Bajki Majki: „Nieustraszeni” Elsa Punset, Rocio Bonilla

Seria „Szkoła emocji” o przygodach nieustraszonego rodzeństwa to świetne połączenie przygody i edukacji. I to nie byle jakiej, bo edukacji emocjonalnej. A jak wiadomo emocje potrafią dać się przedszkolakom we znaki.

Wszystko zaczyna się w książeczce „Nieustraszeni i wielki skok”, gdzie poznajemy Tadzia i jego starszą siostrę Alicję, którzy wraz z rodzicami i pieskiem Rocky’m mieszkają w niewielkim domku nad brzegiem morza. Pewnej nocy spotyka ich wyjątkowa przygoda – marzący o karierze kapitana Tadeusz, obudzony ze snu dostrzega za oknem ogromny statek, który…. unosi się w powietrzu. Takiej okazji nie wolno przegapić! W ten sposób Ala, Tadzio i Rocky po raz pierwszy trafiają na statek emocji, gdzie nieco zakręcona mewa Florentyna proponuje im udział w Olimpiadzie Emocji i pomaga uporać się z pierwszym zadaniem – pokonaniem strachu. Wspólnie zastanawiają się co najbardziej przeraża każdego z uczestników, w jaki sposób objawia się strach i jakie są najlepsze sposoby, by sobie z nim poradzić. A kiedy dzieci opracują swoje własne plany antystrachowe, medal mistrzowski jest już właściwie w zasięgu ręki.

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i wielki skok, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Nie spodziewajcie się jednak, że Olimpiada Emocji zamyka się w jednej konkurencji, co to, to nie! W książce „Nieustraszeni i poszukiwanie skarbu” zniechęcone, zasmucone i zawstydzone niewybrednymi drwinami ze strony kolegów rodzeństwo wyruszy na wyprawę ratunkową, w której niezbędne będą pewne unikalne umiejętności. Zaś w przypadku powodzenia, nagrodą będzie skrzynia z najwspanialszym skarbem świata. Najtrudniejsze okaże się jednak odgadnięcie, jaki skarb czeka w skrzyni każdego z rodzeństwa. To będzie wyprawa nie tylko w mroźne ostępy na ratunek zagubionej ekspedycji, ale przede wszystkim wewnątrz siebie w poszukiwaniu swoich silnych stron, wiary we własne możliwości i poczucia własnej wartości. Nie może się nie udać!

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i poszukiwanie skarbu, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Kiedy Tadzio dostaje wyjątkową pracę domową – spędzić cały dzień bez złości i zrobić kanapkę spokoju – trudno mu powstrzymać buzujące emocje. Na szczęście wkrótce po Nieustraszonych przybywa Florentyna wraz z nową próbą Olimpiady Emocji. Mistrzostwo w wygrywaniu ze złością czeka na zdobycie! Przez cała noc dzieci będą prześladować ich wkurzające cienie, czy przeciwwkurzeniowe sztuczki sympatycznej mewy wystarczą, by nie stracić dobrego humoru? Szczególnie, kiedy próba odbędzie się w Muzeum Nauki, gdzie Rocky zupełnie przypadkowo obróci szkielet dinozaura w górkę rozsypanych kości? Przekonacie się w części „Nieustraszeni i tajemnica dinozaura”!

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i tajemnica dinozaura, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Akcja historii „Nieustraszeni i przygoda w latarni morskiej” dzieje się podczas wizyty u dziadków, gdzie Ala i Tadzio spędzają czas ze swoją kuzynką Krewetką. Niestety, choć bardzo się lubią, nie zawsze potrafią się dogadać, a nieporozumienia i kłótnie nie pomagają we wspólnych przedsięwzięciach, jak choćby pływanie łódką. Tym razem Florentyna wysyła więc dzieci do opuszczonej latarni morskiej, gdzie by zapobiec katastrofie, uczestnicy Olimpiady Emocji będą musie nauczyć się współpracy i dbać o relacje. A w drużynie na każdego z uczestników będzie czekało super ważne zadanie, od którego będzie zależeć powodzenie misji.

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i przygoda w latarni morskiej, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Każda z książek, poświęcona innej emocji, poza historią narracyjną zawiera sporo wskazówek dla rodziców/nauczycieli/wychowawców pomagających opiekunowi w okiełznaniu, przepracowaniu i wspólnym oswojeniu dziecięcych emocji. Poza radami znajdziemy tu również ciekawostki dotyczące m.in. rozwoju emocjonalnego dzieci, propozycje ćwiczeń i zabaw (również plastycznych) oraz tematy do wspólnych rozmów.

A wszystko to w oprawie cudownych ilustracji Rocio Bonilli, na które nigdy nie mogę się napatrzeć.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Najpiękniejsze książeczki o zimie i świętach, cz.V

Jak co roku, przygotowałam dla Was prawdziwy misz-masz najpiękniejszych świąteczno-zimowych historii. Znajdziecie tu książki starsze – nabyte z drugiej ręki, biblioteczne zdobycze i gorące nowości. I co najważniejsze: w tym roku zdecydowałam się opublikować post w miarę wcześnie, żebyście mogli czerpać inspirację na Mikołajki i do kalendarzy adwentowych. Jednak część naszych tegorocznych lektur na razie do nas nie dotarła, niektóre z nich nie miały jeszcze nawet premiery, dlatego planuję przynajmniej dwie aktualizacje – nie przegapcie!

Jeśli potrzebujecie jeszcze więcej inspiracji, rzućcie okiem na zestawienia z poprzednich lat:

Część I – Święta 2017
Część II – Święta 2018
Część III – Święta 2019
Część IV – Święta 2020
Pomysł na książkowy kalendarz adwentowy

Jeśli szukacie książki – kalendarza adwentowego z 24 rozdziałami do czytania na każdy dzień adwentu dla najmłodszych przedszkolaków, idealnie sprawdzi się „W grudniu po południu” Eweliny Włodarczyk.

Główna bohaterka wraz z rodziną szykuje się do świąt. Każdego dnia otwiera woreczek z kalendarza adwentowego z zadaniem, które wykonują wspólnie po powrocie z przedszkola – czyli w grudniu po południu. A każde zadanie to nie tylko pretekst do rozmowy o świątecznych tradycjach i zwyczajach, ale przede wszystkim czas spędzony z rodziną, na robieniu wspólnie wyjątkowych rzeczy.

Będzie więc pieczenie pierniczków i wizyta na świątecznym jarmarku. Będzie organizowanie ptasiej stołówki, dobre uczynki, nauka kolęd, podpytywanie babci o wigilijne tradycje, kupowanie i ubieranie choinki, a nawet łączenie tipi z warsztatem elfów św. Mikołaja. Będzie też dzień porządków, dzień nicnierobienia i relaks w domowym, pachnącym jabłkami i cynamonem spa.

To też bardzo dobra propozycja dla tych, którzy szukają książki o świętach ale bez nawiązań religijnych, bo tych nie ma tu wcale. Duży nacisk za to położono na kultywowanie tradycji i tworzenie swoich własnych (krewetki zamiast ryby na wigilijnym stole? Wizyta w planetarium, by dowiedzieć się która z gwiazd jako pierwsza pojawia się na niebie? Bożonarodzeniowy piknik? Czemu nie!), spędzanie czasu w gronie najbliższych i pobudzanie kreatywności. To też kopalnia pomysłów do wykorzystania, jeśli samodzielnie przygotowujemy dla dziecka kalendarz adwentowy – sama na pewno wykorzystam pomysł na aniołki z masy solnej, wymyślanie bajki i świąteczne kalambury. Do tych ostatnich przygotowano nawet między rozdziałami kartoniki z rysunkami do wycięcia (lub skserowania i wycięcia, jeśli nie chcecie wycinać kartek z książki).

Rozdziały są króciutkie i bardzo ładnie ilustrowane. Na moje oko idealny odbiorca będzie miał od 3 do 5 lat, zaryzykowałabym nawet sięgnięcie z bardziej oczytanym 2,5 latkiem. 

Ewelina Włodarczyk, W grudniu po południu, czyli trochę inny kalendarz adwentowy, Warszawa: Wydawnictwo Dwukropek 2021, 88 s.

Drugą propozycją na czytankę na wszystkie dni adwentu dla najnajów jest „Zima w Dolinie Tumilu” Ewy i Marty Dahlig. To właściwie pakiet dwóch książeczek – kartonowej Wyszukiwanki z 11 zimowo-świątecznymi rozkładówkami (i stroną wstępu, na której przedstawiono bohaterów) oraz z miękkiej Czytanki, w której znajdziemy opowieści z Doliny Tumilu – przestawione po równo prozą lub wierszem. Mamy więc naprzemiennie, co drugi dzień do przeczytania wierszyk poświęcony przeróżnym świątecznym tematom i nieco dłuższe opowiadanka. Wiersze najlepiej czytać wraz z oglądaniem Wyszukiwanki – każdemu z nich odpowiada jedna z rozkładówek, a poza tekstem przygotowano również zadania do wykonania: coś trzeba będzie wskazać, coś policzyć, jeszcze coś innego porównać i trochę rzeczy znaleźć.

Każde z opowiadań jest natomiast poświęcone innemu bohaterowi i zostało zilustrowane przedstawieniami tej postaci pochodzącymi z różnych stron Wyszukiwanki. Szukanie ich wszystkich również sprawia sporo frajdy.

W Dolinie Tumilu wszyscy szykują się do Świąt, stąd i tematyka wierszyków i opowiadań kręci się wokół przedświątecznych zakupów, pieczenia pierniczków, robienia ozdób z kolorowego papieru, choinki, prezentów i rodzinnego świętowania. A wszystko to oczywiście aż kipi emocjami.

