Bajki Majki: „Rymowane zagadki matematyczne” Elżbieta i Witold Szwajkowscy

„Samochody w korku stały.
Trzy na światłach przejechały.
Ile jeszcze nie zdążyło,
jeśli w korku dziesięć było?”

Nie ukrywam, że nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za matematyką i uczucie to było całkowicie odwzajemnione. Moje 38% z matury zostało osiągnięte wysiłkiem wręcz heroicznym i jestem z nich bardzo dumna! Mam nadzieję, że moja Majka nie będzie podchodzić do królowej nauk z podobną niechęcią, bo jednak nie oszukujmy się – liczenie to całkiem przydatna umiejętność. Chociaż wciąż czekam na ten moment, kiedy będę mogła wykorzystać w praktyce wzór na deltę.

Myślę jednak, że gdybym w odpowiednim momencie trafiła na taką książkę, jak „Rymowane zagadki matematyczne”, moje podejście mogłoby być całkiem odmienne. Może i tylko na samym początku edukacji, ale czy to nie solidne podstawy budują pewność siebie i u dziecka i u dorosłego?

Trudno mi określić czym tak naprawdę jest ta książka. Nie jest to bowiem podręcznik, choć znajdziemy w niej zarówno wprowadzenie w temat, jak i zadania do rozwiązania. Nie jest to również encyklopedia, choć odnajdziemy w niej definicje. Zarówno wstęp do świata liczb, wytłumaczenie takich zjawisk jak dodawanie, czy odejmowanie (zarówno dwóch, jak i większej ilości liczb), jak i same zadania są… rymowane. A jak już sam tytuł wskazuje, zadania do obliczenia przez malucha zostały przedstawione w formie zagadek. Trudno o lepszy sposób „wciskania wiedzy do głowy”, jak melodyjne rymy i wzbudzanie zainteresowania. (Jedyny moment, w którym autorzy nie zwracają się do nas rymem, to wskazówki dla rodzica ułatwiające pracę z książką). Szczególnie, że poza dążeniem do poznania wyniku, dziecko na każdym kroku zachęcane jest do poznawania świata. Zagadkom liczbowym towarzyszą bowiem pytania pomocnicze. Przy zadaniu z gitarą warto zapytać czym są struny, podczas liczenia jajek różnych gatunków ptactwa można zastanowić się które z nich są jadalne, a licząc rękawy ubrań koniecznie musimy wziąć pod uwagę czym jest kamizelka! Poza umiejętnościami dodawania i odejmowania książka rozwija również budowanie własnej wypowiedzi i ćwiczy abstrakcyjne myślenie. Nie liczy się tu bowiem sam wynik, ale również sposób, w jaki dziecko do niego doszło, a także prawidłowe zrozumienie wszystkich elementów składowych zadania – nawet tych kompletnie nie związanych z matematyką. Ufff… cóż to za cudowny odpoczynek od bezdusznego, zero-jedynkowego sposobu oceniania tak lubianych w szkołach (bo i najłatwiejszych do sprawdzania) testów.

Interdyscyplinarna, pełna rymu i rytmu, dopełniona wesołymi ilustracjami książka ni trochę nie sugeruje, jakoby matematyka miała być czymś trudnym. I może wcale nie jest jeśli tylko ma się do niej odpowiednie podejście?

Elżbieta i Witold Szwajkowscy, Rymowane zagadki matematyczne, Warszawa: Wydawnictwo Kapitan Nauka, 2019, 41 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kapitan Nauka.

Bajki Majki: Nauka liter i cyfr – książki i gadżety

Majka jest już przedszkolakiem pełną gębą i coraz poważniej podchodzimy do koncepcji poznawania liter i cyfr oraz nauki pisania, czytania i liczenia. Oczywiście wszystko bardzo stopniowo i poprzez zabawę, nastawiając się raczej na same przyjemności – ksiązeczki, gry i inne atrakcyjne pomoce naukowe, tak dalekie od wkuwanie literek i odpytywania z pamięci. Najchętniej w pięknej oprawie graficznej, bo powszechnie wiadomo, że dziecko musi mieć konkret – nie ma pojęcia ile jest 3-1, ale jeśli ma obiecane trzy bajeczki, a jedna już się skończyła, to doskonale wie, ile jeszcze zostało. Nieszczególnie znam się na tych wszystkich metodach nauczania maluchów, staram się więc po prostu oswoić Majkę z literkami i rozbudzić jej ciekawość. Okazuje się, że mnóstwo książek, układanek, czy książeczek z zadaniami pomaga mi w tym na co dzień. Z przyjemnością je więc wspólnie polecamy!

Książki:

„Od 1 do 10” Oli Cieślak to pierwsza książeczka o tej tematyce, która znalazła się w naszych zbiorach. Niewielka i całokartonowa trafiła w lepkie rączki Bobasy, kiedy ta miała zaledwie nieco ponad pół roku. I przeżyła w zaskakująco dobrym stanie, co samo w sobie świadczy o jakości wykonania. Nieco abstrakcyjne, „bazgrołkowate” ilustracje i krótkie, wpadające w ucho rymowanki ze zwierzątkami w roli głównej ślizgające się po granicy absurdu – idealnie wpasowały się w moje poczucie humoru. Podobno recenzje tej książeczki są bardzo różne, ale ja jestem bardzo na tak i polecam mocno!

Aleksandra Cieślak, Od 1 do 10, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014, 22 s.

Kolejnym naszym wyborem na książki oswajające z literami i cyframi zupełnego jeszcze maluszka, stały się całokartonowe, wielkoformatowe pozycje „Mój pierwszy alfabet. Słowniczek obrazkowy” i „Moje pierwsze liczby. Książeczka obrazkowa”. W pierwszej z nich każdą stronę zajmuje olbrzymia litera, a wogół niej umieszczono przedmioty i zwierzęta zaczynające się na daną literę. Drugą podzielono na rozkładówki – na jednej stronie umieszczono cyfrę wraz z jej wartością „w kropkach”, na drugiej zaś po cztery różne przykłady ilustracji odpowiadającej danej cyferce. Przy trójce są zatem trzy robaki, trzy lisy, trzy psy i trzy grzybki. Ostatnie strony zajmuje małe podsumowanie – cyfry od 1 do 10 wraz z ich odniesieniem w obrazkach i proste przykłady dodawania.

Książki okazały się naprawdę wytrzymałe, bo służą nam już dobre dwa lata i właściwie tego po nich nie widać. Są dość ciężkie, ale świetnie nadają się do oglądania na podłodze, a grube strony, wygodne do obracania, żywe kolory i uśmiechnięci, zwierzęcy bohaterowie zachęcają do samodzielnej lektury. A solidna, twarda oprawa i zaokrąglone rogi gwarantują bezpieczeństwo – i książki i malucha.

Beata Białogłowska-Piwko, Mój pierwszy alfabet. Słowniczek obrazkowy, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2017, 26 s.

Anna Wiśniewska, Beata Białogłowska-Piwko, Moje pierwsze liczby. Książeczka obrazkowa, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2017, 26 s.

W pierwszych próbach liczenia towarzyszyła nam pozycja Anity Bijsterbosch „Gdzie jest konik morski?”. Osią fabuły uroczej książeczki dla najmłodszych jest sytuacja, która mogła zdarzyć się tylko ojcu – konik morski zgubił jedno ze swoich dzieci. Rozpoczyna zatem szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą przetrząsając zakamarki morskich głębin i prosząc o pomoc każde napotkane stworzenie. Towarzysząc mu w poszukiwaniach zaginionego synka, mały czytelnik poznaje różnorodne morskie zwierzątka i utrwala liczenie do dziesięciu.

To nieskomplikowana, ale wciągająca historia za którą równie łatwo nadążyć, co się w nią zaangażować. Pomagają w tym przepiękne ilustracje, które przywodzą nieco na myśl perfekcyjnie wykonaną wycinankę-wyklejankę. Wspaniałe kolory – żywe, choć dalekie od podstawowej palety, duża szczegółowość przy jednoczesnym zachowaniu prostoty i przejrzystości ilustracji, budzący sympatię, uśmiechnięci bohaterowie. A do tego lekko usztywnione strony i okienka – oto klucz do sukcesu.

