Grajki Majki: „Feluś i Gucio grają w literki. Gra edukacyjna”

Wiosną polecałam Wam grę wspierającą naukę czytania „Feluś i Gucio grają w sylaby”, która ostatnimi czasy przeżywa w naszym domu mały renesans. Tymczasem przychodzę z drugą odsłoną zabawy w składanie literek w wyrazy z przesympatycznymi bohaterami książek Marianny Schoett.

„Feluś i Gucio grają w literki” jest nieco trudniejsza od swojej poprzedniczki i choć na pierwszy rzut okaz przypomina troszkę scrabble, jest to tak naprawdę układanie krzyżówek.

W pudełku znajdziemy planszę z polami do układania literek, aż 100 płytek z literami (wraz z woreczkiem do ich przechowywania) oraz 60 dwustronnych płytek z wyrazami – z jednej strony przedstawionych w formie obrazka, z drugiej w formie hasła.

W zależności od stopnia zaawansowania dziecka możemy wybrać trudniejszy lub łatwiejszy wariant gry. W wariancie łatwiejszym rodzic rozmieszcza na planszy cztery płytki z obrazkami, a zadaniem dziecka jest ułożyć dany wyraz z przygotowanych wcześniej liter. Na koniec można skorzystać z podpowiedzi na rewersie płytki i sprawdzić, czy wyraz został napisany prawidłowo.

W wersji trudniejszej, bardziej przypominającej grę w scrabble, korzystamy z 14 zaproponowanych w instrukcji krzyżówek (lub wymyślamy własną). Każdy z graczy otrzymuje po 6 płytek z literami i w swojej kolejce układa je tak, by pasowały do powstającego przy płytce z obrazkiem wyrazu (nie musi natomiast układać całego wyrazu na raz, a litery nie musza być układane po kolei). Kiedy gracz zakończy układanie hasła kładąc przy nim ostatnie literki, zdobywa płytkę z obrazkiem wartą jeden punkt. Wygrywa ten, kto po ułożeniu całej krzyżówki zdobędzie najwięcej punktów.

Zasady nie są więc szczególnie skomplikowane, za to słówka mogą stanowić dla malucha nie lada wyzwanie, szczególnie te z dwuznakami. Na szczęście zawsze można podejrzeć kryjącą się po drugiej stronie obrazka podpowiedź.

Chociaż wszystkie elementy wykonano z grubej tekturki, są dopracowane, sprawiają wrażenie wytrzymałych (poprzednia gra z tej serii nie ma jak na razie, po ponad pół roku, żadnych śladów używania) i wygodnie się nimi operuje. W połączeniu z uroczymi ilustracjami po raz kolejny powstała bardzo fajna propozycja dla poczatkujących czytaczy łącząca naukę z zabawą.

Feluś i Gucio grają w literki. Gra edukacyjna
Autorzy: Magdalena Król, Marcin Dudek
Ilustracje: Marianna Schoett
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 6+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Czas na czytanie: „Lore” Alexandra Bracken

Jeśli chodzi o fantastykę, zdecydowanie częściej sięgam po serie, niż po jednotomówki bo nie lubię za szybko żegnać się zarówno ze światem, jak i z bohaterami. A jednak „Lore” została tak dobrze zbalansowana, że jestem całkowicie usatysfakcjonowana tą historią – od początku do końca zamkniętą w jednym tomie. Bo choć bawiłam się bardzo dobrze i wiadomo, że jak zawsze troszkę żal się rozstawać, to jednak nie czuję, by cokolwiek wymagało dopowiedzenia.

Co siedem lat, w ramach kary za przedwieczne przewinienia, na ziemię trafiają greccy bogowie pozbawieni nieśmiertelności na siedem dni. Natychmiast stają się obiektem polowania dla ścigających ich bez wytchnienia starożytnych rodów wywodzących się od antycznych herosów. Gra jest warta świeczki, bo ten, kto zgładzi boga, przejmuje zarówno jego moc, dzięki której może przysłużyć się swojej ziemskiej rodzinie, jak i nieśmiertelność. Jest to jednak miecz obosieczny, bo w kolejnych igrzyskach to on staje się łowną zwierzyną.

Nastoletnia Lore, choć pochodzi z jednego z „wtajemniczonych” rodów, od dziecka była szkolona w walce i tradycyjnych wartościach, a jej odległym przodkiem był sam Perseusz, po pogromie jaki spotkał jej najbliższą rodzinę decyduje się całkowicie wycofać z morderczej rozgrywki. Nie znaczy to jednak, że jej świat również zechce o niej zapomnieć. Przekona się o tym bardzo boleśnie, kiedy jej dawno opłakany przyjaciel cudownie wstanie z martwych, a pod swoimi drzwiami znajdzie ranną boginię, która prosząc ją o pomoc ściągnie na nią śmiertelne niebezpieczeństwo.

Bardzo wciągająco napisana bohaterska historia, której heroina jedną nogą stoi we współczesności, drugą zaś w znanym z mitów świecie greckiego antyku. Opowieść o walce z nieubłaganym fatum, winie niezawinionej, potrzebie chwały i pokusie potęgi. A przy tym historia o miłości, przyjaźni, równouprawnieniu, wykluczeniu, wyrzutach sumienia i zawiedzionym zaufaniu. O popełnianiu błędów i mierzeniu się z ich konsekwencjami. O podstępach, genialnych planach i ludzkiej przyzwoitości. O poświęceniu i walce nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o innych. Gdzie bogowie – jak to w mitologii – są tak ludzcy i pełni słabości, a ludzie tak bliscy boskiej potęgi, że czasem trudno określić kto zasługuje na które miano.

Dynamiczna, pełna zwrotów akcji fabuła, sprawnie wykreowany świat czerpiący hojnie z greckiej mitologii „zesłanej” na gwarne ulice Nowego Jorku, wyraziste, nie oczywiste, dające się lubić postacie, szczypta romansu i tak charakterystyczna dla greckich tragedii szarpanina z nieuchronnym losem, podsycana wyrzutami sumienia i umiejętnie wykorzystanymi retrospekcjami.

Kawał fajnej młodzieżowej przygodówki, naprawdę warta uwagi.

Alexandra Bracken, Lore, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 576 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Bajki Majki: „Czy będziesz moim przyjacielem?” Sam McBratney, Anita Jeram

Do książeczek o Brązowych Zającach z serii „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” mam niesamowitą słabość i sentyment. Pierwszą część pamiętam jeszcze ze swojego dzieciństwa i niezmiennie mnie wzrusza – czytałam ją Majce „do brzuszka”, potem bobasowi i wciąż jeszcze czasem do niej wracamy. Strasznie się cieszę, że ponownie pojawiły się na polskim rynku dodatki o porach roku (w uroczym niewielkim wydaniu) są miłym dopełnieniem serii do zabawy i chichotania.

Ale dopiero ten tytuł naprawdę oddaje klimat „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” i budzi te same emocje, jak pierwsza część.

Tym razem, jak sam tytuł wskazuje, jest mowa o przyjaźni.

Duży Brązowy Zając jest bardzo zajęty i nie ma ani chwilki na zabawę z Małym Brązowy Zajączkiem. Ten próbuje bawić się sam – zagaduje swoje odbicie w kałuży, próbuje ścigać się z cieniem – nic jednak nie jest w stanie zastąpić najprawdziwszego kompana do zabawy. Kiedy więc spotyka innego Zajączka, próbuje się zaprzyjaźnić.

Przesympatyczna historyjka o tym, że rodzic nie zawsze ma czas na zabawę, o byciu coraz bardziej samodzielnym, o śmiałości, o nawiązywaniu kontaktów z innymi i o budowaniu przyjaźni.

A wszystko to w towarzystwie przecudownych, niepowtarzalnych ilustracji Anity Jeram.

Oczywiście polecam wszystkim fanom serii, ale myślę, że wspaniale sprawdzi się również podczas odnajdywania się w nowym środowisku, na przykład na pierwsze dni w przedszkolu.

Sam McBratnej, Anita Jeram, Czy będziesz moim przyjacielem?, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Grajki Majki: „Na barana!”

Jeśli szukacie gry, w którą można grać już z trzylatkiem, która zaangażuje też starszaka i jednocześnie sami się w nią wciągniecie, to „Na barana!” spełnia wszystkie te warunki.

