Bajki Majki: „Basia i granice” Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Jako pierwsze i naczelne fanki serii o Basi nie pomijamy żadnej basiowej nowości, a każda jest czytana często i bardzo intensywnie. Wspólnie z Basią przepracowaliśmy niejedną trudną dla przedszkolaka sytuację, dawno jednak nie byłam aż tak zachwycona treścią i podjętym tematem, jak teraz.

Najnowsza część przygód Basi jest o granicach, ale nie o fizycznych granicach państw i kryzysie migracyjnym, jak się początkowo spodziewałam po samym tytule (chociaż taka też bardzo bardzo by się przydała!), a o granicach osobistych, o prywatnej strefie komfortu i jej naruszeniach.

Nie ma chyba bardziej nerwowej części dnia, niż poranek, kiedy trzeba wyszykować do przedszkola troje dzieci i jeszcze na koniec siebie do pracy. Pewnego wyjątkowo pechowego ranka mama Basi jest na granicy wytrzymałości i grozi wybuchem. Po takich porannych atrakcjach Basia również nie ma dobrego dnia w przedszkolu – nie ma ochoty bawić się z innymi dziećmi ani być zaczepianą, najchętniej schowałaby się pod stolikiem w poszukiwaniu chwili samotności. A kiedy koledzy bawią się w łazience, woli zaryzykować zawstydzającą wpadkę, niż skorzystać z toalety w towarzystwie innych przedszkolaków.

Co za szczęście, że jest Pani Marta, która pomaga Basi uporać się z kłębiącymi się w niej trudnymi emocjami i organizuje dzieciom zajęcia o granicach. Obrazowo tłumaczy swoim przedszkolakom – i przy okazji basiowym czytelnikom – że ich ciała są ich własne i niczyje inne i to oni wiedzą, jak blisko chcą, by inni do nich podchodzili, czy chcą być dotykani albo przytulani. O tym czym są osobiste granice i prywatna przestrzeń oraz że należy szanować granice innych ludzi. O tym, że każdy ma prawo nie być łaskotany, jeśli nie ma na to ochoty, nie być całowany albo nie musieć siusiać, kiedy w łazience ktoś jest. O tym, że każdy ma prawo powiedzieć „nie”, jeśli jakieś zachowanie go rani albo powoduje dyskomfort.

Super ważna sprawa przedstawiona, jak to już u Basi bywa, w prosty, sympatyczny i zrozumiały dla malucha sposób. W towarzystwie świetnych ilustracji Marianny Oklejak oczywiście!

Jak dla mnie lektura obowiązkowa. Świetnie, ze powstała, powinna być w każdym przedszkolu.

Zofia Stancecka, Marianna Oklejak, Basia i granice, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem HarperKids.

Bajki Majki: „Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach” Grzegorz Kasdepke

Za serię o Pani Miłce i jej dzielnych przedszkolakach zabrałyśmy się trochę od środka – tytułem i tematyką przyciągnęła mnie „Horror, czyli skąd się biorą dzieci”, która, choć nieco kontrowersyjna, zaskoczyła mnie ilością wartościowych informacji podanych w bardzo fajny sposób.

Dlatego też chętnie sięgnęłam po jeden z wcześniejszych tytułów z tej serii, tym razem poświęcony emocjom. I jak „Horror…” nie był propozycją do końca dopasowaną do wrażliwości mojej pięciolatki, tak „Kocha, lubi, szanuje…” okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Pani Miłka – najulubieńsza wychowawczyni przedszkolaków – wraz z Pajacykiem przygotowuje dla swoich milusińskich pogadanki o najróżniejszych emocjach. Czasami są to zajęcia z góry zaplanowane, czasami wynikają z potrzeby chwili, jak na przykład z pierwszych przedszkolnych miłostek. Bywa i jednak tak, że to małe urwisy dają Pani Miłce lekcję, na przykład dotyczącą strachu, kiedy jedno z nich przypadkiem się zawieruszy…

Fabuła książeczki została podzielona na 7 rozdziałów poświęconych różnym komplikującym życie emocjom – miłości, nienawiści, pogardzie, strachowi, smutkowi, poczuciu winy i szczęściu – z dużym udziałem poczucia humoru, oczywiście! Każdy rozdział zakończony jest radami dla dzieci pomagającymi oswoić dane uczucie i zachęcającymi do rozmowy z dorosłymi oraz radami dla dorosłych do wykorzystania w domu lub przedszkolu wraz z propozycjami zabaw, prac plastycznych i tematów do rozmowy ze swoim przedszkolakiem. To takie trochę wspólne rozkładanie uczuć na czynniki pierwsze, dzięki którym mały czytelnik dowie się nie tylko co czuje, ale również dlaczego i jak sobie z tym uczuciem poradzić.

