Grajki Majki: „Pucio. Moje pierwsze układanki”

„Moje pierwsze układanki” to najłatwiejszy zestaw puzzli z rodziną Pucia w roli głównej przeznaczony dla najmłodszych odkrywców – już od pierwszego roku życia.

W pudełku znajduje się siedem prostokątnych zestawów, a każdy z nich – przedstawiający innego członka rodziny – składa się z trzech elementów. Puzzle są duże, wygodne do operowania jeszcze niewprawionymi paluszkami, mają nieskomplikowane kształty z wycięciem zawsze z jednej strony i w tym samym miejscu. Urozmaiceniem jest ich orientacja – trzy układanki (z kotem bawiącym się piłką, psem pijącym wodę i Bobo raczkującym do klocków) są w poziomie, a cztery (Pucio z samolotem, Misia na hulajnodze, tata na rowerze i mama na rolkach) mają orientację pionową.

Swoją drogą Maja zauważyła, że to puzzle tematycznie idealne na Rowerowy Maj, bo każdy z członków rodziny przemieszcza się w inny sposób.

Postacie ukazane zostały na białym tle, dzięki czemu są łatwo rozpoznawalne nawet przez maluszka i podzielone zostały na równe części – znajdziemy więc element z głową, korpusem i nogami każdej postaci, co znacznie ułatwi układanie. Do puzzli dołączono instrukcję z propozycjami zabaw z wykorzystaniem układanek – zarówno tych wspierających pierwsze puzzlowe próby dla najmłodszych, jak i kreatywne zadanie z wykorzystaniem puzzli dla starszego rodzeństwa.

Jak zwykle w przypadku gier z Puciowej serii jestem zachwycona wysoką jakością wykonania (puzzle są z grubej tektury, idealnie podklejone i wycięte bez żadnego zadziorka), jak i ekologicznym podejściem do opakowaniem – elementy są w (intrygująco szeleszczącym!) papierowym woreczku i opakowane w tekturowy kartonik, który nie wymaga dodatkowego zaklejania taśmą ani owijania folią. Został za to wyposażony w sznureczek do wygodnego przenoszenia, co dla malucha będzie dodatkową atrakcją. No i „wyprodukowano w Polsce”, czego chcieć więcej?

Przetestowane przez starszą siostrę, będzie czekać na Leona, bo to jedna z tych zabawek, które warto zachomikować. Nawet rok wcześniej.

„Pucio. Moje pierwsze układanki”
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracje: Joanna Kłos
Ilość elementów: 7 trzyelementowych zestawów
Sugerowany wiek: 1+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

O innych książeczkach z Puciowersum dla starszych i młodszych czytelników pisałam Wam TU, TU i TU, TU i TU. Mieliśmy również pluszowego Pucia i puzzle dźwiękonaśladowcze, pierwsze puciowe gry maluszka – domino oraz loteryjkę, puzzle z przeciwieństwami i odrobinkę trudniejsze puzzle świąteczne.

Bajki Majki: „Zabawianki”

Do serii kartonówek z klasycznymi wierszykami dla maluszków mam szczególny sentyment – Maja uwielbiała „Zasypianki” i „Klasykę dla smyka” za bobasa, a ze zbioru „Zwierzaki wierszaki”, uczyła się na przedszkolne konkursy recytatorskie. Wszystkie trzy mam odłożone dla Leona i już z myślą o nim skusiłam się na najnowszy tytuł serii.

„Zabawianki” – jak sama nazwa wskazuje – to zbiór rymowanek poświęconych psotom, figlom i wygłupom. Prosto spod piór najulubieńszych polskich poetek i poetów. Znajdziemy tu miedzy innymi „Kałużystów” Danuty Wawiłow, „Skakankę” Juliana Tuwima czy „Złą Zimę” Marii Konopnickiej. Wiersze Doroty Gellner i Danuty Gellnerowej, Ludwika Jerzego Kerna, Agnieszki Frączek i Joanny Papuzińskiej. Te znane i osłuchane i te, które dopiero poznamy – wszystkie rytmiczne, wpadające w ucho i zapraszające do zabawy.

Wszystko to w fantastycznej i bardzo aktualnej oprawie graficznej Kasi Nowowiejskiej, bo ilustracje pełne bawiących się dzieci, w które wpasowano wiersze, zajmują tu calutkie strony. Jeśli będziecie wystarczająco uważni, możecie wypatrzeć nawet co nieco dla fanów Psiego Patrolu!