Dość prosta, bardzo przemyślana i super sympatyczna. Strasznie podoba mi się pomysł uzupełnienia Wyszukiwanki o dodatkową książeczkę z tekstem, choć  osobiście wolałabym, żeby również ona była wykonana z tekturki, lub chociaż w twardej oprawie.

Doskonały pomysł na adwentowy prezent dla malucha. Będzie idealna dla dzieci od 2 do 5 lat.

Ewa Dahling, Marta Dahling, Zima w Dolinie Tumilu, Wydawnictwo Tumilu, 2021, 52 + 24 s.

Jednym z ciekawszych pomysłów na świąteczną książkę jest niewątpliwie „Mikołajkowa przygoda” z serii „Czytam i decyduję”, czyli bajka z nieliniową fabułą. Podczas czytania, mniej więcej co drugą stronę, możemy zadecydować jak zachowa się główna Zosia – główna bohaterka. A dokonane przez nas wybory mają wpływ na rozwój akcji, poruszamy się po książce zależnie od podjętej decyzji. Decyzje zaś prowadzą nas do jednego z 5 różnych zakończeń. Możemy więc czytać książkę w kółko i w kółko aż wykorzystamy wszystkie możliwe opcje.

Rodzice Zosi i Antka wyjeżdżają do znajomych dzień przed Mikołajkami zostawiając dzieci same w domu, a to sytuacja, która aż prosi się o przygodę! Dokąd ich zaprowadzimy? Znajdziemy wspólnie z Zosią zaginionego brata, czy szczeniaczka sąsiadki? Kto utknie w nocnej zawiei? Rodzice, czy Święty Mikołaj? O tym, i o wielu innych rzeczach zadecydujecie sami. Ciekawe dokąd doprowadzi Was ta historia!

Izabela Michta, Sylwia Zarychta, Czytam i decyduję. Mikołajkowa przygoda, Bielsko-Biała: Wydawnictwo Dragon, 2021, 64 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dragon.

W przeciwieństwie do pozostałych części wilczej serii, „O Wilku, który nie lubił Świąt” została wydana w nieco większym formacie i w twardej oprawie.

Wilk nie lubi Bożego Narodzenia – związane z nim zamieszanie, dekoracje, hałas i światełka, pieczenie pierniczków, strojenie choinki, listy do Mikołaja wyjątkowo go irytują i przyprawiają o ból głowy. A im bliżej 25 grudnia, tym bardziej wszystkich wokół ogarnia świąteczna gorączka. Najgorsze jest jednak to, że zajęci przygotowaniami przyjaciele nie mają czasu, by bawić się z Wilkiem na śniegu.

Czy uda im się zarazić Wilka świątecznym nastrojem? Czy nasz bohater odkryje przyjemność w szykowaniu wigilijnej kolacji o doceni ten wyjątkowy czas? Wiadomo, przyjaciele nigdy nie zawodzą. Szczególnie, kiedy dowiedzą się skąd u Wilka tak wyjątkowa awersja do Bożego Narodzenia.

Jak zwykle zabawny i niesztampowo ilustrowany wykład o zrozumieniu i sile przyjaźni. Tym razem ze sporą dawką świątecznej magii i odrobiną wzruszeń.

Orianne Lallemand, O Wilku, który nie lubił Świąt, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2021, 32 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Adamada.

„Megabombkowy hotel Gwazdkowy” to picturebook dla tych, którzy lubią się śmiać i przy tym nie żałują sobie drobnych wzruszeń.Jest to bowiem książeczka zdecydowanie humorystyczna, a jednak tak pełna dobrej energii, życzliwości, otwartości na drugą osobę i gwiazdkowej magii, że nie roztopi chyba nawet najtwardsze serducho. To też prosta lekcja o tym, co w Świętach najważniejsze.

Misiek szykuje się na spokojne, leniwe i ciche świętowanie, gdy do jego drzwi puka bardzo ekspresyjna wędrowniczka szukająca Megabomkowego Hotelu Gwiazdkowego opisanego w ulotce w samych superlatywach i obiecującego masę odjechanych atrakcji. I, jak się w krótce okaże, znajdującego się na drugim końcu świata. Misiek proponuje więc zgubionej żabie schronienie na Święta i ze wszystkich sił stara jej się zapewnić jak najwięcej atrakcji. I choć wymyślone przez niego świąteczne aktywności nie są tak szalone i spektakularne, jak te z hotelowej broszurki, okazuje się, że to nic nie szkodzi, a czas spędzony na wspólnych świątecznych przygotowaniach może być równie wspaniały co ten z reklamy. No i nic nie przebije porządnej bitwy na śnieżki!

Tracey Corderoy, Tony Neal, Megabombkowy Hotel Gwiazdkowy, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 32 s.
~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

„Święta Pana Misia” to chyba pierwsza misiowo-świąteczna pozycja, w której niedźwiedź, zgodnie ze swoimi naturalnymi zwyczajami, śpi w zimie. Ale od czego są przyjaciele, jak nie od tego, by nie dopuścić, by Pan Miś przespał Święta? To przecież zbyt wspaniały czas, by go przegapić!

Najlepsi przyjaciele Pana Misia przybywają więc tłumnie, bo obudzić i – co nie jest wcale takie łatwe – utrzymać w przytomności aż do Gwiazdki. Od razu więc angażują go w świąteczne przygotowania – wspólnie przynoszą z lasu choinkę, którą zdobią łańcuchami z prażonej kukurydz, pieką ciasto, śpiewają kolędy i wieszają skarpety, a Pan Miś dodatkowo toczy heroiczną walkę z sennością. I kiedy wszystkie zwierzęta zmógł sen, nasz bohater wciąż się krząta przy prezentach i pierniczkach. A kiedy rano okazuje się, że misiową norkę odwiedził Mikołaj i przyniósł Panu Misiowi cieplutką kołderkę w adekwatnym rozmiarze, zmęczony świętowaniem w gronie najbliższych, Miś wreszcie znów zapada w sen.

Zabawna i pełna świątecznego ciepła historia opowiedziana dla przedszkolaków wierszem i przepięknymi ilustracjami.

Nasz egzemplarz jest z biblioteki, ale w tym roku nakładem Wydawnictwa Tekturka ukazało się nowe wydanie w zupełnie nowym, równie sympatycznym tłumaczeniu.

Karma Wilson, Jane Chapman, Święta Pana Misia, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2007, 40 s.
~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, żeby dziecko przyłapało Was podczas nocnego majstrowania w okolicy choinki albo wypastowanych elegancko butów w Mikołajki? Jeśli tak, to ślicznie ilustrowana, bardzo misiasta książeczka „Gdzie jest Mikołaj?” będzie bardzo na czasie.

Mały Miś z utęsknieniem czeka na przyjście Mikołaja. Dopytuje, czy ten aby na pewno zmieści się w ich kominie i kiedy w końcu ich odwiedzi, a rodzice dzielnie odpowiadają na wszystkie jego pytania. Nasz mały bohater nie może jednak zasnąć i schodzi na dół by… zastać Tatę Misia na podjadaniu ciasteczek dla Mikołaja i podpijaniu mleka. A kiedy razem z tatą decydują się poczekać na Mikołaja niedaleko choinki przyłapują Mamę Misia na… podrzucaniu prezentów do świątecznych skarpet! Rodzice jednak na wszystko mają dobre wytłumaczenie, a i sam Mikołaj w końcu się pojawi. Kiedy wszyscy będą spać, oczywiście!

David Bedford, Tim Warnes, Gdzie jest Mikołaj?, Lublin: Wydawnictwo Tekturka 2020, 28 s.
~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Ze Świętami, jak ze wszystkim – mają zarówno swoich rozemocjonowanych entuzjastów, jak i zapalczywych sceptyków. Marudny pies Gus zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Drażnią go świąteczne dekoracje, kolędy, drapiące swetry i lodowaty śnieg, co daje wyraźnie odczuć wszystkim w swoim najbliższym otoczeniu. Ale czy w Świętach aby na pewno chodzi tylko o to, co lubi Gus? Czy może

„W świętach chodzi o to, żeby robić różne rzeczy dla tych, których się kocha”.

Ten zabawny picturebook z pewnością pomoże znaleźć w Świętach coś, robione z najbliższymi, pozwoli pokochać Święta, nawet jeśli nie do końca się za nimi przepada.

Chris Chatterton, Wesołych świąt, Gus, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 32 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Jakiś czas temu naszym niezastąpionym świątecznym tytułem przez kilka sezonów z rzędu było „Boże Narodzenie. Obrazki dla maluchów”. Maja bardzo lubiła tą serię i kiedy z niej wyrosła, naturalnie przerzuciła się na kolejny poziom wtajemniczenia, czyli „Świat w obrazkach”. I tutaj znajdziemy zaskakująco dobrą pozycję świąteczną – „Świat w obrazkach. Boże Narodzenie” podejmuje świąteczną tematykę w bardzo szerokim zakresie.

Cała opowieść zaczyna się od świąt i zwyczajów, które celebrowano jeszcze przed nadejściem chrześcijaństwa (z czym nie spotkałam się jeszcze w żadnej innej książeczce dla dzieci) – rzymskie święto pojednania i równości, ofiary ku czci boga Mitry, czy skandynawskie uroczystości związane z bogiem grzmotów. Następnie mamy przedstawioną historię Bożego Narodzenia, która płynnie przechodzi w świąteczne zwyczaje i tradycje – między innymi kolędy, szopkę, dekorowanie choinki i wigilijny stół, zostały nawet omówione poszczególne świąteczne rośliny. Kolejny rozdział jest poświęcony postaci św. Mikołaja i towarzyszącym jej legendom z różnych krajów i regionów – od biskupa po zaróżowionego brodatego grubaska w czapce z pomponem. Znalazło się tu również miejsce na świętego Marcina, św. Łucję, Trzech Króli wraz z epifanią oraz Dzieciątko, które przynosi prezenty w niektórych rejonach świata.

