Czas na czytanie: „This Winter” Alice Oseman

Jak nowelka „Nick i Charlie” nie do końca spełniła moje oczekiwania, tak „This Winter” już jak najbardziej trzyma poziom „Heartstoppera”. Choć została napisana jeszcze przed powstaniem samego komiksu, jako dodatek do pierwszej powieści autorki – „Solitare” – poświęconej Tori. Fragment tej powieści został dołączony do nowelki, tak na zaostrzenie apetytu przed nowym wydaniem.

I to właśnie Tori jako pierwsza zabiera głos dzieląc się swoimi przemyśleniami na bieżących temat Świąt. Bo też książka została podzielona na trzy części, a każda z nich przedstawia perspektywę innego bohatera – każdego z trójki rodzeństwa Springów. I chociaż Boże Narodzenie w tym pełnym introwertyków domu zawsze wychodziło nieco niezręcznie, to jest szczególne – są to pierwsze Święta po pobycie Charliego w szpitalu psychiatrycznym. I chyba wszyscy nie bardzo wiedzą jak sobie z tym poradzić, co oczywiście skutkuje spektakularną świąteczną awanturą.

„Dogadujemy się, ale nigdy nie rozmawiamy o niczym ważnym. Nie rozmawiają nawet otwarcie o problemach Charliego, chociaż teraz się już leczy. Myślałam, że coś się zmieni, że będziemy trochę bardziej wprost mówić o naszych uczuciach”.

Jak zwykle jest to opowieść o miłości, nie najłatwiejszych relacjach rodzinnych i związanych z nimi konfliktach, o trosce i wsparciu. O chorobach psychicznych, rozmawianiu o nich i związanym z nimi tabu – o depresji i zaburzeniach odżywiania, które potrafią szczególnie dać się we znaki podczas Bożego Narodzenia. I oczywiście o uczuciach i ich wyrażaniu – tak problematycznym na co dzień i od święta. O wrażliwości i delikatności. O rodzinie i sile, jaka w niej drzemie.

„Wydaje mi się (…) że czasem tak bardzo boisz się być ciężarem, że nie potrafisz poprosić o pomoc. A przecież wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy byliby dla ciebie wsparciem, gdybyś tylko powiedział, czego potrzebujesz”.

Oczywiście nie zabrakło typowych dla stylu autorki komiksowych ilustracji urozmaicających lekturę i kilku słów na temat bohaterów na koniec – tym razem w formie ich listów do Mikołaja.

Jak zwykle urocza i pełna uniwersalnej mądrości, choć boleśnie króciutka. Warto poświęcić jej godzinkę przy choince, w ferworze przedświątecznych przygotowań. I znaleźć potem jeszcze równie drobną chwilkę na refleksję o rodzinie i wspieraniu najbliższych w codziennej walce z ich większymi i mniejszymi trudnościami.

„Wystarczy być. Pomagać, kiedy pomoc jest potrzebna. Starać się zrozumieć, nawet kiedy nie rozumie się wszystkiego”.

Alice Oseman, This winter. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 144 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Wierzyliśmy jak nikt” Rebecca Makkai

Jeśli książka zostawia Cię bez słów, to jest to wyznacznik najwyższej jakości.

„Wierzyliśmy jak nikt” to opowieść o miłości – romantycznej, rodzicielskiej, przyjacielskiej, utraconej. O miłości w czasach zarazy. O kruchości życia, trosce i potrzebie opieki, walce o podstawowe prawa. O braku tolerancji i epidemii, które zbierają potworne żniwo. O beztrosce i błędach młodości, o przedwczesnym dorastaniu, o starzeniu się w samotności. O stracie, tęsknocie, strachu i traumie. O pięknym życiu i brzydkiej śmierci. O sile wspomnień, w których wciąż żyją Ci, których kochaliśmy.

Fabuła toczy się naprzemiennie w dwóch osiach czasowych – w Chicago lat 80; kiedy śmierć brata Fiony jest początkiem pogromu, którego żniwo AIDS wkrótce zbierze wśród kręgu najlepszych przyjaciół dorastającej dziewczyny oraz 30 lat później, w Paryżu, kiedy dorosła już bohaterka szuka zaginionej córki i mierzy się ze wspomnieniami z młodości. 