Najwięcej wierszyków, wraz z poświęconymi im ilustracjami, dzieje się wiosną i latem (bo i też te pory roku chyba najbardziej sprzyjają kicaniu po dworze, jak te zające na łące), ale znajdziemy tu propozycje na wszystkie pory roku – nie zabraknie ani malowniczej jesieni, ani zimowych bałwanków. Ani nawet dżungli! Jest też miejsce na zabawy w domowym zaciszu. Dla każdego coś fajnego!

Jak zawsze wydane w formie niewielkiej, całokartonowej książeczki z bezpiecznie zaokrąglonymi brzegami, ząbko- i ślinoodpornej. Sprawdzone – niezniszczalne!

Zabawianki, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2022, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Czas na czytanie: „Pustka. Tom 2” Silencio

Fakt, że na większości książek Silencio powinna być informacja „Jeśli szukasz szczęśliwych zakończeń, to szukaj ich gdzie indziej” nie jest dla mnie niczym zaskakującym, wręcz przeciwnie. Zaskakujące natomiast okazało się to, jak bardzo właściwe i adekwatne zakończenie otrzymała „Pustka” oraz że można złamać czytelnikowi serce i usatysfakcjonować go jednocześnie.

Na drugi tom przyszło nam kilka lat poczekać, dlatego jeśli czytaliście „Pustkę” już jakiś czas temu, to polecam zrobić sobie powtórkę przed sięgnięciem po drugi tom, jest on bowiem bezpośrednią kontynuacją pierwszego. Bez chwili rozgrzewki wskakujemy w rozdział XIII i od razu musimy się orientować w akcji, nie ma miejsca na przypomnienia w stylu „w poprzednim odcinku”, żadnej taryfy ulgowej. Jesteśmy w końcu w Metrolicie. I nie zwalniamy ani na chwilę.

Próby odgadnięcia tożsamości nieuchwytnego Vaina nie posuwają się do przodu ani odrobinę, Wydział do Spraw Seryjnych Zabójców jest w rozsypce, a Departament Orłów zdaje się robić wszystko, by uprzykrzyć a wręcz udaremnić śledczym pracę. Tymczasem makabryczne morderstwa nie ustają a pozbawiona hamulców gra czerwonowłosego następcy Voida z każdą zbrodnią staje się bardziej personalna.

Sprawa okazuje się być znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Poszukiwanie mordercy staje się nie tylko pościgiem za niebezpiecznym szaleńcem i jego pomocnikami, ale walką z samymi podwalinami funkcjonowania miasta. Niezbędne stanie się stawienie czoła nietykalnym elitom przy jednoczesnej niechęci właściwie całego społeczeństwa. W końcu zbrodnia to przede wszystkim sprawa medialna. Bez poparcia, bez środków, z coraz mniejszą nadzieją na sukces. Czy mordercę o właściwie nieograniczonym wpływie na rzeczywistość, mogącego kryć się za właściwie każdą twarzą i cieszącego się niewątpliwymi koneksjami w ogóle można pojmać?

Tym razem, podczas niezbędnego dla śledztwa grzebania w przeszłości, dowiemy się więcej o historii samego Metrolitu i zasadach działania miasta zdającego się być olbrzymią cybernetyczną maszyną i stającego się tu właściwie jednym z ważniejszych bohaterów. To będzie też wędrówka w głąb psychiki (niejednego) zbrodniarza w poszukiwaniu motywów działania i wydarzeń, które go ukształtowały. A także test dla emocji – zarówno bohaterów, jak i czytelnika – w poszukiwaniu mściwości, litości, współczucia czy potrzeby sprawiedliwości.

Czy nieustanny kontakt z pewnym zgorzkniałym śledczym będzie w stanie sprawić, że wiecznie znudzony, pozbawiony uczuć psychopata wreszcie będzie w stanie cokolwiek poczuć? Czy czytelnik będzie w stanie poczuć cokolwiek poza wstrętem i niepokojem?

Przekonajcie się sami!

Mocna, trzymająca w napięciu wędrówka w dysopijny świat postępu, korupcji i zbrodni, w którym wciąż jednak żyją jednostki poszukujące sprawiedliwości. Gotham i Sin City mogą się uczyć od Metrolitu.

Silencio, Pustka. Tom 2, 2022, 530 s.

Grajki Majki: Lalka „Unique Eyes” Amy

Głównym atutem lalek z serii „Unique Eyes”– jak zresztą sama nazwa wskazuje – są piękne oczy, które zdają się podążać za nami spojrzeniem, niezależnie od kąta, pod jakim trzymamy lalkę. Każda z 3 przyjaciółek ma inny kolor oczu i włosów – nasza Amy jest zielonooką blondynką, tak samo jak Maja, do której należy.