A wszystko to w towarzystwie zabawnych i sympatycznych ilustracji Pauliny Daniluk pomagających zwizualizować sobie opisaną sytuację i bardziej utożsamić się z bohaterami.

Koniecznie musimy sięgnąć po najpewniejszą część serii – „Tylko bez całowania!”, bo sympatyczna banda Pani Miłki okazała się być bardzo fajnymi przewodnikami po splątanym świecie podstępnych uczuć i emocji.

Grzegorz Kasdepke, Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Pamiętniki Wisienki T. 1-4” Joris Chamblain, Aurélie Neyret

„Moim sposobem na opowiadanie historii jest obserwowanie ludzi, wyobrażanie sobie ich życia i ich sekretów. Każdy z nas skrywa w sobie jakąś tajemnicę, o której nie wspomina, a która jednak czyni nas tym, kim jesteśmy”.

Wisienka ma nieco ponad 10 lat, uwielbia czytać i najbardziej na świecie pragnie zostać pisarką. Inspirując się słowami swojej sąsiadki i mentorki – najprawdziwszej pisarki na świecie – stara się obserwować otaczający ją świat z uwagą i próbować się domyślić, jakie historie noszą w sobie wszyscy otaczający ją ludzie. Kiedy więc podczas zabawy z przyjaciółkami w ich sekretnym domku na drzewie dostrzegają wychodzącego z lasu, ubrudzonego od stóp do głów farbą Pana Tajemniczego, Wisienka postanawia rozpocząć śledztwo, by rozwikłać jego tajemnicę. Tylko odrobinę nie podoba mi się okłamywanie mamy podczas całej przygody.

Jakiś czas (i sporo frustrujących „ślepych zaułków” później) okaże się, że dociekliwość popłaca, a tajemnicą jest naprawdę porywająca historia byłego malarza, który postanowił nadać życie opuszczonemu i zapomnianemu miejscu tworząc Skamieniałe ZOO.

„Pamiętniki Wisienki” to skrzyżowanie komiksowej historii i pamiętnikiem ciekawskiej małolaty, pełnym zdjęć, rysunków i wycinków. Łącząca to wszystko w spójną i bardzo atrakcyjną wizualnie całość szata graficzna jest więc naprawdę imponująca.

„Mamusia zawsze mi mówiła, że słownictwo jest najlepszą bronią w życiu (…). Czytać znaczy odkrywać, podróżować, lecz również uczyć się pojmowania sensu słów, a zwłaszcza posługiwania się nimi”.

Poza przepiękną warstwą graficzną i pomysłową, ale również poruszającą swoją wrażliwością historią komiks zrobił na mnie także bardzo pozytywne wrażenie od strony językowej. Nie stroni się tu od „trudnych słówek”, które uwielbiłam jako dziecko i wciąż bardzo doceniam. Młody czytelnik znajdzie tu i „odhumanizowane” i „zażenowana” i wiele innych powodów, by zajrzeć do słownika. Mamy tu też do czynienia ze sporym zróżnicowaniem językowym – części pamiętnikowe Wisienki są pisane z dziecięcą szczerością, dowcipem, zaangażowaniem i prostotą, natomiast dłuższe partie tekstu, szczególnie wycinki prasowe charakteryzuje elegancja języka. A podobno komiksy nie są tak samo rozwijające, jak tradycyjne książki!

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.1 Skamieniałe ZOO, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

Pierwszy tom „Pamiętników Wisienki” spodobał mi się ze względu na oryginalną historię, fajny pomysł na bohaterkę trochę ciekawską małą panią detektyw, a trochę aspirującą pisarkę. Wpadł też w oko mojej pięciolatce i chociaż jest jeszcze spoooro na wyrost, udało nam się przeczytać go razem (a ja naprawdę nie lubię czytać komiksów na głos!).

Za to druga część – „Księga Hektora” – zrobiła na mnie piorunujące wrażenie swoją dojrzałością. Jest naprawdę łał!

Kiedy przyjaciółki naszej bohaterki wyjeżdżają na cały lipiec na wakacje, Wisienka trochę się nudzi. Wspomina zabawy z dzieciństwa, dzięki czemu możemy dowiedzieć się o niej czegoś więcej, np. o tym jak poznała panią Dejardins i zaczęła wymyślać pierwsze historie. Pewnego dnia wyparuje jednak pewną nietypowo zachowującą się staruszkę i postanawia rozwiązać jej zagadkę. Smutną i jednocześnie wyjątkowo wzruszającą opowieść o miłości, milczeniu i wojennej traumie, więc wchodzą nam tu zdecydowanie bardziej poważne tematy, niż w pierwszej części.

