu i pogoni za płytką sensacją. Na co młodzi bohaterowie oczywiście nie mają zamiaru się godzić.

Poza nastoletnim buntem przeciwko bezwzględnej korporacji grającej na uczuciach widzów i bohaterskim postanowieniem ratowania misji NASA przy pomocy social mediów znajdą się również bardziej przyziemne problemy, jak mierzenie się z depresją, radzenie sobie ze stresującymi sytuacjami i nagłymi zmianami skrupulatnie snutych życiowych planów.

„Ludzie nie są popsuci, a zadaniem specjalisty nie jest ich naprawa. Istnieją jednak osoby, które potrafią uczynić świat trochę lepszym, a ludzi ciut szczęśliwszymi”.

Książka, która właściwie czyta się sama, przyjemny relaks na dwa wieczory, świetnie sprawdzi się również do wakacyjnego plecaka – na podróż albo do poczytywania „nad basenem”. Momentami naiwna, momentami nieco moralizatorska ale przede wszystkim dająca czystą przyjemność z lektury. Comfort book ku pokrzepieniu serc na stresujące czasy. Skierowana przede wszystkim do nastolatków, ale ja sama również bawiłam się bardzo dobrze.

Phil Stamper, The Gravity of Us, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 344 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „Wielki Gatsby. Powieść graficzna” F. Scott Fitzgerald, Fred Fordham, Aya Morton

To pierwsza z serii klasyki w komiksowej adaptacji, którą miałam przyjemność przeczytać nie znając tekstu oryginalnego.

[ koniecznie zobaczcie również „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984” ]

Wiem, że kilka lat temu widziałam film, ale prawdę mówiąc nic z niego nie pamiętam, poza tym, że był tam Leonardo, miał bogaty dom i przez połowę filmu się czołgał, a i tak nie dostał za to Oskara. Rok później był drugi taki film z czołgającym się Leo, tylko w tym drugim był też śnieg i niedźwiedź, więc tym razem Oskar się należał (jak widać po tej drobnej dygresji, film nie jest kategorią, na której się znam).

Czy po przeczytaniu powieści graficznej zapamiętam coś więcej? Przede wszystkim klimat, bo stylizowane na secesję, charakterystycznie „wyblakłe” akwarelowe ilustracje Ai Morton z dużym upodobaniem do roślinnego detalu naprawdę robią robotę.

Szczególnie w zestawieniu z przejmującym braku życiowego celu toksycznych bohaterów oraz ich obojętności wobec uczuć i losu drugiego człowieka.

Autorzy prezentują nam krótki wycinek z ociekającego bogactwem i zarazem niesamowite pustego życia amerykańskich elit po zakończeniu I wojny światowej – wciąż zmagających się z nieprzepracowaną traumą, znudzonych do granic możliwości, nie potrafiących na powrót odnaleźć się świecie. Zmieniających codzienność w nieustające, pozbawione sensu przyjęcie, spędzających całe dnie na sofach, wikłających się w romanse i uciekających przed konsekwencjami swoich czynów i decyzji.

A wszystko to opowiedziano za pomocą pięknego języka i dekoracyjnych ilustracji, co w kontraście z pełną wygód pustką egzystencji bohaterów daje całkiem niesamowity efekt.

F. Scott Fitzgerald, Fred Fordham, Aya Morton, Wielki Gatsby. Powieść graficzna, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 200 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.