To kooperacyjna gra, w której rodzina łączy siły, by pozbierać porwane przez wiatr zabawki (latawiec, piłkę, papierowy samolot i balonik) z drzewa w ogrodzie nim zajdzie słońce. Zabawki utknęły na różnej wysokości, w różnych częściach ogrodu, trzeba więc tak poustawiać drewniane pionki-członków rodziny, by stając sobie wzajemnie na ramionach mogli wspólnie dosięgnąć zabawek. Celem jest zebranie jak największej liczby zabawek nim słońce, przestawiane pod koniec tury każdego z graczy, zatoczy półkole nad planszą i zajdzie. Nie ma tu więc przegranych – wspólnie konsultujemy ze sobą ruchy próbując opracować najbardziej skuteczną strategię. A nawet jeśli się nie uda zebrać wszystkich zabawek, to przecież jutro też jest dzień.

Z jednej strony podstawowy wariant gry jest bardzo prosty, to są właściwie cztery zasady:
1. kręcisz strzałką,
2. poruszasz pionkiem stojącym na wylosowanym polu (jeśli nie ma na nim żadnego pionka, ruszasz się dowolnym przechodząc przez bramę do innej części ogrodu,
3. jeśli możesz, próbujesz zdjąć zabawkę z drzewa ustawiając pionki jeden na drugim,
4. przesuwasz słoneczko po tęczy.
Z drugiej zaplanowanie trasy pionków tak, by zdążyć zebrać wszystkie zabawki nie jest wcale takie łatwe, jak mogłoby się wydawać i wymaga nieco główkowania i trochę szczęścia. Gramy już nieco ponad dwa tygodnie i jeszcze nam się nie udało zdobyć wszystkich czterech!

Jeśli jednak uda się osiągnąć cel i zapragniecie większej ilości wrażeń, możecie zwiększyć poziom trudności albo wykorzystać żetony ze zwierzątkami do wersji rozszerzonej, w której poza zbieraniem zabawek mamy również dodatkowy cel – szukanie domów dla małych zwierzątek poprzez przenoszenie je na grzbietach dużych zwierząt, przez co tura gracza się wydłuża i prowadzimy jakby dwie rozgrywki jednocześnie.

Największe plusy?
– atrakcyjna, trójwymiarowa forma planszy,
– możliwość ustawiania pionków jeden na drugim,
– bardzo proste zasady,
– model rozgrywki uczący współpracy.

Czy są jakieś minusy? W naszym egzemplarzu nie do końca działa strzałka – element, na którym się obraca jest nieco za krótki i nawet po drobnych modyfikacjach nie obraca się tak swobodnie, jak powinna, to największy minus gry. Troszeczkę obawiam się również o wytrzymałość rozkładanych elementów – wszystkie zostały wykonane z grubej tektury, ale widać już nieco ślady przetarć w miejscach zgięcia i wycięciach na ruchome elementy – szczególnie słoneczko. Trudno powiedzieć jak długo wytrzymają, możliwe, że w ruch będzie musiała pójść taśma klejąca.

Niemniej jednak to bardzo sympatyczna, nieskomplikowana i atrakcyjna pod względem formy gra, do której można usiąść całą rodziną bez ryzyka frustracji młodszych i nudy starszych graczy. Ponadto można w nią grać zarówno samemu, jak i nawet w 6 osób.

Na barana!
Autorzy: Steven Michael Rijdijk, Anne Mijke van Harten
Ilustracje: Aga Jakimiec
Sugerowany wiek: 3+
Ilość graczy: 1-6
Wydawnictwo: Egmont

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Najpiękniejsze książeczki o zimie i świętach, cz.V

Jak co roku, przygotowałam dla Was prawdziwy misz-masz najpiękniejszych świąteczno-zimowych historii. Znajdziecie tu książki starsze – nabyte z drugiej ręki, biblioteczne zdobycze i gorące nowości. I co najważniejsze: w tym roku zdecydowałam się opublikować post w miarę wcześnie, żebyście mogli czerpać inspirację na Mikołajki i do kalendarzy adwentowych. Jednak część naszych tegorocznych lektur na razie do nas nie dotarła, niektóre z nich nie miały jeszcze nawet premiery, dlatego planuję przynajmniej dwie aktualizacje – nie przegapcie!

Jeśli potrzebujecie jeszcze więcej inspiracji, rzućcie okiem na zestawienia z poprzednich lat:

Część I – Święta 2017
Część II – Święta 2018
Część III – Święta 2019
Część IV – Święta 2020
Pomysł na książkowy kalendarz adwentowy

Jeśli szukacie książki – kalendarza adwentowego z 24 rozdziałami do czytania na każdy dzień adwentu dla najmłodszych przedszkolaków, idealnie sprawdzi się „W grudniu po południu” Eweliny Włodarczyk.

Główna bohaterka wraz z rodziną szykuje się do świąt. Każdego dnia otwiera woreczek z kalendarza adwentowego z zadaniem, które wykonują wspólnie po powrocie z przedszkola – czyli w grudniu po południu. A każde zadanie to nie tylko pretekst do rozmowy o świątecznych tradycjach i zwyczajach, ale przede wszystkim czas spędzony z rodziną, na robieniu wspólnie wyjątkowych rzeczy.

Będzie więc pieczenie pierniczków i wizyta na świątecznym jarmarku. Będzie organizowanie ptasiej stołówki, dobre uczynki, nauka kolęd, podpytywanie babci o wigilijne tradycje, kupowanie i ubieranie choinki, a nawet łączenie tipi z warsztatem elfów św. Mikołaja. Będzie też dzień porządków, dzień nicnierobienia i relaks w domowym, pachnącym jabłkami i cynamonem spa.

To też bardzo dobra propozycja dla tych, którzy szukają książki o świętach ale bez nawiązań religijnych, bo tych nie ma tu wcale. Duży nacisk za to położono na kultywowanie tradycji i tworzenie swoich własnych (krewetki zamiast ryby na wigilijnym stole? Wizyta w planetarium, by dowiedzieć się która z gwiazd jako pierwsza pojawia się na niebie? Bożonarodzeniowy piknik? Czemu nie!), spędzanie czasu w gronie najbliższych i pobudzanie kreatywności. To też kopalnia pomysłów do wykorzystania, jeśli samodzielnie przygotowujemy dla dziecka kalendarz adwentowy – sama na pewno wykorzystam pomysł na aniołki z masy solnej, wymyślanie bajki i świąteczne kalambury. Do tych ostatnich przygotowano nawet między rozdziałami kartoniki z rysunkami do wycięcia (lub skserowania i wycięcia, jeśli nie chcecie wycinać kartek z książki).

Rozdziały są króciutkie i bardzo ładnie ilustrowane. Na moje oko idealny odbiorca będzie miał od 3 do 5 lat, zaryzykowałabym nawet sięgnięcie z bardziej oczytanym 2,5 latkiem. 

Ewelina Włodarczyk, W grudniu po południu, czyli trochę inny kalendarz adwentowy, Warszawa: Wydawnictwo Dwukropek 2021, 88 s.

Drugą propozycją na czytankę na wszystkie dni adwentu dla najnajów jest „Zima w Dolinie Tumilu” Ewy i Marty Dahlig. To właściwie pakiet dwóch książeczek – kartonowej Wyszukiwanki z 11 zimowo-świątecznymi rozkładówkami (i stroną wstępu, na której przedstawiono bohaterów) oraz z miękkiej Czytanki, w której znajdziemy opowieści z Doliny Tumilu – przestawione po równo prozą lub wierszem. Mamy więc naprzemiennie, co drugi dzień do przeczytania wierszyk poświęcony przeróżnym świątecznym tematom i nieco dłuższe opowiadanka. Wiersze najlepiej czytać wraz z oglądaniem Wyszukiwanki – każdemu z nich odpowiada jedna z rozkładówek, a poza tekstem przygotowano również zadania do wykonania: coś trzeba będzie wskazać, coś policzyć, jeszcze coś innego porównać i trochę rzeczy znaleźć.