Wyjątkowe spojrzenie jest fajnym bajerem, przyciągającym uwagę „efektem wow”. Niewątpliwie ma też spory wpływ na wybór jednej z trzech kandydatek (jest jeszcze brązowowłosa, niebieskooka Sophia, która nosi grzywkę oraz brązowooka Rebbeca z pastelowymi pasemkami) i daje możliwość dopasowania lalki do jej właścicielki. W samej zabawie jednak moja Maja doceniła przede wszystkim… zginane (i to kilkustopniowo!) kolana lalki, dzięki czemu bez problemu można ją sadzać na półkach, fotelikach i krzesełkach, a nawet szykownie założyć jej nogę na nogę oraz fakt, że lalka sama stoi bez podparcia. Takie zestawienie to chyba wśród wyjątek, a przynajmniej tak wynika z naszych lalkowych doświadczeń, super sprawa.

Nie sposób również przeoczyć super modnych ciuchów – nasza lalka nosi różowozłotą cekinową sukienkę i jeansowy płaszcz a do tego stylowe kalosze (które dziecko nie kocha kaloszy?). Są też większe zestawy z dodatkowym zestawem ubranek, a i każda z przyjaciółek ma nieco inny styl ubierania się.

Trzecią cechą, którą moje dziecię szczególnie docenia, są długie i gęste włosy lalki, które można czesać i spinać w rozmaite fryzury – i warkocz wyjdzie imponujący i na dwa kitki starczy włosów.

Ja jestem za to mile zaskoczona wysoką jakością wykonania. Oczy są naprawdę śliczne, z efektem głębi, o nasyconym kolorze, włosy nie wypadają nawet przy mało delikatnym czesaniu, kolana można zginać bez użycia większej siły a ubranka są uszyte starannie i zdają się być całkiem wytrzymałe na ubieranie i rozbieranie przez nie do końca wprawione przedszkolaki.

I jeszcze jako mama – doceniam fakt, że seria składa się z trzech lalek. To dość, by było ciekawie, różnorodnie i można się było głębiej zastanowić nad wyborem „tej jedynej” a jednocześnie nie nadmiernie przytłaczająco (i dla pokoju i dla portfela) gdyby dziecko przypadkiem zapragnęło posiadać wszystkie trzy.

Lalka „Unique Eyes” Amy 
Firma: Giochi Preziosi
Sugerowany wiek: 3+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Dystrybutora Zabawek Dante.

Bajki Majki: 5 pomysłowych książeczek dla maluszka

Maja ma już ponad 6 lat i od września wybiera się do pierwszej klasy, siłą rzeczy wypadłam więc z obiegu jeśli chodzi o książeczki dla najmłodszych. I chociaż mam w piwnicy przynajmniej jeden porządny karton sprawdzonych i kochanych bobasowych pozycji czekających na urządzenie pierwszej biblioteczki Leona, nie potrafię się powstrzymać przed zerkaniem na maluszkowe nowości. A przez te 5 lat na rynku pierwszych książeczek zadziało się naprawdę sporo!

Wybrałam 5 najciekawszych kartonowych tytułów z „efektem łał”, które poza wzruszającą treścią, czy pięknymi ilustracjami (czyli tym, czym wybierając książeczkę zwykle kierują się mamy), przyciągają uwagę zaskakującym rozwiązaniem albo pomysłem (które zwykle na dłużej skupiają uwagę dzieci) – czyli tytułów trochę do czytania i trochę do zabawy.

Książeczki dźwiękowe

Na początek książki, które wykorzystują znany mi już patent, ale w nowej – ulepszonej formie. Seria o Misiu Mikusiu to 4 urocze, nieskomplikowane historyjki uatrakcyjnione dźwiękowymi guziczkami. Wielkim plusem jest fakt, że w tym przypadku guziczków nie trzeba wciskać (a z tym mała Maja zawsze miała problem m.in. w serii „Poznaję dźwięki! – naciskała za lekko) – by usłyszeć muzyczkę wystarczy przyłożyć paluszek do odpowiedniego, charakterystycznego punktu na każdej stronie.

Na każdą opowieść składa się 5 rozkładówek (a zatem i 5 dźwiękowych guziczków). Sympatyczne ilustracje uzupełniają po 2-4 zdania tekstu i wyrazy dźwiękonaśladowcze. Często wykorzystywane są pytania do czytelnika dodatkowo angażujące maluszka w historię. W części „Mikuś i wizyta na wsi” dziecko ma szansę poznać zwierzęta hodowlane i odrobinkę wiejskiej rzeczywistości (zadania gospodarza, wszechobecne błotko) oraz przećwiczyć nazwy kolorów.