Nowa sprawa pochłania Wisienkę tak bardzo, że kompletnie zaniedbuje relacje z innymi ludźmi – ponownie okłamuje mamę, ignoruje uczucia i starania najlepszych przyjaciółek, wykorzystuje ważne dla siebie osoby wyłącznie do prowadzenia śledztwa, a podczas zbierania informacji posuwa się do nieetycznych metod. Na szczęście jednak jej mentorka jest na miejscu i pomaga jej wrócić na właściwy kurs, a kolejny notes wisienkowego pamiętnika kończy się pozytywnie.

„(…) gdy ktoś ukrywa głęboko w sobie to, co odczuwa, w końcu sam staje się tego więźniem. Mów, nie wstydź się uczuć, wyrażaj swoje wątpliwości, lęki. Mów tym, których kochasz, co masz w sercu, będą ci za to głęboko wdzięczni”.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.2 Księga Hektora, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

To ilustracje przyciągnęły mnie do serii „Pamiętników Wisienki”, zachwycałam się nimi już w „Skamieniałym ZOO”. To chociaż myślałam, ze już lepiej być nie może, okazało się, że jednak to właśnie „Ostatni z pięciu skarbów” będzie moim ulubionym tomem pod względem wizualnym. Jest w nim mnóstwo zimowych, pełnych śniegu pejzaży, ciepłej atmosfery świąt Bożego Narodzenia i bardzo urozmaiconych stron w wisienkowym dzienniku. Na koniec, w ramach bonusu, będziemy mogli obejrzeć Wisienkę oczami dziewięciu bardzo utalentowanych artystów.

A i sama historia jest jednocześnie poruszająca i przynosząca nadzieję, a przy tym nie bez zahaczenia o trudne tematy. Dziewczyny zaprzyjaźniają się z Sandrą – pracującą w bibliotece introligatorką, która zaprasza je do swojej pracowni. Pomagając jej zrobić porządki w składziku detektywki odkrywają tajemniczą paczkę sprzed niemalże 20 lat. W ten sposób rozpoczyna się nowe śledztwo i jednocześnie trudna, bardzo emocjonalna wyprawa w przeszłość Sandry, która wciąż nie zdołała uporać się z traumą z wczesnego dzieciństwa. Czy życzliwość niewidzianych od dawna bliskich i starania nowych przyjaciółek okażą się remedium na problemy z pamięcią i przyniosą ukojenie? Czy trudna historia Sandry przypomni Wisience o jej prywatnych rodzinnych tragediach?

Między kartki pamiętnika zapląta się muzyka, przepisy kulinarne, rodzinne zdjęcia i zasuszone kwiaty. Będzie sporo o miłości między rodzicami i dziećmi, ogromne poczucie winy małego dziecka i radzenie sobie z traumatycznymi wspomnieniami i wizyty u psychiatry. Cudowanie, że tego rodzaju tematy tak swobodnie pojawiają się w tytułach dla dzieci. Szczególnie w Polsce mamy z tym spory problem. Zupełnie przecież niesłusznie.

W tej części po raz kolejny smutek będzie się mieszał z nadzieją, a przyjaźń zwycięży. Przyjaciółki dorastają i uczą się na własnych błędach, dzięki czemu ich śledztwo zostanie przeprowadzone ze zdecydowanie większą dawką taktu i empatii, a i przede wszystkim zostanie przeprowadzone wspólnie. Wraz z klimatem świąt ta część wniesie w serca czytelników spokój, harmonię i sporo nostalgii.

Uwielbiam.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.3 Ostatni z pięciu skarbów, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 88 s.

Ten komiks nie przestaje mnie zaskakiwać. Jak to możliwe, że jest tak bardzo dobry? W sumie ani trochę się nie dziwię, że „Pamiętniki Wisienki” otrzymały nagrodę główną w konkursie Świat Przyjazny Dziecku organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w pełni zasłużenie!

Za każdym kolejnym tomem nasza bohaterka dorasta – jej kolejny dziennik – „Bogini bez oblicza” – zaczyna się od 12 urodzin i wielkiej imprezki z tej okazji. Mama przygotowała dla niej wyjątkowy prezent – tydzień nad oceanem z rozwiązywaniem zagadek tajemniczej posiadłości w ramach atrakcji. Nadmorskie miasteczko, pełen dziwów dom – od ukrytych pracowni malarskich, przez teatr w podziemiach aż po kunstkamerę – wszystko teatralnie zaaranżowane, a jednak z wykorzystaniem historii niezwykłego domu. I przede wszystkim cudowny czas spędzony razem z mamą i przyjaciółkami.

