Czas na czytanie: „Pierścień ognia” Marah Woolf

„Berło światła” podobało mi się tak sobie – fajny pomysł na przygodę ale mocno średni wątek romansowy i męczący bohaterowie. Mimo to dałam szansę drugiemu tomowi z nadzieją, że poszukiwanie skarbów z każdym krokiem będzie coraz bardziej wciągające, a traumatyczne przeżycia bohaterów zmuszą ich do dorośnięcia. Przynajmniej Taris.

Niestety.

Całą książkę można podsumować jednym cytatem:

„Ilekroć znajduję się w pobliżu Nefretari, przychodzą mi do głowy idiotyczne myśli i zachowuję się jak jaskiniowiec”.

Po lekturze pierwszej części podejrzewałam, że autorka wykreowała swoich bożków (jakkolwiek nieudolnie) na wzór tych mitologicznych – jako bardzo ludzkich, pełnych słabostek i targanych namiętnościami. Teraz mam wrażenie, że wzorowała się raczej na grupie przedszkolaków. Tylko do ich poziomu rozwoju emocjonalnego dodała opętanie seksem.

Książka jest strasznie przegadana, mamy tu mnóstwo wielkich postanowień od których odchodzi się po upływie zaledwie pół strony, gróźb rzucanych na wiatr i wielkich słów nie mających żadnego pokrycia w czynach. A także obrażania się, stroszenia piórek, bezsensownych kłótni i przepychanek, chowania w kącie i zachowania typu „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

„Naburmuszona biorę wyszywaną poduszkę, siadam w kącie po turecku, przyciskam ją do brzucha i postanawiam ignorować Azraela. Jak śmiał!”.

Zraniona, okłamana i zdradzona Taris po kilku dniach „odpoczynku” od swojego anioła na nowo chodzi z nim za rączki, bo nie potrafi się powstrzymać na widok jego boskiego ciała. I uczucia te są całkowicie odwzajemnione, bo silne przyrzeczenie zaprzestania zabawy uczuciami śmiertelniczki wyparowują na jej widok.

Chociaż było parę wątków, które mi się podobały – np. związany z Platonem, czy postać Kimmy, która jako jedyna trzyma poziom – to jednak mam wrażenie, że cała część przygodowa zostaje coraz bardziej i bardziej zepchnięta na margines i staje się jedynie pretekstem do przedstawienia tego żenującego romansu.

Niestety umęczyła mnie ta książka strasznie i finałowy tom już sobie odpuszczę. Nie ukrywam, że to dla mnie spore zaskoczenie, bo trylogia „Trzy czarownice” tej samej autorki bardzo mi się podobała i reprezentowała zupełnie inny poziom.

Marah Woolf, Pierścień ognia, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 480 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Icebraker” A. L. Graziadei

Pierwsze wrażenie, jakie zrobił na mnie „Icebreaker” nie należało do najlepszych – przez mniej więcej połowę strasznie ją męczyłam – główny bohater okazał się tak sfrustrowaną, zadufaną w sobie i trudną do polubienia postacią, że aż nie miałam ochoty o nim czytać.

Drugą trudność sprawiało mi odnalezienie się w amerykańskiej rzeczywistości. Wiele aspektów – od zasad gry w hokeja czy lacrosse, przez proces trenowania młodego zawodnika czy mechanizm rekrutacji młodzików do zawodowych drużyn aż po zwyczaje i organizację życia studenckiego w koledżu (czy spolszczenie tego słowa tylko dla mnie wygląda bardzo źle?) – było dla mnie nowe i nienaturalne, sporo musiałam doczytywać i się domyślać, przez co czytało się mniej płynnie. Z trzeciej strony lubię dowiadywać się czegoś nowego przy okazji lektury.

Ale im dalej w fabułę, tym książka bardziej się broniła.

