Książka na weekend: „Ostatni list od kochanka” Jojo Moyes

Tej książki zdecydowanie nie polecam ze względu na „torebkowy” format, bo 528 stron jednak swoje waży. Ale Jojo Moyes ma w sobie coś takiego, że najlepiej czyta się ją w wakacje – w czasie majówki, wyjazdu, czy leniwego urlopu – potrafi wykreować taki klimat, że nawet pisząc o rzeczach poważnych wprowadza luźną atmosferę i wręcz zmusza do relaksu. Tą autorkę spokojnie można brać w ciemno, bo chociaż nie czytałam jeszcze jednej z jej książek, wszystkie pozostałe są bardzo dobre.

~~~

„Co ma Ellie? Wspaniały seks, mniej więcej raz na dziesięć dni, i garść niezobowiązujących mejli. Ma trzydzieści dwa lata, jej kariera stoi pod znakiem zapytania, przyjaciele wiedzą, że emocjonalnie jest na straconej pozycji i z każdym dniem trudniej jest jej przekonać samą siebie, że właśnie takie życie sobie wymarzyła.”

Powiem bez ogródek – mniej więcej do połowy (250 stron!) byłam tą książką strasznie rozczarowana. Kocham historie tej autorki za ociekanie bezpretensjonalnym humorem, nieprawdopodobne, często żenujące sytuacje i bohaterki, które są trochę jak kolorowe ptaki podążające za swoimi marzeniami i przekonaniami. A tutaj dostałam dziewczynę uwikłaną w romans z żonatym mężczyzną i historię małżeńskiej zdrady sprzed 60 lat.

DSC_0482

I mimo, że nie poskąpiono mi malowniczych opisów strojów, budynków i miejskiej weduty drugiej połowy XX wieku, bardzo długo nie mogłam wkręcić się w tą historię. Szczególnie, że bohaterka romansu z przed lat wydawała mi się straszną flądrą, a opowiadanie historii dwutorowo zaburzało moje poczucie czasu akcji.

„Jeśli pozwolę sobie cię kochać, ta miłość mnie pochłonie. Nie będzie niczego, oprócz ciebie. Żyłabym w ciągłym strachu, że zmienisz zdanie. A gdybyś je zmienił, umarłabym.”

Ale kiedy już wiedziałam co i jak i wreszcie chwyciłam bakcyla, to drugą połowę pochłonęłam na raz. I wzbudziła we mnie piękne emocje – od niedowierzania, przez zniecierpliwienie zachowaniem bohaterów i złośliwą przewrotnością losu, aż po wzruszenie i nadzieję. Bo to naprawdę niesamowita historia – zaskakuje, rozczula i zupełnym mimochodem skłania do refleksji nad moralnością i innymi ponadczasowymi wartościami.

„Jeśli jej małżeństwo nie było udane, to dlatego, że za słabo się starała. Ale przecież można to naprawić: pisano tak we wszystkich magazynach dla kobiet. Mogła być trochę milsza, trochę bardziej kochająca, ładniej się prezentować. Mogła, jak mawiała jej matka, przestać sądzić, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.”

Ta książka jest inna i właśnie ze względu na wymuszoną cofnięciem się w czasie powagę wyróżnia się na tle dorobku Moyes. Ale po przewróceniu ostatniej strony doszłam do wniosku, że jest w niej wszystko, za co kocham tą autorkę, chociaż w innych niż zwykle proporcjach. Ellie okazuje się jednak nie być pozbawiona (tak charakterystycznego dla bohaterek Moyes) zgryźliwego poczucia humoru i suma summarum znajduje w sobie pazur do naprawiania świata i, co zapewne znacznie trudniejsze, ogarnięcia swojego życia. Jest piękna historia miłosna i druga pozostawiona trochę w zawieszeniu. Są silne kobiece postacie gotowe wziąć swój los w swoje ręce. Są brutalne realia pogrążonego w wyścigu szczurów świata. Jest ciepło wsparcia przyjaciół i osób poznanych zupełnie przypadkiem.

„Jestem mężatką. Mężczyzna odchodzący od żony to jedno, ale kobieta odchodząca od męża? W tym momencie nie widzisz w moim postępowaniu nic złego. We wszystkim, co robię, dostrzegasz tylko to, co najlepsze. Wiem, że nadejdzie dzień, kiedy to się zmieni. Nie chcę, żebyś widział we mnie coś, czym pogardzasz u całej reszty.”

A do tego miszmaszu dorzucono skandal obyczajowy, różnice w komunikacji, degradację słowa pisanego, problem emancypacji kobiet, a nawet kolonializm. Zdaje się, że taka mieszanka nie ma prawa się udać, a wszystko jest tak idealnie wyważone, że nie mogę się temu nadziwić.

„(…)Mężczyźni wolą pracować, niż zajmować się innymi sprawami (…). Bałaganem codziennego życia. Tym, że ludzie nie zachowują się tak, jakbyśmy chcieli, i czują coś, czego wolelibyśmy, żeby nie czuli. W pracy można osiągać wyniki, być mistrzem w swojej dziedzinie. Ludzie robią to, co im się każe.”

Chociaż po początku zupełnie się tego nie spodziewałam, i ta książka Moyes cudownie dodaje sił, chęci do życia i niesamowicie podnosi na duchu. Przepraszam za tą chwilę zwątpienia!

„W przypływie wisielczego humoru pomyślał, że robią wrażenie tak nieszczęśliwych, że wszyscy wokół biorą ich pewnie za małżeństwo.”

Jojo Moyes, Ostatni list od kochanka, Kraków: Wydawnictwo Znak Między Słowami, 2018, 528 s.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s