Co jednak, jeśli okaże się, że rozwiązywana przez Wisienkę tajemnica to coś więcej, niż tylko atrakcja dla turystów, a dziewczynka została nieuczciwie wykorzystana do odkrycia zagadki przeszłości kogoś bardzo bliskiego? Kim jest tajemnicza Wenus z pociętego obrazu i dlaczego po raz kolejny zabawa w detektywa nadszarpnie nić porozumienia między Wisienką i jej mamą?

Autorki przygotowały kolejną piękną, wzruszającą i smutną historię miłosną (po raz kolejny w bardzo dojrzały sposób!) wplecioną w pełną wyzwań przygodę z zabawą w piratów, odkrywców i poszukiwaczy skarbów. I jak zawsze pod historią kryje się o wiele więcej, niż można by się spodziewać, a opowieść delikatnie i zapełnienie nienachalnie oswaja trudne tematy.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie mam pojęcia gdzie je upchnę, ale te komiksy będą czekać jeszcze z pięć lat na moją Majkę. Są cudowne, musi je przeczytać. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.4 Bogini bez twarzy, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 80 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: Seria o Basi – garść nowości

Maja miała jakieś półtora roku, kiedy trafiliśmy na pierwszą książkę o przygodach Basi – co ciekawe wcale nie z cyklu dla maluszków, a pełnowymiarową, długaśną historię – dobrze pamiętam, że to była „Basia i basen”. To była miłość od pierwszego wejrzenia i prawdziwy chrzest bojowy dla mnie jako mamy – nigdy wcześniej nie czytałam na głos tak obszernego tekstu! A mój maluszek wysłuchał całości w skupieniu i z zainteresowaniem, bo czym oznajmił z powagą „jeszcze raz!”. Tak zaczęła się nasza basioprzygoda, która obecnie zajmuje niemal całą półkę na majkowym regale. I nic dziwnego, bo wkręciliśmy się całą rodziną.

Seria przygód Basi liczy już ponad 35 tomów i wciąż pojawiają się nowe. Razem z tą nie najgrzeczniejszą, ale przy tym przekochaną bohaterką dzieci mogą oswoić trudne sytuacje i poznać mnóstwo ciekawych zagadnień – od alergii, wizyty u dentysty, w szpitalu czy w przedszkolu, przez pieniądze, ekologię, jedzenie słodyczy i alergię, aż po bałagan, pracującą mamę i rozmaite wakacyjne wyjazdy. Tym razem przyszedł czas na rowerową wyprawę pt. „Basia i rower”!

W przeciwieństwie do mojego dziecięcia, Basia potrafi już jeździć na dwóch kółkach (mam nadzieję, ze to podziała na Majkę motywująco! Szczególnie, że autorka uwzględniła małą retrospekcję z pełnej upadków basiowej nauki), może więc w pełni uczestniczyć w rodzinnym wyjeździe do domku w lesie pełnego rowerowych wycieczek. Ale czy Basia aby na pewno jest dość duża, by dojechać rowerem dookoła świata? Po drodze będą czekać wyścigi, spotkanie z rowerowymi piratami i zdziwionymi krowami (i ich plackami), a wszelkie wysiłki zostaną zwieńczone piknikiem nad rzeką. Z kijankami!

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i rower, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Co jakiś czas pojawiają się „Wielkie księgi przygód Basi” będące zbiorczymi wydaniami basiowych przygód. My jednak preferujemy książeczki wydawane pojedynczo – w twardych oprawach i z większymi ilustracjami i te kolekcjonujemy. „Basia i rower” z pewnością zostaną z nami na dłużej!

Poza „Wielkimi księgami przygód” mamy też „Wielkie księgi” – osobną podserię, gdzie obszerne książki nie składają się z wydanych wcześniej opowiadań, a znajdziemy w nich krótsze teksty poświęcone określonej tematyce – np. przedszkolu czy trudnym słówkom. „Basia. Wielka księga o uczuciach” jest najnowszą z nich.