Bardzo lubię książeczki dla dzieci, w których bohaterem jest konik morski – nie oszukujmy się, tatusiowie wciąż są traktowani nieco „po macoszemu” jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi, a przecież sprawdzają się w tym świetnie. Chyba, że akurat gubią jedną z pociech :D Jednak jak by nie patrzeć, z tatą nie można się nudzić! A książka Anity Bijsterbosch pełna jest tatusiów trzymających pieczę nad swoją dziatwą (podczas lektury zawsze czuję się  jak na placu zabaw w sobotni poranek), którzy wspólnie szukają zaginionego konika morskiego, jak na facetów przystało, bardzo skrupulatnie – za kamieniami, muszlami i wodorostami, a nawet za lampką ryby-żeglarza.

Podobnie jak w przypadku historii Pana Hilarego i jego okularów, zguba znajduje się tam, gdzie powinniśmy byli zacząć szukać ;)

Anita Bijsterbosch, Gdzie jest konik morski?, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 28 s.

„Liczymy razem” Matsumasa Anno to wybitny przykład książki obrazkowej do nauki liczenia, przemyślana w każdym calu. Składa się z 13 plansz odpowiadających dwunastu miesiącom. Pierwsza z nich, przedstawiająca bliżej niezidentyfikowany zimowy krajobraz, jest zupełnie pusta – odpowiada cyfrze 0. Na kolejnej pojawiają się pierwsze obiekty – dom, narciarz, dziecko lepiące bałwana, słońce, chmura, samotne drzewo, czy ptak, a w miarce obok ilustracji umieszczony został pierwszy klocek. Na kolejnej stronie widzimy tą samą przestrzeń uzupełnioną o kolejne elementy – obok domu pojawia się kościół, którego zegar pokazuje drugą godzinę, przy choince rośnie druga, wcześniej wydeptana ścieżka zostaje utwardzona i rozchodzi się w dwie strony, dwaj kierowcy ciężarówek dyskutują na poboczu, dwoje dzieci goni dwa zajączki. A śnieg powoli topnieje. Na następną stronę zawędrowała już wiosna – troje dzieci niesie trzy kwiatki, trzy łodzie płyną rzeką, pojawia się również kolejny budynek i drzewa. W miarce po lewej stronie obrazka piętrzą się już trzy klocki.

W ten sposób maluchy mają możliwość nie tylko nauczyć się liczyć, ale przede wszystkim śledzić roczny cykl życia przyrody raz przyjrzeć się stopniowemu rozwojowi niewielkiego miasteczka. Zupełnie przypadkiem dziecko oswaja się również z zegarem i powoli (wraz z przyswajaniem cyfr) uczy się odczytywać z niego godziny. A wszystko to bez wykorzystania tekstu, bo jedynym środkiem przekazu są tutaj barwne plansze z delikatnymi akwarelowymi obrazkami.

Sam tekst pojawia się dopiero na ostatnich stronach i jest przeznaczony dla rodziców. Wytłumaczono w nim zastosowaną w książce regułę „jeden do jednego” i same początki liczenia, o czym rodzic może następnie opowiedzieć dziecku.

Matsumasa Anno, Liczymy razem, Toruń: Wydawnictwo Tako, 2019, 28 s.

„10 psotnych kotków” to książeczka-pamiątka jeszcze z mojego dzieciństwa, ale jej mechanizm jest ponadczasowy. Banda kociaków rozłazi się w zaskakująco szybkim tempie przy okazji ucząc dziecko odejmowania – jedno z kociąt zainteresuje motylek, i już z dziewięciu kotków mamy osiem. Kolejny pobiegnie za myszką, więc nagle kociaków mamy siedem… i tak dalej. Dopiero obietnica kolacji pomoże znów zebrać je wszystkie w jednym miejscu. To jedna z moich najukochańszych pozycji – zarówno ze względu na przepiękne ilustracje, wytrzymałą tekturę, która przetrwała już miłość trojga dzieci jak i sentyment. Z pewnością można jednak znaleźć obecnie niejeden tytuł oparty na tym samym schemacie.

Wolfgang Schleicher, 10 psotnych kotków, Zielona Góra: Wydawnictwo E. Jarmołkiewicz, 1997, 18 s.

Nieco inny pomysł przyświecał twórcom kartonowej wyszukiwanki „Peppa Pig. Poszukaj i znajdź”. Każdej planszy z pełnym szczegółów obrazkiem towarzyszy ściąga z wpisanymi przedmiotami, które należy odnaleźć i policzyć. Poza ćwiczeniem liczenia i oswajaniem się z cyframi, tego rodzaju zabawy to świetny trening spostrzegawczości, cierpliwości i skupiania się na zadaniu. A bohaterowie ulubionej bajki stanowią dodatkową zachętę i przykuwają uwagę malucha na dłużej.

Peppa Pig. Poszukaj i znajdź, Warszawa: Media Service Zawada sp. z.o.o, 14 s.

Natomiast wyjątkowo zaawansowanej matematyki dla przedszkolaków posmakować można w wyjątkowo zabawnej pozycji duetu Kes Gray & Jim Field (którego ilustracje pokochaliśmy już w książkach „Koala, który się trzymał” i „Mysz, która chciała być lwem”) „Ile mamy nóg?”. Pod niewinnym pretekstem zliczenia odnóży gości przybywających na przyjęcie – a goście są cokolwiek nietypowi!) nie tylko przekraczamy dziesiątki, ale i setki!

Kes Gray & Jim Field, Ile mamy nóg?, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 32 s.

Dla odmiany „Piąte przez dziewiąte” Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel i Wojciecha Widłaka pozwala odkryć ludzką twarz matematyki. To dziesięć króciutkich historii o dziesięciu cyfrach. A każda z nich ma swój własny charakter, problemy i przygody – zero ma znamiona depresji i kompleks mniejszości, jeden samotny wędrowiec w lesie to zwiastun kłopotów przygody, we dwoje raźniej, choć nie zawsze symetrycznie, trójka to cyfra iście bajkowa, z czwórką lepiej nie zadzierać, piąte też się czasem przydaje, szóstka czuje miętę do dwójki, siódemka nie zawsze jest cudem świata… i tak dalej.

Są wiewiórki, jamniki, chomiki, smoki, lwy, koty… cała menażeria. Są rycerze i bajkowe śluby, uczty, ośmiornice i żyli długo i szczęśliwie.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Wojciech Widłak, Piąte przez dziewiąte, Gdańsk: wydawnictwo Adamada 2018, 52 s.

Podobny pomysł narracyjnego podejścia – ale tym razem do literek – miała Katarzyna Marciniak, w książeczce „Alfabet wśród zwierząt”. W tym przypadku każdą literę kojarzymy ze zwierzęciem K klasycznie z kotem, L z lwem, a S ze stonogą. Każdemu zwierzęciu zaś poświęcono przezabawny, melodyjny, wpadający w ucho wierszyk otoczony bajecznymi ilustracjami. To jeden z tych przykładów aktywności, w której wiedza wchodzi do głowy w sposób zupełnie niezauważony.

Katarzyna Marciniak, Alfabet wśród zwierząt, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2016, 48 s.

Książeczki z zadaniami:

Teoria teorią, nie zapominajmy jednak o ćwiczeniach praktycznych! Bo przecież poznawanie liter i cyfr to nie tylko rozpoznawanie ich na obrazkach, ale również pierwsze próby pisania! Ćwiczenie rączki, szlaczki i koślawe, poprzedzone setkami prób i błędów, ale już najprawdziwsze literki łączone pomału w proste słowa. W tych ćwiczeniach niezastąpione będą książeczki z zadaniami – atrakcyjne dla dziecka, pożyteczne ze względu na swój potencjał edukacyjny i ze względu na niewielki format idealne do torebki – świetnie sprawdzą się w podróży, czy podczas oczekiwania na posiłek w restauracji. Wybór tego rodzaju zeszytów ćwiczeń jest ogromny, przetestowaliśmy ich już mnóstwo, a wydaje się, że to wciąż kropla w morzu. Oto najciekawsze propozycje:

„Zwierzaki alfabeciaki. Kolorowanki dla dzieci z wierszykami i naklejkami” Tomasza Parnasa to swego rodzaju etap przejściowy między książeczką do czytania, a aktywnością. Podobnie jak w „Alfabecie wśród zwierząt” każdej literce przyporządkowano zwierzątko, któremu poświęcono króciutki wierszyk. Wierszykowi towarzyszy kolorowanka, a na koniec należy dopasować naklejkę z literką i zwierzątkiem.