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i wizyta na wsi, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

„Mikuś i duży czerwony nocnik” to część przybliżająca i oswajająca pożegnanie z pieluszką. Nie obejdzie się oczywiście bez drobnej wpadki, ale dzięki temu duży sukces z nocnikiem w roli głównej będzie jeszcze bardziej znaczący!

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i duży czerwony nocnik, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

Książeczki są dość lekkie, kwadratowe, wygodne dla małych rączek. Z grubszej tekturki i bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, sprawiają wrażenie wytrzymałych zarówno jeśli chodzi o upadki, jak i spotkania z ząbkami i śliną. Co ważne, można w nich zmieniać baterie (klapka zabezpieczona śrubką z tyłu książki) i najważniejsze dla rodzica – mają wyłącznik! Jak to zwykle bywa jeśli chodzi o zabawki dźwiękowe, muzyczka jest dla mnie osobiście nieco za głośna, choć z doświadczenia wiem, że ten problem dotyczy początków użytkowania i zazwyczaj po pewnym czasie dźwięki nieco cichną.

Z tej serii ukazały się również „Mikuś i dzień w przedszkolu” oraz „Mikuś i pluszowy króliczek”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Ruchome elementy

„Kocham cię, Mamo!” z „Akademii Mądrego Dziecka” na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłą książeczką z okienkami. Mnogość rozwiązań i pomysłów na ruchome elementy okazuje się jednak imponująca.

Już na okładce znajdziemy pokrętło pozwalające na zmianę koloru wyciętych serduszek. A wewnątrz czekają na małe paluszki pełzające robaczki, okienka w niestandardowych kształtach otwierane do dołu i w górę, elementy wymagające przesuwania i wysuwania oraz wypukłe, brokatowe szczegóły o interesującej fakturze.

W tej raczej ciężkiej książce z bardzo grubymi stronami znajdziemy 10 przeuroczych zwierzęcych mam z ich maluchami. Poza manualnymi elementami do poruszania, ilustracje na każdej stronie są uzupełnione wierszowanym zdaniem, w którym maluszek mówi co najbardziej lubi robić z mamą lub za co ją kocha – za ciche mruczenie, wspólne spanie bądź pływanie, zabawę, czy taplanie się w błotku. Dzięki grubej tekturze i zaokrąglonym rogom książka jest bezpieczna dla maluszka, ale ze względu na bardziej delikatne klapki i wysuwane fragmenty warto mieć małego czytelnika na oku.

Akademia Mądrego Dziecka, Mój świat, Kocham cię, mamo!, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Kids.

Pachnące książeczki

Pomysł na książki dla maluszków, z którym wcześniej się nie spotkałam i który nigdy nie przyszedłby mi do głowy, a mam przeczucie, że okaże się strzałem w 10 – książeczki z zapachami.

Pamiętacie katalogi z Avonu, gdzie trzeba potrzeć kartkę, by poczuć zapach perfum, którymi został nasycony papier? Tutaj wykorzystano to samo rozwiązanie w książeczkach o kolorach! Jak dla mnie to świetna koncepcja – synestezje są ekstra, a już bardzo niedługo trudno będzie znaleźć osobę, dla której czerwony kolor nie będzie bosko pachniał truskawkami (przynajmniej u nas, na Kaszubach).

„Mój dzień” to książeczka zbierająca na każdej rozkładówce przedmioty z otoczenia maluszka w danym kolorze – z lewej strony siedem przykładów w formie ilustracji, z prawej okienko, pod którym kryje się realne zdjęcie do pocierania i wąchania. W ten sposób autorzy zachęcają małego czytelnika do rozglądania się za kolorami – wspólnie szukamy zielonego koloru w ogrodzie, czerwonego w przedszkolu, żółtego w parku, brązowego w kuchni, czy białego w łazience. To też bardzo fajny pomysł na wyjście z lekturą poza cztery ściany domu.

Mój dzień. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Do czytania w plenerze jeszcze bardziej zachęca cześć serii pod tytułem „Ogród”. Tutaj wszystkie zapachy poukrywane pod klapkami należą do roślin i większość przedmiotów możemy znaleźć na zewnątrz (owoce, zwierzęta) lub zabrać ze sobą na wycieczkę (plecak, jogurt, papier). Albo przynieść do domu z wycieczki, jak np. fioletowego siniaka.