„Zaczynasz się czegoś bać i już po chwili boisz się wszystkiego”.

Yale Tishman ma zgraną grupę przyjaciół, ułożone życie u boku ukochanego i stoi u progu zawodowego sukcesu – jest o krok od pozyskania wyjątkowej kolekcji dla galerii w której praca jest spełnieniem jego marzeń. Pełen energii i entuzjazmu nie zdaje sobie sprawy, że wystarczy chwila, by utracić wszystko.

„Ta choroba zwielokrotniła wszystkie nasze błędy (…). To głupstwo, które człowiek zrobił, kiedy miał dziewiętnaście lat, ten jeden jedyny raz, kiedy nie był ostrożny. I teraz okazuje się nagle, że to był najważniejszy dzień w całym jego życiu”.

Przyjaciółka Yale’a – Fiona – jest obserwatorką, dobrym duchem, „młodszą siostrą” dla wszystkich przyjaciół zbyt wcześnie zmarłego Nicka. Jego śmierć, która brutalnie wpycha ją w szpony dorosłości będzie dopiero początkiem ponurej drogi przez samo serce epidemii, która zostawi w młodej dziewczynie ślad na całe życie.

Książka smutna, ciężka i przygnębiająca, bo i w końcu o przedwczesnej, okrutnej śmierci. Ale też o nadziei, pamięci i docenianiu każdej chwili. O sztuce, poszukiwaniu piękna i walce o ideały. Jedna z najpiękniejszych opowieści o przyjaźni.

Cudowna pod względem językowym – czyta się wspaniale od pierwszej do ostatniej strony, nie istotne, czy przedmiotem opisu jest życie artystycznej bohemy lat 20; kipiąca imprezami mekka chicagowskich gejów, czy proces umierania na AIDS. Czysta przyjemność z lektury, nie można się oderwać.

Jeden z tych tytułów, które – choć od pierwszych zdań szykują nas na tragedię – ostatecznie o tak złamią czytelnikowi serce.

Rebecca Makkai, Wierzyliśmy jak nikt, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2020, 622 s.

Czas na czytanie: „Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela” Alice Oseman

Nick i Charlie to bohaterowie serii komiksów Heartstopper, którzy podbili serca chyba wszystkich, którzy zdecydowali się po tą serię sięgnąć – i nic dziwnego, bo to ciepła, przekochana historia która otula jak puchaty kocyk w zimny wieczór, choć wcale nie stroni od trudniejszych tematów. Tym razem powracają w nieco odmiennej formie opowiadania. Jednak bez obaw – na szczęście nie brakuje w nim ilustracji i charakterystycznej dla autorki oprawy graficznej.

Fabuła noweli dzieje się trzy lata po wydarzeniach z pierwszego tomu komiksu – bohaterowie zdążyli poznać się jak nie zna ich nikt inny,  mogą nazywać się parą z poważnym stażem, stawili czoło niejednej przeciwności losu, wyrobili sobie własną rutynę i są pewni uczuć – zarówno swoich, jak i partnera.

Czy to jednak wystarczy, kiedy przyjdzie czas rozstania? Nick jest rok starszy – właśnie świętuje ukończenie szkoły i z ogromnym entuzjazmem szykuje się do wyjazdu na uniwersytet. Jako, że Charliego czeka jeszcze rok nauki w Truham, po latach przebywania ze sobą niemalże non stop ich drogi się rozchodzą i chłopców czeka związek na odległość. Czy są na to gotowi? Czy pierwsza miłość ma szansę przetrwać rozłąkę i czy aby na pewno jest tą na całe życie?

Klimat opowiadania odstaje nieco od puchatego i uroczego komiksu, chociaż czuć, że to wciąż ta sama historia. Pojawia się jednak ostrzejszy język, miałam też wrażenie, że dialogi między bohaterami bywają czasami „papierowe”, a oni (szczególnie Charlie) podchodzą do problemu – który jest przecież już kolejnym na ich wspólnej drodze – w zdecydowanie mniej dojrzały sposób niż dotychczas, choć są już przecież starsi i z niejednego pieca ciastka jedli. Trudno mi to precyzyjnie określić, ale bywały momenty, kiedy po prostu miałam wrażenie, że „coś mi tu nie gra”. Forma komiksu, choć uboższa w tekst, miała dodatkową formę wyrazu, jaką dawały ilustracje – choćby mimikę, czy gesty bohaterów – i teraz mocno mi tego brakowało.