Stopniowo poznajemy przyczyny nastawienia Mickey’ego i nagle historia sportowej rywalizacji o pierwsze miejsce w rankingach staje się historią o duszącej presji. Kiedy oczekuje się od nastolatka dorównania dokonaniom ojca i dziadka, a każdy dzień podporządkowany jest próbom sprostania oczekiwaniom hokejowego świata, mierzeniu się z mediami i byciu ocenianym przez pryzmat swojego nazwiska, trudno mu być duszą towarzystwa.  A tak wysokie wymagania potrafią zabić każdą pasję.

To też – a może przede wszystkim – pełna wzlotów i upadków historia zmagań z depresją, do czego nie jest łatwo przyznać się w przesiąkniętym toksyczną męskością świecie brutalnego sportu. Nawet przed samym sobą.

„Staram się przekonać samego siebie, że mam prawo tak się czuć pomimo przywilejów, którymi obdarzyło mnie życie, i mimo iż nigdy nie przytrafiło mi się nic naprawdę złego”.

Bardzo podobało mi się poprowadzenie wątku związanego z orientacją seksualną bohaterów i szukania miejsca dla bycia sobą w homofobicznym otoczeniu. Chociaż ta książka to w dużej mierze romans, pociąg do drugiego mężczyzny bynajmniej nie jest tu kreowany na główny problem i nie dominuje ani nad problemem choroby psychicznej ani nad wątkiem rywalizacji, co dodaje mu autentyczności. Dla chłopaków dużo większym kłopotem jest pociąg do rywala, niż pociąg do drugiego chłopaka, pod tym względem jest to jeden z najbardziej dojrzałych aspektów tego szkolnego zauroczenia będącego typowym enemies to lovers.

„Nie ma nic wstydliwego w zwracaniu się o pomoc”.

Jest to też opowieść spełniająca marzenie o większej inkluzywności świata sportu – mamy tu młodych zawodników o różnych kolorach skóry, coraz bardziej otwartych na rożne typy seksualności, sporą dawkę girl power, a nawet reprezentację związku poliamorycznego.

Podsumowując – mimo trudniejszego początku warto więc dać jej szansę, bo to całkiem mądra, wielowątkowa książka, nie tak bardzo oczywista, jak to by się mogło na początku wydawać. O dojrzewaniu i szukaniu pomysłu na życie. O konflikcie między zobowiązaniami i lojalnością wobec rodziny, a własnym szczęściem, o stawianiu czoła presji i depresji. O trudnych relacjach rodzinnych i prawdziwej przyjaźni, która nie daje się odstraszyć. O sporcie, pasji i pierwszej miłości.

A. L. Graziadei, Icebreaker, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 320 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Korona ze złoconych kości” Jennifer L. Armentrout

TOM 1 „Krew i popiół”

TOM 2 „Królestwo ciała i ognia”

Trzeci tom serii „Z krwi i popiołu” czytało mi się dość specyficznie. Już od samego początku bardzo dużo się dzieje i wydarzenia pędzą na łeb na szyję, przez co odnosi się wrażenie, że bohaterowie właściwie biegają w kółko z miejsca na miejsce, od dramatu od dramatu. W pewnym momencie wydawało mi się wręcz, że to już ostatni tom i autorka za wszelką cenę chce upchnąć na swoich 600 stronach jak najwięcej wydarzeń. Na szczęście mniej więcej w 2/3 akcja nieco się uspokaja, pozwala się rozejrzeć i złapać oddech, by następnie przyspieszyć do całkiem satysfakcjonującego zakończenia tomu.

W przeciwieństwie do poprzednich części, tym razem rozwlekłe sceny erotyczne zaczęły mnie nużyć do tego stopnia, że przerzucałam strony w poszukiwaniu fabuły. I jak sprośność bohaterów i lekkość obyczajów w Atlantii zupełnie mi nie przeszkadza, tak samych seksów na stołach i pod prysznicami zrobił się po prostu przesyt. Szczególnie, że ja nie do końca potrafię traktować poważnie ten typ literatury. Nic na to nie poradzę, że kiedy widzę „nieustępliwie jędrne i bezlitośnie czułe wargi” to zawsze trochę umieram wewnętrznie z beki. Może jestem niedojrzała, nie wiem.