Życie Basi wypełnione jest uczuciami – jedne z nich uskrzydlają, inne wpędzają w kiepski humorek. Jest ich jednak taka mnogość i rozmaitość, że nie jest łatwo połapać się we własnych emocjach, a co dopiero odgadnąć co czują inni. „Wielka księga o uczuciach” spieszy z pomocą! To rozbudowane kompendium uczuć wszelakich pokazanych z różnych perspektyw. Każda z emocji otrzymała swoją rozkładówkę (przynajmniej jedną!), gdzie wśród licznych ilustracji znalazło się miejsce na wypowiedzi różnych członków rodziny Basi opowiadających o tym w jakich momentach i co czują oraz co ich wprawia w określony nastrój. Opowie nam co nieco i najbliższa rodzina Basi, jej przyjaciele, dziadkowie, a nawet Misiek Zdzisiek i Małpka!

Bardzo podoba mi się, że książka pasuje do aktualnej rzeczywistości – między innymi pojawia się w niej niejednokrotnie koronawirus (np. przy okazji omawiania strachu), a Antek ma oceny w „librusie”, nie w dzienniku, jak za naszych czasów, kiedy to rodzice poznawali oceny dwa razy w roku na wywiadówkach.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia. Wielka księga o uczuciach, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 144 s.

Do nieco starszych przedszkolaków (o czym, poza poruszaną tematyką, mogą świadczyć również niezaokrąglone rogi oprawy) jest skierowana podseria „Basia i przyjaciele”. Głównymi bohaterami opowiadań jest zawsze jedno z najbliższych przyjaciół Basi, a ona sama jest w nich wspomniana raczej marginalnie. Tym razem głos oddano, jak już wskazuje sam tytuł „Basia i przyjaciele. Marcel” – zwierzolubnemu koledze Basi z przedszkola.

Marcel kocha wszystkie zwierzęta – od ślimaczków i robaczków, które karmi roślinkami doniczkowymi z przedszkolnej sali, aż po stworzenia pierzaste, futrzarste i czworonożne, które całkiem często znosi do domu. Na szczęście za cichym przyzwoleniem rodziców i równie dobrych sercach i braku alergii wszelakich. To naprawdę wesoły dom – pełen kociego mruczenia, skrzeczenia papugi, psiego poszczekiwania i głosów dzieci. Pewnego dnia mama Marcela przynosi do domu pieska w bardzo złym stanie – kto mógłby chcieć otruć psa?

To nie tylko wzruszająca opowieść o szanowaniu życia każdego, nawet najmniejszego stworzonka, ale również o empatii i bezinteresownej pomocy. Pojawia się w niej również motyw śmierci zwierzątka, i choć pochowane przez Marcela i jego ciocię stworzenie to tylko znaleziona polna myszka, to może być bardzo pomocna podczas rozmów o odejściu ukochanego domowego pupila.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i przyjaciele. Marcel, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Na serię o Basi i Franku, skierowaną do najmłodszych dzieci, trafiłyśmy stosunkowo późno i w formie zbiorczej „Wielkich ksiąg Basi i Franka” – dlatego też zainteresowanie mojej córki nie trwało szczególnie długo, choć i do tych opowiadań mamy sporo sentymentu. To krótkie, bardzo proste historyjki skupione wokół tematów bliskich maluszkom – poznawaniu kolorów, zwierzakom, zasypianiu, jedzeniu czy korzystaniu z nocnika.

Strasznie się cieszę, że pojawił się dodruk tych książeczek w formie kartonowej – dotychczas widziałyśmy je jedynie w bibliotekach. To niewielkie, leciutkie kartonówki z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, śliskie i błyszczące, ząbko- i ślinoodporne. Najnowsze z nich to „Basia, Franek i zwierzaki” oraz „Basia, Franek i kolory”.

Basia towarzyszy młodszemu braciszkowi w poznawaniu świata – bo wiadomo, że świat starszej siostry jest najciekawszy na świecie! Basia wprowadza Frankowi naukę kolorów – i pomaga się przebrać, kiedy braciszek, chcąc wyglądać jak ona, farbuje pomidorem swoją białą bluzeczkę w czerwone paski – oraz nazw i zwyczajów zwierząt – bawiąc się z nim w kotki, wygłupiając z Kretem, czy opiekując Kajetanem. Pełne kolorów ilustracje wypełniają całe strony, a krótki, często bardzo zabawny tekst dopełnia historie.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia, Franek i kolory, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 14 s.
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia, Franek i zwierzaki, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 14 s.

Prawdziwą gratką dla fanów Basi może być niewielka gra „Basia w ZOO”. Zaskoczył mnie jej format – w porównaniu basiową z grą „Łap kolory” wydaną kilka lat temu, ten tytuł jest naprawdę kieszonkowy. Co ma również swoje plusy, bo idealnie pasuje do dziecięcego plecaczka pakowanego na nocowankę u babci.