Ogród. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Niektóre zapachy są bardziej udane (moim faworytem jest pieczony kurczak), inne mniej (truskawki, czy czekolada pachną raczej sztucznie), ale wszystkie są rozpoznawalne – testowałam na mojej 6-latce, która po zobaczeniu zdjęcia pod klapką określiła roślinę jako bazylię, a po potarciu i powąchaniu poprawiła się, że to jednak mięta. Miejsca do pocierania są spore, a zapachy intensywne. Jestem ciekawa, czy długo się utrzymają zarówno nieużywane (muszą trochę poczekać na swój czas, bo Leon się jeszcze nie urodził), jak i później intensywnie pocierane i wąchane. Dam znać za jakiś czas.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Książki z dziurami

Czas na pomysł i autora, których zdążyłam już dobrze poznać i polubić podczas bobasowego okresu Mai, czyli książki z dziurami Hectora Dexeta. To nasze niekwestionowane hity – „Kto zjadł biedronkę?” była jedną z pierwszych najukochańszych pozycji Majeczki, a potem kontynuowaliśmy tą przygodę z takimi tytułami jak „Oto jest ogród”, „A co to?”, czy „Nasze ciało”. Jestem zachwycona, że po 5 latach wciąż pojawiają się nowe tytuły z tej serii. Pierwsze, co zrobiła moja córa po otwarciu paczki z książeczkami dla braciszka, było wpasowanie paluszków w dziurki – z tego się po prostu nie wyrasta!

Książki Dexeta poznacie po trzech bardzo charakterystycznych cechach – żywych, nasyconych kontrastowych kolorach, budowaniu świata z prostych, geometrycznych kształtów i obłych linii oraz wszędobylskich dziurach różnej wielkości i kształtu.

„Ja też” to zabawna książeczka skupiająca się na porównaniach między zwierzętami i… małymi dziećmi. Lubią psoty i zabawę niczym małe kotki, wszędzie chodzą z mamą, zupełnie jak kangurzątka, biorą prysznic jak słonie, załatwiają się w określone miejsca, mają włochatych tatusiów i czują się bezpiecznie dzięki opiece mamy. Każda strona wypełniona jest kolorową, kontrastową ilustracją, uzupełniona jednym zdaniem tekstu i wyposażona w przynajmniej jedną dziurkę, przez którą możemy dojrzeć fragment ilustracji z kolejnej strony. Dzięki temu skrzydło sowiej mamy przemienić się może w parasol, nosidło w kangurzą torbę, a oczko zwierzątka w oczko dziecka.

Hector Dexet, Ja też!, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

„Przytulamy się”, jak sama nazwa wskazuje, proponuje małym czytelnikom rozmaite formy przytualsków – pod kołdrą, po kłótni, na pocieszenie, dla dodania otuchy, na pożegnanie. Z tatą, czy z przyjaciółmi, bez użycia rąk, czy pod wodą, tulaski to zawsze dobry pomysł na poprawę humoru – wypróbujcie je wszystkie! Słodka, urocza i przekochana pozycja.

Hector Dexet, Przytulamy się, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

Jak wszystkie książki Hectora Dexeta, te również pobudzają wyobraźnię, rozwijają słownictwo i świetnie sprawdzają się podczas ćwiczenia małej motoryki – trudno się powstrzymać by zamiast przewracać strony w standardowy sposób, nie robić tego poprzez wkładanie paluszków w dziurki i ciągnięcie za krawędzie otworów.

Chociaż książki nie należą do najlżejszych, a tektura stron, choć sztywna, nie jest bardzo gruba, z doświadczenia wiem, że to książki nie do zdarcia. Nasze wielokrotnie zaczytane tytuły sprzed lat nie mają znaczących śladów zużycia, choć niejednokrotnie służyły nam również poza domem – podczas spacerów i wypadów na plac zabaw.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Przekroje

I na koniec nieco inne podejście do dziur w książce. W serii „Jak to działa?” grube, tekturowe strony podziurawione zostały przekrojami, pozwalającymi zajrzeć do środka prezentowanego obiektu i poznać go… dogłębnie.

Pomysłowe, porządnie wykonane, o dużej wartości edukacyjnej. Po prostu fajne do czytania!

„Jak to działa? Traktor” to prawdziwa gratka dla każdego fana maszyn i pojazdów wszelakich. W książce wytłumaczono do czego służy ciągnik i z jakich elementów się składa – te zostały również podpisane na obrazkach i wyszczególnione na kolejnych przekrojach, jak np. silnik pod maską, która chroni go przed zabrudzeniami. Mały czytelnik pozna również rozmaite maszyny rolnicze, jakie można doczepić do ciągnika oraz dowie się między innymi dlaczego traktory mają rurę wydechową skierowaną w górę. A w tle będzie mógł wypatrzeć rozmaite wiejskie zwierzęta i poznać dźwięki, jakie wydają.