Każde z opowiadań jest natomiast poświęcone innemu bohaterowi i zostało zilustrowane przedstawieniami tej postaci pochodzącymi z różnych stron Wyszukiwanki. Szukanie ich wszystkich również sprawia sporo frajdy.

W Dolinie Tumilu wszyscy szykują się do Świąt, stąd i tematyka wierszyków i opowiadań kręci się wokół przedświątecznych zakupów, pieczenia pierniczków, robienia ozdób z kolorowego papieru, choinki, prezentów i rodzinnego świętowania. A wszystko to oczywiście aż kipi emocjami.

Dość prosta, bardzo przemyślana i super sympatyczna. Strasznie podoba mi się pomysł uzupełnienia Wyszukiwanki o dodatkową książeczkę z tekstem, choć  osobiście wolałabym, żeby również ona była wykonana z tekturki, lub chociaż w twardej oprawie.

Doskonały pomysł na adwentowy prezent dla malucha. Będzie idealna dla dzieci od 2 do 5 lat.

Ewa Dahling, Marta Dahling, Zima w Dolinie Tumilu, Wydawnictwo Tumilu, 2021, 52 + 24 s.

Jednym z ciekawszych pomysłów na świąteczną książkę jest niewątpliwie „Mikołajkowa przygoda” z serii „Czytam i decyduję”, czyli bajka z nieliniową fabułą. Podczas czytania, mniej więcej co drugą stronę, możemy zadecydować jak zachowa się główna Zosia – główna bohaterka. A dokonane przez nas wybory mają wpływ na rozwój akcji, poruszamy się po książce zależnie od podjętej decyzji. Decyzje zaś prowadzą nas do jednego z 5 różnych zakończeń. Możemy więc czytać książkę w kółko i w kółko aż wykorzystamy wszystkie możliwe opcje.

Rodzice Zosi i Antka wyjeżdżają do znajomych dzień przed Mikołajkami zostawiając dzieci same w domu, a to sytuacja, która aż prosi się o przygodę! Dokąd ich zaprowadzimy? Znajdziemy wspólnie z Zosią zaginionego brata, czy szczeniaczka sąsiadki? Kto utknie w nocnej zawiei? Rodzice, czy Święty Mikołaj? O tym, i o wielu innych rzeczach zadecydujecie sami. Ciekawe dokąd doprowadzi Was ta historia!

Izabela Michta, Sylwia Zarychta, Czytam i decyduję. Mikołajkowa przygoda, Bielsko-Biała: Wydawnictwo Dragon, 2021, 64 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dragon.

W przeciwieństwie do pozostałych części wilczej serii, „O Wilku, który nie lubił Świąt” została wydana w nieco większym formacie i w twardej oprawie.

Wilk nie lubi Bożego Narodzenia – związane z nim zamieszanie, dekoracje, hałas i światełka, pieczenie pierniczków, strojenie choinki, listy do Mikołaja wyjątkowo go irytują i przyprawiają o ból głowy. A im bliżej 25 grudnia, tym bardziej wszystkich wokół ogarnia świąteczna gorączka. Najgorsze jest jednak to, że zajęci przygotowaniami przyjaciele nie mają czasu, by bawić się z Wilkiem na śniegu.

Czy uda im się zarazić Wilka świątecznym nastrojem? Czy nasz bohater odkryje przyjemność w szykowaniu wigilijnej kolacji o doceni ten wyjątkowy czas? Wiadomo, przyjaciele nigdy nie zawodzą. Szczególnie, kiedy dowiedzą się skąd u Wilka tak wyjątkowa awersja do Bożego Narodzenia.

Jak zwykle zabawny i niesztampowo ilustrowany wykład o zrozumieniu i sile przyjaźni. Tym razem ze sporą dawką świątecznej magii i odrobiną wzruszeń.

Orianne Lallemand, O Wilku, który nie lubił Świąt, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2021, 32 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Adamada.

„Megabombkowy hotel Gwazdkowy” to picturebook dla tych, którzy lubią się śmiać i przy tym nie żałują sobie drobnych wzruszeń.Jest to bowiem książeczka zdecydowanie humorystyczna, a jednak tak pełna dobrej energii, życzliwości, otwartości na drugą osobę i gwiazdkowej magii, że nie roztopi chyba nawet najtwardsze serducho. To też prosta lekcja o tym, co w Świętach najważniejsze.

Misiek szykuje się na spokojne, leniwe i ciche świętowanie, gdy do jego drzwi puka bardzo ekspresyjna wędrowniczka szukająca Megabomkowego Hotelu Gwiazdkowego opisanego w ulotce w samych superlatywach i obiecującego masę odjechanych atrakcji. I, jak się w krótce okaże, znajdującego się na drugim końcu świata. Misiek proponuje więc zgubionej żabie schronienie na Święta i ze wszystkich sił stara jej się zapewnić jak najwięcej atrakcji. I choć wymyślone przez niego świąteczne aktywności nie są tak szalone i spektakularne, jak te z hotelowej broszurki, okazuje się, że to nic nie szkodzi, a czas spędzony na wspólnych świątecznych przygotowaniach może być równie wspaniały co ten z reklamy. No i nic nie przebije porządnej bitwy na śnieżki!

Tracey Corderoy, Tony Neal, Megabombkowy Hotel Gwiazdkowy, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 32 s.
~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

„Święta Pana Misia” to chyba pierwsza misiowo-świąteczna pozycja, w której niedźwiedź, zgodnie ze swoimi naturalnymi zwyczajami, śpi w zimie. Ale od czego są przyjaciele, jak nie od tego, by nie dopuścić, by Pan Miś przespał Święta? To przecież zbyt wspaniały czas, by go przegapić!

Najlepsi przyjaciele Pana Misia przybywają więc tłumnie, bo obudzić i – co nie jest wcale takie łatwe – utrzymać w przytomności aż do Gwiazdki. Od razu więc angażują go w świąteczne przygotowania – wspólnie przynoszą z lasu choinkę, którą zdobią łańcuchami z prażonej kukurydz, pieką ciasto, śpiewają kolędy i wieszają skarpety, a Pan Miś dodatkowo toczy heroiczną walkę z sennością. I kiedy wszystkie zwierzęta zmógł sen, nasz bohater wciąż się krząta przy prezentach i pierniczkach. A kiedy rano okazuje się, że misiową norkę odwiedził Mikołaj i przyniósł Panu Misiowi cieplutką kołderkę w adekwatnym rozmiarze, zmęczony świętowaniem w gronie najbliższych, Miś wreszcie znów zapada w sen.

Zabawna i pełna świątecznego ciepła historia opowiedziana dla przedszkolaków wierszem i przepięknymi ilustracjami.

Nasz egzemplarz jest z biblioteki, ale w tym roku nakładem Wydawnictwa Tekturka ukazało się nowe wydanie w zupełnie nowym, równie sympatycznym tłumaczeniu.

Karma Wilson, Jane Chapman, Święta Pana Misia, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2007, 40 s.
~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, żeby dziecko przyłapało Was podczas nocnego majstrowania w okolicy choinki albo wypastowanych elegancko butów w Mikołajki? Jeśli tak, to ślicznie ilustrowana, bardzo misiasta książeczka „Gdzie jest Mikołaj?” będzie bardzo na czasie.

Mały Miś z utęsknieniem czeka na przyjście Mikołaja. Dopytuje, czy ten aby na pewno zmieści się w ich kominie i kiedy w końcu ich odwiedzi, a rodzice dzielnie odpowiadają na wszystkie jego pytania. Nasz mały bohater nie może jednak zasnąć i schodzi na dół by… zastać Tatę Misia na podjadaniu ciasteczek dla Mikołaja i podpijaniu mleka. A kiedy razem z tatą decydują się poczekać na Mikołaja niedaleko choinki przyłapują Mamę Misia na… podrzucaniu prezentów do świątecznych skarpet! Rodzice jednak na wszystko mają dobre wytłumaczenie, a i sam Mikołaj w końcu się pojawi. Kiedy wszyscy będą spać, oczywiście!

