Bajki Majki: „O Fretce, która dała się porwać wiatrowi” Marta Guśniowska

Książka o tchórzowatej Fretce była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Spodziewałam się uroczego, ale niedługiego picturebooka, z niewielką ilością tekstu i masą ilustracji. Tymczasem ilustracje są, jak najbardziej, śliczne bardzo i występują całkiem często, ale przede wszystkim mamy tu mnóstwo tekstu – cała książka ma ponad 50 stron! Nie udało nam się przeczytać jej „na raz” – chociaż Majka docenia dłuższe historie, to jednak moje gardło zaniemogło i musiałyśmy rozłożyć tą przygodę na dwa wieczory. A właściwie kilka przygód.

Fretka nie należy do najodważniejszych zwierzątek na świecie. Ani nawet w swoim lesie. Wręcz przeciwnie, unika wszelkich zagrożeń, jak tylko się da. W ogóle nie wychodzi z domu (w końcu świat jest pełen niebezpieczeństw!) i nie nawiązuje kontaktów z innymi zwierzętami. Nigdy nie była na przyjęciu i żadnego nie organizowała, nawet swoich własnych urodzin, a o dalekich podróżach lubi tylko czytać w bezpiecznym zaciszu własnego domku. Jej życie było więc uporządkowane i całkiem szczęśliwe, ale też samotne.

Az do momentu, kiedy zdecyduje się otworzyć wszystkie zasuwki i skobelki w drzwiach przed dobijającym się w potrzebie gołębiem pocztowym. A od otwarcia drzwi zostaje już tylko moment, by zostać porwaną w nieznane przez psotny, towarzyski wiatr, który decyduje się wyrwać naszą bohaterkę z czterech ścian i pokazać jej świat.

W ten sposób nasza bohaterka trafi w zupełnie różne zakątki ziemi i pozna jej mieszkańców, a każda znajomość nauczy ją czegoś nowego i każda stanie się zaczątkiem pięknej przyjaźni. Na swojej drodze trafi na nieustraszoną i bardzo pewną siebie Ćmę, której uświadomi, że każde, nawet najbardziej odważne stworzenie się czegoś boi. Spotka Pingwina-pesymistę, z którym odkryją, że warto czasami spodziewać się dobrych rzeczy, oraz strachliwego Strusia niespodziewającego się ani trochę, że przyjaciele mogą czekać tuż za krzakiem. Cudem uniknie też zjedzenia przez rodzinę Lwów, gdzie dowie się, że strach nie zawsze jest czymś złym i mamy małych urwisów dobrze o tym wiedzą.

A kiedy już wróci do siebie – odmieniona podróżami, zdecydowanie odważniejsza i spragniona świata, znajdzie w swoim domku coś, czego ani trochę się nie spodziewała…

Zabawna, lekka jak powiew wiatru i bardzo sympatyczna opowieść o ostrożności, przełamywaniu własnych lęków oraz radości z poznawania ludzi (a raczej zwierząt) i świata. O budowaniu przyjaźni i wytaczaniu swojej własnej ścieżki. A wszystko to w towarzystwie cudnych ilustracji – szczególnie filiżanka z herbatką pojawiająca się w książce nie raz i nie dwa, jest moją prywatną faworytką.

Gorąco polecamy wszystkim przedszkolakom (i tym ostrożnym i tym stale ciekawym świata), bo chociaż to już całkiem długi tekst, łatwo można go podzielić na osobne przygody i spędzić z nią kilka wieczorów.

Marta Guśniowska, O Fretce, która dała się porwać wiatrowi, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2021, 56 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s