Jest osobny rozdział poświęcony „Dziewczynce z zapałkami” i rozdział z pomysłami na świąteczne DIY – zarówno na dekoracje, jak i potrawy. Książkę zamyka część omawiająca świąteczne zwyczaje z rozmaitych krajów – zarówno w krajach europejskich (w tym Polski), przez Québek i Stany Zjednoczone aż po Meksyk i Australię.

Można powiedzieć, ze to kompendium bożonarodzeniowej wiedzy w obrazkach i w pigułce.

Émilie Beaumont, Świat w obrazkach. Boże Narodzenie, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2014, 120 s.

Jeśli chcecie mocno zakorzenić w dziecku tą bajkową opowieść o Świętym Mikołaju, nieoceniona może się okazać część poświęcona wyłącznie Mikołajowi w jego całkowicie magicznej odsłonie – „Święty Mikołaj”. Nie znajdziecie tu ani wychodzenia od legend i historii biskupa, ani innych postaci zostawiających prezenty pod choinką. Będzie za to bardzo dokładnie i szczegółowo rozpisana wioska Mikołaja, mnóstwo skrzatów i ich zajęć, produkcja prezentów oraz gorączkowe przygotowania do gwiazdki, w które zaangażowani są wszyscy mieszkańcy.

Jak zazwyczaj książki z tej serii to małe encyklopedie zawierające fakty, tak w tym przypadku cała treść jest jak najzupełniej bajkowo-zmyślona.

Émilie Beaumont, Świat w obrazkach. Boże Narodzenie, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2013, 124 s.

Historię Świętego Mikołaja młodsi czytelnicy mogą poznać także dzięki wieloformatowej kartonówce obserwacyjnej „Opowiem Ci mamo o Świętym Mikołaju” z przesympatycznymi ilustracjami Oli Woldańskiej-Płocińskiej. Dowiemy się z niej między innymi o tym, że Mikołaj ma aż trzy domy (jeden w Norwegii, jeden w Finlandii i jeden w Kanadzie), co święty najbardziej lubi jeść na śniadanie, kim są jego mali pomocnicy, co skrzaty robią latem, czym zajmuje się Pani Mikołajowa i w jaki sposób Mikołaj dostaje się do domów pozbawionych własnego komina. Znajdą się tu również zadania do wypatrywania – trzeba będzie przejść labirynt, by odszukać drogę do domu Mikołaja czy policzyć wszystkie renifery. Na koniec dowiemy się również kto, poza samym Mikołajem, przynosi dzieciom prezenty w innych krajach.

Ola Woldańska-Płocińska, Opowiem Ci mamo o Świętym Mikołaju, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Pięknym wydaniem i delikatnymi ilustracjami wyróżnia się „Sekretna księga Świętego Mikołaja”. To coś w stylu autobiografii, bo to Mikołaj we własnej osobie opowiada czytelnikom swoją historię dzieląc się tajnikami zawodu. Będziemy mieli szansę zajrzeć do szafy świętego, poznać sekret jego figury i pielęgnacji wyjątkowo bujnej brody, zostaniemy oprowadzeni po jego pełnym zakamarków domu, poznamy renifery z mikołajowego zaprzęgu, dowiemy się jak zbudować i jak prowadzić sanie, w jaki sposób sortowane są listy (i jak je pisać!), rzucimy okiem do warsztatu elfów a nawet dowiemy się w jaki sposób zaplanować świąteczną trasę zaprzęgu Mikołaja.

Cudownie zilustrowana, bardzo klimatyczna, napisana ze sporym poczuciem humoru, pełna świątecznej magii i utkana z dziecięcych marzeń nieprawdopodobna historia najniezwyklejszym zawodzie świata.

Alice Brière-Haquet, Hélène Brière-Haquet, François-Marc Baillet, Sekretna księga Świętego Mikołaja, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2014, 63 s.

Jeśli lubicie książeczki niestandardowe, zabawne i troszkę zakręcone, koniecznie sięgnijcie po „Prezenty z okienka”. To książeczka z okienkami dla najmłodszych. Jej główny bohater – Mikołaj – ma różowy strój i porusza się helikopterem, a w gwiazdkowy wieczór rusza z workiem pełnym prezentów w stronę wioski. Nie jest chyba jednak w stu procentach przygotowany do swojego zadania, albo po prostu podchodzi do zawodu ze sporą dawką fantazji i jeszcze większym pośpiechem, bo decyzję o tym, komu podrzucić jaki prezent podejmuje po zaledwie pobieżnym rzucie oka przez okno. Co oczywiście doprowadzi do niejednego nieporozumienia.

Świąteczna komedia omyłek pełna kontrastowych kolorów i wyrazistych kształtów. O tym, że czasami warto poświecić rzeczom nieco więcej uwagi, o dzieleniu się z innymi i radości, jaką można czerpać nawet z nie do końca oczywistego prezentu.

Taro Gomi, Prezenty z okienka, Toruń: Wydawnictwo Tako, 2021, 40 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Tako.

„Św. Mikołaj i Ty możesz mu pomóc” to interaktywna książeczka z okienkami, w której mały czytelnik wciela się w postać św. Mikołaja. Albo chociaż jego pomocnika! To przewodnik po zawodzie Mikołaja, który nieco zapominalskiemu i roztrzepanemu opiekunowi przygotowały troskliwe elfy. Wprowadzi nas w tajniki dbania o renifery, powożenia magicznymi saniami, poznawania prezentów po ich kształcie, bezpiecznego lądowania na ośnieżonych dachach, podkładania prezentów, czy licznych zakamarków stroju świętego. Książeczka jest pełna ciekawostek poukrywanych w okienkach, utrzymana w żartobliwym tonie i zachęcająca do odkrywania i popuszczania wodzy wyobraźni. Na końcu znajdziemy nawet grę planszową (również z okienkami!) oraz wyślemy Mikołaja na urlop w ciepłe kraje. Każdy egzemplarz został wyposażony w dzwoneczek do przyzywania reniferów.

Bardzo atrakcyjna i absorbująca pozycja do aktywnego czytania dla wszystkich przedszkolnych fanów świętego. Przygoda czeka!

Christopher Edge, Libby Hamilton,  Św. Mikołaj. I Ty możesz mu pomóc, Lublin: Wydawnictwo Tekturka 2021, 20 s.

A co jeśli w dobie kryzysu i postępującej komputeryzacji Święty Mikołaj straci pracę, ale wysyłane do niego listy odejdą do lamusa wyparte przez maile z listami prezentów? „Nowa praca Świętego Mikołaja” to mądra, bardzo pozytywna i zabawnie ilustrowana historia pana w średnim wieku, który zmuszony jest zacząć od nowa. Bo i w jakiej pracy mógłby odnaleźć się Mikołaj? Czy sława pomoże mu w odnalezieniu nowego zatrudnienia, czy raczej będzie przeszkodą? Próbuje różnych opcji – kelnera, animatora zabaw dla dzieci, telemarketera ale we wszystkich miejscach pracy zostaje odprawiony z kwitkiem – czy to ze względu na aparycję, wiek, czy przekonania. W końcu jednak musi się udać! A gdy połączy nową pracę ze starą pasją i zdecyduje się na założenie własnego prezentowego biznesu, sukces będzie tylko kwestią czasu.

Zaskakująca opowieść o nowych początkach, stawianiu czoła przeciwnościom losu, nie poddawaniu się, a nawet ekologii. O tym, że nowe wcale nie znaczy lepsze i nigdy nie jest za późno, by zrobić pierwszy krok. I do tego jeszcze o miłości, w końcu nie może jej zabraknąć w świąteczny czas!

Michelle D’Ignazio, Sergio Olivotti, Nowa praca Świętego Mikołaja, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 96 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Jeśli natomiast szukacie książeczki, która pomoże wytłumaczyć dlaczego ludzie pomagają świętemu Mikołajowi w szykowaniu prezentów dla innych, koniecznie sięgnijcie po „Kuku zostaje świętym Mikołajem” Moniki Kamińskiej z ilustracjami Andrzeja Tylkowskiego.

Mały Kuku martwi się, czy elfy zdążą przygotować prezenty dla wszystkich i czy nie jest im smutno, że same nie dostają prezentów. By poznać radość dawania i nieco odciążyć mikołajowych pomocników, wraz z dziadkiem postanawiają trochę im pomóc i postarać się o prezenty dla podopiecznych domu opieki, w którym mieszka znajomy dziadka.

Piękna historia o tym, co w świątecznych prezentach najważniejsze – o przyjemności dawania i wielkim sercu. Może też pomóc, jeśli chcemy pomalutku nastawiać małego czytelnika na wyjawienie prawdy o pochodzeniu paczek pod choinką. Niemniej jednak istnienie Mikołaja nie jest tu bynajmniej negowane – sam Święty niejednokrotnie pojawia się gdzieś w tle, a głównym przesłaniem książeczki jest

„Im więcej Mikołajów, tym lepiej”.

Monika Kamińska, Andrzej Tylkowski, Kuku zostaje Świętym Mikołajem, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 48 s.

Doskonałe wypośrodkowanie absurdalnego humoru i oraz prawdziwą wartość Świąt znajdziecie w książce Nicka Bruela „Zły Kocurek. Gwiazdka”.

Kocurek jest wyjątkowo rozczarowany rozpakowanymi zbyt wcześnie prezentami, przez co popisowo demoluje dom pokazując wszystkim dekoracjom kto tu rządzi – jak to tylko koty potrafią. Co oczywiście nieszczególnie przypada do gustu jego właścicielom i skutkuje świąteczną awanturą.