Osobiście bardziej podobały mi się komiksy, niemniej jednak zawsze miło wrócić do świata Haertstoppera i nowelka była przyjemnym oderwaniem od rzeczywistości. Już nie z takim „efektem wow” i nieco uboższa w przekazywane treści dydaktyczno-moralizatorskie, ale wciąż sympatycznym, a urok tego świata został zachowany. I to dla mnie najważniejsze.

Alice Oseman, Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 178 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Loveless” Alice Oseman

Na miłości Georgia zna się jak nikt – wielka fanka teatru, musicali i komedii romantycznych, zapalona czytelniczka, która „żyła setkami żyć i przeżyła setki miłosnych historii” wraz z każdą przeczytaną książką, ma za sobą setki nieprzespanych nocy zarwanych przy fanfikach wszelakich, byle z romansem w te. I oczywiście, jak większość nastolatek, sama marzy o przeżyciu wielkiej miłości – o wspólnocie dusz, motylach w brzuchu, sercu przyspieszającym rytm na widok ukochanej osoby, trzymaniu się za ręce i nieprzytomnych pocałunkach pod gwiazdami. Dlaczego więc, kiedy ma okazję wiedzę teoretyczną przekuć w praktykę, zamiast dreszczyku ekscytacji czuje wyłącznie ogarniającą ją grozę?

Jak to możliwe, że kończąc szkołę nigdy nie była zakochana i nigdy się nawet nie całowała?

Ale od czego są studia! Trudno o lepsze środowisko do miłosnych eksperymentów. W końcu miłość, romans i zakochanie otaczają nas ze wszystkich stron – od filmów i książek, przez pary oblegające parkowe ławki (i wszystkie inne powierzchnie), aż po reklamy płatków śniadaniowych, a na kampusie nietrudno zdobyć zainteresowanie innej osoby. Co może być w tym trudnego?

Kiedy jednak wszystkie próby kończą się fiaskiem, przyjdzie jej zmierzyć się z rozważaniami na temat seksualności – i nie tylko pod tym najbardziej powszechnym i nieco już oswojonym względem jak homo- i heteroseksualność, ale również z bardziej egzotycznymi pojęciami aromantyczności i aseksualności (nawet komputer podkreśla mi te wyrazy jako nieznane…). A także nad różnymi ich wariacjami.

„Kiedyś z pewnością słyszałam o aseksualności. Widziałam jakiś ludzi rozmawiających o tym online, a niektórzy z nich mieli tę informację w bio na Twitterze lub Tumblrze. (…) Ale prawie nigdy nie słyszałam, by ludzie używali tego terminu w prawdziwym życiu, a nawet w telewizji czy filmach”.

Czy każdy z nas w końcu znajdzie kogoś dla siebie? I czy szczęście bez romantycznej miłości jest w ogóle możliwe?

„Loveless” to z jednej strony bardzo przyjemna, momentami nawet nieco naiwna młodzieżówka z nieco teatralnie przedstawionym życiem braci studenckiej z lekko „amerykańskim”, musicalowym sznytem. Z drugiej zaś podnosząca na duchu historia o sile przyjaźni, akceptacji i samoakceptacji, poznawaniu siebie, potrzebie przynależności i o miłości, która wcale nie musi łączyć się z pożądaniem czy fizyczną bliskością.

„Podaruj swoim przyjaźniom magię, jaką podarowałabyś romansowi. Bo są równie ważne. W zasadzie dla nas są dużo ważniejsze”.

To wreszcie jedno z niewielu przedstawień aromantyczności i aseksualności w literaturze młodzieżowej – pozwalające w przyjemny i angażujący sposób zapoznać się ze stosunkowo mało znanymi i tak rzadko reprezentowanymi w popkulturze wariantami tożsamości psychoseksualnej. To mój ulubiony sposób zdobywania wiedzy na tego rodzaju tematy – to wspaniałe, że teraz jest na wyciągnięcie ręki każdego nastolatka.

Warto poświęcić jej chwilę.