W pudełeczku znajdziemy kafelki z wizerunkami zwierząt – po trzy kafelki z danym zwierzątkiem w różnych kolorach, żetony postaci oraz instrukcję z krótkim opowiadankiem wprowadzającym graczy w fabułę gry. Wraz z rodziną Basi wybieramy się do ZOO zrobić zdjęcia zwierzętom. W tym celu będziemy odkrywać kolejne kafelki, będące naszymi zdjęciami i zbierać je. Można za jednym razem odsłonić tak dużo kafelków, ile się tylko chce, trzeba jednak uważać, by nie odkryć jednocześnie dwóch kafelków z tym samym zwierzakiem albo trzech tego samego koloru, bo w ten sposób skusimy i nie będziemy mogli zebrać odkrytych zdjęć. Jest to zatem trochę odwrotność memorów (pary zakazane!) ćwicząca zarówno pamięć, jak i umiar. I co najlepsze, występują w niej foczki – ukochane zwierzątko mojej Majki!

Basia w ZOO. Gra planszowa
Autor: Tom Delmé, David Furnal
Ilustracje: Marianna Oklejak
Wydawnictwo HarperKids
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 4+

Znacie Basię? Która z jej przygód jest waszą ulubioną?

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: „Nowy w mieście” Marta Altés

Bardzo lubię ilustracje Marty Altés, a jedna z jej poprzednich książek „Jestem artystą” po prostu skradła moje serce. Wiedziałam więc, że to będzie dobra książka, ale jednocześnie poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko.

„Nowy w mieście” to opowieść o białym, puchatym psie sporych rozmiarów, który po długiej wędrówce trafia do ogromnego miasta, które z miejsca go zauroczyło. Postanawia więc odnaleźć w nim swój własny dom.

Miasto jest głośne, pełne kolorów (i to jakich! róże, granaty, zielenie, pomarańcze, prawdziwie wakacyjna uczta dla oczu!), dźwięków, zapachów i interesujących, różnorodnych ludzi. Gnany entuzjazmem i ciekawością nowy przybysz chłonie klimat miasta wszystkimi zmysłami. Im jednak dłużej przebywa wśród mieszkańców, tym bardziej dociera do niego, że wszyscy są bardzo zajęci swoimi sprawami, ciągle gdzieś się spieszą i nie zawsze cieszy ich obecność ogromnego, momentami niezgrabnego psa w ich sklepach i restauracjach. A nasz bohater z każdym kolejnym krokiem czuje się bardziej samotny i wyobcowany w otaczającym go tłumie. Coraz szybciej też traci nadzieję, że znajdzie w tym miejscu swój prawdziwy dom.

Wszystko zmienia się w momencie, kiedy dostrzega małą dziewczynkę, równie zgubioną jak on i pomaga jej w odnalezieniu drogi do domu. Czy wyciągając do kogoś pomocną łapę można odnaleźć swoje miejsce w wielkim świecie?

Piękna opowieść do oglądania, gdzie ilustracje są głównym środkiem przekazu, a niewielkie partie nieco poetyckiego tekstu uzupełniają historię i pomagają małemu czytelnikowi rozeznać się w uczuciach bohatera.

Przekolorowy, cudownie ciepły i pozytywny picturebook o emocjach, życzliwości, pomocy innym i otwartości na drugiego człowieka. O tolerancji i akceptowaniu dzielących nas różnic.

C u d o. Kolejny skarb w naszej biblioteczce.

Marta Altés, Nowy w mieście, Toruń: Wydawnictwo Tako, 2020, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Tako.

Bajki Majki: „Emomisie” Agata Matraś

To już trzecia, po „Liczyświnkach” i „Kolorysiach”, kartonowa wyszukiwanka Agaty Matraś dla najmłodszych.

Tym razem autorka wzięła na tapetę niezwykle ważny dla maluchów (i ich rodziców!) temat – emocje. Bo i będące głównymi bohaterami książeczki misie, wbrew moim pierwszym skojarzeniom, wcale nie eksponują przechodzonego właśnie buntu pasiastą odzieżą, ciężkimi butami i farbowaną grzywką na pół twarzy (ach, pamiętam te czasy!), a po prostu uczą się przeżywać, rozpoznawać i radzić sobie z emocjami. A mali czytelnicy mogą im w tym aktywnie towarzyszyć.