Jak to działa? Traktor, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

W książeczce „Jak to działa? Dinozaur” naszym przewodnikiem będzie Profesor Myszka zajmujący się badaniami nad dinozaurami. Opowie maluchom co nieco o tyranozaurach – uch cechach fizycznych, zwyczajach i budowie ciała, co można śledzić na kolejnych przekrojach. Na każdej stronie pojawiają się również dinozaurowe ciekawostki, można więc wyciągnąć z tej niedługiej pozycji całkiem sporo wiedzy. No i wcisnąć paluszki między ostre zęby wielkiego jaszczura.

Jak to działa? Dinozaur, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Znacie jeszcze jakieś inne pomysłowe książeczki dla najmłodszych? Podzielcie się tytułami!

Czas na czytanie: „Zakon Drzewa Pomarańczy”, Samantha Shannon

Wschód i Zachód świata „Zakonu Drzewa Pomarańczy” dzieli nie tylko bezmiar Bezkresnego Morza (a szczególnie uroczej jego części zwanej pieszczotliwie Czeluścią) ale przede wszystkim… podejście do smoków i wyrastające z tego podejścia systemy wiary.

W krajach Zachodu religia wywodzi się (w zależności od kraju) od prastarych pogromców najstraszliwszego ze smoków – Bezimiennego. W Królestwie Inys panujący ród Berethnet wywodzi się od półlegendarnego świętego, którego uważa się za uwięzienie bestii, a jego krew, przenoszoną z matki na córkę, za gwarancję bezpieczeństwa świata. W Dominium Lasyańskim mieści się tajemny Zakon wojowniczek bez strachu stawiających czoła pozostałym na świecie smokom i wyrmom, choć źródło swej siły upatruje on w zupełnie odmiennym rozumieniu historii pokonania Bezimiennego.

Wschód natomiast charakteryzuje zgoła inne podejście – tam smoki traktowane są jak bogowie, biorą udział w rządach Imperium Dwunastu Jezior, a na Seiiki, wraz z najbardziej elitarnym gronem wojowników tworzą niepokonany oddział Jeźdźców.

Czy nacje tak różniące się już w samych fundamentach systemów wartości będą w stanie odnaleźć płaszczyznę porozumienia i stworzyć wspólny front, gdy ich największy wróg powróci, by podporządkować sobie cały świat z wszystkimi jego mieszkańcami?

To historia poświęcona przede wszystkim silnym kobietomwładczyni imperium, na której ciąży obowiązek spłodzenia dziedziczki i utrzymania rządów w czasach kryzysu, czarodziejki wysłanej z tajną misją na obcy dwór i ambitnej wojowniczki walczącej o godność smoczego jeźdźcy, która pewnego dnia pojawiła się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu. Autorka oddaje jednak również głos niemniej intrygującym mężczyznom – lojalnemu przyjacielowi królowej, czy wygnanemu naukowcowi, dzięki czemu jest to opowieść wielu głosów i różnych perspektyw.

Opowieść o sile przyjaźni, niespodziewanej miłości, ciężarze obowiązku, strachu przed macierzyństwem i dojrzewaniu do podejmowania własnych decyzji i formułowania własnych poglądów. O względnych podstawach religii, historii pisanej przez zwycięzców, różnych wersjach tego samego mitu i uprzedzeniach wyrastających na strachu i braku zrozumienia. To wreszcie trzymająca w napięciu przygoda, fascynujący pomysł na genezę magii i zachwianą równowagę kosmosu oraz kawał świetnie wykreowanego świata kipiącego od pałacowych i dyplomatycznych intryg. No i są piraci!

W moim odczuciu, jak na rolę, którą nadano smokom w tej powieści, brakowało mi nieco ich głosu i czynnego udziału w powieści, zostały w zamian sprowadzone do roli bożków, wierzchowców i przedmiotu sporu, w którym same nie zabierają głosu. Troszkę szkoda, ale to wciąż przygoda warta polecenia!

Samantha Shannon, Zakon Drzewa Pomarańczy, część 1, Kraków: Wydawnictwo SQN, 560 s.

Samantha Shannon, Zakon Drzewa Pomarańczy, część 2, Kraków: Wydawnictwo SQN, 560 s.

Bajki Majki: „Dziękuję! Jak dobrze mieć sąsiadów” Rocio Bonilla

O tym, że uwielbiam picturebooki Rocio Bonilli nie muszę chyba nikomu przypominać – absolutnie zakochałam się w „Najwyższej na świecie wieży z książek”, a jakiś czas później miałam przyjemność patronować książce „Dziadkowie, piranie i inne historie”. Nic więc dziwnego, że trzecią książkę tej ilustratorki mogłabym polecić właściwie w ciemno. Na szczęście nie muszę – przyjrzyjmy się jej razem!