Zupełnym maluszkom bardzo polecam tytuł z naszej ulubionej serii książeczek z naklejkami – „Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki” towarzyszą nam (pod nadzorem bardzo uważnego rodzica!) odkąd Bobasa skończyła rok. Naklejanie naklejek to w końcu jedno z pierwszych zadań ćwiczących sprawność manualną małych paluszków, jeszcze zanim sięgniemy po ołówki i kredki. Jeden z trudniejszych tytułów tej serii poświęcony jest cyfrom.

Do ćwiczenia nieco bardziej precyzyjnych ruchów rączką zachęca seria „Maluch poznaje…” wydawnictwa Aksjomat. Przetestowaliśmy „Litery” i „Cyfry” i są to chyba najulubieńsze książeczki z zadaniami Majki. Ze względu na śliską powierzchnię są wielokrotnego użytku – zarówno jeśli chodzi o zmazywalny pisak, którym się je wypełnia, jak i naklejki, które dają się kilkukrotnie odklejać – może nie w nieskończoność, ale spokojnie można poprawić, jeśli coś wyjdzie krzywo. Uwaga! Do tej serii nie dołączono pisaka, trzeba więc zaopatrzyć się w niego na własną rękę, albo wykorzystać taki z  innego zestawu.

Na przykład z książeczek „Literki. Piszę i zmazuję” i „Cyferki. Liczę i zmazuję”. Te tytułu skierowane są już do nieco bardziej zaawansowanych przedszkolaków, którzy, opatrzeni już nieco z literami i cyframi, składają je w pierwsze słowa i równania. Tutaj na dziecko czeka więcej pracy, książeczka wymaga więc nieco większej umiejętności skupienia, wciąż jednak próby wspierane są przez pomocnicze wykropkowania, a dzięki śliskiej powierzchni stron łatwo można zmazać i poprawić ewentualne błędy.

Bardzo ciekawą opcją są dwie serie wspierające przyswajanie literek i cyferek, które – poza nielicznymi kolorowankami – w ogóle nie wymagają użycia przyborów do pisania. Cała nauka oparta jest na tym, co dzieci lubią najbardziej – na naklejkach. To właśnie naklejki są niezbędne do wypełniania prostych działań matematycznych, rozwiązywania krzyżówek, czy uzupełniania słów. Seria „Kreatywny przedszkolak” z której testowaliśmy tytuły „Lubię literki” i „Lubię cyferki”, a także książeczki „Lubię zabawy z literkami” i „Lubię zabawy z cyferkami” skierowane są do starszych grup przedszkolnych, w których dzieci poznały już w miarę wszystkie znaki graficzne, a proponowane zadania pomagają im je utrwalić. To właśnie one najlepiej sprawdzą się w podróży i, ze względu na nieco wyższy poziom trudności, będą świetnym pomysłem na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem.

Gry i zabawki:

Nie ma nic przyjemniejszego, niż nauka poprzez zabawę! Szczególnie, że a jeśli musimy coś wyszukać, dopasować, czy połączyć, od razu łatwiej to zapamiętać. Jednymi z naszych sprawdzonych „pomocy naukowych” są puzzle wydawnictwa Aksjomat „Cyferki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary” oraz „Literki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary”. Oba zestawy składają się z par puzzli – cyferki z 10, literki z 24 (puzzle z cyferkami są sporo większe, niż te z literkami) – do dopasowania. W przypadku cyferek na jednym elemencie mamy kolorową cyfrę, na drugim zaś odpowiednią liczbę przedmiotów, np. do trójki należy dopasować trzy kotki, do ósemki osiem pszczółek. W przypadku literek łączymy literkę z obrazkiem – A z arbuzem, K z kotkiem i tak dalej. Oba zestawy uzupełnia książeczka z naklejkami, w której należy uzupełnić liczbę zwierzątek naklejkami właśnie, by pasowała do cyferki obok i podjąć pierwsze próby pisania literek i cyferek. Dużym plusem jest „kieszonkowy” format zestawów – spokojnie można zabrać je ze sobą do babci na wakacje. Ze względu na niską cenę świetnie nadają się również na drobny upominek dla malucha.

Cyferki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary, Kraków: Aksjomat 2018.
Literki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary, Kraków: Aksjomat 2018.

Nieco większym i bardziej rozbudowanym zestawem edukacyjnym, z którego korzystamy, jest Carotina preschool „Alfabet. Słowa i liczby”. To tak naprawdę trzy gry w jednym – zestaw zawiera 9 plansz z akwariami pełnymi rybek do wypchnięcia i cyfrę odpowiadającą ich ilości (wraz z pasującym foliowym woreczkiem), zestaw kart ze zwierzątkami i literkami, od których zaczynają się ich nazwy oraz tablicę do dowolnego układania słów. Zasada zabawy jest bardzo prosta. Zwierzątka, literki i cyferki wypychamy z plansz i układamy na nowo – zgodnie ze wzorem lub zupełnie dowolnie. Na przykład rybki: wersja podstawowa polega na szukaniu rybkom miejsce w akwariach i dopasowywania do nich cyfry. Można jednak z powodzeniem wejść na wyższy stopień zaawansowania i z cyfr układać liczby dopasowując do nich większą ilość rybek, a za akwarium może nam posłużyć kocyk, dywanik, czy kartka papieru.

Podobnie z literkami – każda literka ma odpowiadające mu zwierzątko, które musimy odnaleźć, lub odwrotnie – do zwierzątka dopasować literkę. Ponadto każdy obrazek jest podpisany do pomocy. Jest jednak pewien haczyk – w sumie nie wiem, czy to wada, czy zaleta – wybrano te mniej znane zwierzęta (a przynajmniej takie, które my mniej znamy). Na przykład pokazuję Mai obrazek, Maja mówi „krówka”. A to cielak. Pokazuję owada, Maja mówi „pszczółka”. A to osa! Zamiast strusia jest emu, zamiast małpki goryl i tak dalej. Z jednej strony to trochę frustrująca trudność, bo odpowiedzi nie są intuicyjne, z drugiej strony rozwijają słownictwo, a to jest super.

Wykorzystując tablicę można również stawiać pierwsze kroki w układaniu własnych wyrazów z wypchniętych z plansz literek.

Niezbędnym chyba gadżetem malucha są literki do układania wyrazów – pamiętam, że moje babcia wycinała z gazety i uczyła mnie składać wyrazy niczym anonimy z filmów gangsterskich. Obecnie wybór jest obłędny, a literki i cyferki są wszędzie. Za bobasa Majka miała gumowe klocki z cyframi i adekwatną ilością zwierzątek, później drewnianą układankę ze swoim imieniem, a obecnie używamy literek – magnesów. Co prawda po raz pierwszy w życiu mam w domu zabudowaną lodówkę, ale z powodzeniem można je przyklejać na kaloryferze, tablicy suchościeralnej, czy po prostu układać wyrazy na podłodze. Mamy zestaw literek z Lidla i jestem bardzo zadowolona zarówno z ceny, jak i z wykonania. A do tego jest naprawdę ładny. Ma tylko jeden minus – brak polskich znaków.

Nasz zestaw cyferkowo-literkowych gadżetów zamyka tablica do rysowania. Przez jakiś czas korzystaliśmy z suchościeralnej i kredowej, ale szybko się zniszczyła. No dobra. Po prostu po tym, jak za trzecim razem przewróciła mi się na dziecko, zrobiłam jej eksmisję w trybie natychmiastowym. Znacznie lepiej sprawdziła nam się zabawka Carotina Preschool. Tablica Fluorescencyjna LED. Sama forma zabawki jest super – to całkiem spora przezroczysta tablica z plexi otoczona wygodną do trzymania, grubszą ramką. W zestawie są również trzy sucho ścieralne pisaki w bardzo ładnych, nasyconych kolorach (żółty, czerwony i niebieski) i zestaw kartek z trzydziestoma zadaniami o różnym stopniu trudności – od prostych szlaczków w stylu „zaprowadź zwierzątko do domku/mamusi”, przez rysunki po przerywanej linii aż po trening pisania literek. Ponadto, po skończonym rysowaniu tablicę można oprzeć na nóżkach i, po naciśnięciu przycisku, podświetlić na jeden z ośmiu sposobów, dzięki czemu linie również zdają się świecić. jest interesującą alternatywą dla książeczek z zadaniami. Wielkim atutem jest jej możliwość jej wielokrotnego użycia oraz łatwego poprawiania błędów.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Aksjomat i z Wydawnictwem Wilga.