David Bedford, Tim Warnes, Gdzie jest Mikołaj?, Lublin: Wydawnictwo Tekturka 2020, 28 s.
~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Ze Świętami, jak ze wszystkim – mają zarówno swoich rozemocjonowanych entuzjastów, jak i zapalczywych sceptyków. Marudny pies Gus zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Drażnią go świąteczne dekoracje, kolędy, drapiące swetry i lodowaty śnieg, co daje wyraźnie odczuć wszystkim w swoim najbliższym otoczeniu. Ale czy w Świętach aby na pewno chodzi tylko o to, co lubi Gus? Czy może

„W świętach chodzi o to, żeby robić różne rzeczy dla tych, których się kocha”.

Ten zabawny picturebook z pewnością pomoże znaleźć w Świętach coś, robione z najbliższymi, pozwoli pokochać Święta, nawet jeśli nie do końca się za nimi przepada.

Chris Chatterton, Wesołych świąt, Gus, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 32 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Jakiś czas temu naszym niezastąpionym świątecznym tytułem przez kilka sezonów z rzędu było „Boże Narodzenie. Obrazki dla maluchów”. Maja bardzo lubiła tą serię i kiedy z niej wyrosła, naturalnie przerzuciła się na kolejny poziom wtajemniczenia, czyli „Świat w obrazkach”. I tutaj znajdziemy zaskakująco dobrą pozycję świąteczną – „Świat w obrazkach. Boże Narodzenie” podejmuje świąteczną tematykę w bardzo szerokim zakresie.

Cała opowieść zaczyna się od świąt i zwyczajów, które celebrowano jeszcze przed nadejściem chrześcijaństwa (z czym nie spotkałam się jeszcze w żadnej innej książeczce dla dzieci) – rzymskie święto pojednania i równości, ofiary ku czci boga Mitry, czy skandynawskie uroczystości związane z bogiem grzmotów. Następnie mamy przedstawioną historię Bożego Narodzenia, która płynnie przechodzi w świąteczne zwyczaje i tradycje – między innymi kolędy, szopkę, dekorowanie choinki i wigilijny stół, zostały nawet omówione poszczególne świąteczne rośliny. Kolejny rozdział jest poświęcony postaci św. Mikołaja i towarzyszącym jej legendom z różnych krajów i regionów – od biskupa po zaróżowionego brodatego grubaska w czapce z pomponem. Znalazło się tu również miejsce na świętego Marcina, św. Łucję, Trzech Króli wraz z epifanią oraz Dzieciątko, które przynosi prezenty w niektórych rejonach świata.

Jest osobny rozdział poświęcony „Dziewczynce z zapałkami” i rozdział z pomysłami na świąteczne DIY – zarówno na dekoracje, jak i potrawy. Książkę zamyka część omawiająca świąteczne zwyczaje z rozmaitych krajów – zarówno w krajach europejskich (w tym Polski), przez Québek i Stany Zjednoczone aż po Meksyk i Australię.

Można powiedzieć, ze to kompendium bożonarodzeniowej wiedzy w obrazkach i w pigułce.

Émilie Beaumont, Świat w obrazkach. Boże Narodzenie, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2014, 120 s.

Jeśli chcecie mocno zakorzenić w dziecku tą bajkową opowieść o Świętym Mikołaju, nieoceniona może się okazać część poświęcona wyłącznie Mikołajowi w jego całkowicie magicznej odsłonie – „Święty Mikołaj”. Nie znajdziecie tu ani wychodzenia od legend i historii biskupa, ani innych postaci zostawiających prezenty pod choinką. Będzie za to bardzo dokładnie i szczegółowo rozpisana wioska Mikołaja, mnóstwo skrzatów i ich zajęć, produkcja prezentów oraz gorączkowe przygotowania do gwiazdki, w które zaangażowani są wszyscy mieszkańcy.

Jak zazwyczaj książki z tej serii to małe encyklopedie zawierające fakty, tak w tym przypadku cała treść jest jak najzupełniej bajkowo-zmyślona.

Émilie Beaumont, Świat w obrazkach. Boże Narodzenie, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2013, 124 s.

Historię Świętego Mikołaja młodsi czytelnicy mogą poznać także dzięki wieloformatowej kartonówce obserwacyjnej „Opowiem Ci mamo o Świętym Mikołaju” z przesympatycznymi ilustracjami Oli Woldańskiej-Płocińskiej. Dowiemy się z niej między innymi o tym, że Mikołaj ma aż trzy domy (jeden w Norwegii, jeden w Finlandii i jeden w Kanadzie), co święty najbardziej lubi jeść na śniadanie, kim są jego mali pomocnicy, co skrzaty robią latem, czym zajmuje się Pani Mikołajowa i w jaki sposób Mikołaj dostaje się do domów pozbawionych własnego komina. Znajdą się tu również zadania do wypatrywania – trzeba będzie przejść labirynt, by odszukać drogę do domu Mikołaja czy policzyć wszystkie renifery. Na koniec dowiemy się również kto, poza samym Mikołajem, przynosi dzieciom prezenty w innych krajach.

Ola Woldańska-Płocińska, Opowiem Ci mamo o Świętym Mikołaju, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Pięknym wydaniem i delikatnymi ilustracjami wyróżnia się „Sekretna księga Świętego Mikołaja”. To coś w stylu autobiografii, bo to Mikołaj we własnej osobie opowiada czytelnikom swoją historię dzieląc się tajnikami zawodu. Będziemy mieli szansę zajrzeć do szafy świętego, poznać sekret jego figury i pielęgnacji wyjątkowo bujnej brody, zostaniemy oprowadzeni po jego pełnym zakamarków domu, poznamy renifery z mikołajowego zaprzęgu, dowiemy się jak zbudować i jak prowadzić sanie, w jaki sposób sortowane są listy (i jak je pisać!), rzucimy okiem do warsztatu elfów a nawet dowiemy się w jaki sposób zaplanować świąteczną trasę zaprzęgu Mikołaja.

Cudownie zilustrowana, bardzo klimatyczna, napisana ze sporym poczuciem humoru, pełna świątecznej magii i utkana z dziecięcych marzeń nieprawdopodobna historia najniezwyklejszym zawodzie świata.

Alice Brière-Haquet, Hélène Brière-Haquet, François-Marc Baillet, Sekretna księga Świętego Mikołaja, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2014, 63 s.

Jeśli lubicie książeczki niestandardowe, zabawne i troszkę zakręcone, koniecznie sięgnijcie po „Prezenty z okienka”. To książeczka z okienkami dla najmłodszych. Jej główny bohater – Mikołaj – ma różowy strój i porusza się helikopterem, a w gwiazdkowy wieczór rusza z workiem pełnym prezentów w stronę wioski. Nie jest chyba jednak w stu procentach przygotowany do swojego zadania, albo po prostu podchodzi do zawodu ze sporą dawką fantazji i jeszcze większym pośpiechem, bo decyzję o tym, komu podrzucić jaki prezent podejmuje po zaledwie pobieżnym rzucie oka przez okno. Co oczywiście doprowadzi do niejednego nieporozumienia.

Świąteczna komedia omyłek pełna kontrastowych kolorów i wyrazistych kształtów. O tym, że czasami warto poświecić rzeczom nieco więcej uwagi, o dzieleniu się z innymi i radości, jaką można czerpać nawet z nie do końca oczywistego prezentu.

Taro Gomi, Prezenty z okienka, Toruń: Wydawnictwo Tako, 2021, 40 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Tako.

„Św. Mikołaj i Ty możesz mu pomóc” to interaktywna książeczka z okienkami, w której mały czytelnik wciela się w postać św. Mikołaja. Albo chociaż jego pomocnika! To przewodnik po zawodzie Mikołaja, który nieco zapominalskiemu i roztrzepanemu opiekunowi przygotowały troskliwe elfy. Wprowadzi nas w tajniki dbania o renifery, powożenia magicznymi saniami, poznawania prezentów po ich kształcie, bezpiecznego lądowania na ośnieżonych dachach, podkładania prezentów, czy licznych zakamarków stroju świętego. Książeczka jest pełna ciekawostek poukrywanych w okienkach, utrzymana w żartobliwym tonie i zachęcająca do odkrywania i popuszczania wodzy wyobraźni. Na końcu znajdziemy nawet grę planszową (również z okienkami!) oraz wyślemy Mikołaja na urlop w ciepłe kraje. Każdy egzemplarz został wyposażony w dzwoneczek do przyzywania reniferów.