O czym jest „Dziękuję! Jak dobrze mieć sąsiadów” dowiadujemy się już z samej okładki – „to „książka o wspólnocie i o tym, żeby nie oceniać po pozorach”. Niby banał, wałkowany już niejednokrotnie również w książeczkach dla dzieci, a jednak wciąż można go przedstawić w zaskakujący, zabawny i sympatyczny, a przy tym pełen mądrości sposób.

Przy pewnej ulicy stoją bardzo różnorodne domy, których bardzo różnorodni mieszkańcy w ogóle się nie znają. Jedynym, co wiedzą o sobie nawzajem, są ich własne wyobrażenia. Czy Kura Kamila, z której mieszkania zawsze dobiegają hałasy jest głucha? Czy poważny adwokat Lis Ignacy naprawdę nie lubi dzieci? Dlaczego Świnka Matylda rozmawia tylko z robotami i nikt nigdy nie nacisnął dzwonka do drzwi ogra Juzia? I czy obok Ignacego naprawdę mieszka smok?

Wszyscy mieszkańcy ulicy skupieni są wyłącznie na swoim własnym życiu. Choć doskwiera im samotność, boją się zagadać do mieszkających tuż za płotem sąsiadów powstrzymywani przez stereotypy i uprzedzenia. Ale pewnego dnia niespodziewana awaria internetu zmusi do wyjścia z domu i skorzystania z pomocy sąsiadki największą samotniczkę w okolicy, co ośmieli wszystkich do przemyślenia swoich obaw ponownie.

Kiedy bohaterowie małymi kroczkami zaczną otwierać się na innych, szybko okaże się, że ich obawy były bezpodstawne, a sąsiedzi są zupełnie inni, niż się spodziewali. Bo i kto by pomyślał, że kot może być wegetarianinem, a za groźnie rozdziawioną paszczą smoka kryje się… mała, sprytna myszka?

Nie będzie więc zaskoczeniem, że kiedy już sąsiedzi się poznają i zaczną wzajemnie sobie pomagać, ani się obejrzą, jak utworzą silną wspólnotę. W końcu razem można więcej.

Rocio Bonilla, Dziękuję! Jak dobrze mieć sąsiadów, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2022, 48 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Pucio na wsi” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos

Pucio i Misia spędzają wakacje u dziadków na wsi, gdzie szybko dowiadują się, że życie na poza miastem to nie tylko mnóstwo przyjemności, ale i ciężka praca.

Babcia Zosia jest sołtyską – szefową całej wsi, która chętnie pomaga wszystkim mieszkańcom, nasi mali bohaterowie mają więc szansę poznać wiele aspektów z wiejskiego życia od podszewki. Szczególnie, że wszyscy mieszkańcy szykują swoje wyroby do nadchodzącego festynu i wszędzie wokół praca wre. Wraz z dziadkiem Pucio i Misia budują domek w ogrodzie, pomagają sąsiadom podczas pieczenia chleba, dbają o ogród, obserwują żniwa, dowiadują się w jaki sposób powstaje miód i mąka, pomagają przy gotowaniu konfitur, odwiedzają stajnię, oborę i turystyczne siedlisko wraz z warsztatem garncarskim.

Ta część przygód Pucia serwuje nam moc girl power i pokazuje, że żadna rola, umiejętność, czy pasja nie jest zależna od płci. Zaczynając od babci Zosi pełniącej najważniejszą funkcję w całej wsi, przez panią Agatę będącą budowlańcem, strażaczkę, przedsiębiorczynie aż po mamę Pucia – architektkę. A kiedy trzeba odbudować zniszczoną altanę, by mógł odbyć się festyn, wszyscy mieszkańcy – niezależnie od płci i wieku – pracują razem ramię w ramię. Dla każdego znajdzie się odpowiednie zajęcie, a każde z nich jest ważne. Nie zabrakło również różnorodności wśród mieszkańców, którzy, poza rozmaitymi zawodami i zajeciami, różnią się też wyglądem – na przykład Pani Monika ma ciemniejszy kolor skóry, a babcia Pani Grażynki porusza się na wózku inwalidzkim.

Tym razem, obecne na każdej stronie, aktywności dla małych czytelników podzielono na dwa poziomy trudności – dla dzieci młodszych 2-3 lata oraz dla dzieci starszych 3-6 lat. Zadania ćwiczą spostrzegawczość i umiejętność zapamiętywania informacji podanych w tekście, rozwijają słownictwo poprzez zachęcanie do wskazywania określonych przedmiotów na obrazkach, nazywanie ich i opisywanie, wydawanie dźwięków czy opowiadanie o rzeczach i czynnościach, co jest bardzo fajną podstawą do budowania własnej wypowiedzi.