Niesiony emocjami daje nogę, przez co w gwiazdkowy wieczór jest kotem zgubionym w wielkim mieście. Przygarnia go pewna samotna staruszka, która, choć sama ma niewiele, stara się go ugościć najlepiej, jak potrafi częstując go opowieściami o swojej rodzinie i minionych czasach. Ofiaruje mu tym samym najpiękniejszy prezent – prawdziwą wartość Świąt, jaką jest otwartość na innych i czas spędzony z rodziną. A kiedy Kocurek będzie wracał do domu, odwdzięczy się staruszce wieczorem w rodzinnym gronie.

Nick Bruel, Zły Kocurek. Gwiazdka, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2016, 40 s.

Przepiękną uniwersalną historią o wartościach jest również „Ulica Siedmiu Mikołajów” Julity Pasikowskiej-Klicy. Staś jest prawdziwym dzieckiem Świąt – nie tylko uwielbia świąteczny klimat, przygotowania i rodzinne tradycje, ale ma również w grudniu urodziny (w tym roku już siódme!), więc świętuje podwójnie. Okazuje się jednak, że wyczekane z niecierpliwością grudniowe świętowanie w tym roku będzie inne, niż zwykle – tata nie zdąży dojechać by spędzić z nimi ten wyjątkowy okres, a dziadkowie zdecydowali się na wyjazd do ciepłych krajów. A co to za Święta bez rodziny?

Kiedy nasz bohater odkryje, że nie tylko jego najbliżsi nie zdołają dotrzeć na Wigilię, postanawia zrobić wszystko, by przywrócić magię Świąt na ulicę Siedmiu Mikołajów i wraz z przyjaciółmi rzucają się w wir przygotowań.

Wzruszająca opowieść o dziecięcej szczerości i dobroci, o chęci pomocy innym, okazywaniu zainteresowania drugiemu człowiekowi i o małej, międzypokoleniowej wspólnocie mieszkańców pewnej kamienicy. O tym, że w Święta nikt nie powinien być sam.

Julita Pasikowska-Klica, Ulica Siedmiu Mikołajów, Mysłowice: Wydawnictwo Sto Stron, 2021, 48 s.

„Gwiazdkowy Prosiaczek” to najnowsza książka J.K Rowling, skierowana do młodszych odbiorców – w moim odczuciu tak 7+.

Mały Jack przeżył w ostatnich latach sporo mniej lub bardziej przyjemnych zmian – rozwód rodziców, przeprowadzkę, zmianę szkoły, powiększenie rodziny o nowego partnera mamy i przyszywaną starszą siostrę. Jedyna stałą w jego życiu, najbezpieczniejsza przystanią, najlepszym przyjacielem i powiernikiem jest towarzyszący mu od maleńkości DP – pluszowy prosiaczek nadgryziony już nieco zębem czasu. Kiedy więc ukochany pluszak zostaje zgubiony tuż przed świętami, Jack nie ma zamiaru pozwolić zastąpić go innym, nowym prosiaczkiem.

A kiedy w przesycony magią wigilijny wieczór zabawki ożywają i otrzymany w zastępstwie Gwiazdkowy Prosiaczek proponuje Jackowi niebezpieczną podróż do przerażającej Krainy Zgub, by odszukać przyjaciela, ten nie waha się ani chwili.

Tak rozpoczyna się pełna niesamowitości przygoda w miasteczkach i pustkowiach krainy zagubionych zabawek, gdzie niebezpieczeństwa kryją się na każdym korku. Szczególnie, kiedy jest się w niej nielegalnie i kiedy okaże się, że zgubić można nie tylko Rzeczy, ale również Nawyki, Talenty, czy Wartości…

To podróż, w czasie której można odkryć prawdziwe znaczenie przyjaźni i miłości, siły nadziei i empatii a także cały wachlarz emocji. To opowieść o nieuchronności zmian i przystosowywaniu się do nich o śmierci i przemijaniu, o odwadze, poświęceniu i tęsknocie.  

„Strata to część życia – wyszeptał DP do ucha Jacka, muskając ryjkiem jego włosy. – Ale niektórzy z nas żyją, chociaż ktoś nas stracił. Na tym właśnie polega miłość”.

Zaskakująco wzruszające połączenie „Alicji w Krainie Czarów” z „Boską Komedią”. Niosące pociechę, pełne uniwersalnych wartości i tej nieuchwytnej, rozgrzewającej od środka magii świąt.

Chociaż jest to już całkiem konkretna, pełnowymiarowa lektura o standardowej wielkości czcionki, dobrze nada się również dla początkującego samodzielnego czytelnika oraz do wspólnego czytania. Została podzielona 9 części. Każdą część otwiera ilustracja Jima Fielda i każda z nich składa się z krótkich rozdziałów (w sumie aż 58!), dzięki czemu dobrze sprawdzi się do czytania krótkimi fragmentami, na przykład przed snem.

J.K. Rowling, Gwiazdkowy Prosiaczek, Poznań: Wydawnictwo Media Rodzina, 2021, 320 s.

„Natka i niesforny elf” to zbiór trzech zabawnych opowiadań dla początkujących czytaczy z sympatyczną i charakterną Natką w roli głównej. Pierwsza historia utrzymana jest w świątecznym klimacie ubierania choinki i szykowania prezentów dla bliskich. Ulubiona ozdoba choinkowa naszej bohaterki – zielono-czerwony elf podsuwa jej niesforne pomysły i wpędza ją przy tym w bardzo kłopotliwe sytuacje. To pełna dystansu opowieść o radości obdarowywania innych, recyklingu i o tym, że w kłopotach na rodzinę zawsze można liczyć. Nawet na wymądrzającą się czasami starszą siostrę. A może szczególnie na nią. W książce znajdują się również dwie inne przygody Natki – o nowym koledze w klasie i o opiekowaniu się młodszym kuzynem.

Ruth Quayle, Julia Christians, Natka i niesforny elf, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 144 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Dla odmiany „Zwyczajna Gwiazdka z rodziną Janssonów” to bardzo specyficzna i zupełnie niestandardowa pozycja. To moje pierwsze spotkanie z tą dość szaloną rodzinką, ale czytając opus z tyłu okładki dowiedziałam się, że w tej rodzinie rodzice i dzieci zamieniają się rolami.

I faktycznie, chociaż dorośli chodzą do pracy, pod względem psychicznym są całkowicie zinfantylizowani i zachowują się w sumie jak mocno rozpieszczone przedszkolaki, a dzieci muszą pilnować by nie zrobili sobie krzywdy. I nie biegali nago.

Z jednej strony do całkiem zabawna, nieskrępowana i dość odświeżająca wizja, a już na pewno bardzo oryginalny sposób przedstawienia skandynawskich zwyczajów świątecznych. I przy okazji uświadomienia młodzieży jak duża i męcząca odpowiedzialność spoczywa na barkach dorosłych w codziennym życiu. Z drugiej to zupełnie nie moje poczucie humoru i książka na pewno bardziej mnie drażniła, niż sprawiała mi przyjemność. Ale ja jestem stara duchem. Jeśli lubicie specyfikę skandynawskiej literatury dziecięcej, spróbujcie sami!

Martin Widmark, Pelle Forshed, Zwyczajna Gwiazdka z rodziną Janssonów, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 120 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

O Zimie:

Z tych rozczulających królików chyba już nigdy nie wyrosnę. Polecałam Wam tą książeczkę już kilka lat temu, zbierając zimowe polecajki po raz pierwszy, jeszcze w oryginale. Tak bardzo się cieszę, że dodatki do „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” poświęcone porom roku pojawiły się ponownie w języku polskim, że musicie mi wybaczyć to powtórzenie.

Bo w „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, kiedy jest zima” kitajce grają w „To co widzę…” i jak zwykle przepięknie i bardzo prosto mówią o miłości. Klika stron nieskomplikowanej fabuły i pięknych ilustracji rozgrzeją duszę i małego i dużego czytelnika nawet w największe mrozy. Te książeczki za każdym razem chwytają mnie za serducho. I nie chcą puścić.

Sam McBratney, Anita Jeram, Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham kiedy jest zima, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 18 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Jeśli chodzi o „Zimową zabawę”, już samo nazwisko autorki jest gwarancją jakości. Dwie poprzednie książeczki Anity Bijsterbosh – „Gdzie jest konik morski” i „Wszyscy ziewają” – były u nas wielkimi hitami, jak Majka była jeszcze Bobasą.

Tym razem czeka nas przygoda w zimowym klimacie i – choć tym razem bez otwieranych klapek – interaktywna, zapraszająca do zabawy oraz nakłaniająca maluszka do podjęcia akcji i wzięcia spraw w swoje ręce. Dosłownie. Będziemy bowiem pomagać mieszkańcom lasu w budowaniu bałwana.

Sowa, Lis, Szop Pracz i Myszka przygotowały wielkie kule ze śniegu, które próbują wtoczyć na stromą górkę. Co trzeba zrobić, by im w tym pomóc? Jak sprawić, by zaczął prószyć śnieg i co poza białym puchem będzie potrzebne do stworzenia bałwana?

Nieskomplikowana i bardzo sympatyczna obrazkowa propozycja dla najmłodszych z niewielką ilością tekstu i dużą dawką zabawy. Ma tylko jeden drobny minus – jako książka do przechylania i potrząsania, osobiście wolałbym, żeby jej twarda oprawa miała bezpiecznie zaokrąglone rogi, czego mi tu trochę brakuje. Ale poza tym super sprawa!

Anita Bijsterbosh, Zimowa Zabawa, Warszawa: Wydawnictwo Kinderkulka, 2021, 32 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kinderkulka.