Alice Oseman, Loveless, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 448 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „Może zawierać orzeszki” John O’Farrell

Spójrzcie tylko co znalazłam! Recenzja z 2018 roku, która nigdy nie ujrzała światła dziennego, bo i nigdy nie było na nią czasu… Ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze! Mój styl robienia zdjęć trochę się zmienił od tamtego czasu, nieprawdaż? :)

Oto książka o najbardziej nadopiekuńczych i wymagających rodzicach świata. Serio, po tej lekturze czułam się tak bardzo normalna i zrównoważona, że aż mi ulżyło.

_20170718_123328

Małżeństwo idealne – Alice ma sprawę w sądzie za szerzenie matczynego aktywizmu (przy pomocy kukły Tony’ego Blaira!) na rzecz spowolnienia ruchu samochodowego przed swoim domem, a wykształcony David uczy czterolatka analizowania muzyki klasycznej. W takiej sytuacji pomysł przebrania się za nastolatkę i napisania za nią testu z matematyki, by dostała się do snobistycznej szkoły pozbawiającej dzieci dzieciństwa już nawet czytelnika nie dziwi. Swoją drogą to równocześnie wielkie poświęcenie – główna bohaterka jest w końcu prawie tak dobra z matmy jak ja. Czyli wcale.

Główni bohaterowie naprawdę zdrowo przesadzają prześcigając się ze znajomymi w wymyślaniu sposobów na zapewnienie swoim dzieciom świetlanej przeszłości. Żyją na elitarnym, zamkniętym osiedlu, posyłają maluchy do elitarnych, prywatnych szkół, gdzie oczekują od nich bycia najlepszymi. Wszędzie jeżdżą samochodem, śledzą swoje dzieci nawet w szkole! Przerysowany (mamm nadzieję…) opis macierzyńskiego wyścigu szczurów wypada wręcz histerycznie, a ci opiekuńczy i troskliwi rodzice od maleńkości wpychają swoje dzieci w schemat, który nikogo chyba jeszcze nie uczynił szczęśliwym. Panicznie boją się „świata zewnętrznego”, czyli tak naprawdę wszystkich niezaliczających się do ich kręgu znajomościowo-majątkowego istot ludzkich.

Wszystko zmienia się w momencie, w którym Alice przypadkowo udaje się poznać osobę spoza jej strefy bezpieczeństwa. I nagle na nowo musi przemyśleć cały swój światopogląd.

„ Okres, kiedy twoje dzieci są od ciebie całkowicie zależne, to niesamowicie krótki etap w życiu. (…) trzeba było myśleć o tylu sprawach, zewsząd czekało tyle potencjalnych zagrożeń, że człowiek z łatwością zapomniał, że powinien się tym po prostu nacieszyć. Na tym wielkim placu zabaw, jakim jest macierzyństwo, zawsze stoi huśtawka między radością, a strachem, ale jeśli ciągle będziesz usadzała swój wielki tłusty lęk tylko po jednej stronie, to ani ty, ani twoje dzieci nigdy nie zaznacie prawdziwego szczęścia.”

Momentami zabawna, momentami przerażająca. Choć mocno przesadzona, zawiera w sobie ziarenko prawdy i skłania do przemyślenia tego i owego.

John O’Farrell, Może zawierać orzeszki, Katowice: Wydawnictwo Sonia Draga, 2006, 308 s.
~ Książka została przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Upamiętnienie” Bryan Washington

Nie każda książka jest dla każdego. Ta nie była dla mnie. Może dlatego, że brakowało mi – jako osobie z zupełnie odmiennego środowiska, z innymi doświadczeniami i problemami – kontekstu kulturowego, przez co zupełnie nie mogłam wczuć się w klimat powieści Bohaterowie przede wszystkim mnie męczyli i budzili we mnie współczucie, niż wywoływali jakiekolwiek inne emocje.

Dwóch mężczyzn „po przejściach”, z trudnym dzieciństwem, pozbawionych wyniesionego z domu wzoru „szczęśliwej rodziny” czy choćby udanego związku. Mimo kilkuletniego stażu, ich relacja zdaje się nieuchronnie zmierzać ku końcowi. Skupieni na skomplikowanych sytuacjach swoich rodzin, problemach osobistych, kompleksach i traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa bohaterowie sami nie są pewni, czy chcą ją ratować.