Bardzo atrakcyjna i absorbująca pozycja do aktywnego czytania dla wszystkich przedszkolnych fanów świętego. Przygoda czeka!

Christopher Edge, Libby Hamilton,  Św. Mikołaj. I Ty możesz mu pomóc, Lublin: Wydawnictwo Tekturka 2021, 20 s.

A co jeśli w dobie kryzysu i postępującej komputeryzacji Święty Mikołaj straci pracę, ale wysyłane do niego listy odejdą do lamusa wyparte przez maile z listami prezentów? „Nowa praca Świętego Mikołaja” to mądra, bardzo pozytywna i zabawnie ilustrowana historia pana w średnim wieku, który zmuszony jest zacząć od nowa. Bo i w jakiej pracy mógłby odnaleźć się Mikołaj? Czy sława pomoże mu w odnalezieniu nowego zatrudnienia, czy raczej będzie przeszkodą? Próbuje różnych opcji – kelnera, animatora zabaw dla dzieci, telemarketera ale we wszystkich miejscach pracy zostaje odprawiony z kwitkiem – czy to ze względu na aparycję, wiek, czy przekonania. W końcu jednak musi się udać! A gdy połączy nową pracę ze starą pasją i zdecyduje się na założenie własnego prezentowego biznesu, sukces będzie tylko kwestią czasu.

Zaskakująca opowieść o nowych początkach, stawianiu czoła przeciwnościom losu, nie poddawaniu się, a nawet ekologii. O tym, że nowe wcale nie znaczy lepsze i nigdy nie jest za późno, by zrobić pierwszy krok. I do tego jeszcze o miłości, w końcu nie może jej zabraknąć w świąteczny czas!

Michelle D’Ignazio, Sergio Olivotti, Nowa praca Świętego Mikołaja, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 96 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Jeśli natomiast szukacie książeczki, która pomoże wytłumaczyć dlaczego ludzie pomagają świętemu Mikołajowi w szykowaniu prezentów dla innych, koniecznie sięgnijcie po „Kuku zostaje świętym Mikołajem” Moniki Kamińskiej z ilustracjami Andrzeja Tylkowskiego.

Mały Kuku martwi się, czy elfy zdążą przygotować prezenty dla wszystkich i czy nie jest im smutno, że same nie dostają prezentów. By poznać radość dawania i nieco odciążyć mikołajowych pomocników, wraz z dziadkiem postanawiają trochę im pomóc i postarać się o prezenty dla podopiecznych domu opieki, w którym mieszka znajomy dziadka.

Piękna historia o tym, co w świątecznych prezentach najważniejsze – o przyjemności dawania i wielkim sercu. Może też pomóc, jeśli chcemy pomalutku nastawiać małego czytelnika na wyjawienie prawdy o pochodzeniu paczek pod choinką. Niemniej jednak istnienie Mikołaja nie jest tu bynajmniej negowane – sam Święty niejednokrotnie pojawia się gdzieś w tle, a głównym przesłaniem książeczki jest

„Im więcej Mikołajów, tym lepiej”.

Monika Kamińska, Andrzej Tylkowski, Kuku zostaje Świętym Mikołajem, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 48 s.

Doskonałe wypośrodkowanie absurdalnego humoru i oraz prawdziwą wartość Świąt znajdziecie w książce Nicka Bruela „Zły Kocurek. Gwiazdka”.

Kocurek jest wyjątkowo rozczarowany rozpakowanymi zbyt wcześnie prezentami, przez co popisowo demoluje dom pokazując wszystkim dekoracjom kto tu rządzi – jak to tylko koty potrafią. Co oczywiście nieszczególnie przypada do gustu jego właścicielom i skutkuje świąteczną awanturą.

Niesiony emocjami daje nogę, przez co w gwiazdkowy wieczór jest kotem zgubionym w wielkim mieście. Przygarnia go pewna samotna staruszka, która, choć sama ma niewiele, stara się go ugościć najlepiej, jak potrafi częstując go opowieściami o swojej rodzinie i minionych czasach. Ofiaruje mu tym samym najpiękniejszy prezent – prawdziwą wartość Świąt, jaką jest otwartość na innych i czas spędzony z rodziną. A kiedy Kocurek będzie wracał do domu, odwdzięczy się staruszce wieczorem w rodzinnym gronie.

Nick Bruel, Zły Kocurek. Gwiazdka, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2016, 40 s.

Przepiękną uniwersalną historią o wartościach jest również „Ulica Siedmiu Mikołajów” Julity Pasikowskiej-Klicy. Staś jest prawdziwym dzieckiem Świąt – nie tylko uwielbia świąteczny klimat, przygotowania i rodzinne tradycje, ale ma również w grudniu urodziny (w tym roku już siódme!), więc świętuje podwójnie. Okazuje się jednak, że wyczekane z niecierpliwością grudniowe świętowanie w tym roku będzie inne, niż zwykle – tata nie zdąży dojechać by spędzić z nimi ten wyjątkowy okres, a dziadkowie zdecydowali się na wyjazd do ciepłych krajów. A co to za Święta bez rodziny?

Kiedy nasz bohater odkryje, że nie tylko jego najbliżsi nie zdołają dotrzeć na Wigilię, postanawia zrobić wszystko, by przywrócić magię Świąt na ulicę Siedmiu Mikołajów i wraz z przyjaciółmi rzucają się w wir przygotowań.

Wzruszająca opowieść o dziecięcej szczerości i dobroci, o chęci pomocy innym, okazywaniu zainteresowania drugiemu człowiekowi i o małej, międzypokoleniowej wspólnocie mieszkańców pewnej kamienicy. O tym, że w Święta nikt nie powinien być sam.

Julita Pasikowska-Klica, Ulica Siedmiu Mikołajów, Mysłowice: Wydawnictwo Sto Stron, 2021, 48 s.

„Gwiazdkowy Prosiaczek” to najnowsza książka J.K Rowling, skierowana do młodszych odbiorców – w moim odczuciu tak 7+.

Mały Jack przeżył w ostatnich latach sporo mniej lub bardziej przyjemnych zmian – rozwód rodziców, przeprowadzkę, zmianę szkoły, powiększenie rodziny o nowego partnera mamy i przyszywaną starszą siostrę. Jedyna stałą w jego życiu, najbezpieczniejsza przystanią, najlepszym przyjacielem i powiernikiem jest towarzyszący mu od maleńkości DP – pluszowy prosiaczek nadgryziony już nieco zębem czasu. Kiedy więc ukochany pluszak zostaje zgubiony tuż przed świętami, Jack nie ma zamiaru pozwolić zastąpić go innym, nowym prosiaczkiem.

A kiedy w przesycony magią wigilijny wieczór zabawki ożywają i otrzymany w zastępstwie Gwiazdkowy Prosiaczek proponuje Jackowi niebezpieczną podróż do przerażającej Krainy Zgub, by odszukać przyjaciela, ten nie waha się ani chwili.

Tak rozpoczyna się pełna niesamowitości przygoda w miasteczkach i pustkowiach krainy zagubionych zabawek, gdzie niebezpieczeństwa kryją się na każdym korku. Szczególnie, kiedy jest się w niej nielegalnie i kiedy okaże się, że zgubić można nie tylko Rzeczy, ale również Nawyki, Talenty, czy Wartości…

To podróż, w czasie której można odkryć prawdziwe znaczenie przyjaźni i miłości, siły nadziei i empatii a także cały wachlarz emocji. To opowieść o nieuchronności zmian i przystosowywaniu się do nich o śmierci i przemijaniu, o odwadze, poświęceniu i tęsknocie.  

„Strata to część życia – wyszeptał DP do ucha Jacka, muskając ryjkiem jego włosy. – Ale niektórzy z nas żyją, chociaż ktoś nas stracił. Na tym właśnie polega miłość”.

Zaskakująco wzruszające połączenie „Alicji w Krainie Czarów” z „Boską Komedią”. Niosące pociechę, pełne uniwersalnych wartości i tej nieuchwytnej, rozgrzewającej od środka magii świąt.