Z jednej strony było dla mnie nieco za dużo akcji w stylu „zabili go i uciekł” i genealogicznego galimatiasu między ludźmi, bogami i bóstwami. Z drugiej jednak zostało utrzymane poczucie humoru, dystans, jaki mają do siebie bohaterowie i niewymuszona przyjaźń. Relacje między bohaterami – rodzinne, romantyczne, czy właśnie między przyjaciółmi są dużą siłą tej historii, podobnie jak same ich charaktery i charakterki. Poppy przechodzi drogę od walecznej ale wciąż zahukanej drobnej buntowniczki do prawdziwej pewności siebie i wiary we własne możliwości i ten aspekt również został bardzo fajnie przedstawiony. Tak samo, jak zderzenie idealizmu młodych i pełnych marzeń władców z brutalną rzeczywistością polityki, zemsty, zdradzonych kobiet i wieloletnich konfliktów.

„Czasem wojnie nie można zapobiec”.

Niemniej jednak jest to dla mnie jak na razie najsłabsza część, trochę przejściowa, jednocześnie naszpikowana wydarzeniami i za bardzo poprzeciągana – taka, która daje już bardzo dużo odpowiedzi, ale jednocześnie nie jest jeszcze finiszem historii.

Nie da się jednak ukryć, że mimo wszystkich powyższych żalów końcówka narobiła mi wielkiej ochoty na ostatni tom! Szczególnie, że pojawiają się stworzenia, które baaardzo lubię i dla których potrafię wybaczyć niemalże wszystko. Tak jak i dla Kierana.

Jennifer L. Armentrout, Korona ze złoconych kości, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 608 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie” Mackenzi Lee

„Poradnik dla dżentelmena…” to kwintesencja lekkiej, nie do końca poważnej książki, w której awanturnicza przygoda z elementami fantastycznymi (a wręcz magicznymi) odziana została w historyczną kapotkę XVIII-wiecznej podróży po Europie. A mimo to nie storni od dotykania poważniejszych tematów, jak choćby równość płci, odkrywanie tożsamości seksualnej, zmaganie się z nieuleczalną chorobą, rasizm, brak przekonania o własnej wartości czy przemocowe środowisko w jakim przyszło się wychowywać głównemu bohaterowi.

Jest tu wszystko to, co lubię – Grand Tour, wielka ucieczka przez najpiękniejsze miasta Europy, reprezentacja queer, piraci, alchemia, grzebanie w grobowcach, młodzieńczy bunt, czy girl power w postaci bohaterki z nosem schowanym w książkach. I owszem, to wszystko naraz – wstrząśnięte i wymieszane – to nieco zbyt dużo, by traktować tą książkę na serio. Ale też nie taki jest jej cel. To sympatyczna przygoda z poszukiwaniem skarbów, buntem wobec twardych społecznych konwenansów i magią pierwszej miłości w rolach głównych.

Troje bohaterów – lord Henry Montague wraz z najlepszym przyjacielem i młodszą siostrą -wyrywają się z domu by ostatni rok wolności przed podjęciem obowiązków wynikających z wejścia w dorosłe życie spędzić na Grand Tour – wielkiej wyprawie przez Europę w celu ukulturalnienia i „wyszumienia się” jednocześnie. A wszystko to pod okiem surowego opiekuna. Główny bohater nie jest jednak stworzony do podążania utartymi ścieżkami i swój Wielki Objazd szybko zmieni w Wielką Katastrofę

Osobiście wolałabym, żeby kostium historyczny, w jaki została odziana cała historia był potraktowany z nieco większą dokładnością, bo jest on raczej frywolny i niewolny od nieco absurdalnych błędów (m.in. akcja dzieje się w XVIII wieku i bohaterowie pod koniec swojej podróży trafiają na Santorini, gdzie widzą „bielutkie domy o kobaltowych dachach”, podczas gdy tradycja malowania cykladzkich domów na biało-niebiesko rozpoczęła się najprawdopodobniej od epidemii cholery w pierwszej połowie XX w.). Niemniej jednak autorka sama wspomina, że mimo fascynacji pewnymi zjawiskami historycznymi, powieść oddaje raczej jej romantyczne wyobrażenie o tamtych czasach i nie ma na celu oddania prawdy historycznej, a wręcz przyznaje się do przesuwania dat niektórych wydarzeń tak, by pasowały do obmyślonej fabuły. I super, że o tym pisze, bo tym samym wytrąca z ręki broń krytykom.