Bajki Majki: 4 pomysły na drobne świąteczne upominki dla przedszkolaka

Czas oczekiwania na Boże Narodzenie jest wyjątkowy, szczególnie dla dzieci. Warto zatem dopilnować, by miały w grudniu w co rączki włożyć i mogły zarówno pomóc w świątecznych przygotowaniach, jak i miały się czym zająć dając rodzicom chwilę wytchnienia.

Wszystkie poniższe pozycje wybrałam z myślą o kalendarzu adwentowym dla Majki, za który powoli zaczynam się zabierać, jednak świetnie sprawdzą się również jako mikołajkowy upominek w przedszkolu, dodatek do większego prezentu albo po prostu miły drobiazg. Na przykład wtedy, gdy w okresie przedświątecznym wybieramy się na kawę do dzieciatych znajomych i nie chcemy przychodzić z pustymi rękami, ale z drugiej strony nie jesteśmy pewni, czy czekoladowy Mikołaj to aby na pewno bezpieczna opcja (szczególnie, że ostatnio trzeba szukać takichsłodyczy organicznych, bez cukru, bez laktozy, bez glutenu i bez sensu).

A koszty będą podobne, bo i ceny wybornych książeczek zbliżone są do ceny lepszej czekolady – od 5 do 15 zł.

„Świąteczne zabawy i malowanki” – czyli ciesząca oko alternatywa dla zeszytów z kolorowankami. Tym, co szczególnie mnie zachęciło, jest barwny wydruk – moja Bobasa nie jest jeszcze mistrzynią cierpliwości oddającą się kolorowaniu całym swoim przedszkolaczkowym serduchem i zauważyłam, że widok całkiem sporego konturu obrazka na białym tle po prostu ją zniechęca. Dużo większym powodzeniem cieszą się propozycje zadań, gdzie kolorowanie jest tylko jedną z aktywności. A tutaj zdecydowanie się dzieje – wnętrze książeczki jest kolorowe i pełne różnych aktywności – maluszek, poza kolorowaniem, spróbuje swoich sił w rysowaniu szlaczków (na przykład dekorując choinki ozdobnymi łańcuchami, ozdabiając pierniczki, czy świąteczne kartki), szukaniu brakujących szczegółów, rysowaniu po numerach (to jeszcze z maminą pomocą), a także sportretuje swój wymarzony prezent. Zadań nie ma dużo, bo 16 – po jednym na stronę, więc nie zdążą się znudzić, a na pewno skończą się przed Wigilią. Fajny pomysł zarówno na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem, jak i na chwilę spokoju na wypicie kawy.

Świąteczne zabawy i malowanki, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2017, 16 s.

„Czupurek i zimowa przygoda” – książeczka z płytą CD, czyli zimowo-świąteczna czytanka trochę inaczej niż zwykle. Na sam początek cienka, uroczo ilustrowana książeczka z nieskomplikowanym opowiadaniem (dopasowanym do najmłodszego odbiorcy) o wróbelku Czupurku i jego pierwszych zimowych doświadczeniach – od zapierających dech widoków, przez marznące piórka, lepienie bałwana, śnieżną bitwę, aż po strojenie choinki i oczekiwanie na Mikołaja. Tekstu jest całkiem sporo, jednak zdecydowanie kolorowe, przesympatyczne ilustracje wiodą tu prym. Po pierwszym czytaniu z rodzicem spokojnie można sięgnąć po płytę z audiobookiem w muzycznej oprawie, którego maluszek może słuchać przeglądając strony książeczki, podczas zabawy albo podczas podróży samochodem.

Poza opowiadaniem, na płycie znajdują się również cztery piosenki – dwie zimowe i dwie świąteczno-mikołajowe oraz kołysanka.

Moja Maja zamówiła u Mikołaja cały zestaw muzycznych bajek na płytach, Czupurek będzie świetnym wprowadzeniem w temat.

Czupurek i zimowa przygoda, Kraków, Wydawnictwo Aksjomat 2015, 16 stron + płyta CD.

„Polskie kolędy dla dzieci” to druga książeczka z płytą, którą Majka znajdzie w kalendarzu adwentowym. Przyznaję, że słoń nadepnął mi na ucho i śpiewaczka ze mnie żadna, a przecież kolędy to coś, co każdy musi poznać – i duży i mały. Jako, że pod tym względem byłabym raczej kiepską nauczycielką, z przyjemnością sięgnę po pomoc wykonawców z płyty. Dołączona książeczka zawiera słowa wszystkich jedenastu nagranych kolęd (już nigdy nie będzie problemu z trzecią zwrotką!) wraz z zapisem nutowym, który za kilka lat z pewnością przyda się nam podczas pierwszych prób gry na instrumentach (i tym bardziej muzykalnym rodzinom też). A do tego wyjątkowo ujęły mnie ilustracje zdobiące zimę całą feerią barw. Do nauki, wspólnego śpiewania i wprowadzania świątecznej atmosfery. Moim zdaniem must have w każdym świątecznym domu.

Polskie kolędy dla dzieci, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2017, 24 s + płyta CD.

„Proste składanki dla dzieci. Szopka bożonarodzeniowa” – i na koniec zadanie manualne – zestaw pozwalający samodzielnie wykonać świąteczną dekorację bez konieczności posiadania żadnych dodatkowych materiałów plastycznych (czyli też praktycznie bez bałaganu). Nie wymaga ani użycia kleju, ani nożyczek – wszystkie elementy ze sztywnej, kolorowej tekturki należy delikatnie wypchnąć, pozaginać w odpowiednich miejscach i złożyć razem. Figurki mają zróżnicowany poziom trudności – wiadomo, że zwierzątka będą troszkę łatwiejsze niż postacie, czy sam budynek szopki ( a już najmniej pracy wymaga maleńki Jezusek), dlatego moim zdaniem z pomocą rodzica (jestem pewna, że Majotata będzie zachwycony tą zabawą) poradzi sobie nawet początkujący przedszkolak, choć sugerowany wiek odbiorcy to 7-12 lat. Każdy element jest w całości zadrukowany i dwustronny, z wyraźnie oznaczonymi miejscami na zagięcia, a instrukcja na okładkach rozwieje wszystkie wątpliwości. Budowanie bożonarodzeniowej szopki będzie idealnym pretekstem do opowieści o historii bożego narodzenia i poznania jej głównych postaci oraz sposobem na rodzinnie spędzony wieczór. A przy okazji sporym wkładem w dekorowanie domu przed Świętami.

Mój wybór padł akurat na szopkę, ale oferta tego rodzaju prostych, papierowych modeli do składania jest całkiem spora, można w ten sposób stworzyć naprawdę różnorodne dekoracje, na przykład na choinkę.

Proste składanki dla dzieci. Szopka bożonarodzeniowa, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2015, 8 s.

Jakie drobiazgi Wasze maluchy znajdą w kalendarzu adwentowym i w bucie/skarpecie na Mikołajki? Wciąż szukam inspiracji na 10 dni Majkowego kalendarza!

Wpis powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Aksjomat.

Bajki Majki: „Tato, zdobądź dla mnie księżyc” Eric Carle

Po fenomenalnej „Bardzo głodnej gąsienicy” z dziurkami i całkiem uroczym „Pajączku” z wypukłymi elementami, trafiłyśmy z Maj na kolejną książkę Erica Carle, która skradła nasze serducha – do tego stopnia, że Maja sama przyszła do mnie po pieniążki, bo chciałaby kupić sobie jedną książeczkę na pikniku literackim.

Ta nowość (a przynajmniej w polskim tłumaczeniu, bo zdaje się, że oryginał został napisany jakoś w latach osiemdziesiątych) to dla odmiany książeczka – rozkładanka.

Główna bohaterka, Monika, ma pewne marzenie – bardzo chciałaby pobawić się z księżycem. A któż nadaje się lepiej do spełniania dziecięcych marzeń, niż tata? Zaopatrzony w naprawdę długaśną drabinę wyrusza zdobyć księżyc dla swojej córeczki. Ten co prawda okazuje się być nieco zbyt duży, ale na całe szczęście, jak możemy zaobserwować na przeciągu miesiąca, księżyc przecież maleje.