„Muminki i zima. Szukaj i znajdź” to inspirowana twórczością Tove Jansson całokartonowa książeczka dla najmłodszych do aktywnego czytania.

Odwieźmy Dolinę Muminków przysypaną śniegiem. Czy będzie tam co robić, skoro Muminki zapadają w sen zimowy? Oczywiście! W końcu Dolina pełna jest również innych mieszkańców. Co robią mała Mi, Too-Tiki, Paszczak i Ryjek, kiedy Muminki śpią? Znajdzie się też ktoś, kto zakłóci im zimowy odpoczynek, w końcu nie mogą ich ominąć zimowe zabawy! Będzie lepienie bałwanów (i Buki) ze śniegu, łowienie ryb na zamarzniętym jeziorze, spiżarnia pełna zimowych zapasów, narty, sanki i łyżwy. Wśród tylu atrakcji nasi bohaterowie ani się obejrzą, a wróci wiosna. A wraz z nią Włóczykij.

Barwne ilustracje wypełniające całe strony tej kartonówki nie są bardzo szczegółowe (są zdecydowanie mniej skomplikowane, niż na przykład ilustracje z serii „Ulica Czereśniowa”), dzięki czemu proponuję ta pozycję najmłodszym czytelnikom. Na każdej stronie zostały przedstawione po trzy szczegóły, które trzeba odszukać, ale każdej z ilustracji towarzyszy również krótki tekst, w którym zadane są pytania, na które należy odpowiedzieć przyglądając się obrazkowi. W związku z tym, poza spostrzegawczością, cierpliwością i skupieniem uwagi maluch ćwiczy również myślenie przyczynowo-skutkowe oraz umiejętność budowania zdań i całych wypowiedzi. Na końcu książki znajdują się odpowiedzi.

Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to wg. wydawcy 3-7, osobiście rekomenduję raczej dla przedprzedszkolnych najnajów, czyli tak na 1-3 lata.

Päivi Arenius, Muminki i zima. Szukaj i znajdź, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 22 s.

Na podstawie książek Tove Jansson o Muminkach powstało mnóstwo książeczek i opowiadań dla dzieci z różnych grup wiekowych, na przykład seria bardzo kolorowych, bogato ilustrowanych, cienkich książeczek „Opowiadania z Doliny Muminków”. A najbardziej zimową z nich jest „Muminek i Święto Lodu”.

Nadeszła zima, spadł pierwszy śnieg i Muminki aż przebierają łapkami, by zapaść w zimowy sen, kiedy przychodzi zaproszenie na Święto Lodu. I chociaż ani rodzice, ani sam Muminek nie bardzo są zainteresowani wychodzeniem na zimno, gdzie może przecież czaić się Buka, Migotka wraz z Małą Mi ukradkiem wymykają się z domu, by pójść na przyjęcie. A wyprawa ratunkowa to coś, co momentalnie wyciągnie z domu nawet najbardziej marzące o śnie Muminki! I całe szczęście, bo w przeciwnym razie ominęłaby ich kolejna wspaniała przygoda!

Niewielkie partie tekstu pisanego dużą czcionką, ilustracje w nasyconych kolorach wypełniające całe strony, zimowa aura, ciekawa przygoda i muminkowy czar – to bardzo fajny pomysł na jedno z pierwszych spotkań z tymi sympatycznymi trollami.

Richard Dungworth, Muminek i Święto Lodu, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 32 s.

Ale ale! Przywołując temat Muminków, nie godzi się nie sięgnąć po oryginał! „Zima Muminków” Tove Jasson to idealna propozycja dla nieco starszych już, samodzielnych czytaczy. I dorosłych, jeśli mają ochotę przypomnieć sobie świat trolli przysypany śniegiem.

O tym, że Muminki zapadają w sen zimowy i budzą się dopiero wraz z przyjściem wiosny wszyscy dobrze wiedzą. Co się jednak stanie, kiedy jeden z nich zbudzi się w środku zimy i za nic nie będzie mógł z powrotem zasnąć? I nie uda mu się obudzić ani mamy, ani nikogo z rodziny?  Czy Muminkowi przyjdzie ruszyć na południe w poszukiwaniu Włóczykija? Czy kiedy jego gładka skóra zmieni się w cieplutkie futerko będzie potrafił docenić radość z zabawy w – widzianym po raz pierwszy w życiu – śniegu? Czy znajdzie kogoś, z kim wspólnie będą czekali na wiosnę? Co wyniknie ze spotkania z Buką? Odpowiedzi na te pytania czekają w sześciu rozdziałach składających się na zimową część z cyklu książek o Muminkach z ilustracjami autorki.

Tove Jasson, Zima Muminków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2016, 160 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

W trzecim tomie naszej ulubionej serii detektywistycznej- „Kocia Szajka i napad na moście” – do Cieszyna dociera zima, a popełnione tym razem przestępstwo nabiera charakteru międzynarodowego, gdyż zostaje popełnione na moście będącym granicą między Polską a Czechami. To, co może być przeszkodą dla policji nie stanie jednak na drodze najzręczniejszych detektywów w okolicy – Kociej Szajki, przebywającej obecnie w trybie świątecznym! W akcję zostanie zaangażowany kuzyn Bronki – Maly Jižik odbywający legalny staż w kociej policji, nie zabraknie również dużej roli girl power, bo w końcu kotki rządzą.

Jak zwykle czekają nas narady w kawiarniach, podążanie za tropami i przesłuchania świadków. Tym razem będą również łyżwiarskie popisy, świąteczne przygotowania, szusowanie po stoku (i ściąganie zaklinowanej Bronki z wyciągu narciarskiego), pieczenie pierniczków, śpiewanie kolęd, bardzo duże stężenie bibliotek, a nawet refleksja nad ociepleniem klimatu się znajdzie!

Wszystkie te składowe przybliżą nas do odkrycia któż to taki napadł na listonosza i jakie kierowały nim motywy. 

Oczywiście po raz kolejny w fenomenalnej oprawie graficznej spod ręki Malwiny Hajduk. Uwielbiam te koty tak czytać, jak i oglądać, a świąteczno-zimowa kolorystyka wyjątkowo pasuje im do pyszczków.

Od teraz lektura przygód Kociej Szajki będzie obowiązkowym elementem zimy, jak gorąca czekolada z piankami.
Po raz kolejny z całych sił polecamy!

Agata Romaniuk, Kocia Szajka i napad na moście, Warszawa: Wydawnictwo Agora, 2021, 138 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

I jak? Który tytuł zainteresował Was najbardziej?

Bajki Majki: „W muzeum” Susan Verde, Peter H. Reynolds

Książek o sztuce – zarówno tych naukowych dla dorosłych, jak i skierowanych do młodziutkich odbiorców – jest w naszym domu dostatek, część została mi po studiach, niektóre albumy przeglądam w ponure wieczory dla czystej przyjemności, całkiem sporo czytamy razem z Mają, a jeszcze inne wykorzystuję w pracy. Ten tytuł jest jednak w pewien sposób wyjątkowy, bo łączy w sobie aż trzy różne wątki.

Chociaż oczywiście nie brakuje tu nazwiązań do najsłynniejszych arcydzieł światowego malarstwa i rzeźby – znajdziemy tu i „Gwiaździstą noc” i jedną z baletnic Degasa i „Myśliciela” Rodina – nie jest to bynajmniej tylko i wyłącznie podróż po historii sztuki, a wyprawa w świat emocji, jakie sztuka potrafi wzbudzać w odbiorcy.

Jakie dzieła sprawiają, że zwiedzając muzeum chce nam się tańczyć i pląsać po przepastnych salach, a które wzbudzają w nas zaciekawienie? Jakie uczucia wzbudza malarstwo Picassa z okresu niebieskiego i czy przy wyjątkowo apetycznych martwych naturach może zaburczeć w brzuchu? Przerażający „Krzyk” Muncha i zakręcone, komiczne abstrakcje – sztuka ma ogromną siłę oddziaływania i na małych i na nieco większych odbiorców.

A poza pobudzaniem uczuć w widzach sztuka ma jeszcze jedną bardzo istotną funkcję – potrafi inspirować.

Po ekscytującej, pełnej emocji wizycie w muzeum bohaterka książki kipi energią i pomysłami, a w jej wyobraźni powstaje już własne, najbardziej wyjątkowe dzieło. Wychodząc z muzeum zabierze je ze sobą, głęboko w sercu, wraz z przeżytymi emocjami i zebranymi inspiracjami.  

poetycką podróż przez muzeum, świat sztuki i świat emocji dopełniają pełne lekkości, zwiewne i nieuchwytne ilustracje Petera H. Reynoldsa, który zmienił pomysł na książkę w – jakże adekwatnie – małe dzieło sztuki.

O tym, jak bardzo lubię tego ilustratora, pisałam również w recenzji innej ilustrowanej przez niego i szalenie wzruszającej książki „Kiedyś”.

Susan Verde, Peter H. Reynolds, W muzeum, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Bajki Majki: „Małe Licho i babskie sprawki” Marta Kisiel

To już czwarty tom [ koniecznie przeczytajcie „Małe Licho i tajemnica Niebożątka”, „Małe Licho i anioł z kamienia” i „Małe Licho i lato z diabłem”], a ja wciąż nie mogę uwierzyć, jak to możliwe, żeby książka była jednocześnie tak zabawna, ciepła, mądra i nasycona romantyczną poezją. Książka dla dzieci, warto dodać! To musi być jakaś magia, Alleluja!