Na samym końcu książki znajdziemy kilka słów o głównych tematach poruszonych w książce i źródłach, z których korzystała Mackenzi Lee podczas kreowania świata przedstawionego, gdzie zainteresowani mogą sobie doczytać „jak było naprawdę”. Bardzo fajny pomysł, lubię to.

Fajna młodzieżówka, gdzie wątek przygodowy i romantyczny wzajemnie się dopełniają i żaden z nich nie dominuje nad tym drugim. Miło spędzony czas.

Mackenzi Lee, Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2021, 448 s.

Czas na czytanie: „A jak to się wyda” Sophie Gonzales, Cale Dietrich

„(…) wszyscy ludzie chcieliby, aby świat widział ich takimi, jakimi są naprawdę. To nie prawda jest problemem, lecz fakt, że nie zawsze bezpiecznie ją wyjawić”.

Po pierwszych stronach spodziewałam się, że to będzie jedna z tych bezbarwnych książek, przy których miło spędzić czas, ale tydzień później już się o nich nie pamięta. Nie do końca jednak trafiłam, bo choć to lekka młodzieżówka, to ma w sobie parę cech chwytających za serducho.

Okazuje się bowiem, że w słodkiej historii o chłopakach z boysbandu można zawrzeć całkiem sporo fajnych rzeczy – poza kwestią odkrywania własnej tożsamości – bo i jest to oczywiście przede wszystkim przeuroczy romans między członkami zespołu – bohaterowie bardzo dużą wagę przywiązują do uczuć drugiej osoby i to jest bardzo super. Ale oczywiście poza smakiem pierwszej poważnej miłości mamy też i masę problemów – jest tu sporo o destrukcyjnej maszynce branży rozrywkowej – narzucającej ograniczenia, traktującej swoje gwiazdy w absolutnie przedmiotowy sposób, sterującej każdym elementem kariery młodych i niedoświadczonych jeszcze piosenkarzy i – przede wszystkim, bo to główny temat – zmuszającej do udawania kogoś, kim się nie jest i do ukrywania swoich preferencji seksualnych.

 Będą więc próby dostosowania się do sytuacji, przestawienie i naginanie granic aż wreszcie próby wydostania się z patowej sytuacji i beznadziejna walka z gigantem. A poza walką o możliwość wyrażania siebie czeka i druga, wcale nie łatwiejsza – z własnym konformizmem.

„(…) wolność do bycia sobą, pokazywania światu najprawdziwszego „ja”, kiedy tylko chcemy, to najważniejsza wolność, jaka istnieje”.

Nie brak tu również emocji związanych z przygodą życia – to w końcu życie gwiazd popu i olbrzymia trasa koncertowa; prawdziwej przyjaźni, która wybojów się nie boi i skomplikowanych relacji rodzinnych. Bo jak toksyczny związek z wydawcą muzycznym może wydawać się czymś z zupełnie innej bajki, tak toksyczne relacje z rodzicami są czymś znacznie bardziej przyziemnym.

Fanfikowa fantazja na temat życia celebrytów (któż nie doszukuje się związków między piosenkarzami?) poszerzona o całkiem dojrzałe podejście do pierwszego związku, ponurą refleksję na temat rodzicielstwa i walkę o prawo do kreowania własnego wizerunku. Nie jest to książka, która zmienia życie i kształtuje pokolenia, ale daleko jej do pustego czytadełka. Jeśli lubicie takie klimaty, to jak najbardziej warto.