Strasznie sympatyczny pomysł na wytłumaczenie ciekawskiemu maluszkowi zjawiska faz księżyca i przy okazji (a może przede wszystkim!) pełna ciepła opowieść o cudach, do jakich jest zdolny tata zakochany w swojej małej córeczce. A my kochamy książeczki o tatusiowej miłości.

Książeczka jest niewielka i całokartonowa, dzięki czemu sprawia wrażenie naprawdę wytrzymałej, mimo ruchomych, otwieranych elementów. Bo część stron rozkłada się tak, by pokazać wyjątkową długość drabiny, wysokość, na jaką wspina się tata, czy ogrom księżyca.

W całej historii niewiele jest słów (dla porównania, mniej więcej o 1/3 mniej niż w książeczce o gąsienicy) – zdecydowanie dominują charakterystyczne dla autora, malarskie ilustracje, głównie w pięknych odcieniach ultramaryny. Tekst jest jedynie dopełnieniem i objaśnieniem sytuacji – po jednym, dwóch zdaniach (a czasem nawet słowach) na stronę. Co ciekawe, ani trochę nie umniejsza to całej historii.

Od niedawna to nasza ulubiona książeczka na dobranoc. Bardzo polecamy.

Eric Carle, Tato, zdobądź dla mnie księżyc, Warszawa: Wydawnictwo Tatarak, 2018, 34 s.

Bajki Majki: „Ernest” Catherine Rayner

A oto i kolejna książka, która już od dłuższego czasu mieszka na majkowym regale, a dopiero przed kilkoma dniami nadszedł jej czas. To w naszym domu coraz częstsze zjawisko – pozycje, które jeszcze kilka miesięcy temu spotkały się z zerowym entuzjazmem, dziś są czytane do upadłego.

„Ernest” przyjechał ze mną z listopadowego spotkania blogerek „Spotkajmy się w Gdyni” IV, gdzie upolowałam go na licytacji charytatywnej. Ja zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, a Majka nie zaszczyciła go nawet jednym spojrzeniem. Odnalazł się w przeprowadzkowym rozgardiaszu i na nowo skradł moje serducho, tym razem z pełną aprobatą Bobasy.

Bo widzicie, Ernest ma pewien problem – jest sporym łosiem. Ale takim naprawdę, naprawdę dużym i ze względu na swoje gabaryty ma duży (o ironio!) kłopot, by zmieścić się do tej książeczki. Co nie znaczy, że się poddaje – zawzięcie próbuje wejść i przodem i tyłem, i wczołgać się i wgramolić, ale nie daje rady. Jednak z pomocą swojej pomysłowej przyjaciółki wiewiórki (to chyba jest wiewiórka, ale poprawcie mnie, jeśli się mylę), udaje im się rozwiązać tą zagadkę. Bo czasami to nie łoś jest za duży, a książka za mała.

Fantastyczna pozycja o przełamywaniu schematów i kreatywnym podchodzeniu do problemów. Bardzo fajnie sprawdza się w nauce części ciała (o ile zależy nam na znajomości części ciała łosia, oczywiście) – Majka uwielbia wymieniać to, co na danym obrazku się zmieściło i to, czego nie widać. Wylicza na paluszkach: „ogonek jest, pupka jest, kolanka są, kopytek nie ma, głowy nie ma…”. Swoją drogą nigdy nie wpadłabym na to, żeby nie zaliczyć stojącemu z profilu Ernestowi jednego oka. Ale moja dwulatka ma rację – w końcu w tej pozycji widać tylko jedno oczko, a drugie się nie zmieściło.

Mało treści i mnóstwo zabawy formą, a do tego rozkładana ostatnia strona i ilustracje bardzo w moim guście. A te niewielkie partie tekstu, które się pojawiają, to cudowne, wpadające w ucho słowotwórstwo (i moja córka teraz wszędzie się wtarabania zamiast wchodzić). Wyjątkowo uroczy sposób na ćwiczenie koncentracji, spostrzegawczości i pomysłowości. Super sprawa. Bierzemy Ernesta razem z porożem i kopytami. Jakoś go u nas upchniemy!

Catherine Rayner, Ernest, Gdańsk: Wydawnictwo Ene Due Rabe, 2014, 26 s.

 

Bajki Majki: Książeczki z zadaniami i naklejkami dla dzieci 2+

Wakacje w pełni, czekają dłużące się podróże pociągiem lub samolotem, wypady do restauracji i kawiarni, albo po prostu deszczowy dzień w hotelu, a malucha trzeba czymś zająć, żeby nie robił rozróby. U nas w tym celu świetnie sprawdzają się różnorodne książeczki aktywizujące, które zawsze staram się mieć poupychane po torebkach, czy w samochodowym schowku tak „na wszelki wypadek”.

Najwygodniejsze, ale też najkrócej przykuwające uwagę są te z naklejkami. Ale jeśli w torebce znajdzie się też miejsce na kredki, to już wybór jest naprawdę ogromny. Zerknijcie na nasze wybory:

Malowanki wodne, czyli genialny pomysł na upał i nie tylko. Wymagają minimalnego przygotowania, bo wystarczy pędzelek i jakikolwiek pojemniczek z odrobiną wody i generują stosunkowo mały bałagan (a odkąd odkryłam specjalne „kubki-niekapki” do malowania to już w ogóle potencjalne straty zostały ograniczone do zera). Można znaleźć takie z ulubionymi bajkowymi bohaterami, albo tematyczne – piłkarskie, czy wielkanocne. Mają ładne kolory, nie brudzą i nie przebujają, bo zazwyczaj są jednostronne. A dzieci uwielbiają malowanie, nie mówiąc już o taplaniu się w wodzie.

Uwolnij kolory. Wielkanoc, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Maluszkowy Świat od Wydawnictwa Zielona Sowa to bardzo proste kolorowanki z dwudziestoma naklejkami dla najmłodszych – idealne na początek przygody ze skupianiem się na zadaniach. Są bardzo ładnie wydane – jedna strona jest kolorowo zadrukowana i zawiera podstawowe informacje o danym zwierzątku/warzywku/pojeździe it., czasami z zagadką albo drobnym zadaniem manualnym, na drugiej natomiast czeka zadanie plastyczne – kolorowanie i naklejanie. Super, że przewidziano klika naklejek więcej, niż należy umieścić w książeczce i dziecko może je sobie wykorzystać w dowolny sposób. W serii jest sześć książeczek, każda podejmująca inny temat, jest więc w czym wybierać.

Maluszkowy Świat. Jedzenie. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Maluszkowy Świat. Zwierzęta. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Rymowanki naklejanki to tylko odrobinę wyższy stopień zaawansowania – książeczki są zbudowane bardzo podobnie do Maluszkowego Świata, z tą różnicą, że poza naklejkami i kolorowankami zajedziemy tu również rymowane wierszyko-zagadki, na które odpowiedzi trzeba poszukać właśnie wśród naklejek.

Rymowanki naklejanki. Zagadkowe pojazdy, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Rymowanki naklejanki. Zagadkowe warzywa i owoce, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Rymowanki naklejanki. Zagadkowe zwierzęta, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Ćwiczenia z myszką Tini. Książeczka z naklejkami dla 2-latków – z ręką na sercu przyznaję, że sama w życiu bym tej książeczki nie kupiła, głównie ze względu na postać klauna, która jakoś mnie odrzuca w publikacjach dla dzieci. Książeczkę przyniosła Majce babcia i mieliśmy do czynienia z przypadkiem miłości od pierwszego wejrzenia. Moje dziecko nie chciało wstać od stoliczka, dopóki w ćwiczeniach nie skończyły się naklejki – to był pierwszy przypadek tak długiego skupienia się na zadaniach w całej naszej historii. W książeczce są tylko naklejki – większe i mniejsze – nie wymaga więc posiadania żadnych dodatkowych przyborów. Jest prosta, a mimo to bardzo kreatywna, poza zdolnościami manualnymi i motoryką małą uczy przede wszystkim kojarzenia faktów, utrwala kształty i kolory. Wymaga niewielkiej pomocy rodzica w zrozumieniu poleceń.

Ćwiczenia z myszką Tini. Książeczka z naklejkami dla 2-latków, Wydawnictwo Grafag.