Chociaż jest to już całkiem konkretna, pełnowymiarowa lektura o standardowej wielkości czcionki, dobrze nada się również dla początkującego samodzielnego czytelnika oraz do wspólnego czytania. Została podzielona 9 części. Każdą część otwiera ilustracja Jima Fielda i każda z nich składa się z krótkich rozdziałów (w sumie aż 58!), dzięki czemu dobrze sprawdzi się do czytania krótkimi fragmentami, na przykład przed snem.

J.K. Rowling, Gwiazdkowy Prosiaczek, Poznań: Wydawnictwo Media Rodzina, 2021, 320 s.

„Natka i niesforny elf” to zbiór trzech zabawnych opowiadań dla początkujących czytaczy z sympatyczną i charakterną Natką w roli głównej. Pierwsza historia utrzymana jest w świątecznym klimacie ubierania choinki i szykowania prezentów dla bliskich. Ulubiona ozdoba choinkowa naszej bohaterki – zielono-czerwony elf podsuwa jej niesforne pomysły i wpędza ją przy tym w bardzo kłopotliwe sytuacje. To pełna dystansu opowieść o radości obdarowywania innych, recyklingu i o tym, że w kłopotach na rodzinę zawsze można liczyć. Nawet na wymądrzającą się czasami starszą siostrę. A może szczególnie na nią. W książce znajdują się również dwie inne przygody Natki – o nowym koledze w klasie i o opiekowaniu się młodszym kuzynem.

Ruth Quayle, Julia Christians, Natka i niesforny elf, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 144 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Dla odmiany „Zwyczajna Gwiazdka z rodziną Janssonów” to bardzo specyficzna i zupełnie niestandardowa pozycja. To moje pierwsze spotkanie z tą dość szaloną rodzinką, ale czytając opus z tyłu okładki dowiedziałam się, że w tej rodzinie rodzice i dzieci zamieniają się rolami.

I faktycznie, chociaż dorośli chodzą do pracy, pod względem psychicznym są całkowicie zinfantylizowani i zachowują się w sumie jak mocno rozpieszczone przedszkolaki, a dzieci muszą pilnować by nie zrobili sobie krzywdy. I nie biegali nago.

Z jednej strony do całkiem zabawna, nieskrępowana i dość odświeżająca wizja, a już na pewno bardzo oryginalny sposób przedstawienia skandynawskich zwyczajów świątecznych. I przy okazji uświadomienia młodzieży jak duża i męcząca odpowiedzialność spoczywa na barkach dorosłych w codziennym życiu. Z drugiej to zupełnie nie moje poczucie humoru i książka na pewno bardziej mnie drażniła, niż sprawiała mi przyjemność. Ale ja jestem stara duchem. Jeśli lubicie specyfikę skandynawskiej literatury dziecięcej, spróbujcie sami!

Martin Widmark, Pelle Forshed, Zwyczajna Gwiazdka z rodziną Janssonów, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 120 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

O Zimie:

Z tych rozczulających królików chyba już nigdy nie wyrosnę. Polecałam Wam tą książeczkę już kilka lat temu, zbierając zimowe polecajki po raz pierwszy, jeszcze w oryginale. Tak bardzo się cieszę, że dodatki do „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” poświęcone porom roku pojawiły się ponownie w języku polskim, że musicie mi wybaczyć to powtórzenie.

Bo w „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, kiedy jest zima” kitajce grają w „To co widzę…” i jak zwykle przepięknie i bardzo prosto mówią o miłości. Klika stron nieskomplikowanej fabuły i pięknych ilustracji rozgrzeją duszę i małego i dużego czytelnika nawet w największe mrozy. Te książeczki za każdym razem chwytają mnie za serducho. I nie chcą puścić.

Sam McBratney, Anita Jeram, Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham kiedy jest zima, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 18 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Jeśli chodzi o „Zimową zabawę”, już samo nazwisko autorki jest gwarancją jakości. Dwie poprzednie książeczki Anity Bijsterbosh – „Gdzie jest konik morski” i „Wszyscy ziewają” – były u nas wielkimi hitami, jak Majka była jeszcze Bobasą.

Tym razem czeka nas przygoda w zimowym klimacie i – choć tym razem bez otwieranych klapek – interaktywna, zapraszająca do zabawy oraz nakłaniająca maluszka do podjęcia akcji i wzięcia spraw w swoje ręce. Dosłownie. Będziemy bowiem pomagać mieszkańcom lasu w budowaniu bałwana.

Sowa, Lis, Szop Pracz i Myszka przygotowały wielkie kule ze śniegu, które próbują wtoczyć na stromą górkę. Co trzeba zrobić, by im w tym pomóc? Jak sprawić, by zaczął prószyć śnieg i co poza białym puchem będzie potrzebne do stworzenia bałwana?

Nieskomplikowana i bardzo sympatyczna obrazkowa propozycja dla najmłodszych z niewielką ilością tekstu i dużą dawką zabawy. Ma tylko jeden drobny minus – jako książka do przechylania i potrząsania, osobiście wolałbym, żeby jej twarda oprawa miała bezpiecznie zaokrąglone rogi, czego mi tu trochę brakuje. Ale poza tym super sprawa!

Anita Bijsterbosh, Zimowa Zabawa, Warszawa: Wydawnictwo Kinderkulka, 2021, 32 s.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kinderkulka.

„Muminki i zima. Szukaj i znajdź” to inspirowana twórczością Tove Jansson całokartonowa książeczka dla najmłodszych do aktywnego czytania.

Odwieźmy Dolinę Muminków przysypaną śniegiem. Czy będzie tam co robić, skoro Muminki zapadają w sen zimowy? Oczywiście! W końcu Dolina pełna jest również innych mieszkańców. Co robią mała Mi, Too-Tiki, Paszczak i Ryjek, kiedy Muminki śpią? Znajdzie się też ktoś, kto zakłóci im zimowy odpoczynek, w końcu nie mogą ich ominąć zimowe zabawy! Będzie lepienie bałwanów (i Buki) ze śniegu, łowienie ryb na zamarzniętym jeziorze, spiżarnia pełna zimowych zapasów, narty, sanki i łyżwy. Wśród tylu atrakcji nasi bohaterowie ani się obejrzą, a wróci wiosna. A wraz z nią Włóczykij.

Barwne ilustracje wypełniające całe strony tej kartonówki nie są bardzo szczegółowe (są zdecydowanie mniej skomplikowane, niż na przykład ilustracje z serii „Ulica Czereśniowa”), dzięki czemu proponuję ta pozycję najmłodszym czytelnikom. Na każdej stronie zostały przedstawione po trzy szczegóły, które trzeba odszukać, ale każdej z ilustracji towarzyszy również krótki tekst, w którym zadane są pytania, na które należy odpowiedzieć przyglądając się obrazkowi. W związku z tym, poza spostrzegawczością, cierpliwością i skupieniem uwagi maluch ćwiczy również myślenie przyczynowo-skutkowe oraz umiejętność budowania zdań i całych wypowiedzi. Na końcu książki znajdują się odpowiedzi.

Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to wg. wydawcy 3-7, osobiście rekomenduję raczej dla przedprzedszkolnych najnajów, czyli tak na 1-3 lata.

Päivi Arenius, Muminki i zima. Szukaj i znajdź, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 22 s.

Na podstawie książek Tove Jansson o Muminkach powstało mnóstwo książeczek i opowiadań dla dzieci z różnych grup wiekowych, na przykład seria bardzo kolorowych, bogato ilustrowanych, cienkich książeczek „Opowiadania z Doliny Muminków”. A najbardziej zimową z nich jest „Muminek i Święto Lodu”.

Nadeszła zima, spadł pierwszy śnieg i Muminki aż przebierają łapkami, by zapaść w zimowy sen, kiedy przychodzi zaproszenie na Święto Lodu. I chociaż ani rodzice, ani sam Muminek nie bardzo są zainteresowani wychodzeniem na zimno, gdzie może przecież czaić się Buka, Migotka wraz z Małą Mi ukradkiem wymykają się z domu, by pójść na przyjęcie. A wyprawa ratunkowa to coś, co momentalnie wyciągnie z domu nawet najbardziej marzące o śnie Muminki! I całe szczęście, bo w przeciwnym razie ominęłaby ich kolejna wspaniała przygoda!