Podobnie jak w poprzednich częściach, książka jest podzielona na strony „wstępu” będące sytuacją przedstawiającą dane zagadnienie (w tym przypadku emocję targającą danym misiem nawiązując tekstem do popularnej dziecięcej wyliczanki) oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wszystkie zadania rozpoczynają się od rozpoznawania i wyszukania danej emocji na pyszczkach misiów, a następnie – jak zwykle – czekają malucha labirynty, wypatrywanie różnic i szczegółów, łączenie w pary, zadania na kojarzenie faktów i układanie ciągów przyczynowo skutkowych. Poza samym poznawaniem emocji, ich przyczyn i skutków maluch dowie się również między innymi z czego nie powinno się śmiać, w jakich sytuacjach należy zachować ostrożność, czy jak najlepiej skończyć kłótnię.

W ten sposób w książeczce zostały omówione radość, smutek, strach, zdziwienie, duma, złość, zazdrość, wstyd i niechęć.

Zarówno pod względem wydania – niewielka kartonówka z grubej tektury o bezpiecznie zaokrąglonych rogach – jak i treści jest to książeczka dla młodszych przedszkolaków i dzieci przedprzedszkolnych, ale moja Lada Dzień Już Pięciolatka wciąż bardzo lubi tą serię i równie często wybiera ją do wspólnego czytania, jak i przegląda sama. Okazuje się też, że rozpoznawanie emocji po mimice wcale nie przychodzi jej tak łatwo, jak się spodziewałam – szczególnie jeśli chodzi o wstyd, zazdrość i niechęć.

Jak zwykle jest edukacyjnie, kolorowo, zabawnie i wierszem.

Agata Matraś, Emomisie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Jeśli szukacie książeczek o emocjach dla nieco starszych dzieci, koniecznie zajrzyjcie do recenzji  „12 ważnych emocji”. Za to maluchom na pewno spodoba się również „Feluś i Gucio poznają emocje”.

Bajki Majki: „Feluś i Gucio poznają emocje”, Katarzyna Kozłowska, Marianna Shoett

Dwa tygodnie temu pokazywałam Wam książkę o z opowiadaniami o emocjach dla starszaków, tym razem znani nam już i super sympatyczni Feluś i jego miś Gucio wprowadzą w świat emocji najmłodszych moli książkowych. W końcu maluchy to nie tylko wulkany energii, ale również uczuć, a jeszcze niekoniecznie potrafią okiełznać ten skomplikowany emocjonalny bałagan. Najłatwiej będzie im to zrobić poznając swoje reakcje na określone wydarzenia i ucząc się nazwać to, co się z nimi dzieje.

To już trzecia część przygód tych bohaterów – wcześniej pomagali maluchom oswoić się z przedszkolem i przypominali o zasadach dobrego wychowania. Tym razem również kierują swoje nauki do przedszkolaków.

Każda rozkładówka poświęcona została jednej z emocji. Większą część strony zajmuje ilustracja obrazująca sytuację, w której dziecko może odczuwać daną emocję (najczęściej w środowisku przedszkolnym), krótki opis tego uczucia oraz zadanie dla pluszowego Gucia, który porównuje emocje do zjawisk organoleptycznych – dowiemy się więc jak smakuje radość, jak brzmi spokój, jaką pogodą jest smutek, czy co mówi zdziwienie. W ten sposób przedstawiono radość, wstyd, przyjaźń, zniecierpliwienie, spokój, nudę, ciekawość, odwagę, smutek, szczęście, strach, dumę, złość, wdzięczność, zazdrość, współczucie, tęsknotę i zdziwienie, czyli całkiem konkretne tornado uczuć malucha – warto poznać je wszystkie! Wiemy w końcu, jak szybko uczucia dzieci przechodzą ze skrajności w skrajność.

Prym zdecydowanie wiodą tu delikatne ilustracje Marianny Schoett w stonowanych kolorach, tekst jest krótki, ale treściwy – nic dodać, nic ująć. A zakończenie wszystkiego zadaniem opisowym do wykonania razem z Guciem pomaga wyobrazić sobie, nazwać i zapamiętać dane odczucie.

Całość poprzedzona jest wstępem i wskazówkami dla rodziców, a zakończona kilkoma radami dla dziecka, które nie wie do końca co zrobić, gdy nie radzi sobie z przepełniającymi je emocjami.

Polecam ten tytuł przede wszystkim dla trzylatków, bo moja Majka (obecnie lat 4,5) szybko się nią znudziła – woli już pozycje z większą ilością tekstu. Chociaż oczywiście prostych i obrazowych definicji nigdy zbyt wiele, mam nadzieję, że co nieco z niej zapamiętała :)

„Pamiętajmy, że nie ma złych emocji, są tylko trudne. Wszystkie są równie ważne i naturalne. Nie trzeba się ich wstydzić, ani im zaprzeczać, bo zawsze czemuś służą”.

