Czas na czytanie: „Kiedy Pan Piecho gryzie” Brian Conaghan

Z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki dla młodzieży, które są w jakiś sposób „zaangażowane społecznie” – pokazujące świat z nieco innej perspektywy i jednocześnie dopasowane pod względem językowym i sposobem narracji do oczekiwań młodego czytelnika. Są to zatem zazwyczaj książki lekkie, zabawne i z ważnym przesłaniem.

Tego też spodziewałam się po historii Dylana – szesnastolatka z zespołem Tourette’a. I pod pewnymi względami dostałam to, czego oczekiwała, a pod innymi kompletnie mnie zaskoczyła.

DSC_1938.jpg

Przede wszystkim życie z tego rodzaju chorobą okazało się być znacznie bardziej skomplikowane, mogłam to sobie dotychczas wyobrażać. Tourette to nie tylko tiki i przekleństwa wykrzykiwane w niekontrolowany sposób, ale również mnóstwo innych uciążliwych dolegliwości – zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Trochę wstyd się przyznać, ale jestem zszokowana swoją własną ignorancją w tym temacie. Nie da się ukryć, że tak lektura okazała się być dla mnie swego rodzaju nauczką.

Z drugiej strony Dylan, choć postrzega świat w nieco inny sposób, wciąż jest nastolatkiem. Uwielbia piłkę nożną, gra na konsoli, ogląda z mamą powtórki Milionerów, podziwia swojego ojca (który ani trochę na ów podziw nie zasługuje), ogląda się za spódniczkami i wraz z przyjacielem używa skrótów, które rozumieją tylko oni dwaj. I w pewien kompletnie nieadekwatny do swojej życiowej sytuacji sposób nigdy nie traci pogody ducha. Dlatego kiedy przez przypadek udaje mu się podsłuchać wyjątkowo mało optymistyczną lekarską diagnozę, na szczycie jego listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią ląduje stosunek seksualny z najładniejszą dziewczyną w szkole. Co jak się domyślacie może być wyzwaniem. Szczególnie, kiedy nie sposób porozmawiać ze swoim obiektem westchnień nie obrażając go w co drugim zdaniu…

To nie jest historia, którą łatwo mi się czytało. Przede wszystkim ze względu na spoksik wkuperfranc wdechowy język, jakim posługuje się główny bohater snując swoją opowieść. I jak nie sposób nie podziwiać Dylana i jego podejścia do życia, tak szczególne pokłony należą się jednak jego mamie. Bo jak sympatyczny by nie był, nasz młody narrator jest przede wszystkim niesamowicie męczący. A jednocześnie nie sposób nie zapałać do niego sympatią.

Książka pełna sprzeczności, budząca skrajne emocje – od rozbawienia, przez zniecierpliwienie  i zażenowanie, aż po podziw i szacunek.

Brian Conaghan, Kiedy Pan Piecho gryzie, Warszawa: Wydawnictwo YA!, 2019, 383 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa YA!

Jedna uwaga do wpisu “Czas na czytanie: „Kiedy Pan Piecho gryzie” Brian Conaghan

  1. Wygląda na wyjątkową książkę i dość kontrowersyjną. Podczas studiów uczyłam się o tym zespole i nie jest łatwe funkcjonować z nim w społeczeństwie. Moim zdaniem książka wartościowa i potrzebna, z pewnością sięgnę po nią nie tylko ze względu na temat, ale i również dlatego, że pasjonują mnie książki dla młodzieży.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s