Lilla Lou Edu! to seria ślicznych książeczek z zadaniami dla dwu i trzylatków. Dużym atutem i głównym środkiem przekazu są tutaj ilustracje zajmujące większą część książeczki, towarzyszą im proste zadania do rozwiązania przy pomocy naklejek – głównie doklejanie elementów uzupełnione co jakiś czas o wierszyk, czy proste informacje związane kształtami i kolorami. Książeczki dla trzylatków są odrobinę trudniejsze, wymagają nieco bardziej rozwiniętej umiejętności kojarzenia informacji oraz użycia kredek, mimo to moja 2,5 latka bardzo dobrze sobie z nimi radzi.

Lilla Lou 2+ Edu! Zwierzęta.
Lilla Lou 3+ Edu! Owoce.

Akademia mądrego dziecka. Kiedy słonko świeci to przede wszystkim kolorowanka, a naklejki pełnią w niej marginalną rolę i tak naprawdę można je wykorzystać w dowolny sposób.

Ilustracje ułożone zostały w przemyślanym, logicznym ciągu – mały odkrywca najpierw widzi jajka, potem ma do pokolorowania gniazdko, na kolejnym obrazku przedstawiono same skorupki jajek, z których wykluły się pisklęta do pokolorowania. Drugim pomysłem jest rozłożenie obrazka na czynniki pierwsze – najpierw dziecko przygląda się ilustracji, na której umieszczono wyrastającego z doniczki krokusa podlewanego wodą z konewki, a na kolejnych stronach pojawiają się po kolei kolorowanki z różnymi jej częściami – osobno doniczką i kwiatkiem. A jeszcze później kolejne elementy kojarzące się z tym obrazkiem – siedzące na kwiatku motylki, słonko i ślimak. Na sam koniec takiej sekwencji pojawia się ilustracja, na której coś nie pasuje – w gnieździe zamiast jajek siedzi ślimak, a z podlewanej obficie doniczki wyrasta siatka na motyle. Dzięki temu maluszek ma szansę na sprawdzenie i utrwalenie wiedzy, którą przed chwilką zdobył.

DSC_0781

Z jednej strony jest bardzo wygodna w podróży ze względu na utwardzaną tylną stronę, która pozwoli z powodzeniem rysować „na kolanie” z drugiej obrazki na górnej stronie czasami wymykają się małym rączką, mimo zagięcia książeczki.

Więcej o tej pozycji pisałam jakiś czas temu na Bajkowirze.

Marzena Dobrowolska, Akademia mądrego dziecka. Kiedy słonko świeci, Wydawnictwo Egmont.

Rozum mam, myślę sam! Zabawy edukacyjne 2-latka – podobnie jak powyższa, ta książka również ma usztywniany tekturką tył, jednak ze względu na umieszczanie zadań wyłącznie na jednej stronie i znacznie większy format jest zdecydowanie wygodniejsza (do wypełniania, ale nie do noszenia w torebce).

Zeszyt ćwiczeń od początku do końca został zaprojektowany z myślą o dziecku. Szczególnie widać to poleceniach, gdzie treść pisana uzupełniona została prostymi symbolami powalającymi maluszkowi czytać razem z rodzicem i lepiej rozumieć czekające go zadania.

32 karty edukacyjne zawierają proste zadania ćwiczące sprawność małych paluszków w operowaniu kredkami, znajomość kolorów, spostrzegawczość, pamięć i kojarzenie faktów oraz podstawy liczenia. Bardzo podoba mi się, że każda karta skłania do różnych aktywności – na każdym z obrazków trzeba coś narysować, coś wskazać, coś znaleźć i przykleić albo policzyć.

Proste ilustracje w żywych kolorach zachęcają do zabawy, duże kształty nie zniechęcają i pozwalają spokojnie trenować paluszki, a mnogość i różnorodność zadań nie pozwala się nudzić. Bobasa najchętniej zrobiłaby wszystkie zadania na raz.

Jest tu wszystko, czego tylko maluch może zapragnąć – plaża i piaskownica, maszyny budowlane, robaki, opadnięte liście i błotniste kałuże, owoce i warzywa, wiejskie i domowe zwierzątka oraz to, co dzieci lubią najbardziej – naklejki. Poza wymienionymi wyżej umiejętnościami, książeczka zapewnia dziecku również porządny trening samodyscypliny – moje dziecię najchętniej od razu powyklejałoby wszystkie w jedno miejsce. Tym miejscem jest jej koszulka, ewentualnie kaloryfer :D A tu można użyć jednej naklejki na kilka stron…

Więcej o tej pozycji pisałam jakiś czas temu na Bajkowirze.

Elżbieta Pietruczuk-Bogucka, 2-latek – Rozum mam – myślę sam!, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Naklejanki z serii Obrazki dla najmłodszych były naszymi pierwszymi książeczkami z naklejkami (a przerobiliśmy już prawie całą serię!) i towarzyszą nam praktycznie odkąd Majka skończyła 1,5 roku. W zależności od tematu, a wybór jest ogromny!, mają różny stopień trudności. Niektóre z nich mają również „cień” przedmiotu pomagający w dopasowaniu naklejki, inne charakteryzuje dowolność ograniczona jedynie treścią polecenia. Do pokazania zostały mi akurat najtrudniejsze, bo za te się jeszcze nie zabraliśmy. Na początek polecam te o kolorach, zakupach i zwierzątkach wszelakich. A na Święta oczywiście świąteczne! To bardzo fajne zadanie do kalendarza adwentowego.

Nathalie Bélineau, Sylvie Michelet, Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki. Dinozaury, Wydawnictwo Olesiejuk.
Nathalie Bélineau, Sylvie Michelet, Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki. Cyfry, Wydawnictwo Olesiejuk.

Kolorowe naklejanie – książeczki z naklejkami z tej serii są trochę bardziej zaawansowane. Co prawda tutaj również są „cienie” naklejek pomagających w ich dopasowaniu, ale poza samym naklejaniem jest w niej sporo tekstu przekazującego maluszkowi sporo informacji, w przypadku naszych egzemplarzy są to wiadomości dotyczące opieki nad kotami i życia w gospodarstwie. Trochę do naklejania i trochę do czytania – świetne na wspólne deszczowe popołudnie.

Kolorowe naklejanie. Baw się i poznawaj. W gospodarstwie, Wydawnictwo Olesiejuk.
Kolorowe naklejanie. Baw się i poznawaj. Koty, Wydawnictwo Olesiejuk.

Bardzo podobne do powyższych są Naklejkowe historyjki – różnią się formatem (są nieco mniejsze) i stylem ilustracji, a zawarte w nich informacje są raczej szczątkowe i ograniczają się zazwyczaj do jednego zdania na stronę. Super, że poza naklejkami dedykowanymi na określone miejsca jest naprawdę dużo dodatkowych, którymi można ozdobić strony książeczki, siebie i wszystko wokół.

Agnes Besson, Naklejkowe historyjki, Morze, Wydawnictwo Olesiejuk.
Agnes Besson, Naklejkowe historyjki, Zwierzęta domowe, Wydawnictwo Olesiejuk.

Seria Gdzie pracuje… charakteryzuje się śliskimi stronami i, co za tym idzie, możliwością wielokrotnego naklejania i odklejania naklejek. Super sprawa dla fanów pojazdów wszelakich. A i zwierzątek jest w nich bez liku.

Gdzie pracuje… traktorek, Wydawnictwo Aksjomat.
Gdzie pracuje… wóz strażacki, Wydawnictwo Aksjomat.

Jupi! Uczę się i bawię to już nieco wyższa szkoła jazdy. Naklejek jest aż 300 i nie zawsze łatwo się połapać co gdzie nakleić. Za to poza naklejkami znajdziemy tu również zadania na spostrzegawczość i proste liczenie, a także, co chyba podoba mi się najbardziej, naklejkowe puzzle. A ilustracje są naprawdę cudowne.

Jupi! Uczę się i bawię. Ja i małe zwierzaki, Wydawnictwo Jupi!

Kolorowanki z ulubionymi postaciami z bajek. Tego jest na rynku od wyboru do koloru i jeszcze więcej – z naklejkami, kolorowymi konturami, z dołączonymi farbkami, czy wyrywanymi stronami. U nas ostatnio prym wiedzie Klinika dla pluszaków i Kubuś Puchatek, a frajda jest szczególnie wielka, kiedy zamiast kolorować kredkami wyciągamy farbki wodne – bałagan stosunkowo niewielki, a dają +100 do zaangażowania.

Kubuś i przyjaciele. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Ameet.
Klinika dla pluszaków. Dosia i szpital. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Ameet.
Kubuś i przyjaciele. Moja pierwsza kolorowanka, Wydawnictwo Ameet.