Sophie Gonzales, Cale Dietrich, A jak to się wyda, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 384 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „The Love Hypothesis” Ali Hazelwood

Ta książka zupełnie nie zainteresowała mnie opisem, ale zachęcona bardzo pozytywnymi opiniami jednak się skusiłam. I faktycznie właśnie tego było mi akurat potrzeba.

Komedia romantyczna w wersji książkowej. Leciutka, momentami tak naiwniutka, że aż troszkę męcząca, na wskroś przewidywalna, z dużą dawką humoru (i to takiego bardzo w moim typie), z główną bohaterką, która naprawdę da się lubić i klimatem studenckiego życia, za którym zdążyłam się już stęsknić.

Olive ma w sobie coś z Bridget Jones – nosi przeterminowane soczewki, sukienka kurczy jej się w praniu tuż przed ważnym publicznym występem, całuje przypadkowych mężczyzn… i oczywiście wszystkie te wpadki prowadzą do niecodziennych, najczęściej super żenujących sytuacji. Z których zazwyczaj wynika coś dobrego, jak to w bajkach bywa. A mimo to nie sposób nie ulec urokowi głównej bohaterki – pełna humoru i dystansu do świata z ogromną słabością do przesłodzonych napojów kawopodobnych, solonych chipsów i nauki, mimo licznych wątpliwości i niskiej samooceny uparcie dąży do wyznaczonego sobie celu i realizacji marzeń. I z całą historią jest dokładnie tak samo.

Mamy więc udaną główną bohaterkę, mrocznego geniusza cieszącego się złą sławą, hermetyczne uczelniane środowisko i młode kobiety z determinacją walczące o miejsce w świecie zdominowanym przez „przeciętnego białego mężczyznę”, bardzo fajną przyjaźń i główną oś fabularną – związek „na niby”. A wszystko to ujęte w zupełnie nienadęty sposób, doprawione sporą dawką humoru i optymizmu.

Czytałam ją głównie nocami, trochę karmiąc bobasa, trochę przysypiając na siedząco i w tej roli sprawdziła się świetnie – to niewymagająca, a przyjemna rozrywka. Myślę, że równie fajnie będzie się ją czytało na leżaku, podczas podróży albo jako poprawiacz humoru po ciężkim dniu.

Tylko scena erotyczna faktycznie należy do tych mniej udanych. Wręcz miałam wrażenie, że pisał ją ktoś inny, kto nie za bardzo zna charaktery głównych bohaterów. Ale to w sumie jedyny minus.

Ali Hazelwood, The Love Hypothesis, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 416 s.

Czas na czytanie: „Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela” Alice Oseman

Nick i Charlie to bohaterowie serii komiksów Heartstopper, którzy podbili serca chyba wszystkich, którzy zdecydowali się po tą serię sięgnąć – i nic dziwnego, bo to ciepła, przekochana historia która otula jak puchaty kocyk w zimny wieczór, choć wcale nie stroni od trudniejszych tematów. Tym razem powracają w nieco odmiennej formie opowiadania. Jednak bez obaw – na szczęście nie brakuje w nim ilustracji i charakterystycznej dla autorki oprawy graficznej.

Fabuła noweli dzieje się trzy lata po wydarzeniach z pierwszego tomu komiksu – bohaterowie zdążyli poznać się jak nie zna ich nikt inny,  mogą nazywać się parą z poważnym stażem, stawili czoło niejednej przeciwności losu, wyrobili sobie własną rutynę i są pewni uczuć – zarówno swoich, jak i partnera.

Czy to jednak wystarczy, kiedy przyjdzie czas rozstania? Nick jest rok starszy – właśnie świętuje ukończenie szkoły i z ogromnym entuzjazmem szykuje się do wyjazdu na uniwersytet. Jako, że Charliego czeka jeszcze rok nauki w Truham, po latach przebywania ze sobą niemalże non stop ich drogi się rozchodzą i chłopców czeka związek na odległość. Czy są na to gotowi? Czy pierwsza miłość ma szansę przetrwać rozłąkę i czy aby na pewno jest tą na całe życie?