Niewielkie partie tekstu pisanego dużą czcionką, ilustracje w nasyconych kolorach wypełniające całe strony, zimowa aura, ciekawa przygoda i muminkowy czar – to bardzo fajny pomysł na jedno z pierwszych spotkań z tymi sympatycznymi trollami.

Richard Dungworth, Muminek i Święto Lodu, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 32 s.

Ale ale! Przywołując temat Muminków, nie godzi się nie sięgnąć po oryginał! „Zima Muminków” Tove Jasson to idealna propozycja dla nieco starszych już, samodzielnych czytaczy. I dorosłych, jeśli mają ochotę przypomnieć sobie świat trolli przysypany śniegiem.

O tym, że Muminki zapadają w sen zimowy i budzą się dopiero wraz z przyjściem wiosny wszyscy dobrze wiedzą. Co się jednak stanie, kiedy jeden z nich zbudzi się w środku zimy i za nic nie będzie mógł z powrotem zasnąć? I nie uda mu się obudzić ani mamy, ani nikogo z rodziny?  Czy Muminkowi przyjdzie ruszyć na południe w poszukiwaniu Włóczykija? Czy kiedy jego gładka skóra zmieni się w cieplutkie futerko będzie potrafił docenić radość z zabawy w – widzianym po raz pierwszy w życiu – śniegu? Czy znajdzie kogoś, z kim wspólnie będą czekali na wiosnę? Co wyniknie ze spotkania z Buką? Odpowiedzi na te pytania czekają w sześciu rozdziałach składających się na zimową część z cyklu książek o Muminkach z ilustracjami autorki.

Tove Jasson, Zima Muminków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2016, 160 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

W trzecim tomie naszej ulubionej serii detektywistycznej- „Kocia Szajka i napad na moście” – do Cieszyna dociera zima, a popełnione tym razem przestępstwo nabiera charakteru międzynarodowego, gdyż zostaje popełnione na moście będącym granicą między Polską a Czechami. To, co może być przeszkodą dla policji nie stanie jednak na drodze najzręczniejszych detektywów w okolicy – Kociej Szajki, przebywającej obecnie w trybie świątecznym! W akcję zostanie zaangażowany kuzyn Bronki – Maly Jižik odbywający legalny staż w kociej policji, nie zabraknie również dużej roli girl power, bo w końcu kotki rządzą.

Jak zwykle czekają nas narady w kawiarniach, podążanie za tropami i przesłuchania świadków. Tym razem będą również łyżwiarskie popisy, świąteczne przygotowania, szusowanie po stoku (i ściąganie zaklinowanej Bronki z wyciągu narciarskiego), pieczenie pierniczków, śpiewanie kolęd, bardzo duże stężenie bibliotek, a nawet refleksja nad ociepleniem klimatu się znajdzie!

Wszystkie te składowe przybliżą nas do odkrycia któż to taki napadł na listonosza i jakie kierowały nim motywy. 

Oczywiście po raz kolejny w fenomenalnej oprawie graficznej spod ręki Malwiny Hajduk. Uwielbiam te koty tak czytać, jak i oglądać, a świąteczno-zimowa kolorystyka wyjątkowo pasuje im do pyszczków.

Od teraz lektura przygód Kociej Szajki będzie obowiązkowym elementem zimy, jak gorąca czekolada z piankami.
Po raz kolejny z całych sił polecamy!

Agata Romaniuk, Kocia Szajka i napad na moście, Warszawa: Wydawnictwo Agora, 2021, 138 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

I jak? Który tytuł zainteresował Was najbardziej?

Czas na czytanie: „Nie moja matka” Miranda Smith

Uwaga uwaga, dziś będzie o książce, która okazała się bardzo pozytywnym zaskoczeniem!

Kiedy Marion świętuje z najbliższymi pierwsze urodziny córeczki, zupełnie niespodziewane wydarzenie wyjęte żywcem z jednego z tandetnych filmów sensacyjnych sprawia, że jej świat się wali, a ona sama zaczyna kwestionować wszystko, w co kiedykolwiek wierzyła.

Czy to możliwe, że jedyna osoba, jaką ma na świecie nigdy nie była z nią szczera? Czy jej mama – przyjaciółka i podpora – była w przeszłości zdolna do popełnienia straszliwych zbrodni? I okłamywała ją przez całe życie podając się za kogoś zupełnie innego?

„Nie moja matka” to jedna z tych fabuł, w których na samym początku otrzymujemy nie tylko zbrodnię, ale również jej sprawcę, a następnie przez całą książkę, wraz z bohaterami, staramy się dojść do tego, dlaczego do tego wszystkiego doszło, kto tak naprawdę jest ofiarą, a kto sprawcą.

Skonfrontowana z kłamstwami matki, pozostawiona ze strasznymi podejrzeniami Marion nie może uwierzyć w zapewnienia policji. Zarzuty wydają się jej absurdalne, ale jednocześnie wszystko to zaczyna w przerażający sposób pasować do wszystkich niedomówień i dziwnych sytuacji, które pamięta z dzieciństwa, składając się w pokręconą, ale logiczną całość.

Komu ma wierzyć, skoro najbliższa jej osoba może wcale nią nie być, a otaczający ją przyjaciele ukrywają przed nią prawdę? Jedyne, czego pragnie, to chronić własną córkę przed każdym zagrożeniem, jakie szykuje im los i dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło, kiedy sama była zaledwie niemowlęciem.

Bardzo podbiał mi się sposób budowania klimatu. To nie jest jeden z tych thrillerów, w których krew leje się litrami i psychopatyczni mordercy biegają po ulicach, mamy tu raczej do czynienia z przesyconymi emocjami wspomnieniami z trudnego dzieciństwa (zarówno głównej bohaterki, jak i jej matki, bo akcja toczy się dwutorowo), koniecznością kompletnej zmiany myślenia o całym swoim życiu i związaną z tym utratą poczucia bezpieczeństwa. Przyznam, że to dość mocno na mnie podziałało, bo mimo, że akcja jest raczej spokojna, to jednak cały czas coś się dzieje – mimochodem – niby niegroźnego i pozbawionego znaczenia, a mającego ogromny wpływ na losy bohaterów. Na jaw wychodzą nowe fakty a na pierwszy plan wysuwa się dojmujące poczucie niepewności i osamotnienia. Zarówno wobec skomplikowanej sytuacji rodzinnej, jak i nowej wiedzy, z którą bohaterka musi się zmierzyć. A wszystko to kontrastuje z sielskim klimatem niewielkiej nadmorskiej miejscowości, pełnym prezentów i baloników przyjęciem urodzinowym malucha, spacerami po plaży z wózkiem z niemowlakiem i morską bryzą we włosach.

Wielowarstwowa intryga, mnóstwo emocji, najtrudniejsze życiowe wybory, nieoczekiwane zwroty akcji i zaskakujące zakończenie, demony przeszłości i dojmujące poczucie niepokoju oraz dobrze przygotowany portret psychologiczny sprawcy jako wisienka na torcie.

Bardzo satysfakcjonujące lektura.

Miranda Smith, Nie moja matka, Poznań: Wydawnictwo FILIA, 2021, 352 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia.

Bajki Majki: „Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków”

To już czwarty tom z serii przyrodniczych kartonowych atlasów dla maluszków spod rąk Ewy i Pawła Pawlaków. Kilka lat temu mieliśmy ich „Mały atlas ptaków”, wiedziałam więc czego mniej więcej się spodziewać, ale tym razem poziom uroczości przekroczył wszelkie granice.

Nie jest to jednak atlas w typowym tego słowa znaczeniu – nie znajdziecie tu podstawowych informacji o przedstawianych rasach, nie poznacie ich typowych cech charakterów, masy (chyba, że w przypadku maine coona) czy średniej długości życia. Przeczytacie natomiast najciekawsze z ciekawostek zręcznie wplecione w pełne rodzinnego ciepła, bardzo osobiste anegdotki z życia z kotami.

I to nie tylko rasowymi! Bo wśród norweskich leśnych, devon rexów, ragdolli i syjamnów na stronach atlasu spotkamy również plejadę wspaniałych dachowców (czyli zazwyczaj kotów europejskich krótkowłosych) – burego, rudego, rudo-białego a nawet szylkretowego, czy popielatego w prążki. Zabrakło nam tylko persa, cóż za niedopatrzenie! Gdyby miała kiedyś powstać druga część, Figiel poleca się w roli modela!