Dla wielkich fanów kolorowania, którzy potrafią skupić się na tym przez dłuższą chwilę (albo lubią malować na przykład stopami) i przy okazji nie mają psotnego kota, który zawzięcie psuje całą zabawę, polecam kolorowanki podłogowe. Bardzo fajną propozycję ma Fisher Price – kolorowanie i zgadywanie z naklejkami. Jak sama nazwa wskazuje kolorowanka jest rozszerzona o zadania i naklejanie. Jest ich kilka wersji, każda z innym bohaterem.

Fisher Price. Króliczek. Kolorowanie i zgadywanie z naklejkami, Wydawnictwo Olesiejuk.

Nie mija u nas również szał na Świnkę Peppę, dlatego też w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć książeczek z tą bohaterką. Jest ich kilka serii i naprawdę dużo części, ale wszystkie charakteryzuje obecność naklejek i spore zróżnicowanie pod względem trudności zadań – znajdziemy w nich stosunkowo proste dopasowywanie szczegółów, szukanie różnic, czy przeciwieństw, ale również proste zadania z liczenia, wprowadzenie nauki zegara, a nawet przepisy kulinarne. Są bardzo rozwijające, poruszają mnóstwo tematów, bywają czasami trochę na wyrost i wymagają sporego zaangażowania rodzica, ale na pewno są warte uwagi. Ponadto jest to prasa, możemy więc polegać na regularności wydawania. Nietrudno też zdobyć starsze numery.

Peppa Pig. Chrum chrum. Ciasta i ciasteczka, czasopismo.
Peppa Pig. Zabawy z naklejkami. Wesołe przygody, czasopismo.

Podobną cykliczność dają nam dwa stosunkowo nowe czasopisma dla maluszków – Uszek i Moje Maluchy (to drugie oferuje nawet opcję prenumeraty z dostawą do domu). Obie są genialne nie tylko ze względu na fantastyczną grafikę i rozwijające zadania, ale przede wszystkim na obrazkowe polecenia, które po odrobinie ćwiczeń dziecko jest w stanie zrozumieć samo. I mam to przetestowane, bo po kilku dniach wspólnego rozwiązywania gazetki Majka ściągnęła ją sobie sama z szafki i rozwiązała samodzielnie kilka łatwiejszych zadań nie robiąc żadnych błędów jeszcze zanim ja zdążyłam podnieść się z łóżka. Magia!

Oczywiście część zadań wymaga nadzoru rodzica – dzięki Uszkowi moje dziecko po raz drugi w życiu używało nożyczek!

Moje Maluchy występują w dwóch formatach – my preferujemy ten naprawdę wielki, ale na wakacyjny wyjazd lepiej sprawdzi się mniejsze wydanie.

Moje Maluchy. Zwierzęta domowe, 2/2018.
Uszek, 3/2018.

Przedszkole Żyrafki to prawdziwa gratka dla rodziców, którzy nie chcą lub nie mogą posyłać dziecka do przedszkola lub chcą zająć czymś swojego przedszkolaka w czasie choroby lub wakacji. Konkretna teczka z trzema książeczkami ogólnorozwojowych zadań zapewni wspólne zajęcie na wiele godzin. Znajdziemy tu zabawy plastyczne, zabawy językowe i zgadywanki. I oczywiście całkiem sporo naklejek. Pomoc rodzica jest niezbędna, ale same zadania często wykraczają poza sztywne siedzenie przy stoliczku i wypełnianie książeczek. Teczka występuje w pięciu wersjach odpowiednich dla wieku dziecka.

Przedszkole Żyrafki. 2-latek, Wydawnictwo Olesiejuk.

Bajki Majki: „Rebelia. Urządź po swojemu” Lilianna Fabisińska, Paweł Mildner

Nigdy nie popierałam entuzjazmu, z jakim świat przyjął pozycje w stylu „Zniszcz tą książkę”. Niespecjalnie rozumiem, dlaczego obiektem wyładowywania agresji i życiowej frustracji miałaby być akurat książka (chociaż z drugiej strony może jednak lepiej książka, niż rodzice? Albo chińska waza po babci?). Ale skoro już musi być to właśnie książka, to dlaczego nie ta, która akurat nas wkurza? „Krzyżacy” na przykład? Dlaczego potrzebujemy do tego specjalnej książki (oczywiście w cenie dobrej książki), która w dodatku zawiera wskazówki jak dokładnie powinna być zniszczona, jakby to właśnie samo wymyślanie sposobów destrukcji jest w tym wszystkim najprzyjemniejsze?

Wydawało mi się, że „Rebelia” będzie kolejną pozycją tego typu, być może ze względu na buntowniczy tytuł. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że to nie jest książka do niszczenia, a do tworzenia!

 

Lilianna Fabisińska (autorka książek, które miały spory wkład w moje magiczne dzieciństwo [dziękuję!]) nakłania czytelnika, by stworzył swój własny świat tak, jak chciałby go widzieć – świat bez zakazów i nakazów, w którym ogranicza nas jedynie własna wyobraźnia. Świat całkowicie bezpieczny i wolny od konsekwencji, bo zamknięty między okładkami. Poruszając się po jedenastu rozdziałach odpowiadających różnym dziedzinom życia, młody buntownik może zrobić wszystko po swojemu: między innymi zaprojektować swój dom i pokój – od kolorów ścian i układu mebli aż po panujące w nim zasady i sposoby mordowania budzika; wymarzyć sobie domowego zwierzaka (nawet, jeśli ma to być Smok Wawelski); zapisać (i stworzyć) swój własny przepis kulinarny, zaprojektować popcorn wszystkich smaków oraz określić swoje najdziwniejsze upodobania kulinarne i sprawić, że od teraz najzdrowszym jedzeniem będą frytki i czekolada; wymyślić swoją własną szkołę – z planem lekcji (bitwa na poduszki jako jeden z najważniejszych przedmiotów? Czemu nie!), portretami nauczycieli, wyposażeniem i spisem lektur; opisać, podrasować lub wymyślić sobie najlepszych przyjaciół, a także stworzyć dla nich sekretny język i zaplanować odjechane urodziny; wyruszyć w podróż życia niezależnie od tego, czy woli się biegać po dżungli, czy po muzeach; pobawić się modą i projektowaniem ubioru (z wymarzonymi tatuażami włącznie), zaplanować idealny seans filmowy, a także postarać się o swój własny film (a nawet festiwal); wymyślić swój idealny smartfon, grę i wiele, wiele innych…

 

A ponadto w książce znajdziecie psychotesty, wykreślanki, mniej lub bardziej szalone inspiracje do spędzania wolnego czasu i inne poskramiacze nudy. Świetnie sprawdzi się podczas przydługiej wakacyjnej podróży. Albo w kolejce na Giewont.

I co najważniejsze – nie wyrzucajcie wypełnionej książki (jeśli jesteś dzieckiem/nastolatkiem/prawie dorosłym) i nie pozwólcie dzieciom wyrzucić wypełnionej książki (jeśli jesteś rodzicem). Schowaj ją gdzieś głęboko i najlepiej zapomnij o jej istnieniu. Kiedy znajdziesz ją przez przypadek przy przeprowadzce kilkanaście lat najprawdopodobniej padniesz ze śmiechu. A „Rebelia” stanie się świetną pamiątką po nie do końca utraconej dziecięcej wyobraźni.

Sympatyczna i pomysłowa książka, która rozrusza wyobraźnię i pozwoli puścić wodze fantazji. Kto wie, może stanie się początkiem niejednej fantastycznej książki albo scenariuszem oscarowej produkcji?

Świetny prezent dla szkolniaka chcącego robić wszystko „po swojemu”.

Lilianna Fabisińska, Paweł Mildner, Rebelia. Urządź po swojemu, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2018, 224 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Ojej! Niespodzianka” i „Ojej! Skarb”, Anna Jankowska, Adam Święcki

Niespodzianka! Dwie zupełnie nowe książeczki o Czarusiu już tu są! I gorąco polecają się na Dzień Dziecka.

O pierwszej części przygód pomarańczowego kota i o samej koncepcji aktywnego czytania pisałam już TUTAJ. Poza wartościami edukacyjnymi „Zmalowane” urzekło mnie sprytnym i genialnym w sowiej prostocie sposobem, w jaki można tłumaczyć dzieciom sztukę nowoczesną i odmienne sposoby postrzegania świata. Natomiast „Niespodzianka” i „Skarb” chwyciły mnie za serce swoją… uroczością! Mają tak ciepłe i pozytywne przesłanie, że moją pierwszą reakcją było przeciągłe „Awwww!”. Drugą też.