Klimat opowiadania odstaje nieco od puchatego i uroczego komiksu, chociaż czuć, że to wciąż ta sama historia. Pojawia się jednak ostrzejszy język, miałam też wrażenie, że dialogi między bohaterami bywają czasami „papierowe”, a oni (szczególnie Charlie) podchodzą do problemu – który jest przecież już kolejnym na ich wspólnej drodze – w zdecydowanie mniej dojrzały sposób niż dotychczas, choć są już przecież starsi i z niejednego pieca ciastka jedli. Trudno mi to precyzyjnie określić, ale bywały momenty, kiedy po prostu miałam wrażenie, że „coś mi tu nie gra”. Forma komiksu, choć uboższa w tekst, miała dodatkową formę wyrazu, jaką dawały ilustracje – choćby mimikę, czy gesty bohaterów – i teraz mocno mi tego brakowało.

Osobiście bardziej podobały mi się komiksy, niemniej jednak zawsze miło wrócić do świata Haertstoppera i nowelka była przyjemnym oderwaniem od rzeczywistości. Już nie z takim „efektem wow” i nieco uboższa w przekazywane treści dydaktyczno-moralizatorskie, ale wciąż sympatycznym, a urok tego świata został zachowany. I to dla mnie najważniejsze.

Alice Oseman, Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 178 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Królestwo ciała i ognia” Jennifer L. Armentrout

Drugi tom dość kontrowersyjnego cyklu „Krew i popiół” to powieść o podróży i docieraniu się.

Cały świat Poppy, wraz z rolą, którą miała w nim odegrać, okazał się kłamstwem i została nagle zupełnie sama w rzeczywistości pełnej wrogów.

W tej części, poza kolejnymi informacjami o świecie przedstawionym, zamieszkujących go stworzeniach, bogach, panujących zwyczajach i historią konfliktu między Solis i Atlantią, które zostają czytelnikowi zgrabnie zaserwowane głównie za pomocą niezliczonych pytań, jakimi Poppy zasypuje Kierana (sam Kieran jest w ogóle naj postacią drugiego tomu!) jest mnóstwo o emocjach i relacjach. I to nie tylko o tych raczej skomplikowanych pomiędzy głównymi bohaterami. Bo jak Cas i Poppy mogą ze sobą walczyć i się godzić, tracić do siebie zaufanie i na nowo się do siebie przekonywać, tak do przekonania zostanie jeszcze cały lud Atlantii. Który miał wobec byłej Panny jasno sprecyzowane i raczej krwiożercze plany.

Podróż, w którą wybierają się bohaterowie to dla Penellaphe czas na rozwój – rozwój zarówno jej unikalnych umiejętności, jak i rozwój emocjonalny, bo nie tylko musi dojść do ładu z demonami przeszłości, ale i odkryć jaką drogą podążać i kim chce tak właściwie być po odrzuceniu welonu.

Wciąż jest to zdecydowanie romans, a wręcz powieść erotyczna, bo nie brak tu pikantnych momentów i ostrzejszych fantazji – między innymi o upuszczaniu krwi (w końcu to wampiryczne klimaty!), publiczności czy trójkątach. No i oczywiście syndrom sztokholmski ma się dobrze, w końcu to lovers to enemy to lovers z małym porwaniem w tak zwanym międzyczasie. Ale jak dla mnie wciąż wszystko jest dobrze wyważone i ma akceptowalne proporcje – seksów jest dużo, ale nie do znudzenia i jednocześnie nie cierpi na tym fabuła. No i nie odnosi się wrażenia, że cała historia jest jedynie pretekstem do napisania łóżkowych scen.

Na tylnej okładce umieszczono też ostrzeżenie „Książka dla dorosłych” – bardzo tłustym drukiem – co powinno zapobiec nieprzyjemnym zaskoczeniom, jakie miały miejsce w przypadku pierwszego tomu.