Jak niesieni nurtem, nie mają pojęcia do czego dążą, jaki mają cel w życiu ani nawet co ich uszczęśliwia.

Tym, co szczególnie mi się podobało, było przedstawienie wielokulturowego, pełnego kontrastów społeczeństwa Ameryki – tak egzotycznego dla mieszkanki jednolitego rasowo i raczej zamkniętego na świat zewnętrzny kraju – który zdaje się wręcz być tutaj trzecim głównym bohaterem.

Nie zabrakło też dość uniwersalnych tez na temat miłości, troski i rodzicielstwa.

Ja jednak niestety nie złapałam energii i klimatu tej książki. Może jeszcze nie przyszedł na nią czas.

Bryan Washington, Upamiętnienie, Warszawa: Wydawnictwo Cyranka: 2022, 344 s.

Czas na czytanie: „The Gravity of Us” Phil Stamper

Nieskomplikowana, super sympatyczna, lekka książka o marzeniach, nieidealnych rodzinach i amerykańskim śnie.

Uroczy nastoletni romans Cala i Leona to zdrowa relacja stroniąca od wielkich dramatów, choć niepozbawiona wzlotów i upadków. Fascynacja pierwszych zauroczeń, poznawanie siebie, odkrywanie, że ludzie są różni i mają różnie, w odmienny sposób reagują na nowe sytuacje, a mimo to nie wymagają „naprawy”, a ich los nie leży w naszych rękach.

Bardzo naturalne (z polskiego punktu widzenia wręcz utopijne) potraktowanie homoseksualizmu i fantastyczna dawka wsparcia ze strony rodziny i otoczenia.

A wszystko to osadzone w nieco abstrakcyjnych okolicznościach reality show związanego z misją wysłania ekipy astronautów na Marsa. Nie zabrakło więc nutki nostalgii za erą podboju kosmosu, marzeń o dotknięciu gwiazd i przede wszystkim sztuczności medialnego szumu i pogoni za płytką sensacją. Na co młodzi bohaterowie oczywiście nie mają zamiaru się godzić.

Poza nastoletnim buntem przeciwko bezwzględnej korporacji grającej na uczuciach widzów i bohaterskim postanowieniem ratowania misji NASA przy pomocy social mediów znajdą się również bardziej przyziemne problemy, jak mierzenie się z depresją, radzenie sobie ze stresującymi sytuacjami i nagłymi zmianami skrupulatnie snutych życiowych planów.

„Ludzie nie są popsuci, a zadaniem specjalisty nie jest ich naprawa. Istnieją jednak osoby, które potrafią uczynić świat trochę lepszym, a ludzi ciut szczęśliwszymi”.

Książka, która właściwie czyta się sama, przyjemny relaks na dwa wieczory, świetnie sprawdzi się również do wakacyjnego plecaka – na podróż albo do poczytywania „nad basenem”. Momentami naiwna, momentami nieco moralizatorska ale przede wszystkim dająca czystą przyjemność z lektury. Comfort book ku pokrzepieniu serc na stresujące czasy. Skierowana przede wszystkim do nastolatków, ale ja sama również bawiłam się bardzo dobrze.

Phil Stamper, The Gravity of Us, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 344 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: Trylogia „Someone” Laura Kneidl

Trylogia „Someone” to trzy bardzo przyjemne i sympatyczne samodzielne powieści w nurcie young adult poświęcone różnym bohaterom z jednego kręgu przyjaciół. Każda para mierzy się z innymi problemami i wyzwaniami dotykającymi młodych ludzi stojących u progu dorosłości – między innymi z brakiem tolerancji, podejmowaniem własnych wyborów i mierzeniem się z ich konsekwencjami czy wyrobieniem sobie tolerancji na szkodliwe opinie innych, czasem nawet najbliższych. Oczywiście wątki romantyczne pełnią w nich bardzo istotne role.

Uwaga! Jak zwykle każda recenzja kolejnego tomu może zawierać spoilery do treści poprzednich. Recenzje są umieszczone zgodnie z kolejnością czytania. Jeśli wiec nie czytaliście tomu pierwszego, uważajcie na recenzję drugiego itp.

„Someone new” to książka o odmienności i różnych na nią reakcjach oraz o akceptacji – zarówno innych ludzi, jak i własnych potrzeb oraz pragnień.