Katarzyna Kozłowska, Marianna Shoett, Feluś i Gucio poznają emocje, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „12 ważnych emocji. Polscy autorzy o tym, co czujemy”

O emocjach można mówić i mówić, a i tak nigdy chyba nie powie się wszystkiego. To trzeba poczuć. Problem w tym, że kiedy już je czujemy, okazuje się, że wcale nie tak łatwo sobie z nimi poradzić! Szczególnie, kiedy jest się dzieckiem. A i ja czasem czuję się wobec nich zupełnie bezbronna, choć według metryczki dzieckiem przestałam być już dawno temu.

Książka „12 ważnych emocji” to zbiór opowiadań, w których autorzy przybliżają młodym czytelnikom poczucie dumy, radość, wstyd, tęsknotę, strach, złość, zazdrość, bezradność, smutek, zadowolenie, zaskoczenie i współczucie.

To propozycja dla nieco starszego czytelnika – wytrwałego słuchacza, albo już nieco bardziej zaawansowanego samodzielnego czytacza. Opowiadania są całkiem rozbudowane, zajmują mniej więcej po 8-10 stron, dzięki czemu autorzy mieli szansę dokładniej zarysować daną sytuację, niemalże wyjętą z życia codziennego małolata, i stworzyć bohaterów, z którymi łatwo się identyfikować. A potem już na ich doświadczeniach odbiorca ma szansę nauczyć się, że strach ma wielkie (czasami sumie) oczy, że nie warto ciągle strzelać fochów i mieć much w nosie, a czasami satysfakcja z pomocy innym przysporzy nam więcej dumy, niż zwycięstwo, na które ciężko pracowaliśmy.

Chociaż czcionka nie jest zbyt duża, a same opowiada są raczej długie, nie szczędzono w nich również ilustracji. I chociaż styl Eluty Kidackiej nie jest moim ulubionym, ilustracje które obecne są na każdej stronie spełniają bardzo ważną rolę. Rozweselają i wspomagają wyobraźnię również w rozpoznawaniu emocji – w końcu mimika jest w tym przypadku bardzo ważna.

12 autorów połączyło siły, by udowodnić dzieciom, że nie ma czegoś takiego, jak złe emocje, trzeba tylko nauczyć się je rozpoznawać, czerpać z nich siłę i naukę oraz radzić sobie z ich konsekwencjami. Na tą lekcję nigdy nie jest za wcześnie. Ani za późno.

12 ważnych emocji. Polscy autorzy o tym, co czujemy, Poznań: Centrum Edukacji Dziecięcej, 2020, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Centrum Edukacji Dziecięcej.

Bajki Majki: „Jestem przy tobie” Smriti Halls, Steve Small

Znacie to uczucie, kiedy macie najlepszego przyjaciela na świecie, uwielbiacie go ponad wszystko i wszystko robicie razem, ale nie zawsze wychodzi tak, jak to sobie zaplanowaliście i momentami chętnie byście od niego odpoczęli? Albo kiedy to Wy jesteście czyimś najlepszym przyjacielem i nie widzicie świata poza swoim towarzyszem, ale w pewnym momencie wyraźnie zaczynacie go denerwować, chociaż nie rozumiecie dlaczego?

Miś i wiewiórka również dobrze to znają.

W końcu nawet największa przyjaźń potrzebuje od czasu do czasu chwili oddechu, a potrzeba samotności nie zawsze oznacza coś złego. Wie to z pewnością każda mama małej przylepy, a i przedszkolaki szybko uczą się poznawać te uczucia.

Uroczy picturebook z niewielką ilością rymowanego tekstu przybliża i oswaja sytuację, w której czyjaś bliskość, tak na co dzień pożądana, zaczyna nas przytłaczać. Uczy też, że nawet kiedy przez chwilę jesteśmy osobno, nie oznacza to końca przyjaźni, bo prawdziwi przyjaciele są zawsze przy nas – nawet, jeśli nie oznacza to fizycznej obecności non stop. A chwile tylko dla siebie pomagają docenić wyjątkowość momentów, które spędzamy wspólnie.

Prawdziwej przyjaźni niestraszne małe codzienne nieporozumienia, bo i nie ma takiej rzeczy, z którą nie można sobie poradzić wspólnymi siłami!

Duży format, bardzo sympatyczne ilustracje, wpadający w ucho, wierszowany tekst i piękne przesłanie w małej ilości słów. Jedna z bardziej poetyckich i przy tym zrozumiałych pozycji o emocjach dla maluchów.

Smriti Halls, Steve Small, Jestem przy tobie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 40 s.

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.