Po raz kolejny jestem zaskoczona tym, jak szybko i przyjemnie się to czytało. Autorka jak najbardziej utrzymała moje zainteresowanie i nie chociaż nie jest to lektura z kategorii Książki-Które-Zmieniły-Moje-Życie, to nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Bardzo przyjemny relaks i jak dla mnie całkiem trafione połączenie – fajnie napisana fantastyka, krwiopijcy i seksy w gorących źródłach – na hamak czy plażę jak znalazł.

Jennifer L. Armentrout, Królestwo ciała i ognia, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 608 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Berło Światła” Marah Woolf

Cóż to się dzieje w tej książce! Żonglerska zabawa wierzeniami Islamu, Starożytnego Egiptu, Starym Testamentem, a nawet mitologią nordycką wymieszana z poszukiwaniem skarbów godnym Indiany Jonesa. A może raczej Lary Croft?

Nefertari de Vesci jest świetnie wykształconą, młodą poszukiwaczką skradzionych zabytków, które z satysfakcją oddaje muzeom. Jest dziedziczką fortuny, potomkinią wybitnych archeologów i jedną z niewielu osób, które wiedzą, że poza ludźmi na Ziemi żyją również nieśmiertelni – anioły, mitologiczni bogowie, dżiny i demony. I że najlepiej trzymać się od nich z daleka, co też skutecznie praktykuje.

Aż do momentu, kiedy w jej drzwiach staje anioł Azrael z propozycją nie do odrzucenia. Jeśli Tari uda się odnaleźć legendarne Berło Światła, anioł śmierci nie zabierze duszy jej ukochanego, śmiertelnie chorego brata w zaświaty.

Czasu jest niewiele, bucowaty zleceniodawca niechętnie dzieli się z nią wszystkimi informacjami, każdy kolejny nieśmiertelny napotkany na drodze jest jeszcze bardziej irytujący i jeszcze przystojniejszy niż poprzedni, zagadka okazuje się mieć wiele etapów, gdzie każda wskazówka prowadzi do kolejnej, a na życie Nefertari nastają paskudne demony.

No i oczywiście pojawia się zupełnie niechciana, ale jakże silna chemia między głównymi bohaterami. Ale czy związek między śmiertelniczką a aniołem ma szansę stać się czymkolwiek poza przelotnym romansem? Szczególnie, kiedy relacja od samego początku oparta jest na kłamstwie?

Bardzo podoba mi się pomysł na tą powieść – egipscy bogowie przemierzający współczesny Londyn i archeologiczna przygoda z podążaniem tropem zaginionego skarbu to drobne szaleństwo, które zdecydowanie wpisuje się w moje gusta.

Nie do końca natomiast przekonali mnie do siebie główni bohaterowie i ich relacja. Jak postacie poboczne zostały fajnie wykreowane i mają swoje charaktery, tak Azrael to straszna mamałyga moim skromnym zdaniem. Mitologiczni bogowie mają to do siebie, że są bardzo ludzcy – zawistni, mściwi, niedojrzali i targani namiętnościami, co z ich nadnaturalnymi zdolnościami zawsze stawiało pozostałych bohaterów w sytuacji raczej kiepskiej. Ale tu mamy do czynienia ze starym jak świat aniołem śmierci, który tak bardzo nie wie czego chce, że zachowuje się trochę jak dwulatek zastanawiający się nad zjedzeniem lizaka. Czemu towarzyszą adekwatnie dojrzałe rozterki emocjonalne – niby by chciał, ale nie chce i czego to on by nie zrobił dopóki nie zyskuje okazji i okazuje się, że nie robi jednak za wiele. A że te rozterki spokojnie zajmują 1/3 książki, to momentami byłam tym już nieźle znużona. Z Nefertari jest nieco lepiej, w przeciwieństwie do swojego zleceniodawcy zdradza przejawy indywidualnego charakterku ale na razie nie zyskała mojej sympatii.

Na szczęście „Kroniki Atlantydy” mają mieć jeszcze dwa tomy, więc oboje mają szansę wziąć się w garść, bo z przyjemnością wrócę do tej historii, choćby dla samej kreacji świata i nadchodzących zagadek, nawet jeśli nieco naiwnych.

Marah Woolf, Berło Światła, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 530 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.