Wychowana pod kloszem osiemnastoletnia Micah jest konformistką i dla szczęścia swojej rodziny jest gotowa znieść naprawdę wiele – znienawidzone studia prawnicze wraz z wizją przejęcia po rodzicach kancelarii adwokackiej, nadęte przyjęcia pełne zarozumiałych gości z „wyższych sfer”, czy rezygnację z marzeń o studiowaniu sztuk pięknych. Szybko okaże się jednak, że rodzice nie są skłonni do podobnych ustępstw i kiedy coś nie pasuje do ich obrazka idealnej rodziny, nie zawahają się ani chwili, by usunąć problem. Nawet jeśli wiąże się to z wyrzuceniem z domu własnego dziecka. Kiedy Adrian – brat bliźniak bohaterki zostaje wykreślony z rodziny z powodu homoseksualizmu, Micah nie ma już ochoty mieszkać dłużej z rodzicami.

Pierwszy krok w kierunku samodzielnego życia nie jest łatwy – to nie tylko konieczność obsługi pralki, czy złożenia sobie mebli, ale również nauka podążania własną drogą i powoli odkrywana świadomość, że próbując zadowolić wszystkich wokół nie sposób osiągnąć szczęścia. Tymczasem problemy uprzedzeniami i wyrywanie się ze szponów toksycznych relacji dotyczy nie tylko tej jednej rodziny. Co wcale nie znaczy, że rozczarowanie boli mniej.

Autorka zostawia czytelnikowi tak dużo wskazówek, że sam plot twist nie jest tak naprawdę wielkim zaskoczeniem i jednego z głównych, jeśli nie najważniejszej tematów tej powieści domyśliłam się jakoś w 2/3 książki. Niemniej jednak sam pomysł „podania” problemu – postawienia czytelnika nie w miejscu osoby, której dotyczy on bezpośrednio, a bohatera poznającego go niejako z zewnątrz, okazał się strzałem w dziesiątkę.

To jednocześnie lekkie, nieco naiwne, czasami głupiutkie czytadło i całkiem mądra książka o wsparciu i odrzuceniu oraz o odkrywaniu siebie. Znajdziemy tu sporo o poszukiwaniu własnej drogi, dbaniu o swój komfort psychiczny, wydostawaniu się ze szkodliwych związków i odróżnianiu naszych marzeń od wizji innych ludzi.

Laura Kneidl, Someone New, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 480 s.

 „Someone else” jest historią Cassie i Auriego – sąsiadów Micah z pierwszej części trylogii. Choć pozornie wszystko ich dzieli – wysoki, dobrze zbudowany czarnoskóry chłopak i delikatna, bardzo blada rudowłosa dziewczyna, on dusza towarzystwa, ona z lekką fobią społeczną, pełen energii sportowiec i domatorka ceniąca sobie długie spanko i całe dnie spędzone na kanapie przed ulubionym serialem. Połączyło ich współdzielone mieszkanie oraz miłość do książek i filmów. Auri chętnie „dał się zarazić” pasją współlokatorki do cosplay’u i LARP i szybko stworzyli świetnie zgrany duet najlepszych przyjaciół, w którym wszyscy widzą parę idealną. Czy jednak warto ryzykować tak fantastyczną przyjaźń dla porywów serca i hormonów? Szczególnie, że otwarty i szczery przy Cassie Auri, poza bezpieczną przystanią ich mieszkania zdaje się być innym człowiekiem, poświęcając się budowaniu wizerunku sportowca-twardziela i gwiazdy futbolu.

 Ta część jest poświęcona przede wszystkim dojrzewaniu do bycia sobą i nie przejmowania się opinią innych oraz odwadze, jakiej wymaga taka postawa. Podobnie, jak w pierwszym tomie, pojawi się wątek dyskryminacji, choć tym razem z nieco innych powodów – głównie związanych z kolorem skóry i odmiennymi zainteresowaniami podszytą stereotypową wizją „męskiego mężczyzny”. Pojawi się również wątek życia z chorobą, bo główna bohaterka cierpi na cukrzycę. No i oczywiście jest to super słodki romans, bo to naprawdę urocza para jest!

Laura Kneidl, Someone Else, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 392 s.