Dwie ostatnie rozkładówki w całości poświęcone zostały zadaniom podsumowującym przeczytaną książkę – tutaj również osobno dla starszych i młodszych czytelników. Na pierwszej stronie natomiast, jak zawsze znajdziemy wskazówki dla rodziców ułatwiające pracę z książką z dziećmi w różnym wieku.

Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, Pucio na wsi. Ćwiczenia rozumienia i mówienia dla dzieci, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2022, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Jeśli macie natomiast ochotę na inne klimaty, koniecznie sięgnijcie po część „Pucio w mieście”
O innych książeczkach z Puciowersum dla starszych i młodszych czytelników pisałam Wam TU, TU i TU. Mieliśmy również pluszowego Pucia i puzzle dźwiękonaśladowcze, pierwsze puciowe gry maluszka – domino oraz loteryjkę, puzzle z przeciwieństwami i odrobinkę trudniejsze puzzle świąteczne.

Czas na czytanie: „Może zawierać orzeszki” John O’Farrell

Spójrzcie tylko co znalazłam! Recenzja z 2018 roku, która nigdy nie ujrzała światła dziennego, bo i nigdy nie było na nią czasu… Ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze! Mój styl robienia zdjęć trochę się zmienił od tamtego czasu, nieprawdaż? :)

Oto książka o najbardziej nadopiekuńczych i wymagających rodzicach świata. Serio, po tej lekturze czułam się tak bardzo normalna i zrównoważona, że aż mi ulżyło.

_20170718_123328

Małżeństwo idealne – Alice ma sprawę w sądzie za szerzenie matczynego aktywizmu (przy pomocy kukły Tony’ego Blaira!) na rzecz spowolnienia ruchu samochodowego przed swoim domem, a wykształcony David uczy czterolatka analizowania muzyki klasycznej. W takiej sytuacji pomysł przebrania się za nastolatkę i napisania za nią testu z matematyki, by dostała się do snobistycznej szkoły pozbawiającej dzieci dzieciństwa już nawet czytelnika nie dziwi. Swoją drogą to równocześnie wielkie poświęcenie – główna bohaterka jest w końcu prawie tak dobra z matmy jak ja. Czyli wcale.

Główni bohaterowie naprawdę zdrowo przesadzają prześcigając się ze znajomymi w wymyślaniu sposobów na zapewnienie swoim dzieciom świetlanej przeszłości. Żyją na elitarnym, zamkniętym osiedlu, posyłają maluchy do elitarnych, prywatnych szkół, gdzie oczekują od nich bycia najlepszymi. Wszędzie jeżdżą samochodem, śledzą swoje dzieci nawet w szkole! Przerysowany (mamm nadzieję…) opis macierzyńskiego wyścigu szczurów wypada wręcz histerycznie, a ci opiekuńczy i troskliwi rodzice od maleńkości wpychają swoje dzieci w schemat, który nikogo chyba jeszcze nie uczynił szczęśliwym. Panicznie boją się „świata zewnętrznego”, czyli tak naprawdę wszystkich niezaliczających się do ich kręgu znajomościowo-majątkowego istot ludzkich.

Wszystko zmienia się w momencie, w którym Alice przypadkowo udaje się poznać osobę spoza jej strefy bezpieczeństwa. I nagle na nowo musi przemyśleć cały swój światopogląd.

„ Okres, kiedy twoje dzieci są od ciebie całkowicie zależne, to niesamowicie krótki etap w życiu. (…) trzeba było myśleć o tylu sprawach, zewsząd czekało tyle potencjalnych zagrożeń, że człowiek z łatwością zapomniał, że powinien się tym po prostu nacieszyć. Na tym wielkim placu zabaw, jakim jest macierzyństwo, zawsze stoi huśtawka między radością, a strachem, ale jeśli ciągle będziesz usadzała swój wielki tłusty lęk tylko po jednej stronie, to ani ty, ani twoje dzieci nigdy nie zaznacie prawdziwego szczęścia.”

Momentami zabawna, momentami przerażająca. Choć mocno przesadzona, zawiera w sobie ziarenko prawdy i skłania do przemyślenia tego i owego.

John O’Farrell, Może zawierać orzeszki, Katowice: Wydawnictwo Sonia Draga, 2006, 308 s.
~ Książka została przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego WyPożyczone 2022 ~