Po wakacjach u cioci Ody, Bożek wraca do świeżo wyremontowanego i jeszcze pełniejszego wyjątkowych lokatorów domu. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo tęskniłam! Wakacje są spoko, ciocie bywają miłe (i te bardziej i te mniej demoniczne), a nawiązywanie przyjaźni bardzo wartościowe, ale nigdzie nie jest tak dobrze, jak w domu! Pełnym miłości, macek, glutów, drożdżowego ciasta, specyficznych wujków, anielskiego pierza i… krasnoludków?

Również Bożkowi przyjdzie wkrótce na nowo docenić dom, domowość i domowników, bo jako ucznia czwartej klasy czekają go nowe obowiązki i nowe przyjaźnie, które coraz bardziej będą go z tego domowego życia wyciągać. Co nie zawsze jest złe, po prostu nowe i wymagające przystosowania – zarówno samego zainteresowanego, jak i domowników najrozmaitszych kształtów, kolorów i stanów skupienia. Szczególnie małych aniołów stróżów z alergią na pierze.

Przy czym nie da się wykluczyć, że szkoła może być siedliskiem zła (a na pewno jest siedliskiem matematyki, co w sumie może być równoważne z byciem siedliskiem zła), szczególnie kiedy nowy, podejrzany wychowawca (i przy okazji nauczyciel matematyki, to nie może być przypadek!) robi Bożydara w gluta, sadza go z dziewczyną i wysyła macki mrocznych fluidów w każdą możliwą stronę, a do tego nadchodzi paskudna jesień z wyjątkowo silnym wietrzyskiem i wszyscy wokół zaczynają wpadać w bardziej lub mniej uzasadniony gniew i zniechęcenie.

„Samotność jest straszna, Bożku (…) Nawet bez nadprzyrodzonych zjawisk, które potęgowałyby jej skutki do niewyobrażalnej skali. Z samotności rodzi się najgłębsza rozpacz, z niej zaś strach i gniew. Ta mieszanka potrafi zniszczyć nawet najlepszego człowieka”.

A gdy przy tym nieszczęsny ojciec wciska swoje gluty w relacje między naszym bohaterem a jego nową rudowłosą koleżanką – gwałcąc wszelkie reguły prywatności, wymagając zakochiwania się i innych nieprzyjemności – trudno nie zapłonąć słusznym gniewem i nie wybuchnąć trzynastozgłoskowcem.

Jak zwykle nieco mroczna przygoda pełna przyjaźni, rodzinnego ciepła, odwagi i nieprzewidzianych zdarzeń. Tym razem o granicach, potrzebie czułości i usłyszenia drugiego człowieka, niechęci do matematyki, o wychodzeniu ze swojego bąbelka komfortu i zamykaniu się w skorupce, o różnicy pokoleniowej i ciężarze oczekiwań dorosłych. Przezabawna, ujmująca, szalenia życiowa, niesamowicie fantastyczna, ociekająca poezją i z cudownymi ilustracjami Pauliny Wyrt.

„Wszyscy mają swoje granice. Granice intymności, godności, wytrzymałości. Albo świętego spokoju. I tych granic nikomu nie wolno przekraczać, ani dzieciom, ani dorosłym”.

U W I E L B I A M. Ta seria to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się trafiły. Nie mogę się doczekać, aż moja córka nareszcie do nich dorośnie!

Marta Kisiel, Małe Licho i babskie sprawki, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 240 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Bajki Majki: „Basia i granice” Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Jako pierwsze i naczelne fanki serii o Basi nie pomijamy żadnej basiowej nowości, a każda jest czytana często i bardzo intensywnie. Wspólnie z Basią przepracowaliśmy niejedną trudną dla przedszkolaka sytuację, dawno jednak nie byłam aż tak zachwycona treścią i podjętym tematem, jak teraz.

Najnowsza część przygód Basi jest o granicach, ale nie o fizycznych granicach państw i kryzysie migracyjnym, jak się początkowo spodziewałam po samym tytule (chociaż taka też bardzo bardzo by się przydała!), a o granicach osobistych, o prywatnej strefie komfortu i jej naruszeniach.

Nie ma chyba bardziej nerwowej części dnia, niż poranek, kiedy trzeba wyszykować do przedszkola troje dzieci i jeszcze na koniec siebie do pracy. Pewnego wyjątkowo pechowego ranka mama Basi jest na granicy wytrzymałości i grozi wybuchem. Po takich porannych atrakcjach Basia również nie ma dobrego dnia w przedszkolu – nie ma ochoty bawić się z innymi dziećmi ani być zaczepianą, najchętniej schowałaby się pod stolikiem w poszukiwaniu chwili samotności. A kiedy koledzy bawią się w łazience, woli zaryzykować zawstydzającą wpadkę, niż skorzystać z toalety w towarzystwie innych przedszkolaków.

Co za szczęście, że jest Pani Marta, która pomaga Basi uporać się z kłębiącymi się w niej trudnymi emocjami i organizuje dzieciom zajęcia o granicach. Obrazowo tłumaczy swoim przedszkolakom – i przy okazji basiowym czytelnikom – że ich ciała są ich własne i niczyje inne i to oni wiedzą, jak blisko chcą, by inni do nich podchodzili, czy chcą być dotykani albo przytulani. O tym czym są osobiste granice i prywatna przestrzeń oraz że należy szanować granice innych ludzi. O tym, że każdy ma prawo nie być łaskotany, jeśli nie ma na to ochoty, nie być całowany albo nie musieć siusiać, kiedy w łazience ktoś jest. O tym, że każdy ma prawo powiedzieć „nie”, jeśli jakieś zachowanie go rani albo powoduje dyskomfort.

Super ważna sprawa przedstawiona, jak to już u Basi bywa, w prosty, sympatyczny i zrozumiały dla malucha sposób. W towarzystwie świetnych ilustracji Marianny Oklejak oczywiście!

Jak dla mnie lektura obowiązkowa. Świetnie, ze powstała, powinna być w każdym przedszkolu.

Zofia Stancecka, Marianna Oklejak, Basia i granice, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem HarperKids.

Bajki Majki: „Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach” Grzegorz Kasdepke

Za serię o Pani Miłce i jej dzielnych przedszkolakach zabrałyśmy się trochę od środka – tytułem i tematyką przyciągnęła mnie „Horror, czyli skąd się biorą dzieci”, która, choć nieco kontrowersyjna, zaskoczyła mnie ilością wartościowych informacji podanych w bardzo fajny sposób.

Dlatego też chętnie sięgnęłam po jeden z wcześniejszych tytułów z tej serii, tym razem poświęcony emocjom. I jak „Horror…” nie był propozycją do końca dopasowaną do wrażliwości mojej pięciolatki, tak „Kocha, lubi, szanuje…” okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Pani Miłka – najulubieńsza wychowawczyni przedszkolaków – wraz z Pajacykiem przygotowuje dla swoich milusińskich pogadanki o najróżniejszych emocjach. Czasami są to zajęcia z góry zaplanowane, czasami wynikają z potrzeby chwili, jak na przykład z pierwszych przedszkolnych miłostek. Bywa i jednak tak, że to małe urwisy dają Pani Miłce lekcję, na przykład dotyczącą strachu, kiedy jedno z nich przypadkiem się zawieruszy…

Fabuła książeczki została podzielona na 7 rozdziałów poświęconych różnym komplikującym życie emocjom – miłości, nienawiści, pogardzie, strachowi, smutkowi, poczuciu winy i szczęściu – z dużym udziałem poczucia humoru, oczywiście! Każdy rozdział zakończony jest radami dla dzieci pomagającymi oswoić dane uczucie i zachęcającymi do rozmowy z dorosłymi oraz radami dla dorosłych do wykorzystania w domu lub przedszkolu wraz z propozycjami zabaw, prac plastycznych i tematów do rozmowy ze swoim przedszkolakiem. To takie trochę wspólne rozkładanie uczuć na czynniki pierwsze, dzięki którym mały czytelnik dowie się nie tylko co czuje, ale również dlaczego i jak sobie z tym uczuciem poradzić.

A wszystko to w towarzystwie zabawnych i sympatycznych ilustracji Pauliny Daniluk pomagających zwizualizować sobie opisaną sytuację i bardziej utożsamić się z bohaterami.

Koniecznie musimy sięgnąć po najpewniejszą część serii – „Tylko bez całowania!”, bo sympatyczna banda Pani Miłki okazała się być bardzo fajnymi przewodnikami po splątanym świecie podstępnych uczuć i emocji.

Grzegorz Kasdepke, Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Pamiętniki Wisienki T. 1-4” Joris Chamblain, Aurélie Neyret

„Moim sposobem na opowiadanie historii jest obserwowanie ludzi, wyobrażanie sobie ich życia i ich sekretów. Każdy z nas skrywa w sobie jakąś tajemnicę, o której nie wspomina, a która jednak czyni nas tym, kim jesteśmy”.

Wisienka ma nieco ponad 10 lat, uwielbia czytać i najbardziej na świecie pragnie zostać pisarką. Inspirując się słowami swojej sąsiadki i mentorki – najprawdziwszej pisarki na świecie – stara się obserwować otaczający ją świat z uwagą i próbować się domyślić, jakie historie noszą w sobie wszyscy otaczający ją ludzie. Kiedy więc podczas zabawy z przyjaciółkami w ich sekretnym domku na drzewie dostrzegają wychodzącego z lasu, ubrudzonego od stóp do głów farbą Pana Tajemniczego, Wisienka postanawia rozpocząć śledztwo, by rozwikłać jego tajemnicę. Tylko odrobinę nie podoba mi się okłamywanie mamy podczas całej przygody.

Jakiś czas (i sporo frustrujących „ślepych zaułków” później) okaże się, że dociekliwość popłaca, a tajemnicą jest naprawdę porywająca historia byłego malarza, który postanowił nadać życie opuszczonemu i zapomnianemu miejscu tworząc Skamieniałe ZOO.