Obie historie zostały oparte na tym samym schemacie, choć ich tematyka jest zupełnie inna.

W „Niespodziance” Czaruś zauważa, że zupełnie zapomniał przygotować się do urodzin Loli. Ale co to dla niego! Dla tak pomysłowego pluszaka sporządzenie prezentu last minute to żaden kłopot. Szczególnie, kiedy wokół tyle wspaniałości. Zbiera więc wszystko to, co akurat go zachwyci – maliny, czereśnie, kwiatki, kamyki, grzybka, skórkę od banana… Problem pojawia się dopiero w momencie, w którym podczas pakowania kotek pakuje również samego siebie! I tym oto sposobem urządza swojej właścicielce największe zaskoczenie – na urodziny dostała kota w worku!

To piękny przykład dziecięcego zachwytu odkrywaniem świata, kiedy to każdy kwiatek, listek, kamyk i ślimak są czymś wyjątkowym, zaskakującym i wartym zabrania ze sobą i sprezentowania bliskiej osobie. I jedna z najważniejszych życiowych prawd – to my, nasza pamięć i nasze starania jesteśmy najwspanialszym prezentem. A dzieci i ich pomysły to zawsze jedna wielka niespodzianka.

W drugiej książeczce, Czaruś postanawia zdobyć dla Loli najprawdziwszy skarb. W tym celu dokłada wszelkich starań, by przegonić z upatrzonej i bardzo ciekawej dziupli smoka, który mógłby urządzić sobie w niej leże i składować kosztowności. Smok jednak nie jest skory do wyjścia, za to kiedy nasz bohater odważa się w końcu zajrzeć do otworu… sam wpada do środka, gdzie, kocim zwyczajem, zwija się w kłębek i zasypia. Tam właśnie znajduje go kilka godzin później zaniepokojona Lola. A tęsknota i zmartwienie uświadamiają im, że największym skarbem nie są wcale złoto i szlachetne kamienie (a nawet zwykłe kamienie o ciekawych kształtach!), a ci, których kochamy.

Ale przecież przygody Czarusia to nie tylko samo czytanie! Kod QR zabiera nas do strony, skąd pobrać można wersję tekstową komiksu (aż sześciostronicowe opowiadania!), czarusiowe kolorowanki i pomysły na zabawy, logiczne i ruchowe, inspirowane historyjkami. I to nie takie zwyczajne zabawy, a rozwijające przygody, w które można zaangażować całą rodzinę – ćwiczące między innymi skupienie, cierpliwość, myślenie przestrzenne i kreatywność – a przede wszystkim niesamowicie angażujące. Bo czy może być coś fajniejszego od poszukiwania skarbów, sporządzania tajemniczej mapy, pakowania zaskakujących prezentów a nawet szykowania własnego dzieła sztuki?

Urocze historie, zdolne roztopić nawet najbardziej kamienne serce skuteczniej niż ostatnie upały, przesympatyczny pluszowy bohater pełen szalonych pomysłów, niezastąpione ilustracje Adama Święckiego, humor i inspirujące pomysły na przeżywanie przeczytanych książek jeszcze długo po odłożeniu ich na półkę to coś, co czyni z tych niewielkich, cienkich pozycji obowiązkowe lektury nie tylko dziecka, ale i rodziny. Świetnie sprawdzą się również w przedszkolu, czy książkowym klubie maluszka – na przykład jako pomysł na zainicjowanie dyskusji o wartościach.

Czarujący pomarańczowy kot jest zawsze dobrym wyborem. Fantastycznie, że dwie kolejne części są równie wartościowe, co pierwsza i w ten sam sposób zmieniają CZYTANIE w DOŚWIADCZANIE, a dodatkowo gwarantują sporą dawkę wzruszenia i jeszcze więcej niespodzianek.

Anna Jankowska, Adam Święcki, Ojej! Niespodzianka, Wrocław: Atomedia, 2018, 30 s.
Anna Jankowska, Adam Święcki, Ojej! Skarb, Wrocław: Atomedia, 2018, 30 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Autorki.

Bajki Majki: „Ojej! Zmalowane” Anna Jankowska, Adam Święcki

Poznajcie Czarusia. To artysta na miarę naszych czasów – charakteryzuje go otwarty umysł, duży potencjał twórczy, bezmiar wyobraźni i rozmach malarskich realizacji – bez chwili wahania realizuje swoje najśmielsze wizje. Czaruś jest też kotem. Pomarańczowym, pluszowym kotem gwoli ścisłości.

Pewnego dnia natchniony Czaruś postanawia wyżyć się twórczo i zupełnym przypadkiem tworzy prawdziwe dzieło sztuki. Które bez wątpienia musi być zaczarowane, bo tam, gdzie artysta widzi kwiecistą łąkę, jego gałgankowi przyjaciele dostrzegają zupełnie inne rzeczy. Jak to możliwe?

„Bo z prawdziwą sztuką to tak dziwnie jest.”

Nie ma wielu książek dla tak młodych odbiorców, które odważnie podejmują temat sztuki. I to sztuki nowoczesnej. A już na pewno nie ma drugiej tak wyjątkowej – „Ojej! Zmalowane” to komiks. Pedagog i mamowa blogerka w duecie ze świetnym rysownikiem stworzyli przesympatyczną, pełną humoru opowieść, która w minimalnej ilości słów zawiera maksimum treści. To komiks o sztuce nowoczesnej, potędze wyobraźni, różnicach w postrzeganiu świata.

Ja po pięciu latach studiowania historii sztuki nie czuję się w pełni komfortowo opowiadając o dziełach sztuki współczesnej, a ta książeczka „rozwaliła” cały problem na kilku stronach. Warto dodać, że to strony składające się głównie z obrazków ;)
Bo owszem, można maluchom dywagować o konotacjach, symbolach i dyskursywnych paradygmatach, ale po co? Skoro sztuką można się po prostu dobrze bawić? I zupełnie przy okazji nauczyć się nazw kolorów, jeśli jeszcze trochę się mieszają.

Krótka historyjka o pomarańczowym kocie wykracza poza granice standardowo wyznaczane przez okładki. Kod QR na okładce otwiera drogę do dalszej zabawy. Właśnie tak – zabawy. Zgodnie z ideą aktywnego czytania autorka przygotowała pomysły na ożywienie swojej historii i jej kontunuowanie nawet po zamknięciu książki. Mamy zatem do wyboru trzy rodzinne gry rozwijające twórcze myślenie, ćwiczące pamięć, umiejętności kojarzenia faktów, skupiania uwagi i pracy w grupie, a nawet bronienie własnego zdania. Wszystkie zabawy oparte są o tematykę kolorów, a do zagrania wystarczą podstawowe przedmioty, które znajdziemy w każdym domu. Ogranicza nas wyłącznie wyobraźnia, która po kilku wspólnych rozgrywkach zacznie nas ograniczać coraz mniej.

Ale to nie wszystko! Znajdziemy tu również kolorowanki, dzięki którym czytelnik, wraz z Czarusiem, stworzy własne dzieło sztuki (abstrakcyjne lub zupełnie realistyczne, martwą naturę, wedutę, portret, animalistykę albo co tylko przyjdzie na myśl małemu artyście). A sześciostronicowe opowiadanie powie nam więcej zarówno o samym kocie, jak i o całej, znanej z komiksu, sytuacji.

Możemy połączyć opowiadanie z kolorowanką i stworzyć własną czarusiową przygodę. Możemy też wymyślić zupełnie nową historię i stworzyć książkę jedyną w swoim rodzaju.

„Dorośli mówili, że to wielka sztuka, a ja wyobraziłam sobie, że kamienie to zaklęte trolle, puszki to kosmiczne roboty, a śmieci to szczątki dinozaurów. I wtedy dopiero ta cała sztuka od razu zaczęła mi się bardziej podobać.”

Chodźmy, wyobrażajmy!

Anna Jankowska, Adam Święcki, Ojej! Zmalowane, Wrocław: Atomedia, 2017, 30 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.

PS. Książeczka dedykowana jest dzieciom od 3 do 7 lat, ale i ja i Majka bawiłyśmy się przednio!