Trzecia i ostatnia część serii – „Someone to stay” – choć równie przyjemna w lekturze, przemówiła do mnie chyba najmniej. Pewnie dlatego, że z wiecznie przepracowanymi i superambitnymi bohaterami – pracoholikami zdecydowanie trudniej było mi się utożsamić, niż z przyklejoną do kanapy i książki Cassie ;)

Aliza ma jasno wyznaczony cel – chce zmienić świat. Jako wnuczka pakistańskiej emigrantki dobrze wie jak wiele niesprawiedliwości i przeciwności losu czeka na kobiety próbujące ułożyć sobie nowe życie w USA. By mieć realny wpływ na zmianę szkodliwych przepisów decyduje się na studiowanie prawa, by w przyszłości móc współpracować z jedną z fundacji wspierających kobiety w podobnych sytuacjach. Okazuje się jednak, że bardzo wymagające studia nie sprawiają jej tyle radości, co na początku, a do tego bardzo trudno pogodzić naukę z działalnością na bardzo poczytnym blogu i w social mediach oraz z ostatnimi szlifami wydawanej właśnie książki kucharskiej. Czy jednak rozsądna droga z prawem w roli głównej jest jedyną możliwością dotarcia do upragnionego celu?

Przygnieciona obowiązkami Aliza nie ma zbyt wiele czasu na przyjemności, pielęgnowanie przyjaźni, a już na pewno nie na randkowanie. To w sumie całkiem pasuje równie zaganianemu Lucienowi, który równie ambitne studia łączy z opieką nad nastoletnią siostrą, dla której dobra musiał poświęcić swoje marzenia. Czy związek między osobami mającymi tak wiele ważniejszych priorytetów ma szansę nie tylko przetrwać, ale w ogóle powstać?

Tym razem głównym tematem książki jest ciężar ambicji, umiejętność odpuszczania sobie, szukania różnych dróg do osiągnięcia celu, mądrego ustalania priorytetów, zaufaniu drugiemu człowiekowi i zwracaniu się o pomoc, kiedy brakuje już sił.

Laura Kneidl, Someone to stay, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 400 s.

~ Książki przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Wielki Gatsby. Powieść graficzna” F. Scott Fitzgerald, Fred Fordham, Aya Morton

To pierwsza z serii klasyki w komiksowej adaptacji, którą miałam przyjemność przeczytać nie znając tekstu oryginalnego.

[ koniecznie zobaczcie również „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984” ]

Wiem, że kilka lat temu widziałam film, ale prawdę mówiąc nic z niego nie pamiętam, poza tym, że był tam Leonardo, miał bogaty dom i przez połowę filmu się czołgał, a i tak nie dostał za to Oskara. Rok później był drugi taki film z czołgającym się Leo, tylko w tym drugim był też śnieg i niedźwiedź, więc tym razem Oskar się należał (jak widać po tej drobnej dygresji, film nie jest kategorią, na której się znam).

Czy po przeczytaniu powieści graficznej zapamiętam coś więcej? Przede wszystkim klimat, bo stylizowane na secesję, charakterystycznie „wyblakłe” akwarelowe ilustracje Ai Morton z dużym upodobaniem do roślinnego detalu naprawdę robią robotę.

Szczególnie w zestawieniu z przejmującym braku życiowego celu toksycznych bohaterów oraz ich obojętności wobec uczuć i losu drugiego człowieka.

Autorzy prezentują nam krótki wycinek z ociekającego bogactwem i zarazem niesamowite pustego życia amerykańskich elit po zakończeniu I wojny światowej – wciąż zmagających się z nieprzepracowaną traumą, znudzonych do granic możliwości, nie potrafiących na powrót odnaleźć się świecie. Zmieniających codzienność w nieustające, pozbawione sensu przyjęcie, spędzających całe dnie na sofach, wikłających się w romanse i uciekających przed konsekwencjami swoich czynów i decyzji.

A wszystko to opowiedziano za pomocą pięknego języka i dekoracyjnych ilustracji, co w kontraście z pełną wygód pustką egzystencji bohaterów daje całkiem niesamowity efekt.

F. Scott Fitzgerald, Fred Fordham, Aya Morton, Wielki Gatsby. Powieść graficzna, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 200 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.