„Pamiętniki Wisienki” to skrzyżowanie komiksowej historii i pamiętnikiem ciekawskiej małolaty, pełnym zdjęć, rysunków i wycinków. Łącząca to wszystko w spójną i bardzo atrakcyjną wizualnie całość szata graficzna jest więc naprawdę imponująca.

„Mamusia zawsze mi mówiła, że słownictwo jest najlepszą bronią w życiu (…). Czytać znaczy odkrywać, podróżować, lecz również uczyć się pojmowania sensu słów, a zwłaszcza posługiwania się nimi”.

Poza przepiękną warstwą graficzną i pomysłową, ale również poruszającą swoją wrażliwością historią komiks zrobił na mnie także bardzo pozytywne wrażenie od strony językowej. Nie stroni się tu od „trudnych słówek”, które uwielbiłam jako dziecko i wciąż bardzo doceniam. Młody czytelnik znajdzie tu i „odhumanizowane” i „zażenowana” i wiele innych powodów, by zajrzeć do słownika. Mamy tu też do czynienia ze sporym zróżnicowaniem językowym – części pamiętnikowe Wisienki są pisane z dziecięcą szczerością, dowcipem, zaangażowaniem i prostotą, natomiast dłuższe partie tekstu, szczególnie wycinki prasowe charakteryzuje elegancja języka. A podobno komiksy nie są tak samo rozwijające, jak tradycyjne książki!

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.1 Skamieniałe ZOO, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

Pierwszy tom „Pamiętników Wisienki” spodobał mi się ze względu na oryginalną historię, fajny pomysł na bohaterkę trochę ciekawską małą panią detektyw, a trochę aspirującą pisarkę. Wpadł też w oko mojej pięciolatce i chociaż jest jeszcze spoooro na wyrost, udało nam się przeczytać go razem (a ja naprawdę nie lubię czytać komiksów na głos!).

Za to druga część – „Księga Hektora” – zrobiła na mnie piorunujące wrażenie swoją dojrzałością. Jest naprawdę łał!

Kiedy przyjaciółki naszej bohaterki wyjeżdżają na cały lipiec na wakacje, Wisienka trochę się nudzi. Wspomina zabawy z dzieciństwa, dzięki czemu możemy dowiedzieć się o niej czegoś więcej, np. o tym jak poznała panią Dejardins i zaczęła wymyślać pierwsze historie. Pewnego dnia wyparuje jednak pewną nietypowo zachowującą się staruszkę i postanawia rozwiązać jej zagadkę. Smutną i jednocześnie wyjątkowo wzruszającą opowieść o miłości, milczeniu i wojennej traumie, więc wchodzą nam tu zdecydowanie bardziej poważne tematy, niż w pierwszej części.

Nowa sprawa pochłania Wisienkę tak bardzo, że kompletnie zaniedbuje relacje z innymi ludźmi – ponownie okłamuje mamę, ignoruje uczucia i starania najlepszych przyjaciółek, wykorzystuje ważne dla siebie osoby wyłącznie do prowadzenia śledztwa, a podczas zbierania informacji posuwa się do nieetycznych metod. Na szczęście jednak jej mentorka jest na miejscu i pomaga jej wrócić na właściwy kurs, a kolejny notes wisienkowego pamiętnika kończy się pozytywnie.

„(…) gdy ktoś ukrywa głęboko w sobie to, co odczuwa, w końcu sam staje się tego więźniem. Mów, nie wstydź się uczuć, wyrażaj swoje wątpliwości, lęki. Mów tym, których kochasz, co masz w sercu, będą ci za to głęboko wdzięczni”.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.2 Księga Hektora, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

To ilustracje przyciągnęły mnie do serii „Pamiętników Wisienki”, zachwycałam się nimi już w „Skamieniałym ZOO”. To chociaż myślałam, ze już lepiej być nie może, okazało się, że jednak to właśnie „Ostatni z pięciu skarbów” będzie moim ulubionym tomem pod względem wizualnym. Jest w nim mnóstwo zimowych, pełnych śniegu pejzaży, ciepłej atmosfery świąt Bożego Narodzenia i bardzo urozmaiconych stron w wisienkowym dzienniku. Na koniec, w ramach bonusu, będziemy mogli obejrzeć Wisienkę oczami dziewięciu bardzo utalentowanych artystów.

A i sama historia jest jednocześnie poruszająca i przynosząca nadzieję, a przy tym nie bez zahaczenia o trudne tematy. Dziewczyny zaprzyjaźniają się z Sandrą – pracującą w bibliotece introligatorką, która zaprasza je do swojej pracowni. Pomagając jej zrobić porządki w składziku detektywki odkrywają tajemniczą paczkę sprzed niemalże 20 lat. W ten sposób rozpoczyna się nowe śledztwo i jednocześnie trudna, bardzo emocjonalna wyprawa w przeszłość Sandry, która wciąż nie zdołała uporać się z traumą z wczesnego dzieciństwa. Czy życzliwość niewidzianych od dawna bliskich i starania nowych przyjaciółek okażą się remedium na problemy z pamięcią i przyniosą ukojenie? Czy trudna historia Sandry przypomni Wisience o jej prywatnych rodzinnych tragediach?

Między kartki pamiętnika zapląta się muzyka, przepisy kulinarne, rodzinne zdjęcia i zasuszone kwiaty. Będzie sporo o miłości między rodzicami i dziećmi, ogromne poczucie winy małego dziecka i radzenie sobie z traumatycznymi wspomnieniami i wizyty u psychiatry. Cudowanie, że tego rodzaju tematy tak swobodnie pojawiają się w tytułach dla dzieci. Szczególnie w Polsce mamy z tym spory problem. Zupełnie przecież niesłusznie.

W tej części po raz kolejny smutek będzie się mieszał z nadzieją, a przyjaźń zwycięży. Przyjaciółki dorastają i uczą się na własnych błędach, dzięki czemu ich śledztwo zostanie przeprowadzone ze zdecydowanie większą dawką taktu i empatii, a i przede wszystkim zostanie przeprowadzone wspólnie. Wraz z klimatem świąt ta część wniesie w serca czytelników spokój, harmonię i sporo nostalgii.

Uwielbiam.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.3 Ostatni z pięciu skarbów, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 88 s.

Ten komiks nie przestaje mnie zaskakiwać. Jak to możliwe, że jest tak bardzo dobry? W sumie ani trochę się nie dziwię, że „Pamiętniki Wisienki” otrzymały nagrodę główną w konkursie Świat Przyjazny Dziecku organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w pełni zasłużenie!

Za każdym kolejnym tomem nasza bohaterka dorasta – jej kolejny dziennik – „Bogini bez oblicza” – zaczyna się od 12 urodzin i wielkiej imprezki z tej okazji. Mama przygotowała dla niej wyjątkowy prezent – tydzień nad oceanem z rozwiązywaniem zagadek tajemniczej posiadłości w ramach atrakcji. Nadmorskie miasteczko, pełen dziwów dom – od ukrytych pracowni malarskich, przez teatr w podziemiach aż po kunstkamerę – wszystko teatralnie zaaranżowane, a jednak z wykorzystaniem historii niezwykłego domu. I przede wszystkim cudowny czas spędzony razem z mamą i przyjaciółkami.

Co jednak, jeśli okaże się, że rozwiązywana przez Wisienkę tajemnica to coś więcej, niż tylko atrakcja dla turystów, a dziewczynka została nieuczciwie wykorzystana do odkrycia zagadki przeszłości kogoś bardzo bliskiego? Kim jest tajemnicza Wenus z pociętego obrazu i dlaczego po raz kolejny zabawa w detektywa nadszarpnie nić porozumienia między Wisienką i jej mamą?

Autorki przygotowały kolejną piękną, wzruszającą i smutną historię miłosną (po raz kolejny w bardzo dojrzały sposób!) wplecioną w pełną wyzwań przygodę z zabawą w piratów, odkrywców i poszukiwaczy skarbów. I jak zawsze pod historią kryje się o wiele więcej, niż można by się spodziewać, a opowieść delikatnie i zapełnienie nienachalnie oswaja trudne tematy.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie mam pojęcia gdzie je upchnę, ale te komiksy będą czekać jeszcze z pięć lat na moją Majkę. Są cudowne, musi je przeczytać. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.4 Bogini bez twarzy, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 80 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: Seria o Basi – garść nowości

Maja miała jakieś półtora roku, kiedy trafiliśmy na pierwszą książkę o przygodach Basi – co ciekawe wcale nie z cyklu dla maluszków, a pełnowymiarową, długaśną historię – dobrze pamiętam, że to była „Basia i basen”. To była miłość od pierwszego wejrzenia i prawdziwy chrzest bojowy dla mnie jako mamy – nigdy wcześniej nie czytałam na głos tak obszernego tekstu! A mój maluszek wysłuchał całości w skupieniu i z zainteresowaniem, bo czym oznajmił z powagą „jeszcze raz!”. Tak zaczęła się nasza basioprzygoda, która obecnie zajmuje niemal całą półkę na majkowym regale. I nic dziwnego, bo wkręciliśmy się całą rodziną.

Seria przygód Basi liczy już ponad 35 tomów i wciąż pojawiają się nowe. Razem z tą nie najgrzeczniejszą, ale przy tym przekochaną bohaterką dzieci mogą oswoić trudne sytuacje i poznać mnóstwo ciekawych zagadnień – od alergii, wizyty u dentysty, w szpitalu czy w przedszkolu, przez pieniądze, ekologię, jedzenie słodyczy i alergię, aż po bałagan, pracującą mamę i rozmaite wakacyjne wyjazdy. Tym razem przyszedł czas na rowerową wyprawę pt. „Basia i rower”!