Każda rozkładówka poświęcona jest innej rasie kota – jedną stronę wypełnia jego materiałowy portret, na drugiej znajdziemy ciekawostkową treść, rzeczywiste zdjęcie jednego z bohaterów książki i poświęconą mu anegdotkę oraz przedstawienia kotów tej rasy w innych technikach. Poza omówieniem ras znajdziemy również dwie dodatkowe plansze poświęcone kociej mowie ciała oraz mniej znanym dzikim krewnym kotów domowych, gdzie poznamy między innymi manula, karakala czy margaja.

Tym, co wyróżnia ta pozycję na rynku książeczek z kociakami w roli głównej, poza gawędziarską formą treści, jest eklektyzm z jakim autorzy podeszli do kwestii ilustracji. Znajdziemy tu bowiem zarówno realne zdjęcia kotów prosto z domowych archiwów ich właścicieli, delikatne i dostojne akwarelowe portrety, pocieszne i przesympatyczne wyszywanki z barwnych kawałków tkanin, dziecięce rysunki, a nawet przestrzenne formy ulepione z masy papierowej. A wszystko to zestawione razem jest absolutnie przepiękne.

Wyjątkowa i inspirująca do podejmowania własnych prób artystycznych książeczka ciekawostkami, przede wszystkim do oglądania i zachwycania się. Bo i różnice między rasami poznaje się przede wszystkim poprzez samodzielną obserwację.

A wszystko to w dziecioodpornym wydaniu – książeczka jest z wytrzymałego, choć nie najgrubszego kartonu, z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, spokojnie można czytać już z maluszkiem i zostawić mu do samodzielnego przeglądania na dywanie.

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Czas na czytanie: „Wielki Gatsby. Powieść graficzna” F. Scott Fitzgerald, Fred Fordham, Aya Morton

To pierwsza z serii klasyki w komiksowej adaptacji, którą miałam przyjemność przeczytać nie znając tekstu oryginalnego.

[ koniecznie zobaczcie również „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984” ]

Wiem, że kilka lat temu widziałam film, ale prawdę mówiąc nic z niego nie pamiętam, poza tym, że był tam Leonardo, miał bogaty dom i przez połowę filmu się czołgał, a i tak nie dostał za to Oskara. Rok później był drugi taki film z czołgającym się Leo, tylko w tym drugim był też śnieg i niedźwiedź, więc tym razem Oskar się należał (jak widać po tej drobnej dygresji, film nie jest kategorią, na której się znam).

Czy po przeczytaniu powieści graficznej zapamiętam coś więcej? Przede wszystkim klimat, bo stylizowane na secesję, charakterystycznie „wyblakłe” akwarelowe ilustracje Ai Morton z dużym upodobaniem do roślinnego detalu naprawdę robią robotę.

Szczególnie w zestawieniu z przejmującym braku życiowego celu toksycznych bohaterów oraz ich obojętności wobec uczuć i losu drugiego człowieka.

Autorzy prezentują nam krótki wycinek z ociekającego bogactwem i zarazem niesamowite pustego życia amerykańskich elit po zakończeniu I wojny światowej – wciąż zmagających się z nieprzepracowaną traumą, znudzonych do granic możliwości, nie potrafiących na powrót odnaleźć się świecie. Zmieniających codzienność w nieustające, pozbawione sensu przyjęcie, spędzających całe dnie na sofach, wikłających się w romanse i uciekających przed konsekwencjami swoich czynów i decyzji.

A wszystko to opowiedziano za pomocą pięknego języka i dekoracyjnych ilustracji, co w kontraście z pełną wygód pustką egzystencji bohaterów daje całkiem niesamowity efekt.

F. Scott Fitzgerald, Fred Fordham, Aya Morton, Wielki Gatsby. Powieść graficzna, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 200 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Bajki Majki: Bajki dźwiękowe

Dzieci lubią grające zabawki, co do tego nie ma wątpliwości. Wychodząc naprzeciw tej sympatii ukazała się niedawno seria bajek dźwiękowych, gdzie słowo i obraz klasycznych i dobrze wszystkim znanych historii uzupełnione zostało przez 16 różnych odgłosów i melodii oznaczonych w tekście adekwatnym przyciskiem.

W pierwszym momencie zaskoczyły mnie nieco ukryte za twardą oprawą miękkie strony tych niewielkich książeczek. Okazuje się jednak, że to niezbędny element konstrukcyjny – przyciski dźwiękowe znajdują się na ostatniej, odpowiednio grubszej stronie kryjącej w sobie cały mechanizm. Na poszczególnych stronach oznaczono natomiast miejsca, w które należy przycisnąć, w związku z czym nacisk palca musi przejść przez wszystkie ze stron. I chociaż nie brzmi to najlepiej, sprawdza się zaskakująco dobrze, a nacisk nie musi być duży – dziecko bez problemu daje sobie radę samodzielnie. Nie ma też problemu z trafieniem w odpowiedni przycisk.

Same dźwięki są dobrej jakości, urozmaicone, nie drażniące ani mechaniczne, nie są też zbyt głośne, szczególnie, kiedy trzymamy książeczkę na kolanach albo na stole. Poza prostymi odgłosami znajdziemy również dłuższe melodie – szczególnie na początku i końcu opowieści. Dużym plusem jest również obecność wyłącznika oraz możliwość wymiany baterii.

Choć historie nie są długie, dźwięki bardzo fajnie je uzupełniają i dopełniają opowieść. A na ostatniej stronie, po zakończonej lekturze, możemy posłuchać ich jeszcze raz – zgodnie z czytaną opowieścią lub w dowolnej kolejności.

Bardzo podobają mi się ilustracje – chociaż każda z książeczek jest autorstwa innego ilustratora, każdy z nich oddał unikalny klimat powieści. Ilustracje wypełniają całe strony i są głównym medium przekazującym czytelnikowi treść bajki.

Podoba mi się więc sama koncepcja książeczek uzupełnionych dźwiękami oraz jej realizacja – od ilustracji, przez budowę aż po jakość odgłosów i melodii. Mam jednak zastrzeżenia co do samego tekstu, który jest tu zdecydowanie najsłabszym elementem.

Partie tekstu nie są długie – po kilka zdań na stronę. I chociaż po tego rodzaju adaptacji można oczywiście spodziewać się dużej skrótowości, mam wrażenie że nie wyszło najlepiej. Choćby „Księga dżungli” całkiem zatraciła swój sens sprowadzając całą historię do w żaden sposób niewytłumaczonego konfliktu miedzy tygrysem a Mowglim. Wygnany przez Shere Khana chłopiec przysięga mu zemstę, po czym zabija go nasyłając na niego stado bawołów i wraca jako zwycięzca odziany w jego skórę. Mimo, że podczas czytania powstrzymałam się od dodatkowych komentarzy, moja przedszkolaczka to właśnie Mowgliego odebrała jako czarny charakter, więc coś tu poszło ewidentnie nie tak.

Benjamin Chaud, Księga dżungli, Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Podobnie w „Aladynie” bohater ratując porwaną księżniczkę truje nie tylko czarnoksiężnika, ale również jego papugę. W moim odczuciu przygotowując skrót historii – oczywiście raczej brutalnej, to w końcu klasyka – można skupić się na innych aspektach darując sobie szczegóły morderstwa. Szczególnie, że seria (choćby przez długość i poziom tekstu) skierowana jest do najmłodszych odbiorców. Z trzeciej strony pamiętam, że sama jako dziecko bardzo lubiłam makabryczne baśnie Braci Grimm. Ale jako mama czuję wewnętrzny sprzeciw, jestem więc rozdarta. Majce się podobają (dźwięki to +100 do atrakcyjności), więc nie zabieram.

Aurelie Guillerey, Aladyn. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Najbardziej podoba mi się „Kot w butach”, wydaje się być najwierniejszym odwzorowaniem baśni i jest najbardziej spójny. Majka natomiast najbardziej lubi „Aladyna”, przede wszystkim ze względu na melodie utrzymane w orientalnym klimacie.

Roland Garrigue, Kot w butach. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.