W przeciwieństwie do mojego dziecięcia, Basia potrafi już jeździć na dwóch kółkach (mam nadzieję, ze to podziała na Majkę motywująco! Szczególnie, że autorka uwzględniła małą retrospekcję z pełnej upadków basiowej nauki), może więc w pełni uczestniczyć w rodzinnym wyjeździe do domku w lesie pełnego rowerowych wycieczek. Ale czy Basia aby na pewno jest dość duża, by dojechać rowerem dookoła świata? Po drodze będą czekać wyścigi, spotkanie z rowerowymi piratami i zdziwionymi krowami (i ich plackami), a wszelkie wysiłki zostaną zwieńczone piknikiem nad rzeką. Z kijankami!

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i rower, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Co jakiś czas pojawiają się „Wielkie księgi przygód Basi” będące zbiorczymi wydaniami basiowych przygód. My jednak preferujemy książeczki wydawane pojedynczo – w twardych oprawach i z większymi ilustracjami i te kolekcjonujemy. „Basia i rower” z pewnością zostaną z nami na dłużej!

Poza „Wielkimi księgami przygód” mamy też „Wielkie księgi” – osobną podserię, gdzie obszerne książki nie składają się z wydanych wcześniej opowiadań, a znajdziemy w nich krótsze teksty poświęcone określonej tematyce – np. przedszkolu czy trudnym słówkom. „Basia. Wielka księga o uczuciach” jest najnowszą z nich.

Życie Basi wypełnione jest uczuciami – jedne z nich uskrzydlają, inne wpędzają w kiepski humorek. Jest ich jednak taka mnogość i rozmaitość, że nie jest łatwo połapać się we własnych emocjach, a co dopiero odgadnąć co czują inni. „Wielka księga o uczuciach” spieszy z pomocą! To rozbudowane kompendium uczuć wszelakich pokazanych z różnych perspektyw. Każda z emocji otrzymała swoją rozkładówkę (przynajmniej jedną!), gdzie wśród licznych ilustracji znalazło się miejsce na wypowiedzi różnych członków rodziny Basi opowiadających o tym w jakich momentach i co czują oraz co ich wprawia w określony nastrój. Opowie nam co nieco i najbliższa rodzina Basi, jej przyjaciele, dziadkowie, a nawet Misiek Zdzisiek i Małpka!

Bardzo podoba mi się, że książka pasuje do aktualnej rzeczywistości – między innymi pojawia się w niej niejednokrotnie koronawirus (np. przy okazji omawiania strachu), a Antek ma oceny w „librusie”, nie w dzienniku, jak za naszych czasów, kiedy to rodzice poznawali oceny dwa razy w roku na wywiadówkach.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia. Wielka księga o uczuciach, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 144 s.

Do nieco starszych przedszkolaków (o czym, poza poruszaną tematyką, mogą świadczyć również niezaokrąglone rogi oprawy) jest skierowana podseria „Basia i przyjaciele”. Głównymi bohaterami opowiadań jest zawsze jedno z najbliższych przyjaciół Basi, a ona sama jest w nich wspomniana raczej marginalnie. Tym razem głos oddano, jak już wskazuje sam tytuł „Basia i przyjaciele. Marcel” – zwierzolubnemu koledze Basi z przedszkola.

Marcel kocha wszystkie zwierzęta – od ślimaczków i robaczków, które karmi roślinkami doniczkowymi z przedszkolnej sali, aż po stworzenia pierzaste, futrzarste i czworonożne, które całkiem często znosi do domu. Na szczęście za cichym przyzwoleniem rodziców i równie dobrych sercach i braku alergii wszelakich. To naprawdę wesoły dom – pełen kociego mruczenia, skrzeczenia papugi, psiego poszczekiwania i głosów dzieci. Pewnego dnia mama Marcela przynosi do domu pieska w bardzo złym stanie – kto mógłby chcieć otruć psa?

To nie tylko wzruszająca opowieść o szanowaniu życia każdego, nawet najmniejszego stworzonka, ale również o empatii i bezinteresownej pomocy. Pojawia się w niej również motyw śmierci zwierzątka, i choć pochowane przez Marcela i jego ciocię stworzenie to tylko znaleziona polna myszka, to może być bardzo pomocna podczas rozmów o odejściu ukochanego domowego pupila.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i przyjaciele. Marcel, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Na serię o Basi i Franku, skierowaną do najmłodszych dzieci, trafiłyśmy stosunkowo późno i w formie zbiorczej „Wielkich ksiąg Basi i Franka” – dlatego też zainteresowanie mojej córki nie trwało szczególnie długo, choć i do tych opowiadań mamy sporo sentymentu. To krótkie, bardzo proste historyjki skupione wokół tematów bliskich maluszkom – poznawaniu kolorów, zwierzakom, zasypianiu, jedzeniu czy korzystaniu z nocnika.

Strasznie się cieszę, że pojawił się dodruk tych książeczek w formie kartonowej – dotychczas widziałyśmy je jedynie w bibliotekach. To niewielkie, leciutkie kartonówki z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, śliskie i błyszczące, ząbko- i ślinoodporne. Najnowsze z nich to „Basia, Franek i zwierzaki” oraz „Basia, Franek i kolory”.

Basia towarzyszy młodszemu braciszkowi w poznawaniu świata – bo wiadomo, że świat starszej siostry jest najciekawszy na świecie! Basia wprowadza Frankowi naukę kolorów – i pomaga się przebrać, kiedy braciszek, chcąc wyglądać jak ona, farbuje pomidorem swoją białą bluzeczkę w czerwone paski – oraz nazw i zwyczajów zwierząt – bawiąc się z nim w kotki, wygłupiając z Kretem, czy opiekując Kajetanem. Pełne kolorów ilustracje wypełniają całe strony, a krótki, często bardzo zabawny tekst dopełnia historie.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia, Franek i kolory, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 14 s.
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia, Franek i zwierzaki, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 14 s.

Prawdziwą gratką dla fanów Basi może być niewielka gra „Basia w ZOO”. Zaskoczył mnie jej format – w porównaniu basiową z grą „Łap kolory” wydaną kilka lat temu, ten tytuł jest naprawdę kieszonkowy. Co ma również swoje plusy, bo idealnie pasuje do dziecięcego plecaczka pakowanego na nocowankę u babci.

W pudełeczku znajdziemy kafelki z wizerunkami zwierząt – po trzy kafelki z danym zwierzątkiem w różnych kolorach, żetony postaci oraz instrukcję z krótkim opowiadankiem wprowadzającym graczy w fabułę gry. Wraz z rodziną Basi wybieramy się do ZOO zrobić zdjęcia zwierzętom. W tym celu będziemy odkrywać kolejne kafelki, będące naszymi zdjęciami i zbierać je. Można za jednym razem odsłonić tak dużo kafelków, ile się tylko chce, trzeba jednak uważać, by nie odkryć jednocześnie dwóch kafelków z tym samym zwierzakiem albo trzech tego samego koloru, bo w ten sposób skusimy i nie będziemy mogli zebrać odkrytych zdjęć. Jest to zatem trochę odwrotność memorów (pary zakazane!) ćwicząca zarówno pamięć, jak i umiar. I co najlepsze, występują w niej foczki – ukochane zwierzątko mojej Majki!

Basia w ZOO. Gra planszowa
Autor: Tom Delmé, David Furnal
Ilustracje: Marianna Oklejak
Wydawnictwo HarperKids
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 4+

Znacie Basię? Która z jej przygód jest waszą ulubioną?

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: „Nowy w mieście” Marta Altés

Bardzo lubię ilustracje Marty Altés, a jedna z jej poprzednich książek „Jestem artystą” po prostu skradła moje serce. Wiedziałam więc, że to będzie dobra książka, ale jednocześnie poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko.

„Nowy w mieście” to opowieść o białym, puchatym psie sporych rozmiarów, który po długiej wędrówce trafia do ogromnego miasta, które z miejsca go zauroczyło. Postanawia więc odnaleźć w nim swój własny dom.

Miasto jest głośne, pełne kolorów (i to jakich! róże, granaty, zielenie, pomarańcze, prawdziwie wakacyjna uczta dla oczu!), dźwięków, zapachów i interesujących, różnorodnych ludzi. Gnany entuzjazmem i ciekawością nowy przybysz chłonie klimat miasta wszystkimi zmysłami. Im jednak dłużej przebywa wśród mieszkańców, tym bardziej dociera do niego, że wszyscy są bardzo zajęci swoimi sprawami, ciągle gdzieś się spieszą i nie zawsze cieszy ich obecność ogromnego, momentami niezgrabnego psa w ich sklepach i restauracjach. A nasz bohater z każdym kolejnym krokiem czuje się bardziej samotny i wyobcowany w otaczającym go tłumie. Coraz szybciej też traci nadzieję, że znajdzie w tym miejscu swój prawdziwy dom.

Wszystko zmienia się w momencie, kiedy dostrzega małą dziewczynkę, równie zgubioną jak on i pomaga jej w odnalezieniu drogi do domu. Czy wyciągając do kogoś pomocną łapę można odnaleźć swoje miejsce w wielkim świecie?

Piękna opowieść do oglądania, gdzie ilustracje są głównym środkiem przekazu, a niewielkie partie nieco poetyckiego tekstu uzupełniają historię i pomagają małemu czytelnikowi rozeznać się w uczuciach bohatera.

Przekolorowy, cudownie ciepły i pozytywny picturebook o emocjach, życzliwości, pomocy innym i otwartości na drugiego człowieka. O tolerancji i akceptowaniu dzielących nas różnic.

C u d o. Kolejny skarb w naszej biblioteczce.

Marta Altés, Nowy w mieście, Toruń: Wydawnictwo Tako, 2020, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Tako.